Decyzja o samotnym wyjeździe nie była łatwa. Zawsze podróżowałam z kimś, najczęściej z moim byłym chłopakiem, ale po naszym rozstaniu kilka miesięcy temu czułam, że muszę zrobić coś tylko dla siebie.
WIDEO…
Potrzebowałam odskoczni
Wybrałam Grecję, bo zawsze marzyłam o tych białych domkach z niebieskimi dachami, zawieszonych na stromych klifach. Chciałam uciec od codzienności, od współczujących spojrzeń przyjaciółek i od pustego mieszkania, które wciąż pachniało jego perfumami.
Pierwsze dni były trudne. Otaczały mnie zakochane pary trzymające się za ręce na tle zachodzącego słońca. Czułam się jak intruz w raju dla nowożeńców. Chodziłam wąskimi uliczkami Oia, robiłam setki zdjęć, jadłam pitę w małych barach i próbowałam wmówić sobie, że świetnie się bawię. Ale wieczorami, gdy wracałam do pustego pokoju hotelowego, samotność uderzała we mnie ze zdwojoną siłą.
Czwartego dnia postanowiłam zaszaleć. Założyłam ulubioną, zwiewną sukienkę, umalowałam usta i poszłam do jednej z tych droższych tawern z tarasem widokowym. Zamówiłam kieliszek lokalnego trunku i talerz owoców morza. Patrzyłam na morze, które powoli zmieniało kolor z błękitnego na granatowy, i wtedy go zauważyłam.
Wpadł mi w oko
Siedział dwa stoliki dalej. Miał ciemne, lekko kręcone włosy, oliwkową cerę i uśmiech, który od razu przyciągał wzrok. Zauważyłam, że od dłuższego czasu mi się przygląda. Zwykle w takich sytuacjach odwracam wzrok i udaję, że jestem bardzo zajęta sprawdzaniem czegoś w telefonie, ale tym razem było inaczej. Może to magia tego miejsca sprawiła, że odwzajemniłam spojrzenie. Po chwili wstał i podszedł do mojego stolika.
– Przepraszam, że przeszkadzam – zaczął płynną angielszczyzną z lekkim, melodyjnym akcentem. – Zauważyłem, że siedzisz tu zupełnie sama. Taki piękny wieczór nie powinien być spędzany w samotności. Mogę się dosiąść?
Zawahałam się przez ułamek sekundy.
– Jasne, proszę bardzo – odpowiedziałam, czując, jak na moje policzki wypływa lekki rumieniec.
Usiadł naprzeciwko mnie i wyciągnął rękę.
– Jestem Nikos.
– Joanna – odpowiedziałam, ściskając jego dłoń. Miała ciepły, pewny uścisk.
Rozmowa kleiła się od samego początku. Nikos opowiadał o swoim życiu na wyspie, o tym, że pracuje jako przewodnik wycieczek i że bardzo kocha tutejszy spokój poza sezonem turystycznym. Z kolei ja, ku własnemu zaskoczeniu, opowiedziałam mu o swoim niedawnym rozstaniu i o tym, jak bardzo potrzebowałam tego wyjazdu.
Wysłuchał mnie
Słuchał mnie z taką uwagą, jakby moje słowa były najważniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek usłyszał.
– Wiesz, Joanno – powiedział w pewnym momencie, patrząc mi głęboko w oczy. – Czasami musimy się zgubić, żeby na nowo odnaleźć siebie. Jesteś niezwykle odważną kobietą, że przyjechałaś tu sama. Większość ludzi boi się własnego towarzystwa.
Jego słowa trafiły prosto w moje serce. Czułam, że w końcu ktoś mnie rozumie, że widzi mnie taką, jaka naprawdę jestem. Po kolacji Nikos zaproponował spacer. Zgodziłam się bez wahania. Szliśmy wąskimi, kamiennymi schodkami w dół klifu, z dala od tłumów turystów. Pokazywał mi ukryte zakamarki, małe kościółki i miejsca, z których roztaczał się najpiękniejszy widok na kalderę. Zatrzymaliśmy się na małym tarasie widokowym. Księżyc odbijał się w spokojnej tafli wody. Nikos stanął tuż za mną, tak blisko, że czułam ciepło jego ciała.
– Zawsze przyprowadzam tu osoby, które są dla mnie ważne – szepnął, delikatnie odgarniając kosmyk włosów z mojej twarzy. – To moje magiczne miejsce.
To był moment
Spojrzał na mnie w sposób, który sprawił, że zapomniałam o całym świecie, o moim byłym chłopaku, o samotności i o wszystkich problemach, które zostawiłam w Polsce. Kiedy mnie pocałował, czułam się jak główna bohaterka romantycznego filmu. Wszystko wydawało się idealne, wręcz nierealne. Spędziliśmy razem resztę wieczoru. Dużo się śmialiśmy, rozmawialiśmy o marzeniach i planach na przyszłość. Nikos odprowadził mnie pod same drzwi mojego hotelu.
– Muszę jutro wcześnie rano wyjechać na drugi koniec wyspy, mam grupę turystów – powiedział, całując mnie w czoło. – Ale obiecaj, że się jeszcze zobaczymy przed twoim wylotem.
– Obiecuję – odpowiedziałam z uśmiechem, czując motyle w brzuchu.
Zasnęłam z poczuciem, że te wakacje to najlepsze, co mogło mnie spotkać. Może to było głupie i naiwne, ale przez chwilę naprawdę uwierzyłam, że to początek czegoś wyjątkowego. Następny dzień spędziłam na plaży, czytając książkę i co chwilę spoglądając na telefon. Liczyłam, że Nikos się odezwie, że może uda mu się skończyć pracę wcześniej. Niestety, ekran pozostawał ciemny. Tłumaczyłam sobie, że jest zajęty, że przecież mówił o wycieczce. Postanowiłam nie psuć sobie nastroju.
Poszłam tam znowu
Wieczorem, wiedziona jakimś niewytłumaczalnym sentymentem, postanowiłam wrócić do tej samej tawerny, w której poznaliśmy się poprzedniego dnia. Chciałam usiąść przy tym samym stoliku, wypić kieliszek wina i powspominać nasz wczorajszy wieczór. Tawerna była pełna, ale mój stolik – ten na samym brzegu tarasu – był zajęty. Zamiast tego usiadłam w głębi, skąd miałam dobry widok na całą salę. Kelner przyniósł mi menu, a ja zaczęłam rozglądać się po gościach. I wtedy zamarłam.
Przy stoliku na brzegu tarasu, tym samym, przy którym siedzieliśmy wczoraj, siedział Nikos. Był ubrany w tę samą błękitną koszulę. Ale to nie to sprawiło, że poczułam, jak grunt usuwa mi się spod nóg. Naprzeciwko niego siedziała dziewczyna. Blondynka, mniej więcej w moim wieku, patrząca na niego z takim samym zachwytem, z jakim ja patrzyłam wczoraj. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Przecież miał być na drugim końcu wyspy. Przecież mówił…
Siedziałam jak sparaliżowana, nie mogąc oderwać od nich wzroku. Obserwowałam, jak Nikos nachyla się w jej stronę, uśmiecha się tym swoim czarującym uśmiechem i mówi coś, co sprawia, że dziewczyna czerwieni się i opuszcza wzrok. Widziałam, jak delikatnie dotyka jej dłoni leżącej na stole. Ten sam gest. Ten sam uśmiech. Ta sama scena, tylko inna aktorka w roli głównej.
Zobaczyłam go
Zrozumiałam wszystko w ułamku sekundy. Nie byłam żadną wyjątkową, odważną kobietą, która zaintrygowała go swoją niezależnością. Byłam po prostu wtorkiem. Ta dziewczyna była środą. A jutro na pewno znajdzie się jakaś czwartkowa turystka, która usłyszy, że czasami trzeba się zgubić, żeby odnaleźć siebie.
Wstałam gwałtownie, omal nie przewracając krzesła. Szybkim krokiem wyszłam z tawerny. Szłam przed siebie, nie patrząc na przepiękny zachód słońca, który jeszcze wczoraj tak mnie zachwycał. Łzy piekły mnie pod powiekami, ale nie chciałam płakać. Czułam raczej złość i potężne upokorzenie.
Jak mogłam być tak naiwna? Jak mogłam uwierzyć, że facet z pocztówkowej wyspy, który zagaduje samotną turystkę, jest materiałem na cokolwiek więcej niż tylko tani, powtarzalny romans? Zrozumiałam, że to jego sposób na życie. Wakacyjny podryw, wyuczone formułki, sprawdzone miejsca z odpowiednim oświetleniem i atmosferą. Perfekcyjnie wyreżyserowany spektakl dla samotnych kobiet szukających pocieszenia.
Dostałam nauczkę
Wróciłam do hotelu i zaczęłam pakować walizkę, choć wylot miałam dopiero za dwa dni. Musiałam czymś zająć ręce. Przez głowę przelatywały mi fragmenty naszej wczorajszej rozmowy. Każde jego słowo, które brałam za dowód głębokiego zrozumienia, teraz brzmiało jak tania linijka z kiepskiego scenariusza.
Resztę wyjazdu spędziłam, unikając miejsc, w których mogłabym go spotkać. Zrezygnowałam z romantycznych kolacji w Oia na rzecz szybkiego jedzenia w małych, niepozornych barach. Nie chciałam już oglądać tego pięknego obrazka, który okazał się tylko zręczną iluzją.
Siedząc w samolocie powrotnym do Warszawy, patrzyłam przez okno na oddalającą się wyspę. Nie żałowałam tego wyjazdu. Chciałam uciec od rzeczywistości i przez jeden wieczór to mi się udało. Dostałam swoją porcję bajki. Szkoda tylko, że zapomniałam, iż bajki zawsze kończą się, gdy wybija północ.
Joanna, 30 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż kupił najdroższe produkty na obiad, żeby zaimponować ojcu. Pozory były ważniejsze niż zaległy rachunek za gaz”
- „Mój mąż godzinami przesiadywał z telefonem w toalecie. Prawda wyszła na jaw przy niedzielnym obiedzie”
- „Teściowie zrobili z mojego wesela swoją prywatną imprezę. Od ślubu pokazują, że nie mam w tej rodzinie nic do gadania”



























