Nie chce mi się jutro wyjeżdżać, nie lubię się z tobą rozstawać – Olek stanął za moimi plecami, wyginając usta w śmieszną podkówkę.
WIDEO…
Siedziałam przed toaletką z lustrem w naszej sypialni i wklepywałam w buzię krem. Spojrzałam na odbicie ukochanego w lustrze.
– Cztery dni szybko zlecą, a potem znów będziemy razem. – uśmiechnęłam się do niego.
Rozpogodził się.
– Kocham cię – powiedział i wtulił twarz w moje włosy.
Poczułam falę ciepła w okolicach serca. Olek oświadczył mi się tydzień temu. Ależ byłam szczęśliwa! Przestałam nawet przejmować się tym, że nie będę się z nim widziała przez kilka najbliższych dni. Mój narzeczony pracował bowiem w firmie w Poznaniu, gdzie mieszkaliśmy, ale cztery dni w tygodniu spędzał w Szczecinie, gdzie była filia firmy. Mieszkał tam w służbowym mieszkaniu.
Te rozłąki nie były najłatwiejsze, ale przez rok naszej znajomości zdążyłam się do nich przyzwyczaić. Uważałam nawet, że w pewnym sensie dodają naszemu związkowi pikanterii – nie mieliśmy czasu na rutynę i kłótnie, bo gdy Olek wracał, byliśmy oboje stęsknieni i przez pozostałe dni tygodnia nadrabialiśmy stracony czas.
Nie mogłam narzekać
W dodatku Olek naprawdę dobrze zarabiał. Nie wypytywałam go o szczegóły, lecz stać nas było na wiele. Oboje nie byliśmy rozrzutni, żyliśmy na zwyczajnym poziomie, jednak od kiedy byłam z Olkiem, nigdy na nic nie brakowało pieniędzy.
Wyremontowaliśmy moje mieszkanko, w którym wspólnie mieszkaliśmy. Olek kupił mi auto, płacił rachunki, robił zakupy, zabierał na wakacje i ferie. Nie musiałam się martwić o pieniądze. Ale bez pieniędzy kochałabym go tak samo. Mój ukochany był bowiem pogodnym, mądrym i dobrym człowiekiem. Miałam w życiu mnóstwo szczęścia, że go spotkałam!
Poznałam go na firmowej imprezie – pracowałam jako pielęgniarka w centrum medycznym dla dzieci. Firma Olka ufundowała kiedyś dla naszych chorych maluchów specjalistyczną aparaturę do badań. Moi przełożeni zaprosili z wdzięczności sponsorską firmę na naszą doroczną imprezę. Był wśród nich Olek. To była miłość od pierwszego wejrzenia – taka, o jakiej czyta się w książkach. Po trzech miesiącach znajomości zamieszkaliśmy razem – Olek wprowadził się do mnie. Wspólne życie pod jednym dachem tylko utwierdziło nas w przekonaniu, że zostaliśmy dla siebie stworzeni.
Zaręczyliśmy się
A tydzień temu Olek oficjalnie mi się oświadczył!
– Pragnę spędzić z tobą życie. Wychować nasze dzieci. Pragnę zestarzeć się u twojego boku. Bawić się z naszymi wnukami – mówił, klęcząc przede mną z wielkim bukietem róż.
Płakałam ze wzruszenia! Jedynym trudnym tematem w naszym związku byli jego rodzice. Niechętnie o nich mówił, nigdy ich nie odwiedzał ani do nich nie telefonował. Kiedyś, gdy przycisnęłam go do muru, stwierdził, że zerwał z nimi kontakty. O szczegółach nie chciał mówić.
– Boli mnie ta sytuacja, Monisiu. Powiem ci kiedyś wszystko, obiecuję, ale muszę być na to gotowy. A ciągle nie jestem – tak mi wtedy odpowiedział.
Był wyraźnie smutny, więc przytuliłam go i tematu więcej nie poruszałam. Jednak sprawa wracała do mnie jak bumerang. Od dnia zaręczyn gorączkowo myślałam, jak pogodzić mojego narzeczonego z moimi przyszłymi teściami. Przecież tak będzie lepiej dla wszystkich. Chciałam też wreszcie ich poznać!
Myślałam o tym wszystkim, zasypiając wtulona w ramiona narzeczonego. Jutro on pojedzie do Szczecina, a ja… Czeka mnie dzień, który pewnie zmieni całe nasze życie! Olkowi nic nie wspomniałam, bo chciałam mieć pewność, ale już od jakiegoś czasu podejrzewałam, że jestem w ciąży! Nazajutrz wybierałam się do ginekologa. Jeżeli potwierdzi moje przypuszczenia… Poczułam radosne mrowienie w brzuchu. Olek uwielbia dzieci!
„Boże, dziękuję ci za to, że jestem taka szczęśliwa!” – pomyślałam i zasnęłam.
Następnego dnia wyszłam od ginekologa z szerokim uśmiechem. Nosiłam pod sercem dziecko! Moje i Olka! Najchętniej zadzwoniłabym do narzeczonego i wykrzyczała mu w słuchawkę tę wielką radość, lecz wolałam poczekać na niego, przywitać uroczystą kolacją i powiedzieć o tym, patrząc mu w oczy, a nie przez telefon.
Postanowiłam zrobić mu niespodziankę
Jednak musiałam się z kimś podzielić tą radosną wieścią! Zadzwoniłam więc do Gabrysi, mojej siostry.– To cudownie! Gratuluję! Będę ciocią! Ale się cieszę! – wydzierała się Gaba do słuchawki.A gdy się już nakrzyczała, naśmiała, wyrzuciła z siebie setki ochów i achów, coś jej przyszło do głowy i powiedziała:
– Słuchaj, Monika. Ja muszę jutro jechać służbowo do Szczecina. Weź w pracy kilka dni wolnego. Pojedziesz ze mną i zrobisz Olkowi niespodziankę!
Pomysł wydał mi się bardzo dobry. Ale Olek będzie zaskoczony! I szczęśliwy!
– Jedziemy! – krzyknęłam.
Wieczorem zasypiałam podekscytowana. Nie mogłam doczekać się miny Olka, kiedy zobaczy mnie w Szczecinie. A potem kolejnej miny, kiedy dowie się, że zostanie tatusiem!
Byłam w szoku
Do Szczecina dotarłyśmy całe i zdrowe. Gabka z piskiem opon zakręciła na osiedle, gdzie miał mieszkanie. Obie zobaczyłyśmy go jednocześnie. Był na placu zabaw i… huśtał na huśtawce kilkuletnią dziewczynkę… Nie widział nas, bo stał tyłem do osiedlowej drogi. Rozbudzona adrenaliną nie przejęłam się tym jednak. Zawsze lubił dzieci, pewnie huśta jakąś małą sąsiadeczkę.
– Gabuś, poczekaj chwilkę. Zaraz wrócę po rzeczy. Teraz biegnę przywitać przyszłego tatusia – powiedziałam do siostry, po czym wyskoczyłam z auta i podbiegłam do ukochanego.
– Niespodzianka! – wykrzyknęłam tuż za jego plecami.
Resztę wydarzeń pamiętam jak na zwolnionym filmie… Olek odwrócił się i zbladł jak ściana!
– Monika… Co ty tu robisz? – wydukał zdenerwowany.
Nic nie odpowiedziałam, bo w tej samej sekundzie spojrzałam na huśtaną przez niego dziewczynkę… Była podobna do Olka jak dwie krople wody! Jakby tego było mało, z pobliskiej bramy wyłoniła się jakaś atrakcyjna kobieta, podeszła do Olka i spokojnie powiedziała:
– Obiad wam przygotowałam, wystarczy odgrzać. Przyjadę po Natalię rano.
Po czym z czułością pocałowała Olka w policzek! Olek stał jak skamieniały i wpatrywał się we mnie. Kobieta w końcu mnie zauważyła i zorientowała się, że coś nie gra.
– Tato, huśtaj, huśtaj – usłyszałam cienki głosik dziecka.
W tej samej chwili poczułam, że ziemia usuwa mi się spod nóg. Na szczęście, upadłam wprost w ramiona przerażonej Gabrysi. Widziała z auta całą scenę i zdążyła w porę do mnie dobiec.
– Zabierz mnie stąd – wyszeptałam i to była moja ostatnia, świadoma myśl.
Obudziło mnie jakieś miarowe pikanie. Otworzyłam oczy. Biało. Spojrzałam w bok. Pikające monitory… i Gabrysia.
– Co mi jest? – spytałam.
– Monisia! Dzięki Bogu, że się ocknęłaś! – na strapionej twarzy mojej siostry pojawiła się ulga. – Wszystko jest dobrze. Z tobą i z dzieckiem. Przeżyłaś tylko bardzo silny szok. Musisz dużo odpoczywać. Spróbuj zasnąć – poradziła mi Gabka serdecznie, gładząc moją rękę.
Uspokojona tym dotykiem, zasnęłam. Ze szpitala lekarze wypisali mnie po kilku dniach. Z zaleceniem unikania stresów.
Odzyskiwałam siły pod opieką rodziców
Gabrysia zawiozła mnie ze Szczecina wprost do rodziców w Poznaniu. Zajęli się mną troskliwie. Spędziłam u nich ponad dwa miesiące. Gdy już wypłakałam wszystkie łzy i pogodziłam się z tym, co mnie spotkało, wróciłam do swojego domu.
Rodzicom obiecałam, że będę dbać o siebie i codziennie do nich wpadać; mieszkali niedaleko. I że przed rozwiązaniem znów wrócę do nich na jakiś czas. Teraz jednak potrzebowałam pobyć sama! Zastanowić się nad przyszłością. Na szczęście, w mieszkaniu nie było już żadnych rzeczy Olka. Gabrysia mu je oddała. On sam próbował na początku kontaktować się ze mną kilka razy dziennie, jednak ja nie odbierałam telefonu. Nie czytałam też mejli. Gdy przyjeżdżał, rodzice go przeganiali. W końcu przestał.
Z czasem nawet zaczęłam się uśmiechać. Nie było to najłatwiejsze, ale bardzo się starałam – w końcu byłam pielęgniarką, pracowałam z chorymi dziećmi. Zdawałam sobie sprawę, ile krzywdy mogę wyrządzić mojemu maluszkowi, nakręcając się nerwami i stresem. Więc starałam się jak mogłam i tylko jemu poświęcałam swoje dobre emocje. O Olku nie myślałam.
Monika, 30 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Te wakacje miały być spełnieniem marzeń, ale zamieniły się w piekło. Moja teściowa zaplanowała mi każdą minutę”
- „Wiedziałam, że tatuś ma wiele za uszami. Gdy notariusz odczytał mi treść testamentu, zbierałam szczękę z podłogi”
- „Wakacje na Mazurach miały uratować nasze małżeństwo. Przez to, co zrobiła żona, mam ochotę złapać autostop do domu”



























