Przez ostatnie pół roku żyłam na najwyższych obrotach. Moja praca polegała głównie na odbieraniu setek telefonów dziennie i uśmiechaniu się do ludzi, na których wcale nie miałam ochoty patrzeć. Kiedy wracałam do domu, jedyne, o czym marzyłam, to cisza. Taka absolutna, gęsta cisza, w której słychać tylko własny oddech.

WIDEO

player placeholder

Byłam zmęczona

Od tygodni w głowie układałam sobie plan naszego urlopu. Znalazłam idealne miejsce. Mały, drewniany domek w Beskidzie Niskim, na końcu polnej drogi, gdzie zasięg komórkowy był jedynie miejską legendą. Wyobrażałam sobie, jak rano wychodzę na werandę z kubkiem gorącej herbaty, otulam się grubym swetrem i patrzę na mgłę unoszącą się nad lasem.

Żadnych ludzi. Żadnych grafików. Tylko ja, Tomek i sterta książek, których nie miałam czasu przeczytać przez całą zimę. Czekałam tylko na odpowiedni moment, żeby mu o tym opowiedzieć i wspólnie zarezerwować termin. Niestety, ubiegł mnie.

Zobacz także:

– Mam dla nas niespodziankę – ogłosił któregoś dnia, zanim zdążyłam zdjąć buty. – Załatwiłem nam urlop. Dwa tygodnie, kochanie. Odcięcie od codzienności.

Pokazał mi folder: „Włoskie wakacje z temperamentem! 14 dni niezapomnianej przygody z najlepszym biurem podróży!”. Poniżej znajdowało się zdjęcie uśmiechniętej grupy ludzi machających z okien ogromnego autokaru. Przez chwilę myślałam, że to żart. Że zaraz wyciągnie spod spodu potwierdzenie rezerwacji naszej górskiej chatki.

– Objazdówka? Autokarowa wycieczka objazdowa?

Wykupił nam wycieczkę

– Dokładnie! – Klasnął w dłonie. – Trzy kraje, osiem miast, pełne wyżywienie i opieka polskiego pilota. Wszystko zorganizowane, nie musimy o niczym myśleć. Wstajemy rano, jemy śniadanko w hotelu i ruszamy zwiedzać. Wieczorami integracja z grupą, kolacje. Będzie fantastycznie.

– Mówiłam ci, że potrzebuję ciszy. Chciałam wynająć domek w górach. Z dala od ludzi.

Uśmiech zniknął z twarzy Tomka, a jego miejsce zajęło zniecierpliwienie.

– Wymyślasz. Zamknęlibyśmy się w jakimś drewnianym pudle na końcu świata i patrzyli w ścianę. Co to za wakacje? Zawsze narzekasz, że mało robimy razem, że popadamy w rutynę. No to załatwiłem nam przygodę. Kosztowało to fortunę, a ty nawet nie potrafisz się uśmiechnąć i powiedzieć dziękuję.

– Nie zapytałeś mnie zdanie – odparłam. – Po prostu poszedłeś i zapłaciłeś za wycieczkę, która jest spełnieniem moich najgorszych koszmarów.

– Przesadzasz – uciął krótko. – Zobaczysz, jeszcze mi podziękujesz. Trochę życia towarzyskiego dobrze ci zrobi. Nie możesz wiecznie chować się przed światem.

Nie miałam siły się kłócić

Dzień wyjazdu nadszedł stanowczo zbyt szybko. O czwartej trzydzieści rano staliśmy na ogromnym, betonowym parkingu pod supermarketem, skąd miał nas zabrać autokar. Było zimno i szaro. Tomek był w doskonałym nastroju, zagadywał już jakieś starsze małżeństwo o ich poprzednie podróże. Ja stałam obok, ściskając rączkę walizki, z poczuciem rosnącej paniki. Kiedy podjechał nasz autobus, wysiadła z niego energiczna kobieta z mikrofonem w dłoni.

– Dzień dobry, wycieczko! – krzyknęła. – Nazywam się Jola i będę waszą przewodniczką, matką i przyjaciółką przez najbliższe dwa tygodnie! Proszę zajmować miejsca, humory dopisują?

Tłum odpowiedział niemrawym, ale radosnym mruczeniem. Weszliśmy do środka. Zajęliśmy nasze miejsca. Z tyłu usiadła czteroosobowa rodzina z dwójką nastolatków, którzy od razu włączyli jakąś grę na telefonie z głośnymi efektami dźwiękowymi. Przed nami ulokowały się dwie głośne przyjaciółki, które natychmiast zaczęły wymieniać się przepisami, przekrzykując warkot silnika. Oparłam głowę o szybę i zamknęłam oczy.

To był mój koszmar

Chciałam zasnąć, odciąć się od tego wszystkiego, ale pani Jola nie zamierzała nam na to pozwolić.

– Kochani, zanim dojedziemy do granicy, musimy się poznać! – zawołała przez system nagłaśniający. – Każdy z was wstanie, powie, jak ma na imię i skąd jedzie, i zdradzi nam swoje największe marzenie!

Spojrzałam na męża z przerażeniem.

– Nie zrobię tego.

– Daj spokój, nie bądź sztywna – szepnął, szturchając mnie łokciem. – To tylko zabawa.

Kiedy przyszła nasza kolej, Tomek z entuzjazmem opowiedział o swojej pracy i zamiłowaniu do włoskiej kuchni. Ja powiedziałam: „Beata z Warszawy, marzę o spokoju” i opadłam z powrotem na fotel. Usłyszałam kilka chichotów. Pani Jola skwitowała to głośnym: „Oho, mamy w grupie śpiącą królewnę! Obudzimy ją we Włoszech!”.

Marzyłam o ciszy

Kolejne dni zlały się w jeden wielki, hałaśliwy koszmar. Moje biuro wydawało się teraz odległą planetą. Rzeczywistość składała się z pobudek o szóstej rano, pospiesznych śniadań w hotelowych jadalniach, gdzie trzeba było walczyć o suchą bułkę i letnią kawę z automatu, oraz godzin spędzonych w autokarze.

Tomek kwitł. Okazało się, że uwielbia ten rodzaj podróżowania. Zaprzyjaźnił się z połową wycieczki. Wymieniał żarty z kierowcą, grał w karty z mężczyznami z tyłu autokaru, podczas przerw na stacjach benzynowych żywo dyskutował o polityce i cenach paliwa. Był w swoim żywiole.

Ja gasłam z każdym dniem. Mój organizm, przyzwyczajony do stresu w pracy, zamiast odpoczywać, wszedł w tryb przetrwania. Autokar był głośny. Ludzie rozmawiali, śmiali się, ktoś z tyłu regularnie jadł kanapki z kiełbasą. Pani Jola bez przerwy mówiła przez mikrofon – o historii mijanych miejsc, o anegdotach ze swojego życia, o tym, o której mamy zbiórkę.

Chciałam wrócić

Zbiórki były najgorsze. „Mamy dwadzieścia minut na placu Świętego Marka! Zdjęcia, toaleta i wracamy pod pomnik!” – krzyczała, wymachując żółtą parasolką. Biegliśmy w tłumie innych turystów, w upale, potykając się o własne nogi. Nie było czasu na refleksję, na zatrzymanie się, na wypicie kawy w spokoju. Byliśmy stadem owiec zaganianym z miejsca na miejsce.

Trzeciego dnia we Florencji, kiedy dostaliśmy godzinę czasu wolnego, odłączyłam się od Tomka i grupy. Znalazłam małą, pustą uliczkę, usiadłam na kamiennych schodkach pod jakimiś drzwiami i po prostu ukryłam twarz w dłoniach. Cisza tej wąskiej uliczki była jak lekarstwo. Słyszałam tylko odległy szum głównego placu. Przez chwilę wyobrażałam sobie, że jestem w moim wymarzonym domku w górach.

– Tu jesteś! – Głos Tomka rozbił moją iluzję na drobne kawałki. Był zdyszany i wyraźnie zły. – Szukam cię od dwudziestu minut! Zaraz zbiórka, dlaczego odeszłaś bez słowa?

Nie rozumiał mnie

Podniosłam głowę.

– Musiałam odpocząć od hałasu. Od tych ludzi.

– Od jakich ludzi? – Przewrócił oczami. – To świetna ekipa! Pan Zbyszek zaprosił nas dzisiaj wieczorem do swojego pokoju na degustację lokalnego wina. Będzie kilka osób, pośmiejemy się.

– Nie pójdę – powiedziałam stanowczo, wstając. – Nie mam ochoty na degustację z panem Zbyszkiem. Mam ochotę wziąć prysznic i położyć się w ciszy.

Tomek popatrzył na mnie, jakby widział mnie po raz pierwszy. W jego oczach nie było zrozumienia, była tylko irytacja.

– Zachowujesz się okropnie – rzucił chłodno. – Psujesz ten wyjazd nie tylko sobie, ale i mnie. Cały czas masz pretensje, odizolowujesz się. Ludzie pytają, co z tobą nie tak.

– Co ze mną nie tak? – Poczułam, jak ogarnia mnie złość, tłumiona od tygodni. – To ty mnie tu przyciągnąłeś! Zignorowałeś wszystko, o co cię prosiłam. Wiedziałeś, jak bardzo jestem wyczerpana, a zafundowałeś mi obóz przetrwania z obcymi ludźmi, bo ty miałeś na to ochotę!

Byłam wściekła

Resztę drogi do autokaru przeszliśmy w milczeniu. Tego wieczoru faktycznie poszedł do pana Zbyszka. Zostałam w małym, dusznym pokoju hotelowym. Położyłam się na twardym łóżku i patrzyłam w sufit. Zza ściany dobiegały odgłosy telewizora, z korytarza śmiechy innych uczestników wycieczki.

Nie byłam zła tylko o te niefortunne wakacje. Byłam przerażona tym, co one obnażyły. Tomek zupełnie mnie nie znał, a może po prostu nie chciał znać moich potrzeb, jeśli kolidowały z jego własnymi. Dla niego idealny wypoczynek oznaczał bodźce, ludzi i ciągły ruch. Dla mnie – święty spokój.

Problem polegał na tym, że on uznał swój sposób za obiektywnie lepszy. Uznał, że mnie „naprawi”, wrzucając w środek autokarowej integracji. Nie przyszło mu do głowy, żeby zapytać. Żeby pójść na kompromis. Zrobił to, co uważał za słuszne, a teraz miał do mnie pretensje, że nie klaszczę z zachwytu.

Beata, 36 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: