Stałam na środku dużego pokoju, trzymając w dłoniach pęk kluczy. Moje własne mieszkanie. Pięćdziesiąt metrów kwadratowych na trzecim piętrze, z oknami wychodzącymi na stare drzewa. Kosztowało mnie to wszystkie oszczędności, lata odkładania każdego grosza i rezygnacji z wakacji. Byłam z siebie niesamowicie dumna, ale ta duma szybko ustąpiła miejsca przerażeniu. Ściany straszyły brudnym żółtym kolorem, podłoga wymagała natychmiastowej interwencji, a w łazience królowały płytki pamiętające chyba lata osiemdziesiąte. Wiedziałam, że czeka mnie ogrom pracy, ale przecież miałam plan. Miałam też obietnice rodziny i znajomych.
WIDEO…
Wymówki, same wymówki
Niestety, rzeczywistość okazała się brutalna. Kiedy przyszedł pierwszy weekend zaplanowany na zdzieranie starych tapet i malowanie, mój telefon zaczął dzwonić, ale bynajmniej nie z pytaniami o to, jakie pędzle kupić.
— Luiza, strasznie mi głupio — usłyszałam w słuchawce głos mojej siostry, Magdy. — Mieliśmy z Tomkiem przyjechać, ale dzieciaki coś złapały. Mają stan podgorączkowy, marudzą od rana. Sama rozumiesz, nie mogę ich zostawić, a Tomek musi pojechać do apteki i zrobić zakupy na cały tydzień.
— Jasne, rozumiem. Zdrowie najważniejsze — odpowiedziałam, starając się ukryć rozczarowanie.
Godzinę później zadzwoniła moja najlepsza przyjaciółka, Karolina. Okazało się, że w pracy wypadł jej nagły dyżur i nie ma szans, żeby się urwała. Potem kuzyn, który miał pomóc przy cięższych rzeczach, nagle musiał wyjechać z miasta. Zostałam sama. Sama z dwiema wielkimi puszkami białej farby, stertą wałków, taśmą malarską i rosnącą gulą w gardle. Usiadłam na podłodze, opierając się o brudną ścianę. Łzy same napłynęły mi do oczu. Byłam zła, rozżalona i potwornie samotna. Wydałam na to miejsce wszystko, nie miałam budżetu na wynajęcie profesjonalnej ekipy. Miałam tylko siebie i poczucie, że wszyscy mnie wystawili.
Zatkało mnie
Wzięłam głęboki oddech, otworzyłam pierwszą puszkę farby i zaczęłam oklejać listwy. Szło mi fatalnie. Taśma się plątała, a ja byłam coraz bardziej sfrustrowana. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Zdziwiona, otworzyłam je, wciąż trzymając w ręku nożyczki. W progu stał Feliks. Młodszy brat męża mojej siostry. Trzydziestojednoletni facet, którego zawsze uważałam za irytującego lekkoducha. Na rodzinnych spotkaniach zazwyczaj rzucał sarkastycznymi żartami, z nikim się nie zgadzał i sprawiał wrażenie, jakby wszystko wiedział lepiej. Szczerze mówiąc, unikałam go jak ognia.
— Cześć — powiedział, wchodząc do środka bez zaproszenia, niosąc ze sobą ogromną skrzynkę z narzędziami. — Słyszałem, że ekipa remontowa zdezerterowała.
— Magda cię przysłała? — zapytałam, marszcząc brwi. Nie chciałam jego litości.
– Magda nawet nie wie, że tu jestem. Tomek wspomniał wczoraj, że wszyscy cię wystawili. Pomyślałem, że przyda ci się ktoś, kto odróżnia wiertarkę od blendera.
Zatkało mnie. Chciałam mu powiedzieć, żeby sobie poszedł, że dam radę sama, ale prawda była taka, że nie dawałam. Spojrzałam na jego robocze spodnie, na przetartą koszulkę i na narzędzia, których nawet nie potrafiłam nazwać.
— Nie stać mnie, żeby ci zapłacić — mruknęłam, odwracając wzrok.
— A czy ja wyglądam, jakbym przyszedł tu po pieniądze? — Zaśmiał się cicho. — Będziesz musiała tylko zamawiać pizzę i znosić moje towarzystwo. To drugie może być trudniejsze.
Zaczęliśmy rozmawiać
Zgodziłam się. Nie miałam wyjścia. Feliks od razu zabrał się do pracy. Jego ruchy były pewne i szybkie. Zamiast męczyć się z taśmą jak ja, w pół godziny okleił cały pokój, po czym złapał za największy wałek.
— Ty malujesz doły, ja góry. Nie mamy czasu do stracenia — zarządził.
Początkowo pracowaliśmy w ciszy. Byłam spięta, spodziewając się, że zaraz rzuci jakimś kąśliwym komentarzem na temat mojego braku umiejętności. Ale on po prostu malował. Po dwóch godzinach, kiedy moje ramiona zaczęły odmawiać posłuszeństwa, przyniósł mi butelkę wody.
— Dobrze ci idzie — powiedział, siadając na odwróconym wiadrze. — Myślałem, że po kwadransie rzucisz wałkiem i zaczniesz płakać.
— Niedoczekanie twoje — odgryzłam się, ale bez złości. Właściwie, to po raz pierwszy w jego obecności poczułam się swobodnie.
Zaczęliśmy rozmawiać. O dziwo, nie był tym samym aroganckim facetem, którego znałam z imienin ciotek. Opowiadał mi o swojej pracy architekta krajobrazu, o tym, jak bardzo lubi widzieć, że coś rośnie i nabiera kształtów dzięki jego pracy. Zrozumiałam, że jego sarkazm to często tylko tarcza. Ja z kolei opowiedziałam mu o stresie związanym z kupnem mieszkania, o tym, jak bardzo bałam się, że popełniłam błąd, wydając wszystko co do grosza.
— Nie popełniłaś — powiedział poważnie, patrząc mi prosto w oczy. — To twoje miejsce. Będzie piękne. Zobaczysz.
Puste mieszkanie stawało się domem
Przez kolejne dwa tygodnie Feliks spędzał u mnie każde popołudnie po swojej pracy. Skręcaliśmy meble, kładliśmy nowe panele, wieszaliśmy lampy. Byłam wykończona, ale jednocześnie każdego dnia nie mogłam się doczekać, aż usłyszę jego kroki na schodach. Pewnego wieczoru składaliśmy szafę do sypialni. Było późno, oboje byliśmy umazani pyłem i zmęczeni. Trzymałam ciężki boczny panel, podczas gdy on próbował wkręcić śrubę. Jego dłoń przypadkowo otarła się o moją. Zamarłam. Przez ułamek sekundy nasze spojrzenia się spotkały i poczułam w żołądku dziwny ucisk. To nie było zwykłe zakłopotanie. To było coś zupełnie innego.
— Trzymaj mocniej — powiedział cicho, chrząkając i odwracając wzrok do instrukcji. Jego głos był nieco niższy niż zwykle.
Zdałam sobie sprawę, że moje nastawienie do niego zmieniło się diametralnie. Już nie widziałam w nim irytującego brata szwagra. Widziałam mężczyznę, który jako jedyny pojawił się, gdy go potrzebowałam. Kogoś, kto potrafił mnie rozśmieszyć, gdy miałam ochotę rzucić wszystko i uciec. Kogoś, kogo obecność sprawiała, że to puste mieszkanie stawało się domem.
Roześmiałam się
Ostatniego dnia remontu usiedliśmy na nowej, jeszcze pachnącej fabryką kanapie. Wszędzie wokół było czysto, jasno i przytulnie. Zamówiłam obiecaną pizzę. Jedliśmy w ciszy, ale to nie była niezręczna cisza. To było milczenie ludzi, którzy wykonali kawał dobrej roboty i teraz po prostu cieszą się chwilą.
— No to chyba koniec — powiedział Feliks, odkładając pudełko po pizzy na stolik. — Jutro już nie muszę przychodzić.
Poczułam ukłucie żalu. Nie chciałam, żeby to był koniec.
— A chciałbyś przyjść? — zapytałam, zanim zdążyłam ugryźć się w język. Moje serce biło jak oszalałe.
Feliks spojrzał na mnie. Na jego twarzy nie było śladu dawnego sarkazmu. Był tylko delikatny, niepewny uśmiech.
— Zastanawiałem się, czy w ogóle zapytasz — odpowiedział, przysuwając się odrobinę bliżej. — Zostało ci jeszcze do powieszenia kilka obrazków. Ktoś musi ci powiedzieć, że wieszasz je krzywo.
Roześmiałam się, czując, jak całe napięcie z ostatnich tygodni nagle ze mnie uchodzi. Patrzyłam na niego i wiedziałam, że to nie jest koniec naszej historii, a zaledwie jej początek. Remont mieszkania okazał się najtrudniejszym, ale i najpiękniejszym okresem w moim życiu. Czasem trzeba, żeby stary świat się trochę posypał, żeby na jego gruzach zbudować coś zupełnie nowego.
Luiza, 28 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych wydarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Porzuciłem nudną żonę po 20 latach małżeństwa dla pięknej dzierlatki. Obudziłem się dopiero, gdy konto świeciło pustką”
- „Teść ciągle ze mną flirtował, aż w końcu wzięłam sprawy we własne ręce. Odechciało mu się sięgać po zakazany owoc”
- „Porzuciłem nudną żonę po 20 latach małżeństwa dla pięknej dzierlatki. Obudziłem się dopiero, gdy konto świeciło pustką”



























