Zadzwonił chyba tylko po to, żeby udzielić mi reprymendy. Mąż uwielbiał wtrącać się w wychowanie Natalii, choć od lat praktycznie w tym nie uczestniczył. Doprowadzał mnie do szewskiej pasji tymi swoimi mądrościami przez telefon. Zawsze miał swoje zdanie. I tym razem mnie pouczył:

WIDEO

player placeholder

Daj jej szlaban na wychodzenie gdziekolwiek. Wciąż tylko szlaja się po imprezach. Jak tak można pozwalać dziecku na wszystko?!

Chociaż miałam ochotę rzucić słuchawką, nie dawałam się wyprowadzić z równowagi i powiedziałam spokojnie:

Zobacz także:

– Dobrze, tak zrobię.

Córka była arogancka

Podczas naszego wspólnego życia nauczyłam się, że nie ma sensu z Karolem dyskutować. Był uparty jak osioł i nigdy nie odpuszczał, jak sobie coś wbił do głowy. Dla świętego spokoju więc godziłam się zawsze na wszystko, a potem i tak robiłam swoje.

W końcu co mógł wskórać, będąc setki kilometrów od domu? Od paru lat pracował w Szwecji. Dzwonił codziennie i chyba wydawało mu się, że przez to naprawdę uczestniczy w codziennym życiu rodziny. Kiedy położyłam się do łóżka, moje myśli zaczęły krążyć wokół Natalii.

Ostatnimi czasy stała się nie do zniesienia! W jej wieku powinna uczyć się i myśleć o przyszłości, a tymczasem miałam wrażenie, że interesuje ją tylko zabawa. Tego dnia na przykład przyniosła ze szkoły dwie jedynki z matematyki i na dodatek uwagę. Podobno arogancko odezwała się do nauczycielki. To dlatego mój mąż kazał dać jej szlaban.

Może byłam za łagodna?

– Jeżeli tak dalej pójdzie, pani córka będzie miała poważne kłopoty. Może nawet nie dostać promocji – powiedziała mi jakiś czas temu jej wychowawczyni.

– Trudno, najwyżej zostanę na drugi rok w tej samej klasie – Natalia tylko wzruszyła ramionami, gdy zażądałam wyjaśnień.

Powinnam się wkurzyć za tak bezczelną odpowiedź. Zamiast tego poczułam tylko narastającą bezradność. Przerażał mnie jej stosunek do nauki, a ja kompletnie nie miałam pomysłu, jak mogłabym temu zaradzić… Żałowałam, że nie ma z nami Karola. Już on potrafiłby przywołać ją do porządku! Następnego dnia wspólnie z mężem ustaliliśmy, że Natalia do niego pojedzie.

Z bólem serca podjęłam tę decyzję. Przecież oznaczała moją wychowawczą porażkę! Karol długo musiał mnie przekonywać, że tak będzie najlepiej dla nas wszystkich.

– Natka oczywiście pójdzie do szkoły tutaj, w Szwecji – tłumaczył mi. – Podszkoli język, pozna nowe koleżanki. Z całą pewnością dobrze jej zrobi zmiana towarzystwa.

To, co mówił, brzmiało logicznie, a jednak miałam z początku pewne wątpliwości.

– Dziecko powinno być przy matce... – próbowałam delikatnie protestować.

Przecież nie zabieram ci Natalii na zawsze – uspokajał mnie Karol. – Pobędziemy razem przez najbliższy semestr, a potem zobaczymy, co z tego wyniknie – obiecał.

Uznałam, że to najlepsze wyjście

Ten opór wynikał także z tego, że trudno mi było rozstawać się z moją córeczką. Nawet na te parę miesięcy. Jednak musiałam przyznać sama przed sobą, że sobie nie radzę i potrzebuję pomocy męża. Natalia na wieść o tym, że jedzie za granicę, do taty, ogromnie się ucieszyła.

– Tam jest tyle modnych butików! I superkoncerty! – zawołała podekscytowana.

No tak, jak zwykle myśli o rozrywkach.

– Jedziesz tam do szkoły – szybko ostudziłam jej zapał. – Pamiętaj o tym.

Było mi smutno, gdy wyjeżdżała, ale miałam nadzieję, że ta rozłąka na coś się przyda. Dzwoniłam do niej, jak tylko dotarła, a potem po tygodniu. Już wtedy narzekała, że ledwo rozumie, co do niej mówią, i bardzo źle się czuje w nowej szkole, bo mają duże wymagania. Skarżyła się też na ojca. Podobno nigdzie nie pozwalał jej wychodzić samej, a o dyskotekach mogła zapomnieć.

– Spokojnie, trochę dyscypliny dobrze jej zrobi! – roześmiał się mąż, gdy do mnie zadzwonił. – Zobaczysz, nie poznasz własnej córki, kiedy wróci do Polski.

Usłyszałam, że Natalia zaraz po szkole chodzi do sąsiadki i opiekuje się jej bliźniakami. W pierwszej chwili zdziwiłam się, że Karol jej na to pozwala. Co to za pomysł, żeby zamiast się uczyć, dziecko szlajało się po obcych domach i niańczyło cudze dzieci!

– Dzięki temu sama zarabia na swoje wydatki. Ta praca uczy ją odpowiedzialności za pieniądz – wyjaśnił mi mąż.

Musiałam przyznać mu rację. Dotąd, gdy córka chciała coś kupić, przychodziła do mnie. A kiedy już nauczyła się, że zawsze dostaje to, o co prosi, bezustannie nagabywała mnie o pieniądze. Kiedy po kilku miesiącach Natalia wróciła do domu, rzeczywiście była zupełnie inną dziewczyną.

Stała się bardziej dojrzała. Muszę przyznać, że metody wychowawcze męża są całkiem niezłe. Teraz o wiele łaskawszym okiem patrzę na jego rady. I córkę, i mnie dużo nauczyła ta rozłąka.

Alina, 45 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: