Zdałam maturę, i to całkiem nieźle. Dostałam się na psychologię, złożyłam wszystkie papiery i radośnie oznajmiłam rodzicom:

WIDEO

player placeholder

A teraz przede mną długie wakacje!

Popatrzyli się na siebie znacząco.

Zobacz także:

– Kochanie, jesteś już dorosła. Nie możesz cały czas się oglądać na nas. I liczyć, że na wszystko damy ci pieniądze. Chcemy, żebyś studiowała, i będziemy cię utrzymywać. Dostaniesz pieniądze na podręczniki, ubrania. Ale na przyjemności musisz zarobić sama – oświadczył tata.

Słuchałam go jednym uchem

Co roku powtarzali te gadki i próbowali mnie wysłać w wakacje do jakiejś pracy.

– Zośka. Tym razem to nie są żarty. Odpoczywaj do połowy sierpnia, jedź z dziewczynami do Mikołajek. Ale potem masz sobie znaleźć pracę. Albo my ci ją znajdziemy – powiedziała mama.

Miała wyjątkowo poważną minę. Wystraszyłam się, ale tylko na chwilę.

„Odpuszczą, jak zawsze” – powtarzałam sobie.

Na Mazurach byłam dwa tygodnie. Potem zaczęłam planować kolejny wyjazd.

– No i jak tam? – zagadnął nagle przy kolacji tata. – Masz już pracę?

Próbowałam grać na czas.

– No tak, mam coś na oku, ale to jeszcze nic pewnego, czekam na odpowiedź – łgałam.

Byłam pewna, że tata kupił moją bajeczkę. Ale trzy dni później temat powrócił.

– No ciągle czekam – wykręcałam się.

Zaczęłam jednak mieć złe przeczucia, że w tym roku mogą mi nie odpuścić.

– Chyba z tej twojej pracy nic nie będzie. Ale się nie martw. Coś ci załatwiliśmy – mama uśmiechnęła się szeroko. – Syn koleżanki z pracy jeździ tam co roku. Piękny ośrodek nad morzem. Potrzebują kelnerki. Zaczynasz za tydzień.

Kelnerka? Czy oni oszaleli?

Ja mam plany, już się umówiłam z dziewczynami na wypad na Hel! Chcą mi popsuć wakacje?

– Kelnerka? Mamo, naprawdę chcesz, żebym była kelnerką? Chcesz, żeby mnie podszczypywali i klepali po tyłku podstarzali lowelasi? – uderzyłam w dramatyczny ton.

– Nikt cię nie będzie podszczypywał. To nie knajpa, tylko ośrodek wczasowy, rodzinny. Rodzice, dzieci, babcie, ciocie. Ale jak wolisz, jest też posada na zmywaku.

Mama zagrała va banque. Wiedziała, że nienawidzę zmywać.

– OK, jak koniecznie chcecie, żebym była nieszczęśliwa, to pojadę – chwyciłam się ostatniej deski ratunku.

Chlipnęłam.

Wiecie, jak nie lubię ludzi, jak mnie stresują. Ale OK, dobrze. Tylko musicie wiedzieć, że tego się po was nie spodziewałam.

Rzuciłam serwetkę na stół i obrażona poszłam do siebie. Obdzwoniłam wszystkie przyjaciółki, żeby się wypłakać. Wyrzekałam na okrutnych rodziców, na wyzysk, niewolnictwo… Rodzice nie dali się złamać. Tydzień później wsiadłam w pociąg i pojechałam na poniewierkę. Bardzo się starałam, żeby być na nie, ale ośrodek był naprawdę ładny. Dwa piętrowe pawilony z apartamentami, kilkanaście domków. Centralne miejsce zajmował budynek ze stołówką, siłownią i basenem. Ale szybko przypomniałam sobie, po co tu jestem. I że na pewno będę musiała mieszkać w suterenie albo na dusznym poddaszu.

– Jestem Zosia. Mam tu pracować jako kelnerka – przedstawiłam się w recepcji.

Aldona (takie imię miała na plakietce) skierowała mnie do gabinetu kierowniczki ośrodka, ta zaś do szefowej stołówki.

– Jestem Magda. Witaj w zespole. Zaczynasz jutro od śniadania. Musisz być gotowa na siódmą rano. Zaczniesz od rozkładania naczyń i potraw. Śniadanie jest w formie szwedzkiego stołu, więc potem trzeba tylko zbierać brudne naczynia, pomagać gościom przy robieniu kawy. Dasz radę. Twoją opiekunką będzie Ania, wszystko ci wyjaśni. Mieszkacie razem, więc poznacie się jeszcze dziś. A na razie się rozejrzyj po ośrodku, idź na plażę. Rozgość się.

Wbrew moim obawom domek, w którym miałam mieszkać, był nowy i czysty. Stał na uboczu, wśród innych domków osób z obsługi. Potem pobiegłam prosto na plażę. Wiedziałam, że to ostatni dzień mojej wolności, więc postanowiłam z tego skorzystać. Dotarłam pod wieczór do domku.

Moja współlokatorka już tam była

– Zosia? Cześć, Anka – dziewczyna podała mi rękę.

Jakoś gadka nam się nie kleiła, więc poszłyśmy spać.

Wstawaj, wpół do siódmej, spóźnimy się – krzyczała Anka.

Zwlekłam się i poszłam pod prysznic. Za pięć siódma dotarłyśmy do stołówki. Dostałam czarny fartuch i po chwili z naręczami talerzy, kubków i sztućców kursowałam między kuchnią a jadalnią. A potem było już tylko gorzej.

„Hej, panienko, ten kubek jest brudny”, „Dlaczego nie ma już paróweczek? Mój Jasio je tylko paróweczki”, „To ma być kawa? Tego się nie da pić!” – i tak do 10.30. Potem jeszcze walka ze spóźnialskimi, którzy domagali się podania im śniadania, bo „przecież zapłacili”. Gdy już zniosłam wszystkie brudne naczynia, sprzątnęłam stoliki i nakryłam je do obiadu – miałam przerwę. 45 minut. Zdjęłam fartuch i wyszłam na patio. Nie czułam nóg ani rąk. To był pierwszy dzień. Jak przetrwam 13 kolejnych? Klapnęłam na ławkę i sięgnęłam po butelkę z wodą. Mój telefon zaczął wibrować. „Mama”.

Wściekła odrzuciłam połączenie

Co miałam jej powiedzieć? Że posłała mnie do piekła?

– Papierosa? – na ławce koło mnie przysiadł jakiś chłopak.

Nie widziałam go wcześniej. Pewnie z kuchni.

– Nie palę. Choć chyba w tej chwili żałuję – uśmiechnęłam się kwaśno. – Zośka. Pierwszy dzień w karcerze.

– Antek. Drugi tydzień. W tym roku. Bo w ogóle to już trzecie sezon. Nie wiem, czy cię to pocieszy, ale po kilku dniach się człowiek przyzwyczaja.

Przewróciłam oczami i wróciłam do pracy. Obiad był jeszcze gorszy. Ganiałam z wazami i półmiskami po całej jadalni. Kilka razy się pomyliłam. Wegetarianom z „piątki” zaniosłam pieczeń rodziny z „piętnastki”. Po dwóch godzinach byłam skołowana i sfrustrowana.

– Dałaś radę – to była Magda.

Spojrzałam na nią zdziwiona.

– No, naprawdę. Nikogo nie oblałaś zupą, nie nawrzeszczałaś na żadnego upiornego bachora i do niczyjego dania nie wpadły ci okulary. Tak, tak, to wszystko moje osiągnięcia z pierwszego dnia pracy w tym ośrodku, 10 lat temu. Ale dziś już masz wolne. Widzimy się jutro o 7. A, i przynieś podpisane dokumenty, które ci wczoraj dałam.

Ciężko mi było się do tego przyznać, ale pochwały Magdy miło połechtały moje ego. Może nie będzie tak źle.

Zosia, 19 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: