Kobieta zła na swojego partnera fot. Adobe Stock

„Mąż zrobił mi najgorszą niespodziankę w życiu. Upokorzył mnie przy znajomych i dziwi się, czemu jestem zła”

Postarał się chłopak, coś naszykował, mama mówi, że powinnam być mu wdzięczna. Bez przesady! Nie chęci się liczą, ale efekt, nie?
/ 19.03.2021 06:58
Kobieta zła na swojego partnera fot. Adobe Stock

Nie rozmawiam ze swoim partnerem od ponad miesiąca. Nie chcę słuchać żadnych wyjaśnień ani tłumaczeń, bo to, co mówi, jest jeszcze głupsze niż to, co zrobił! Jesteśmy razem cztery lata. Oboje po przejściach, ja z dzieckiem z pierwszego małżeństwa, przed czterdziestką. Oboje pracujemy i jak do tej pory nie było między nami poważniejszych zgrzytów… Wszyscy mają wady, więc trzeba wybaczać jakieś drobiazgi w rodzaju nieopuszczanej deski w toalecie czy zachlapanego lustra; gorzej, jeśli mężczyzna, z którym się jest, regularnie zapomina o imieninach, urodzinach i rocznicach początku związku.

On w ogóle o mnie nie pamięta

Przez cały czas, kiedy się znamy, ani jeden raz mnie nie zaskoczył jakimiś kwiatami czy prezentem o czasie. Dopiero moja ponura mina i dąsy powodowały, że zaskakiwała mu klapka w mózgu, i wtedy jęczał: „Ojej, znowu zapomniałem… Wybacz, kochanie! Już lecę po szampana i roślinki. Przepraszam, wybacz!”.

Moja przyjaciółka twierdzi, że to zły znak, jeśli facet nie ma miłosnego kalendarza wdrukowanego w mózg.
– To znaczy, że nie myśli poważnie, nie ma zamiaru sobie zaprzątać głowy datami, bo wie, że to i tak na trochę – przekonuje mnie. – Ja bym pogoniła, albo przynajmniej poobserwowała, o co naprawdę chodzi. Ja ci radzę, miej oczy dookoła głowy!
Z kolei mama mnie namawia, żebym po prostu i szczerze z nim pogadała.
– Córeczko, mężczyzna jest urządzeniem mało skomplikowanym – twierdzi. – Naciśniesz, to włączysz, nie naciśniesz – cisza! Jak w odkurzaczu… Sam nie zadziała.
– To co mam robić?
– Wpisz mu, co tam chcesz do komórki albo niech dostanie maila, ale odpowiednio wcześnie, żeby miał czas działać. Jeśli to zlekceważy, no… wtedy się zastanowimy, co dalej.

Zbliżała się akurat trzecia rocznica naszego poznania – uznałam, że nie chcę żadnych anonimowych wiadomości, bo w razie czego miałby wytłumaczenie, że na przykład niczego nie dostał. Musiałam być pewna, więc poprosiłam swoją mamę, żeby delikatnie zasugerowała Jackowi, jaki dzień się zbliża. Potem już tylko czekałam na niespodziankę – w dużym napięciu i z nadzieją, że mój ukochany mnie naprawdę zaskoczy… Oczywiście, zaskoczył! Tak mnie zaskoczył, że do końca życia tego nie zapomnę!

Piątkowa wycieczka za miasto? Dla mnie super!

Nasza rocznica wypadała w poniedziałek. Na rano umówiłam się do fryzjera i kosmetyczki, zaklepałam sobie wolny dzień u szefa, w domu przygotowałam co nieco do jedzenia i czekałam. W piątek Jacek odwoził mnie do pracy. Już prawie wysiadałam z auta, kiedy powiedział:
– Co ty na to, żebyśmy gdzieś wyskoczyli po południu? Dawno nigdzie razem nie byliśmy!
– Super – ucieszyłam się. – A gdzie?
– Pojedziemy na leśny spacer za miasto. Ja trochę pofotografuję, ty pooddychasz świeżym powietrzem, spalimy kalorie, może się pokochamy gdzieś na mchu, i wrócimy… Zgoda?

Kiedyś uwielbiałam te nasze wypady w plener! Oboje jesteśmy niezłymi piechurami, kochamy przyrodę, więc ta propozycja bardzo mi się spodobała. Wprawdzie pomyślałam, że z tym seksem na mchu to Jacuś trochę przesadził, bo w końcu to była połowa stycznia, ale się zgodziłam.
– Musimy tylko wskoczyć do domu po buty i ciepłe kurtki – zapowiedziałam. – I uprzedzić mamę, żeby przyszła do Piotrusia…
– Wszystko załatwione – przerwał mi Jacek. – Twoje ciuchy mam już w bagażniku, babcia umówiona. O nic się nie martw, słoneczko!

Przemknęło mi przez myśl, że może chodzi o tę rocznicową niespodziankę, ale uznałam to za niedorzeczność, tym bardziej że – jak się później okazało – Jacek spakował moje najgorsze łachy. Trzymałam je spakowane na pawlaczu, od dawna były  przeznaczone do wyrzucenia, a on pomyślał, że skoro starannie spakowane, to znaczy do noszenia.

Trzeba było wziąć jakąś mapę, jakiś GPS włączyć

Jechaliśmy ponad sto kilometrów. Wreszcie Jacek zatrzymał samochód na jakimś leśnym parkingu i zaczęliśmy się przebierać; ja w okropny, za ciasny, opinający mnie jak parówkę granatowy kombinezon z nylonu i powycierane, stare, sportowe buty.

Jacek wyglądał lepiej – miał ciepły dres i lekką puchówkę. Wiadomo,  dla siebie wziął to, co trzeba.
Leśna droga była piękna, pogoda dopisała, nawet nie było zimno. Po paru minutach zapomniałam o wszystkim – szłam jak zahipnotyzowana. Trzymaliśmy się za ręce i całowaliśmy co parę metrów. Byłam szczęśliwa.

Do czasu, kiedy Jacek zdecydował, że najwyższy czas wracać. Według mnie w lesie wszystkie ścieżki i dukty są podobne. Skręciliśmy w lewo, potem w prawo, znowu w lewo i już wiedzieliśmy… Klęska. Nie umiemy trafić na ten parking. Zabłądziliśmy!

Robiło się szaro, potem stalowo, wreszcie zupełnie ciemno. Wpadłam w jakąś błotnistą kałużę, w bucie mi chlupała woda, byłam spocona, zdenerwowana, czułam, że wyglądam okropnie.
Zaczynała mnie boleć głowa, jak zwykle, kiedy się czymś stresuję. Pod nylonowym kapturem włosy mi przyklapły w mizerne strączki, poranny makijaż pewnie zniknął.
– Nie daj Boże, żeby mnie ktoś teraz zobaczył!  – pomyślałam.
I właśnie wtedy między drzewami zamigotały jakieś oświetlone okna. Jeszcze kilkanaście metrów i byliśmy przed motelem, niedużym, ale miłym i zdaje się, eleganckim.
– Chodź, kochanie – zaproponował Jacek. – Napijemy się tutaj herbaty, odpoczniesz i później wrócimy do auta. A może nawet zostaniemy na noc, jak ci się spodoba…

Myślałam że spalę się ze wstydu!

W holu były duże lustra. Miałam rację – strach na wróble to wtedy przy mnie byłby prawdziwy elegant! Oczy mi się rozmazały, po bladych policzkach płynęły czarnozielone smugi. Nawet wodoodporny tusz do rzęs nie wytrzymał tej próby.

Akurat próbowałam zrobić jako taki porządek z włosami, kiedy otworzyły się drzwi do dużej sali. Zagrała muzyka. Jak spod ziemi wyrośli goście… Panowie w garniturach i eleganckie, śliczne panie. To byli nasi znajomi i przyjaciele, a wśród nich jedna nieprzyjaciółka, której nie znosiłam, a która teraz patrzyła na mnie w wyraźną satysfakcją! Zamarłam. Miałam swoją niespodziankę!

Jacek to pięknie wymyślił. Zresztą według niego wszystko wypadło jak najlepiej. Powinnam się cieszyć, może nawet skakać do góry w tych ciężkich, zabłoconych buciorach!

Wszystkie dziewczyny wyglądały, jak z modowej gazety, za to ja, jakby mnie wyciągnęli ze śmietnika.
Nie wytrzymałam. Rozryczałam się i uciekłam. Właśnie odjeżdżał jakiś samochód do miasta.
– Niech pani wsiada – powiedział kierowca, a ponieważ dalej płakałam, dodał: – Chusteczki są w pudełku za panią… Nie lubię babskich łez, ale pani chyba ktoś mocno dokuczył?

Najgorsze jest to, że Jacek nie rozumie, dlaczego się gniewam. Według niego wszystko było w najlepszym porządku… Postarał się, wynajął salę, zorganizował taką akcję, a ja jestem wściekła i obrażona. Za co? Dlaczego?
– Chciał dobrze – tłumaczy moja mama. – W jego oczach zawsze wyglądasz pięknie, więc nie powinno cię obchodzić, co myślą inni. Mówiłam ci, że mężczyzna to nieskomplikowany mechanizm. On był nastawiony na jeden program: działanie. I to wykonał. Guzika z napisem „myślenie” już nikt nie wcisnął… O co masz pretensje?

Kiedy jej słucham, trochę mi złość przechodzi, tylko że zaraz przypominam sobie, jak stałam przed tymi wytwornymi i ślicznymi babkami – taka wymięta, brudna, w obrzydliwym, za ciasnym, nylonowym, starym wdzianku… I znowu mnie krew zalewa! Mama mówi, że z czasem mi przejdzie… Noo, wątpię!

Więcej prawdziwych historii:

Mam prawo czuć się kochana!
Dziękuję ci, nieznajomy...
Moja zaborczość zniszczyła nas związek