Matka i córka fot. Adobe Stock

„Dokładnie zaplanowałam życie mojej córki. Miała zostać kimś, więc musiała dać z siebie wszystko”

Jestem przykładem na to, że chcąc aby córka została w życiu kimś. Przesadziłam. Teraz przyznaję się do tego.
/ 15.09.2020 21:49
Matka i córka fot. Adobe Stock

Pati, wstawaj, bo zaśpisz do szkoły – krzyknęłam, jak zwykle, w kierunku pokoju córki.
– Jeszcze pięć minut – odpowiedziało mi mruczenie spod kołdry.
– Gdybyś wczoraj nie siedziała do dziesiątej wieczorem nad wypracowaniem, dzisiaj wstałabyś bez problemu – denerwowałam się.
– Gdybyś mi nie wymyślała tylu dodatkowych zajęć, miałabym więcej czasu na odrabianie lekcji – odgryzła się latorośl.
– Jakoś na spotkania z koleżankami i bzdurne gry komputerowe masz zawsze czas. Jesteś dzieckiem i nie wiesz, czego chcesz w życiu, ale kiedyś będziesz mi wdzięczna, że goniłam cię do nauki – tłumaczyłam. – I pamiętaj, że po lekcjach jedziesz na francuski, wieczorem masz trening, a jutro dyktando.
Westchnęłam. Taka duża dziewczyna, a muszę jej przypominać o wszystkich zajęciach i obowiązkach.
– Mamo, obiecałaś, że pójdziemy do cyrku, pamiętasz? – jęczała przy śniadaniu.
– To głupia rozrywka, ale jeśli chcesz, to zabiorę cię do teatru. A jak ci się spodoba, to zapiszę do kółka teatralnego, chcesz? – zaproponowałam.
– Jeszcze jedno kółko? Eee tam – mruknęła niechętnie.

Patrycja miała 14 lat, ale była bardzo dziecinna. Wieczory najchętniej spędzała z koleżankami. Szeptały sobie jakieś tajemnice, dyskutowały o idolach muzycznych albo oglądały kreskówki. Denerwowało mnie to, uważałam, że to strata czasu. Starałam się obudzić w córce jakieś zainteresowania, zachęcić ją do nauki.

Nie chciałam, aby traciła czas na głupstwa

Planowałam, że po gimnazjum dostanie się do najlepszego liceum w mieście. Absolwenci tej szkoły studiowali na najlepszych uczelniach, niektórzy nawet za granicą. Po studiach byli rozchwytywani przez pracodawców, robili kariery zawodowe, mieli prestiż społeczny – tego chciałam dla mojej córki.
Niestety, ona nie rozumiała, że musi się dużo uczyć i mieć bardzo dobre oceny. Trzy razy w tygodniu miała po lekcjach korepetycje z angielskiego i francuskiego. Zapisałam ją jeszcze na kurs tańca, bo chciałam, żeby miała też zajęcia ruchowe. Wypadało też, aby grała na jakimś instrumencie muzycznym. Wspólnie wybrałyśmy skrzypce i fortepian.

Rozumiałam, że Patrycja ma sporo dodatkowych obowiązków, ale to wszystko będzie jej przecież w przyszłości potrzebne. Chciałam ją jeszcze zapisać na kółko recytatorskie, aby nauczyła się ładnie, prawidłowo wypowiadać, jednak ona nie chciała o tym słyszeć.
– Już i tak nie mam czasu dla siebie – mówiła.
Oczywiście zmyślała i przesadzała, jaka to jest strasznie przemęczona.
– Znowu oglądasz te głupoty – krzyknęłam, wyłączając w telewizji japońską kreskówkę. – Miałaś poprawić tę czwórkę z matematyki, jutro klasówka, marsz do nauki.
– Mamo, daj żyć, dopiero co wróciłam ze szkoły – jęknęła.
– Moja panno. Weź się za naukę, bo marnie skończysz – tłumaczyłam zdenerwowana. – Ja w twoim wieku pomagałam rodzicom w ich sklepie, opiekowałam się rodzeństwem, a świadectwa miałam zawsze z czerwonym paskiem.
– Tak, a teraz robisz karierę zawodową, drukując faktury w hurtowni pieluch i nocników dla dzieci – przewróciła oczami, robiąc drwiącą minę.
– Nie wymądrzaj się, moi rodzice nie stworzyli mi taki warunków do nauki, jakie masz ty. Chcesz być bezrobotna, jak ciocia Krysia? Czy wolisz zostać „kimś”, jak nasza kuzynka Justyna, która dostała stypendium ministra i kończy Uniwersytet Jagielloński?

Mąż był innego zdania – uważał, że przesadzam

Dotąd suszyłam głowę Patrycji, aż wreszcie zrozumiała, że mam rację i wzięła się za naukę. Z zadowoleniem stwierdziłam, że poprawiła oceny, zaczęła więcej czytać, przygotowywała się nawet do olimpiady z wiedzy przyrodniczej.
– Nie przemęczasz jej za bardzo? To jeszcze dziecko, nie ma jednego wolnego wieczoru dla siebie – biadoliła teściowa.
– Młody umysł jest chłonny wiedzy i trzeba to wykorzystać. Musi się uczyć, żeby coś w życiu osiągnąć, jest ciężka sytuacja na rynku pracy i tylko najlepsi odnoszą sukces – tłumaczyłam.

Patrycja naprawdę przyłożyła się do nauki, żeby dostać się do najlepszego liceum w naszym mieście, a my wydaliśmy dużo pieniędzy na korepetycje, ale udało się. Niestety, z każdym tygodniem nauki w nowej szkole nasza córka była bardziej przygaszona. Siedziała do późna nad książkami, często wychodziła do biblioteki. W jej pokoju do nocy świeciło się światło.
– Już prawie północ, połóż się spać, jutro będziesz nieprzytomna na lekcjach – powiedziałam, wchodząc kiedyś do jej pokoju.
Zobaczyłam, że płacze oparta o stertę książek.
– To głupia szkoła, same kujony i mądrale, nie chcę tam chodzić – chlipała. – Po co kazałaś mi tam iść, mogłam zapisać się do tego liceum w naszej dzielnicy, miałabym bliżej i łatwiej.
– W życiu trzeba mieć ambicję, za parę lat będziesz mi wdzięczna. Pierwszy rok jest najtrudniejszy, potem będzie łatwiej – tłumaczyłam.

Poziom nauki w klasie Patrycji rzeczywiście był wysoki. Było tam kilku wybitnie zdolnych uczniów i nauczyciele starali się dopasować program i tempo nauki właśnie do nich, reszta uczniów musiała nadążyć. Patrycja nałapała sporo jedynek...
– Masz szlaban na wieczorne wyjścia z domu, przerywamy treningi tańca i szkołę muzyczną, załatwię ci korepetycje z chemii i fizyki – powiedziałam po powrocie z wywiadówki.

Muszę uczciwie przyznać, że córka starała się podciągnąć w nauce i nawet było mi jej trochę szkoda, bo usypiała nad zeszytami.
– Czy ty trochę aby nie przesadzasz? Dziewczyna nabawi się jeszcze jakiejś choroby – martwił się Paweł, mój mąż.

No i wykrakał! Każdego ranka, przed wyjściem do szkoły, Patrycja wymiotowała i przesiadywała w toalecie, a przed klasówkami dostawała wysokiej gorączki.
– Umiałam, ale jak nauczycielka wywołała mnie do odpowiedzi, zaczęłam się trząść, jąkać i wszystko zapomniałam – opowiadała popłakując.
– Przenieś ją do innej szkoły, bo to początek nerwicy – upominał mnie mąż.
Tamtego dnia miała poprawkę z chemii. Za dwa dni miały być wystawione oceny końcowe. Odwiozłam ją do szkoły i dałam ziołowe tabletki na uspokojenie. Po kwadransie zadzwonił jej wychowawca.
– Jeśli pani córka natychmiast nie zjawi się na sprawdzianie poprawkowym, może się pożegnać z promocją.
– Patrycja wcale nie weszła na salę, powiedziała, że i tak nie zda, uciekła drugim wyjściem ze szkoły – usłyszałam od jej koleżanki.

Czekałam na nią w domu. Byłam wściekła, że nie skorzystała z szansy na poprawkę. Patrycja jednak nie wracała. Nazajutrz zawiadomiliśmy policję.
– Teraz to już na pewno wpadnie w złe towarzystwo, stoczy się i zawali szkołę – denerwowałam się.
– Ty zapomnij o tej szkole i stopniach, módl się lepiej, żeby się w ogóle odnalazła – mąż patrzył na mnie z żalem.
– Gdyby było jej z nami dobrze, to by nie uciekła. Co z nas za rodzice, zamiast ją wspierać to my tylko wymagamy i krytykujemy...

Jesteś najzdolniejszą i najmądrzejszą córeczką

Paweł miał rację. Przeraziłam się. Co będzie, jeśli Patrycja nie wróci, jeśli ktoś ją skrzywdzi, napadnie?
W jednej chwili zrozumiałam, że najważniejsze, aby córka była z nami, uśmiechnięta i szczęśliwa jak przed kilkoma laty, zanim zaczęłam od niej wymagać najlepszych stopni i dodatkowych umiejętności. Telefon zadzwonił po kilku dniach w środku nocy.
– Państwa córka się odnalazła, jest w Poznaniu na komisariacie – usłyszeliśmy głos policjanta.

Po kilku godzinach jazdy byliśmy na miejscu. Siedziała blada, skulona i zapłakana, jak małe bezradne dziecko. Podeszłam i objęłam ją mocno.
– Tak bardzo się martwiliśmy – powiedziałam przez łzy.
– Przepraszam, myślałam, że nie chcecie takiej beznadziejnej, niezdolnej córki. Tak chciałam, żebyś była ze mnie zadowolona, mamo... – szeptała.
– Dla nas jesteś najzdolniejszą i najmądrzejszą córeczką, wracaj do domu.

Więcej listów do redakcji:„Powiedziałem żonie: »Sorry skarbie, ale nasz czas minął« i odszedłem do młodej kochanki. Chciałem poczuć, że żyjꔄWybaczyłam mężowi seks ze stażystką, bo każda zdrada ma swoją przyczynę. Ja też byłam winna, że poszedł do innej”„Nie odeszła do kochanka, ale dlatego, że coś się skończyło... To bardziej boli niż zdrada”