Stałam przy stanowisku odprawy biletowej na lotnisku, ściskając w dłoni dwa paszporty. Mój i Kamila. Czułam w brzuchu to przyjemne mrowienie, które zawsze towarzyszy początkom wielkich podróży. Toskania. Marzyłam o tym wyjeździe od lat. Kręte drogi wśród cyprysów, wieczory na tarasie kamiennego domu. To miał być nasz czas. Czas na to, żebyśmy po trudnym, pracowitym roku wreszcie skupili się tylko na sobie.
WIDEO…
Kamil poszedł po kawę, a ja pilnowałam naszych bagaży. Uśmiechałam się do własnych myśli, wyobrażając sobie słońce i zapach rozgrzanej ziemi. Byliśmy razem od dwóch lat, ale ostatnio mijaliśmy się w drzwiach. Ten wyjazd miał być lekiem na całe zło, na każdą wiadomość pozostawioną bez odpowiedzi i każdy samotny wieczór spędzony przed telewizorem. I wtedy usłyszałam ten głos. Głośny, perlisty śmiech, który rozpoznałabym wszędzie.
Nie mogłam w to uwierzyć
Odwróciłam głowę. Kamil szedł w moją stronę, trzymając w jednej ręce dwa papierowe kubki, a drugą obejmując drobną, roześmianą brunetkę. Magda. Jego „najlepsza przyjaciółka ze studiów”. Szli ramię w ramię, a za nią toczyła się duża, różowa walizka. Mój uśmiech zamarł na ustach. Przez chwilę łudziłam się, że to tylko zbieg okoliczności. Że Magda leci gdzieś indziej, a oni wpadli na siebie w kolejce do kawiarni.
– Zobacz, kogo spotkałem! – zawołał Kamil, podchodząc bliżej. Wcisnął mi w dłoń kubek z kawą i uśmiechnął się szeroko.
– Cześć, Aniu! – Magda rzuciła mi się na szyję, zanim zdążyłam zareagować. Pachniała ciężkimi, słodkimi perfumami. – Nie mogłam uwierzyć, gdy Kamil do mnie zadzwonił z tą propozycją. Jesteście niesamowici, że mnie przygarnęliście!
Cofnęłam się o krok, czując, jak serce zaczyna mi bić szybciej. Spojrzałam na Kamila, szukając w jego oczach jakiegoś wyjaśnienia, ale on tylko wzruszył ramionami z niewinnym uśmiechem.
– Z jaką propozycją? – zapytałam cicho, starając się, by mój głos nie drżał.
– No, Kamil mówił, że macie wielki dom z dwiema sypialniami i że trochę wam tam będzie pusto. A ja akurat miałam mały kryzys po rozstaniu z Maćkiem, więc... no jestem! – zaśmiała się znowu.
Nie mogłam w to uwierzyć. Spojrzałam na swojego chłopaka.
– Kamil, możemy na słówko? – powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
Odeszliśmy kilka kroków, zostawiając Magdę z naszymi bagażami.
– Co tu się dzieje? – zapytałam, starając się opanować złość. – Mieliśmy jechać sami. To miał być nasz romantyczny wyjazd. Dlaczego ona tu jest?
– Ania, przestań – westchnął, przewracając oczami. – Magda ma strasznie trudny czas. Maciek ją rzucił, siedziała w domu i płakała. Kupiłem jej bilet wczoraj wieczorem, to były grosze. Mamy ten wielki dom w Toskanii, przecież nie będzie nam przeszkadzać. Zresztą, znasz Magdę. Z nią zawsze jest wesoło. Nie bądź taka sztywna.
Nie wierzyłam własnym uszom. Zaprosił swoją przyjaciółkę na nasze wakacje, nie pytając mnie o zdanie i teraz to ja miałam problem, bo byłam „sztywna”? Chciałam krzyczeć, chciałam zostawić walizkę i wrócić taksówką do domu. Ale byliśmy już po odprawie. Biletów nie dało się zwrócić, a ja wydałam na ten wyjazd połowę swoich oszczędności.
Zacisnęłam zęby i kiwnęłam głową.
– Porozmawiamy o tym później – powiedziałam cicho, ale wiedziałam, że ten wyjazd właśnie zamienił się w koszmar.
Czułam się pominięta
W samolocie Magda i Kamil usiedli obok siebie, bo „tak przydzielił system”, a ja wylądowałam rząd dalej, przy oknie. Przez całe dwie godziny lotu słyszałam ich chichoty. Rozmawiali o ludziach ze studiów, których nie znałam, o sytuacjach, w których nie brałam udziału. Siedziałam z głową opartą o szybę, patrząc na chmury i czułam, jak po policzku spływa mi jedna, samotna łza.
Po wylądowaniu sytuacja wcale się nie poprawiła. Wynajęty samochód był mały. Kamil prowadził, a Magda od razu usadowiła się na przednim siedzeniu, zanim zdążyłam w ogóle otworzyć drzwi.
– Ja mam chorobę lokomocyjną, muszę siedzieć z przodu! – rzuciła przez ramię, podłączając już swój telefon do radia, by puszczać muzykę.
Siedziałam z tyłu, wciśnięta między nasze torby, i słuchałam, jak śpiewają na dwa głosy stare piosenki. Czułam się jak piąte koło u wozu. Kiedy dojechaliśmy do willi, byłam wyczerpana. Dom był piękny – kamienny, otoczony winnicami, z dużym tarasem. Ale cała magia prysła.
– Ja biorę ten pokój z balkonem! – krzyknęła Magda, wbiegając na piętro.
To był główny pokój. Ten, w którym mieliśmy spać my. Spojrzałam na Kamila z niemym żądaniem interwencji.
– Niech jej będzie. Przecież to tylko kilka dni, a ona potrzebuje teraz ładnych widoków. My weźmiemy ten drugi, też jest spoko – powiedział, znosząc nasze rzeczy do mniejszej sypialni na parterze.
Zaczęłam rozpakowywać walizkę w milczeniu. Kamil podszedł do mnie od tyłu i objął mnie w talii.
– No weź, nie dąsaj się. Będzie fajnie. Zobaczysz, we trójkę też można się świetnie bawić. Zrobimy zaraz jakąś kolację, pośmiejemy się.
– Kamil, nie rozumiesz. Chciałam pobyć z tobą. Sama. Mamy problemy, tak naprawdę nie rozmawiamy ze sobą od miesięcy. Chciałam to naprawić.
– Nic nie musimy naprawiać, wszystko jest super – uciął, wyraźnie zniecierpliwiony. – Idę do Magdy, zobaczyć, czy jej pomóc z walizką.
Zostałam sama w małym pokoju bez widoku na wzgórza. Z każdym dniem było tylko gorzej.
Miałam tego dość
Kolejne dni przypominały zły sen. Magda stała się centrum wszechświata Kamila. Kiedy szliśmy zwiedzać okoliczne miasteczka, oni szli przodem, żywo dyskutując, a ja wlokłam się z tyłu. Kiedy robiliśmy zdjęcia, Kamil miał obiektyw skierowany głównie na nią. „Zrób mi takie artystyczne, wiesz, żebym mogła wrzucić na mój profil i pokazać Maćkowi, co stracił!” – prosiła, a on cierpliwie pstrykał kilkadziesiąt ujęć.
Trzeciego dnia poszliśmy do lokalnej restauracji. Zarezerwowałam stolik na tarasie z widokiem na zachodzące słońce. Zamówiliśmy lemoniadę i lokalne sery.
– Pamiętasz, jak kiedyś na pierwszym roku pojechaliśmy pod namioty i Kamil zapomniał śledzi? – zaczęła Magda. – Spaliśmy wtedy na dziko, padał deszcz, a on próbował przywiązać namiot do drzewa swoimi sznurówkami!
Śmiali się do łez. Ja uśmiechnęłam się słabo. Słyszałam tę historię już chyba ze sto razy. Zawsze opowiadali ją z tą samą iskrą w oku. Nagle poczułam, że to ja jestem tu zbędna. To oni mieli wspólną przeszłość, wspólny język i żarty, których ja nie rozumiałam. Patrzyłam, jak on patrzy na nią. Z czułością, której od dawna mi nie okazywał. Z uwagą, której tak bardzo mi brakowało.
– Ania, a ty co taka cicha? – zapytała nagle Magda, mrużąc oczy. – Nie bawisz się dobrze?
– Bawię się świetnie – skłamałam, upijając duży łyk. – Po prostu lubię słuchać waszych opowieści.
– No, my to z Kamilem mamy tyle wspomnień, że można by książkę napisać. Prawda, Misiu? – powiedziała, kładąc dłoń na jego ramieniu.
„Misiu”. Tak go nazywała. Mnie to słowo nigdy nie przeszło przez gardło, a ona rzucała nim tak swobodnie. Kiedy wróciliśmy do willi, pękłam. Magda poszła na górę do swojego pokoju z balkonem, a ja zamknęłam za nami drzwi od naszej sypialni.
– Mam tego dość – powiedziałam cicho, ale stanowczo.
– Czego znowu? – Kamil zdjął koszulę i rzucił ją na krzesło. Był wyraźnie zadowolony i wyluzowany.
– Tego wyjazdu. Tego, jak mnie traktujesz. Tego, że zachowujecie się, jakbyście to wy byli parą, a ja waszą przyzwoitką.
– Zwariowałaś? Jesteś po prostu zazdrosna. Magda to moja kumpela. Przecież wiesz, że nic mnie z nią nie łączy.
– Nie chodzi o to! Chodzi o szacunek! Zaprosiłeś ją bez pytania na nasze wakacje. Cały czas poświęcasz uwagę tylko jej. Ignorujesz mnie. Czuję się tu niepotrzebna.
– Znowu robisz dramat z niczego – fuknął. – Z tobą się nie da normalnie porozmawiać. Jesteś ciągle niezadowolona. Psujesz ten wyjazd swoimi fochami.
Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale nagle zabrakło mi słów. Dotarło do mnie, że on naprawdę nie widzi problemu. Albo co gorsza, widzi go, ale wcale go to nie obchodzi. Odwróciłam się na pięcie i wyszłam z pokoju. Poszłam na taras i usiadłam na zimnych płytkach, patrząc w gwiazdy.
Mój świat się rozpadł
Następnego ranka obudziłam się wcześnie. Słońce dopiero wschodziło. Kamila nie było. Myślałam, że poszedł wziąć prysznic. Wstałam, ubrałam się po cichu i zeszłam do kuchni, żeby zrobić kawę. Kiedy mijałam schody, usłyszałam ciche głosy z tarasu.
– ...nie wiem, ona jest ostatnio jakaś przewrażliwiona – to był głos Kamila.
Zatrzymałam się w pół kroku. Serce zabiło mi mocniej.
– Może po prostu do siebie nie pasujecie? – odpowiedziała Magda. Jej ton był miękki, niemal kojący. – Jesteś świetnym facetem, Kamil. Zasługujesz na kogoś, kto cię rozumie i kto nie robi problemów z byle powodu. Pamiętasz, jak nam było dobrze na studiach, zanim poznałeś tę swoją pierwszą byłą?
– Pamiętam. Czasami żałuję, że... nieważne.
– Czego żałujesz?
– Że nigdy nie spróbowaliśmy, wiesz? Że zawsze byliśmy tylko przyjaciółmi.
Zapadła cisza. Stałam za ścianą, trzymając dłoń na ustach, żeby nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Czułam, jak cały mój świat się zapada. Wyjazd do Toskanii. Ratowanie związku. To wszystko było iluzją. On nie zaprosił Magdy z litości, bo zostawił ją chłopak. Zaprosił ją, bo to z nią wolał spędzać czas.
Nie wyszłam na taras. Nie zrobiłam awantury. Po cichu wróciłam do sypialni. Wyciągnęłam z szafy swoją walizkę i zaczęłam pakować rzeczy. Składałam koszulki, sukienki, kostium kąpielowy. Moje ruchy były mechaniczne. Nie płakałam. Czułam tylko pustkę i ogromne zmęczenie. Kiedy Kamil wrócił do pokoju godzinę później, moja walizka była już zamknięta.
– Co ty robisz? – zapytał, marszcząc brwi.
– Wracam do domu – odpowiedziałam spokojnie.
– Anka, przestań znowu wymyślać. Gdzie ty pojedziesz? Do lotniska jest ponad sto kilometrów.
– Zamówiłam taksówkę. Przebukowałam bilet. Lecę po południu.
– Przez jedną głupią kłótnię chcesz zniszczyć całe wakacje? Jesteś histeryczką!
Popatrzyłam na niego. Zobaczyłam człowieka, którego znałam od dwóch lat, a który nagle wydał mi się zupełnie obcy. Nie czułam już do niego złości.
– Nie, Kamil. To wy macie swoje wakacje. Zostańcie, bawcie się dobrze. Powspominajcie czasy studenckie – powiedziałam cicho, zapinając torebkę. – Nie będę wam przeszkadzać.
Nic nie odpowiedział. Stał i patrzył, jak wychodzę z pokoju. Kiedy wsiadałam do taksówki przed domem, Magda stała na tarasie z kubkiem kawy w dłoni. Nawet nie pomachała.
Droga na lotnisko trwała długo. Patrzyłam na mijane cyprysy, winnice i słońce odbijające się w szybach samochodów. Toskania była piękna, dokładnie taka, jak sobie wymarzyłam. Szkoda tylko, że musiałam ją oglądać z tylnego siedzenia taksówki, uciekając przed życiem, które okazało się kłamstwem. Kiedy samolot wzbił się w powietrze, wyłączyłam telefon. Czułam smutek, ale też ulgę. Czasami najtrudniejszą rzeczą nie jest walka o związek, ale uświadomienie sobie, że nie ma już o co walczyć.
Anna, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych wydarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Myślałem, że wnuk się stęsknił, a on szukał starego naiwniaka z grubą emeryturą. Potraktował dziadka jak bankomat”
- „Miałem spokój na emeryturze, aż w progu stanął mój syn z walizką. Traktował mój dom jak hotel, a ze mnie zrobił służbę”
- „Nie rozumiałam, dlaczego mąż kupił sobie nowe auto i zapuścił brodę. Dotarło do mnie, gdy przyłapałam go na siłowni”



























