Z życia wzięte fot. Adobe Stock

„Zakazany owoc najlepiej smakuje. Czy dlatego seks z narzeczonym przyjaciółki jest tak nieziemski?” - historia Izabeli

Wiem, że mnie potępicie: to, co robię, jest złe. Jednak nie potrafię się oprzeć tej namiętności. Zakazany owoc smakuje najbardziej.
/ 16.06.2020 09:29
Z życia wzięte fot. Adobe Stock

Michał i ja wybieramy się dziś do klubu. Będzie grała fajna kapela. Pójdziesz z nami? – spytała przyjaciółka.
– Trochę boli mnie głowa – wymówiłam się szybko. – I pomogę mamie piec ciasto. Ona nie ma już siły wszystkiego robić sama.
Gosia spojrzała na mnie badawczo.
– Iza... Wiem, że nie przepadasz za moim narzeczonym, ale naprawdę nie chcę, że przez to popsuło się między nami – wypaliła. – Michał ma wiele zalet i naprawdę zyskuje przy bliższym poznaniu. Przekonasz się!

Zaczerwieniałam się gwałtownie.
„Mam go poznać jeszcze bliżej? – pomyślałam. – Jak bardzo? Nie wystarczy, że z nim sypiam od trzech miesięcy?”.

Gosia chyba wzięła moje zakłopotanie za dobry znak, bo objęła mnie serdecznie.
– Zobaczysz, wszystko się między nami ułoży. Oboje jesteście dla mnie ważni. Mam nadzieję, że jednak znajdziesz trochę czasu i przyjedziesz do klubu. Zamówimy twoje ulubione piwo i będziemy czekać.
Ucałowała mnie w oba policzki i pognała do samochodu, który właśnie podjechał. Znałam go dobrze: to była mazda Michała.

Wykręcił teraz z piskiem opon, wychylił się przez otwarte okno i krzyknął do mnie „Cześć!”, a potem mrugnął znacząco, czego Gosia już nie mogła widzieć. Nie lubiłam tego samochodu, bo był mały i ciasny. Niezbyt wygodnie było się w nim kochać, chociaż nasz pierwszy raz zaliczyliśmy właśnie w nim.

Wcześniej uważałam, że daleko mi do femme fatale. Owszem, jestem dość atrakcyjna i lubię mieć czerwone paznokcie, szczególnie u stóp. Ale nie zauważyłam, abym emanowała jakimś zdradliwym urokiem działającym na mężczyzn. Od wąskich spódnic z astronomicznym rozcięciem do połowy uda wolę stroje sportowe i chociaż zdarza mi się nie nosić stanika, to nie podkreślam biustu obcisłymi bluzkami z wielkim dekoltem.

Tamtego wieczoru byłam jednak naprawdę seksownie ubrana, bo wracałam ze służbowego przyjęcia. Było już ciemno, ale ponieważ nie miałam kasy, nie zdecydowałam się na taksówkę. Drobiłam więc na wysokich obcasach po nierównym chodniku, przeklinając w duchu, że nie wzięłam płaskich butów na zmianę. Chociaż niby gdzie je miałam schować? Do tej niewielkiej kopertówki?
Nagle za plecami usłyszałam szum silnika samochodu, który zaczął zwalniać, a potem zatrzymał się tuż obok mnie.
– Dokąd to, laleczko? – zawołał kierowca.
Już miałam rzucić się do ucieczki, gdy rozpoznałam Michała.
– Wsiadaj, podrzucę cię – zaproponował.

Jechał właśnie do Gośki. Jeszcze wtedy nie byli zaręczeni, a nawet kłócili się dość często i oboje przebąkiwali o rozstaniu. Ja się nie usprawiedliwiam, naprawdę tak było, chociaż wiem, że nie powinnam była rzucać się w ramiona Michała. Jednak to zrobiłam.

A raczej to on rzucił się na mnie, gdy podjechaliśmy pod mój dom. Wcześniej przez całą drogę pożerał mnie wzrokiem!
– Powinnaś zawsze chodzić tak ubrana – powiedział, gdy tylko wsiadłam do auta.
Odruchowo obciągnęłam spódnicę.
– Jasne – prychnęłam. – Żeby faceci zaczęli się do mnie ślinić.
– A jeśli już się ślinią? – spytał i spojrzał mi  głęboko w oczy.
A potem ruszył nieśpiesznie, a ja trawiłam to, co mi przed chwilą powiedział. Kiedy przejeżdżaliśmy pod blokiem Gośki, oboje odruchowo spojrzeliśmy w górę. W żadnym z pokoi nie paliło się światło.
– Jeszcze nie wróciła – mruknął Michał.
– A może już poszła spać? – odparłam, ale oboje wiedzieliśmy, że to nieprawda: Gośka była nocnym markiem.
– Wpadniesz na herbatę, żeby na nią poczekać? – spytałam Michała, gdy dojechaliśmy do mojego domu.
– Nie wiem, czy… – odwrócił się do mnie i nagle zamarł, wpatrzony w mój dekolt.

Chwilę później całowaliśmy się jak szaleni.

Na tym pocałunku powinniśmy zakończyć. Pewnie potem i tak przez jakiś czas zachowywalibyśmy się sztywno, może krew by w nas jeszcze buzowała, ale była szansa... Tylko że myśmy z niej nie skorzystali. Michał podwinął mi sukienkę, a moja dłoń jak po sznurku powędrowała do jego rozporka. Po sekundzie siedziałam na nim okrakiem, kierownica wbijała mi się w plecy, ale ja czułam tylko coś równie twardego, co przebiło mnie prawie na wylot. Dopiero jęk rozkoszy, który wydobył się jednocześnie z naszych ust, trochę nas otrzeźwił.

– Ja… –  zająknęłam się, gdy znowu siedziałam na swoim miejscu, usiłując doprowadzić garderobę do porządku.
– Musisz wiedzieć, że ja naprawdę bardzo kocham Gośkę – przerwał mi natychmiast Michał, jakby się bał usłyszeć z moich ust jakieś niestosowne wyznanie.
– Ja też ją kocham – wyrwało mi się. – To znaczy… jak siostrę – dodałam.
– No, to wszystko sobie wyjaśniliśmy – odetchnął z ulgą.
Wysiadłam oszołomiona i powlokłam się do domu. Potem wiele razy zastanawiałam się jeszcze, czy my naprawę wtedy wierzyliśmy, że to się nigdy nie powtórzy. To nasze zbliżenie, szał ciał, nieposkromiona żądza. Jeśli tak, byliśmy bardzo naiwni.

Po tym wieczorze miałam straszliwe wyrzuty sumienia. Wydawało mi się, że Gośka w lot zauważy, co się zdarzyło między mną a Michałem. Żyłam w takim poczuciu winy i napięciu, że nawet kilka razy sama miałam zamiar jej powiedzieć, czego się dopuściłam. Nie zrobiłam tego, bo zdawałam sobie sprawę, że to byłby definitywny koniec naszej przyjaźni. A tego za nic nie chciałam.

Zastanawiałam się także czasami, czy Michał może także chce zrzucić kamień z serca i przyzna się do wszystkiego. Ale on tego nie zrobił. Na szczęście. Za to oboje najwyraźniej tęskniliśmy za dotykiem naszych ciał. Zaledwie dwa tygodnie później, gdy tylko nadarzyła się okazja, z równym ogniem zrobiliśmy to samo.

Tym razem na działce u rodziców Gośki. Pojechaliśmy tam w kilka osób, ale tylko ja i Michał zostaliśmy w domku, gdy inni postanowili popływać łódką. Musiałam przejrzeć kilka raportów i zdecydowałam się na wyjazd tylko pod takim warunkiem, że dadzą mi ze dwie godziny spokoju, żebym mogła popracować. A Michał musiał zrobić coś przy swoim aucie. Przynajmniej tak twierdził.
Oczywiście z naszych planów nic nie wyszło, bo gdy tylko rozbawione towarzystwo zeszło nad rzekę, wręcz rzuciliśmy się na siebie. Nasza tłumiona przez tyle dni namiętność była tak wielka, że nad domkiem powinny wybuchnąć fajerwerki. I znów wiedzieliśmy, że zrobimy wszystko, aby to powtórzyć.

Spotykaliśmy się potem wielokrotnie poza miastem. U mnie byłoby zbyt niebezpiecznie - Gośka mieszkała ledwie dwa bloki dalej. Po dwóch miesiącach, gdy akurat leżeliśmy w skotłowanej pościeli w jakimś motelu, Michał pokazał mi eleganckie puzdereczko.
– Co to? – zainteresowałam się, niczego się nie domyślając i nawet przez sekundę nie oczekując, że przyniósł prezent dla mnie.

Był to pierścionek zaręczynowy dla Gośki. Naprawdę piękny diamencik. Michał musiał się wykosztować…

Zrobiło mi się trochę głupio, ale nadrabiałam miną. Co za idiotyczna sytuacja! Leżę w łóżku z facetem i pomagam mu zaplanować zaręczyny z moją najlepszą przyjaciółką! Rzeczywiście pomogłam mu wybrać restaurację, doradziłam kwiaty. Kiedy więc Gośka kilka dni później z ogniem w oczach opowiadała mi o swoich wprost idealnych zaręczynach, siedziałam z idealnie głupią miną.
A potem padła propozycja, której się obawiałam najbardziej na świecie, chociaż wiedziałam, że jest nieunikniona!
– Zostaniesz moją druhną? – zapytała moja przyjaciółka.
Jak ja mogłam odmówić?!

– Musimy to przerwać – oznajmiłam Michałowi, gdy się znowu spotkaliśmy.
Spuścił głowę, a potem miękko przyciągnął mnie do siebie i… namiętnie pocałował. „Mam taką słabą wolę” – pomyślałam o sobie z obrzydzeniem.

Cała ta historia nauczyła mnie jednego: nie potrafiłabym już powiedzieć czegoś złego o kobietach, które pełnią rolę tej drugiej w związku. Wiem, co czują. A przecież one nie znają zdradzanej partnerki swojego kochanka i mogą mieć w nosie to, co ona przeżywa. Tymczasem ja to robię najlepszej przyjaciółce, dziewczynie, którą znam od prawie 30 lat. Dziesięć razy dłużej niż Michała.

Kiedyś pomyślałam, że to pewnie samotność pchnęła mnie w ramiona Michała. Z ostatnim chłopakiem rozstałam się rok temu i od tamtej pory miałam tylko dwie niewiele znaczące łóżkowe przygody. Próbowałam więc wybić klin klinem i nawet poznałam na czacie całkiem fajnego chłopaka, ale… Szybko zrozumiałam, że nie w tym rzecz. Mogłabym kochać się z dziesięcioma facetami, a i tak, gdyby obok mnie znalazł się Michał, jeszcze do tego bez koszuli… Matko.

Za takie reakcje podobno odpowiedzialne są feromony i rozsądek nie ma nic do rzeczy. Pewnie gdybym nawet wyszła za kogoś za mąż, stworzylibyśmy po prostu zgrabny kwadrat towarzysko-seksualny zamiast  obecnego trójkąta, bo żaden mężczyzna nie będzie w stanie mnie powstrzymać przed spotykaniem się z Michałem.

Dlatego, od kiedy wiem o ślubie Gosi, staram się nigdzie nie chodzić z nią i jej narzeczonym. Unikam wspólnych spotkań jak ognia. Aż zrobiło się to wręcz podejrzane… Boję się, że ona w końcu zauważy te iskry przebiegające między mną a jej facetem.

Tymczasem termin ślubu zbliża się nieubłaganie i wygląda na to, że ksiądz poświęci nasz tajemny grzeszny związek. W czasie przysięgi będę przecież stała tuż za panną młodą i razem z nią mogę przecież powtarzać słowa: „Nie opuszczę cię aż do śmierci”.

Więcej listów czytelniczek:
„Związałam się z mężczyzną młodszym o 15 lat. Dopiero teraz wiem, że żyję. Wcześniej to była... wegetacja”
„Zdradziłem żonę, ale bardzo ją kocham! To pierwszy i ostatni wyskok, a ona o niczym się nie dowie”
„Żona się nade mną znęca, ale maltretowani mężczyźni wywołują śmiech. Wiem, że to żałosne”

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (4)
/21.06.2020 09:08
rozwallas juz zwiazek glupia krowo ,spadaj jak najdalej ,toba trzeba sie tylko brzydzic
/17.06.2020 22:39
Z Ciebie jest zwykły zakłamany szmatruch . Oby Was los oboje za to slono ukarał, bo nie chcę sobie wyobrazic co bedzie czula ta biedna okłamywana kobieta gdy sie dowie...
/10.09.2019 01:53
Do tej co napisała swój Artykuł: Jak mogłaś zrobić coś takiego swojej przyjaciółce?! Jesteś po prostu zwykłą szmatą bez serca!!! Oby tobie też przytrafiło się to samo!!!!
POKAŻ KOMENTARZE (1)