Góry od zawsze mnie fascynowały. I chociaż na co dzień mieszkałem w dużym mieście, to gdy tylko miałem chwilę wolnego czasu, wyjeżdżałem w polskie Tatry. To właśnie tam odpoczywałem od problemów, zgiełku i nadmiernych bodźców. To właśnie tam czułem się wolny i szczęśliwy.

WIDEO

player placeholder

Tatry były moją pasją

Dlatego gdy znalazłem atrakcyjne ogłoszenie zakupu małego domku pod Tatrami, nie wahałem się ani chwili. Już sobie wyobrażałem, jak będę spędzać tam wszystkie urlopy i wolne dni, delektując się ciszą, spokojem i pięknem przyrody. Niestety, o domku dowiedziała się także rodzina.

Doskonale pamiętam dzień, kiedy pierwszy raz stanąłem u podnóża polskich Tatr. Miałem wtedy niecałe siedem lat, a moi rodzice właśnie zabrali mnie do Zakopanego. I to właśnie wtedy mój tata pokazał mi coś, co już na zawsze miało się stać moją pasją.

Zobacz także:

– Góry są piękne – powtarzał każdego dnia, gdy przemierzaliśmy niezliczone kilometry szlaków. – Sam się przekonasz, że gdy raz się w nich zakochasz, to będzie miłość do grobowej deski – zapewniał mnie.

I wcale się nie pomylił. Góry zawładnęły całym moim sercem i już nie potrafiłem bez nich żyć. A gdy patrzyłem na szczyty wznoszące się nad miastem, to miałem poczucie, że jestem dokładnie w tym miejscu, w którym zawsze chciałem być.

Ciągle tam jeździłem

Skończyłem szkołę podstawową, a potem liceum i studia. I przez te wszystkie lata regularnie jeździłem w Tatry, aby chociaż przez chwilę poczuć ich siłę, piękno i monumentalność. To właśnie tam podejmowałem najważniejsze decyzje w życiu i mierzyłem się ze swoimi wątpliwościami i lękami. I to także tam rozwiązywałem wszystkie problemy, które na nizinach wydawały się nie do rozwiązania. Byłem związany z górami już na zawsze.

Wielokrotnie rozważałem przeprowadzkę na południe Polski. Ale rzeczywistość szybko sprowadzała mnie na ziemię. Musiałem przecież zarabiać, a Zakopane nie gwarantowało takich zarobków jak stolica. Dlatego zdecydowałem się na kompromis. Postanowiłem, że będę żyć i pracować w stolicy, a we wszystkie wolne dni będę uciekał w góry. Jednak miało to swoje koszty.

– Pożyczysz mi trochę kasy do wypłaty? – zapytałem kumpla któregoś dnia. Właśnie zapłaciłem za nocleg w Tatrach i na moim koncie niewiele już zostało. A jeszcze musiałem zatankować auto na drogę i zaopatrzyć się w podstawowy prowiant.

– Znowu wyjeżdżasz w góry? – zapytał Marek. On doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jakie mam hobby. Co więcej – kilka razy wyjeżdżał ze mną, ale na dłuższą metę nie przypadło mu to do gustu.

– Dokładnie – odparłem. – To ostatni moment, aby pochodzić po górach przed nadejściem zimy – dodałem. I od razu zacząłem opowiadać, jakie szlaki zamierzałem odwiedzić. Marek tylko machnął ręką i sięgnął po portfel.

Jego rada była słuszna

– Na twoim miejscu zastanowiłbym się nad jakimś domkiem w górach – powiedział.

Spojrzałem na niego z niedowierzaniem.

– Nigdy nie będzie mnie na niego stać – odparłem. I chociaż zarabiałem całkiem niezłe pieniądze, to jednak zdawałem sobie sprawę z tego, ile taki domek mógłby kosztować.

– Niekoniecznie – powiedział kumpel. – Policz, ile wydajesz na noclegi w Tatrach. Myślę, że za tą samą kwotę spokojnie mógłbyś spłacać kredyt – dodał. A potem powiedział, że naprawdę powinienem to przemyśleć.

Podziękowałem mu za radę i stwierdziłem, że raczej z niej nie skorzystam. Ale myśl o własnym domku w Tatrach nie dawała mi spokoju. Przez całą drogę na południe zastanawiałem się, czy jednak nie mógłbym rozważyć takiego scenariusza. A gdy tylko dotarłem do Zakopanego, to od razu sprawdziłem lokalne ogłoszenia. I ku mojemu zdziwieniu okazało się, że takich domków na sprzedaż jest naprawdę sporo. A ich ceny wcale nie zwalały z nóg.

W mojej głowie zaczął kiełkować pewien pomysł. Gdy tylko wracałem z górskich szlaków, to umawiałem się z potencjalnymi sprzedającymi. I w ciągu zaledwie kilku dni znalazłem bardzo atrakcyjne oferty. A gdy okazało się, że w wielu przypadkach istnieje możliwość negocjacji ceny, to nie wahałam się już ani chwili.

Wszyscy się dowiedzieli

Od razu po powrocie udałem się do banku i złożyłem wniosek o kredyt. A gdy tylko pieniądze wpłynęły na moje konto, podpisałem umowę z jednym ze sprzedających i wpłaciłem zaliczkę. I w ten oto sposób stałem się właścicielem niewielkiego domku w swoich ukochanych górach. Od tej pory zamierzałem spędzać tam jak najwięcej czasu. Nie przewidziałem jednego – że mojej rodzinie także spodoba się domek w górach.

Już kilka dni po finalizacji transakcji wyjechałem do swojego miejsca na ziemi. I gdy tylko przekroczyłem próg domku i spojrzałem przez okno na rozpościerające się wokół góry, poczułem się najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Postanowiłem zadzwonić do Marka.

– Dzięki, że mnie do tego namówiłeś – powiedziałem, gdy tylko odebrał telefon. – Wiesz, że jesteś tu zawsze mile widziany – dodałem.

Marek tylko się roześmiał i powiedział, że kiedyś na pewno skorzysta z okazji. A ja bardzo na to liczyłem, bo miałem nadzieję, że mój kumpel jednak przekona się do gór i górskich wycieczek. Jednak to nie Marek był pierwszym gościem w moim skromnym domku. Kilka dni później zadzwoniła do mnie siostra, z którą nie utrzymywałem zbyt bliskich kontaktów.

– Rodzice mówili, że masz domek w górach – usłyszałem niemal od razu po przywitaniu się. – Czy mogłabym przyjechać na kilka dni? Ostatnio mam ciężki okres w pracy i taki odpoczynek bardzo dobrze by mi zrobił.

Czułem się jak w hotelu

Tak szczerze powiedziawszy, to nie bardzo miałem ochotę gościć u siebie Gośkę. Moja siostra nigdy nie przepadała za Tatrami, więc jej prośba była zupełnie niezrozumiała. Ale co miałem zrobić? Zgodziłem się.I to był najgorszy tydzień w moim życiu.

Gośka przyjechała z mężem oraz z dziećmi i przez kilka dni siedziała mi na głowie. Domek traktowała jak swoją własność i robiła w nim wszystko co chciała – od oglądania telewizji przez pół nocy, poprzez głośne kolacje ze swoim mężem, aż po szaleńcze wygłupianie się ze swoimi dzieciakami. W takich warunkach nie dało się odpocząć. Nic więc dziwnego, że miałem już tego serdecznie dosyć.

Gdy w końcu wyjechała, to odetchnąłem z ulgą. Nie potrwało to długo. Kilka dni później zadzwoniła ciotka i powiedziała, że chciałaby przyjechać na kilka dni.

– U ciebie zawsze taniej niż w pensjonacie – wypaliła prosto z mostu. A gdy chciałem się wymigać od tej wizyty, to zakomunikowała, że jest już w trakcie pakowania. Nie miałem serca jej odmówić.

W tym przypadku wizyta członka rodziny też nie należała do najprzyjemniejszych. Ciotce wydawało się, że jest na wczasach i za nic nie chciała zrozumieć, że nie będę jej usługiwać. Gdy obrażona wyjechała po kilku dniach, to także odetchnąłem z ulgą.

Sam byłem sobie winien

Kolejne miesiące były coraz gorsze. O moim domku dowiadywali się kolejni członkowie rodziny, którzy nagle postanowili odnowić więzy rodzinne. Nagle każdy z nich zakochiwał się w górach i marzył o spędzeniu tutaj chociaż kilku dni. A ponieważ ja miałem domek, to podejmowali decyzję o skorzystaniu z mojej gościny. I zupełnie ich nie obchodziło, że ja wcale nie mam na to ochoty.

Jednak muszę przyznać, że było w tym sporo mojej winy. Nikomu nie potrafiłem odmówić. I gdy przez mój domek przewijał się tabun ludzi, to zaciskałem zęby i nie wyrażałem swojego sprzeciwu.

– Dziwisz się, że traktują to miejsce jak hotel? – zapytał mnie Marek, który w końcu postanowił mnie odwiedzić. – Przecież nikomu z nich nie powiedziałeś, że nie życzysz sobie ich wizyt. A oni to wykorzystują – dodał.

W pierwszym odruchu chciałem wszystkiemu zaprzeczyć. Ale sam przed sobą musiałem przyznać, że Marek ma rację. Za każdym razem byłem niezadowolony z wizyty siostry, ciotki, kuzyna, stryjka i całej reszty bliższej lub dalszej rodziny. Ale nigdy nie zaprotestowałem i nie wyraziłem swojego sprzeciwu. I chociaż wewnętrznie się we mnie gotowało, to na zewnątrz nie dawałem nic po sobie poznać.

– Masz rację – powiedziałem. – Ale dosyć z tym.

Jak postanowiłem, tak zrobiłem. Każda osoba dzwoniąca w sprawie przyjazdu spotykała się z moją odmową. A gdy pytała o powód mojej decyzji, to mówiłem zgodnie z prawdą, że po prostu sobie tego nie życzę. Byłem nieugięty.

To wszystko przyniosło oczekiwany rezultat. Mój domek przestał być hotelem dla całej rodziny, a stał się tym, czym miał być od samego początku – moim azylem.

Tomasz, 38 lat

Czytaj także:
„Lista składek klasowych na zebraniu szkolnym nie miała końca. Jak to wszystko opłacę, nie będę miała na chleb i kaszę”
„Przyjaciółka oskarżyła mnie o romans ze swoim mężem. Przekonałam się, jak jedna plotka może zniszczyć życie”
„Córka na 16-te rodziny chciała imprezę za 5 tysięcy. Gdy odmówiłam, nazwała nas biedakami i kazała wziąć pożyczkę”