kobieta jeżdżąca na wózku fot. Adobe Stock

„Mieliśmy być razem na dobre i na złe, ale narzeczony oddalił się ode mnie, gdy wylądowałam na wózku”

Wierzyłam Pawłowi, gdy mówił, że kocha i zrobi dla mnie wszystko. Czas pokazał, że to były tylko słowa, bo gdy los postawił nas przed wielką życiową próbą, on jej nie zdał
/ 13.01.2021 13:18
kobieta jeżdżąca na wózku fot. Adobe Stock

Kiedyś byłam taka jak wy. Całkiem ładna, z odrobiną ciała i nogami, które zawsze przykuwały uwagę mężczyzn. Cieszyłam się życiem, miałam plany na przyszłość i chłopaka, z którym chciałam spędzić resztę życia. Ale wszystko zmieniło się pewnego gorącego, lipcowego popołudnia.

Ten wieczór miał zmienił moje życie... ale nie tak

Od tygodnia wypoczywaliśmy w Chorwacji. Tamtego dnia podczas kąpieli w małej zatoczce Paweł, mój chłopak, zaproponował kolację w jednej z droższych restauracji w sąsiednim miasteczku.
– Taką specjalną – powiedział i uśmiechnął się tajemniczo

Zaintrygowana przystałam na jego nieoczekiwaną propozycję. Po dniu spędzonym na plaży wróciliśmy do naszego apartamentu, aby przebrać się w eleganckie stroje. „Całe szczęście, że wzięłam ze sobą jedną jedyną wizytową suknię!” – cieszyłam się, szukając w naszej walizce kosmetyczki z biżuterią, gdy nagle z jednej z bocznych kieszeni wypadło małe pudełeczko.

Z reguły nie zaglądałam do rzeczy Pawła, ale wtedy nie mogłam się powstrzymać. W środku znalazłam pierścionek z malutkim brylancikiem. „Dzisiaj mi się oświadczy” – pomyślałam i aż podskoczyłam z radości.
Pół godziny później mknęliśmy naszym samochodem do restauracji. Trochę zbyt szybko i nerwowo. Próbowałam zwrócić Pawłowi uwagę, że niepotrzebnie się śpieszy, zwłaszcza że słabo znał kręte chorwackie drogi, ale zbył mnie śmiechem.
– Kochanie, jedziemy w stronę zachodzącego słońca! – wykrzyknął i nachylił się, aby mnie pocałować.

Te słowa zapamiętałam jako ostatnie i jeszcze widok auta wyłaniającego się zza skalistego pagórka. Ocknęłam się w szpitalu, gdzie wszyscy mówili w niezrozumiałym języku i znowu zasnęłam. Ponownie obudziłam się w Polsce. Jakiś lekarz pozbawionym emocji głosem wyjaśnił mi, że mam zmiażdżone trzy kręgi, co nie rokuje najlepiej. Później z rozmowy pielęgniarek wywnioskowałam, że nigdy już nie będę chodzić. Załamałam się. Życie przestało mieć sens. Mimo opieki rodziny, tęskniłam za Pawłem. Początkowo bałam się, że zginął w wypadku, ale nie, przeżył. A jedynym śladem po tragedii była złamana ręka i pęknięte żebro.

Aż w końcu, któregoś dnia pojawił się w szpitalu. Przyszedł z bukietem kwiatów. Cmoknął mnie w policzek, ale nie śmiał spojrzeć mi w oczy, a kiedy dotknęłam jego dłoni, rozpłakał się i szlochając, przeprosił za swoją głupotę. Odwiedzał mnie jeszcze kilka razy, czułam jednak, że nasze uczucie się wypaliło. On nie radził sobie w roli opiekuna, a ja wreszcie poczułam, że muszę się skupić na sobie. Rodzice, brat, przyjaciółka – wszyscy tłumaczyli mi, że warto próbować, nawet jeśli na początku nic się nie udaje.

Rozstałam się więc z Pawłem i zaczęłam ćwiczyć. Rehabilitacja zajęła mi wiele lat. Bywała bolesna i męcząca, ale przyniosła efekty, bo stanęłam na własnych nogach. Moje dziwnie wygięte ciało z bliznami po operacjach nie należało już do atrakcyjnych. Wstydziłam się go. I chociaż chodziłam, i byłam w miarę samodzielna, nie chciałam pokazywać się ludziom. Nie wiem, jak potoczyłoby się moje życie, gdyby nie brat, który pewnego lipcowego dnia oznajmił, że zabiera mnie nad morze, a dokładnie do Sopotu. Bo po molo mogłam chodzić bez obaw, że się potknę i wywrócę. I tak długo wiercił mi dziurę w brzuchu, aż uległam.

Tylko ja wiem, ile mnie kosztowało przejście tych kilku metrów, gdy idąc o kulach, musiałam mijać turystów: piękne, opalone dziewczyny, całujące się pary, rodziny z dziećmi... Ale kiedy już dotarłam na sam koniec mola, a moją twarz zrosiła morska bryza, zrozumiałam, że było warto. Odtąd codziennie tam chodziłam i coraz częściej robiłam to sama. Siadałam na jednej z ławek i syciłam się widokiem ludzi i morza. Aż któregoś wieczora przysiadł się do mnie pewien chłopak. Obserwował mnie od kilku dni. Widok dziewczyny o kulach nie dawał mu spokoju, więc postanowił mnie poznać.

Od tamtej pory mija rok, a Adam wciąż jest przy mnie. Widzę, że mu na mnie zależy, że szanuje mnie i kocha taką, jaka jestem. Kto wie, może się odważę być z nim naprawdę?

Więcej prawdziwych historii:
„U mamy codziennie miałem obiad na stole i czyste majtki w szufladzie. Nagle wpadłem z przypadkowo poznaną dziewczyną”
„Jako dziecko widziałem, jak mój ojciec zamordował mamę. Całe życie czułem się popsuty i niegodny miłości”
„Przyjaciółka pożyczyła ode mnie pieniądze i... zniknęła. Narzeczony mówi, że mam za swoje. Ale ja nic nie mam!”
„Zazdroszczę nawet nastoletnim matkom. Nie mogę się pogodzić z tym, że sama nie mogę zajść w ciążę”