W kontekście samotnego rodzicielstwa zawsze się gada tylko o matkach… Czy ktoś mógłby wreszcie zauważyć, że bywają także samotni ojcowie? Co ja miałem powiedzieć, borykając się z wychowaniem córki i nie mając pod ręką żadnych ciotek ani kuzynek?
WIDEO…
Byłbym gotów ożenić się tylko po to, by w ciężkich momentach wyręczyła mnie jakaś kobieta… Cóż, kiedy jakoś wszystkim ewentualnym kandydatkom emocje stygły, gdy przychodziło do podejmowania wiążących decyzji. Nawet znajomych nie miałem za wiele, bo i skąd, skoro wykładam na typowo męskim kierunku.
Żona zostawiła mnie dla jakiegoś Włocha
To sekretarka radziła mi, na jakie zajęcia dodatkowe powinienem zapisać Justynę, woźna dała namiary na dobrą fryzjerkę, a ekspedientka w barze mlecznym pierwsza zwróciła uwagę, co ma jeść moja córka. Nie było łatwo, ale jakie miałem wyjście? Żona opuściła mnie i dziecko, bo szaleńczo zakochała się w jakimś – tfu! – Włochu poznanym na wakacjach.
– Nie histeryzuj, Paweł – radziła mi przez telefon. – I tak zawsze na mnie narzekałeś. Justysię ci zostawiam, bez sensu zmieniać dzieciakowi język w trzeciej klasie.
W każdym razie jakoś mi się udało: Justyna skończyła dobre liceum, potem filologię francuską. Trochę bez przyszłości, ale machnąłem ręką. Akurat wtedy wolałem, by trzymała się z dala od męskich kierunków. Kombinowałem jak koń pod górkę, próbowałem gasić ogień, zanim pojawiła się iskra, a i tak któregoś dnia przyszła z tym całym Krzysiem i miałem guzik do powiedzenia.
Zięć nie przypadł mi do gustu
Chłopak córki nie zrobił na mnie dobrego wrażenia. Co to za materiał na zięcia? Humanista?! Robiłem dobrą minę do złej gry w nadziei, że pojawi się lepszy kandydat, ale....Justyna zaszła w ciążę i nie miałem nic do gadania.
Tyle dobrego, że chociaż pół bliźniaka miał pod miastem po jakiejś ciotce, to się mogli młodzi zaraz po ślubie wprowadzić. Bogiem a prawdą, inaczej sobie wyobrażałem przyszłość córki… Justyna chciała się dalej uczyć, zięć skrobał w miejscowym dzienniku, a wnuczek rósł i tylko czekałem, aż zacznie ponosić konsekwencje ich wyborów.
Nie chciałem do tego dopuścić, więc gdy jeden z kolegów zaproponował mi spółkę w firmie sprowadzającej do Polski sprzęt rehabilitacyjny, poszedłem w to jak w dym. Ktoś rodzinę musi utrzymywać na przyzwoitym poziomie!
Miałem dobre intencje
Słowo honoru, nie oczekiwałem fanfar, jednak nie spodziewałem się, że zostanę potraktowany jak wścibski teść. Czy ja Justynie w garnki zaglądałem, czy szarogęsiłem się jak na swoim? W życiu.
Chcieli dach na garażu zmieniać na blaszany, więc zaproponowałem, że im dołożę na ceramiczną dachówkę, bo ładniejsza i trwalsza. Zresztą u nas teren jest równinny, wiatry hulają od sasa do lasa, blacha nawet mniej bezpieczna jest. Mało to razy po wichurach człowiek całe płaty pozrywane widział na polach?
– Dziękujemy tacie, już mamy wszystko załatwione – spławił mnie Krzysiek.
No, rzeczywiście, musiał się chłopak nagimnastykować przy tym załatwianiu. Starałem się pomagać, raz się udawało, raz nie. Tyle mojego, że przynajmniej we wnuczka mogłem inwestować do woli, i nikt mi wstrętów nie robił. Nie będę nikomu wmawiał, że kupowanie wózka czy pampersów sprawiało mi frajdę, jednak kiedy gdzieś od trzeciego roku życia Sebastian zaczął się interesować klockami, poczułem, że nareszcie mogę rozwinąć skrzydła. Dopiero wnuk mi uświadomił, ile mnie ominęło przy wychowywaniu własnej córki… Słowo daję, nie jest wcale łatwo zająć czymś na dłużej takiego małego łobuza, wciąż powinno się coś dziać!
Szukałem pomysłu na prezent
Zbliżały się siódme urodziny Sebka i myślałem o prezencie, który byłby pewnego rodzaju symbolicznym przejściem ze świata dziecka w świat brdziej męski. Justyna, normalnie jakby czytając mi w myślach, zapowiedziała od razu, że quad odpada, podobnie jak bardziej zaawansowany sprzęt komputerowy.
– A pies? – zapytałem w chwili nagłego natchnienia. – Nie myśleliście o psie?
– Tatuś – spojrzała ciężkim wzrokiem.
– Wiem, że chcesz zabłysnąć, ale pies to zobowiązanie. Jeśli się kiedyś zdecydujemy, na pewno nie będzie prezentem.
– Chciałbym, żeby to było coś super, no wiesz, Justynko – przyznałem. – A jakbym w prezencie zabrał młodego do fokarium na Helu?
– Dobrze kombinujesz! – ucieszyła się. – Super pomysł.
Jak to mówią, czasem okazje same pchają się w ręce. Zgodziłem się zostać z małym w sylwestra i całkiem przypadkiem odkryłem w kuchni na szafce plany drewnianego domku rozrysowane przez zięcia.
Chciałem przechytrzyć zięcia
Kiedy mały zasnął, wśliznąłem się do garażu i znalazłem tam palety drewniane, jakieś farby, wiertarki i inne niezbite dowody, że zięciulo-humanista zamierza dokonać wiekopomnego dzieła, czyli zmajstrować domek, dzięki któremu mój wnuk zrobi sobie jeszcze jakąś krzywdę.
Przyszło mi do głowy, żeby zasponsorować obróbkę desek w warsztacie, ale potem pomyślałem, że wstyd nawet takie badziewie komuś pokazywać. Palety?! Przecież to się rozpadnie po miesiącu! Nawet nie będę o nic rozpytywał – postanowiłem. Kupię porządny domek i będę udawać, że sam na to wpadłem.
A Krzysio niech zabierze małego na Hel, z tym powinien sobie poradzić. Popytałem tu i tam. Znalazłem świetny model za 2,5 tysiaka. Solidny, całoroczny i bezpieczny. Cudo po prostu. Kupiłem bez namysłu i zawiozłem prosto do córki i zięcia. Dobrze, że Sebastian był akurat na lekcji skrzypiec, bo całkiem mi wyleciało z głowy, że to ma być niespodzianka.
Córka ma klapki na oczach
– Patrzcie, jaki mam prezent urodzinowy – wpadłem i położyłem na stole foldery, które dostałem przy zakupie.
– Ja już robię Sebkowi domek! – żachnął się Krzysiek.
– Dajże spokój, mój jest o niebo lepszy – wyjaśniłem. – I z dobrego materiału, nie ze śmieci jak ten twój…
Zięć gwałtownie wstał od stołu i wyszedł z pokoju.
– Jak mogłeś, tato? – Justynka zebrała foldery i wcisnęła mi je do ręki. – Teraz przegiąłeś.
– Przynajmniej chodź zobaczyć, mam to na pace – wyjaśniłem. – Przed domem.
– Nie zamierzam niczego oglądać – wzruszyła ramionami. – Ciebie też nie chcę widzieć, jeśli idzie o ścisłość.
Próbowałem wytłumaczyć, że liczy się dobro dziecka, ale była jak zacięta płyta: przegiąłeś i przegiąłeś. I powiedziała, że mam się nie pokazywać, dopóki nie przemyślę swojego postępowania. A chwila, co tu jest do myślenia? Własna córka mnie wygoniła, i to po tym wszystkim, co dla niej zrobiłem! A zięć jak był ciamajdą, tak będzie.
Paweł, 60 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych wydarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Teściowa zafundowała nam wakacje życia. Kolejne wolę spędzić na balkonie, niż z nią w jednym hotelu”
- „Córce latka lecą, a ona w ogóle nie myśli o dzieciach. Złości się, gdy ją namawiam na powiększenie rodziny”
- „Na emeryturze wygrałem fortunę w totolotka. To, co zrobiłem z pieniędzmi, skłóciło mnie z dziećmi na dobre”



























