Romans z młodszym facetem fot. Adobe Stock

„Związałam się z mężczyzną młodszym o 15 lat. Dopiero teraz wiem, że żyję. Wcześniej to była... wegetacja”

To nie było prawdziwe życie, ale jakaś wegetacja. Nie zdawałam sobie z tego sprawy, dopóki nie spotkałam o 15 lat młodszego Jacka. To on mnie obudził.
/ 15.06.2020 10:06
Romans z młodszym facetem fot. Adobe Stock

Jestem wciąż za młoda, aby rezygnować z miłości... Bo 45 lat to przecież nie tak dużo, prawda? To dopiero połowa życia. Dlatego wiedziałam, że mam prawo do związku z Jackiem, mimo że wszyscy wokół mówili co innego. I mimo że on był o 15 lat młodszy ode mnie.

– To pani, pani Alino? – jakiś czas temu zaczepił mnie przystojny chłopak o karmelowych oczach. Kilka metrów od kamienicy, w której mieszkałam.
– Tak, to ja – odpowiedziałam zgodnie z prawdą, szukając w myślach powodów, dla których tak atrakcyjny mężczyzna zaczepia właśnie mnie. I żadnego nie mogłam znaleźć...

Prowadziłam uregulowany tryb życia: praca, dom, dwa razy w tygodniu aerobik, w weekend wyjście do kina lub na kawę z koleżanką. Spontaniczność raczej mi się nie zdarzała... Skąd więc ten przystojny chłopak wie, kim jestem?

– Widzę, że mnie pani nie poznaje i nie dziwię się! – popatrzył na mnie. – Nie było mnie prawie dziesięć lat...
– My się znamy? Nie przypominam sobie, żeby pan tu mieszkał! – zaczęłam się niecierpliwić. Zaraz miał się zacząć film, moja cowieczorna rozrywka, a tu każe mi się rozwiązywać jakieś zagadki, na które nie mam czasu.

Chłopak chyba zobaczył moje zniecierpliwienie, bo zaczął się śmiać.
– Pani naprawdę mnie nie poznaje! – wziął moją rękę i pocałował z szacunkiem. – Jacek Wasilewski, z trzeciego piętra. Pamięta pani, jak kiedyś, mając chyba siedemnaście lat, zasnąłem pod pani drzwiami? A pani wzięła mnie do siebie, dała się przespać, ugościła kolacją...

Oczywiście, że pamiętam! Moje małżeństwo jeszcze wtedy było szczęśliwe...
– Jacek! Jak mogłam cię nie poznać. – uścisnęliśmy się jak starzy znajomi. – Wyrosłeś, zmężniałeś, wyglądasz wspaniale! Co się z tobą działo przez te wszystkie lata? Nic nie mów, nie tutaj, zapraszam cię do siebie na herbatę albo lampkę wina. Wszystko mi opowiesz.

Ucieszyłam się jak dziecko. Co prawda moje romantyczne wizje tego, co mógłby ode mnie chcieć taki piękny, nieznajomy mężczyzna, zaczepiając mnie na ulicy, legły w gruzach, ale... Zawsze lubiłam Jacka. Nawet jak trochę łobuzował, to miał nienaganne maniery.
– Jeśli nie będę przeszkadzać, chętnie skorzystam z pani zaproszenia – ucieszył się mój młody sąsiad. – Ja też o mały włos, a bym pani nie poznał. Z roku na rok wygląda pani coraz młodziej!

„No tak, i nauczył się też prawić kobiecie komplementy... Chyba polubię go jeszcze bardziej!” – uśmiechnęłam się na tę myśl, nie przeczuwając, ile jest w niej prawdy.

Siedzieliśmy do późnej nocy, rozmawiając jak starzy znajomi. Jacek mówił, jak nie mógł się w Polsce odnaleźć, dlatego wyjechał do Anglii. Tam zrobił karierę iście filmową, od pracy na zmywaku, po bycie menedżerem w jednej z najbardziej prestiżowych restauracji w Londynie. Ale stęsknił się za Polską, za rodzicami. Osiągnął tam wszystko, co chciał, więc wrócił tu kontynuować karierę.

Ja opowiedziałam, jak przez kilka lat męczyłam się z niewiernym mężem, aż w końcu on sobie kogoś znalazł na stałe, pieczętując koniec naszego związku.
– Nigdy go nie lubiłem! – skwitował to Jacek. – Uważałem, że nie pasowaliście do siebie, od zawsze miałem wrażenie, że panią zatrzymuje, nie daje rozwinąć skrzydeł.

„Skąd w nim tyle wrażliwości?” – dudniło mi w głowie po trzeciej lampce wina, bo miał całkowitą rację co do mojego byłego. Tylko ja potrzebowałam aż dziesięciu lat, aby się o tym przekonać!
– A skąd ty możesz to wiedzieć? Przecież go nie znałeś, nie zamieniliście nigdy więcej niż pięć zdań – droczyłam się z Jackiem.
– No właśnie, a dlaczego? Bo był zamkniętym gburem, skupionym tylko na sobie. Zero jakiejś uprzejmości, serdeczności – Jacek wyrzucał z siebie zapalczywie. – W ogóle nie miał manier, nawet mojej matki w drzwiach nie przepuścił.

A pamiętasz, jak kiedyś wracałaś obładowana siatkami i spotkaliście się pod kamienicą? On nawet tych siatek od ciebie nie wziął, tylko sama je dźwigałaś. Jacek nagle urwał, wziął oddech i popatrzył na mnie przerażony.
– Przepraszam! – spuścił głowę, jakby coś przeskrobał. – Nie byliśmy na ty.
– Jacek, no co ty? Nic się nie stało, nie masz już siedemnastu lat. Jesteś mężczyzną, jaka ja tam „pani” dla ciebie... – urzekła mnie jego skromność. Niewiele wiedziałam o mężczyznach w jego wieku, ale byłam pewna, że takich wyjątkowych to ze świecą szukać! A i tak pewności nie ma, że się jakiegoś znajdzie...
Zdaje się, że temat trochę popsuł miłą atmosferę, więc postanowiłam już nie rozmawiać o moim eks-mężu gburze, tym bardziej, że to rozdział zamknięty.
– Lubisz muzykę? Bo ja uwielbiam, a nie tańczyłam chyba ze sto lat. – próbowałam zmienić temat.
– Ja też! – Jacek podchwycił i aż podniósł się z fotela. Patrzył, czego szukam do nastawienia w odtwarzaczu.
– Może wybierzesz Paula Simona? – zaproponował nagle.
– A skąd ty znasz Simona? Przecież to nie twoje pokolenie? – zaśmiałam się, ale szybko się zreflektowałam. – Przepraszam, nie powinnam tak mówić! Chyba ciągle jeszcze ciężko mi zrozumieć, że tak wydoroślałeś i wciąż traktuję cię jak swojego nastoletniego sąsiada.
– To może teraz przestaniesz? – Jacek złapał mnie za rękę i porwał do tańca.
– Oj, chyba przestanę! Gdzie ty się nauczyłeś tak tańczyć? – nie mogłam wyjść z podziwu, jak miękko, ale zarazem stanowczo mnie prowadził.
– W barze ze striptizem! – wyszeptał mi Jacek do ucha.
Aż przystanęłam z wrażenia.
– Żartowałem! – roześmiał się. – Mama nie chciała, żebym był łobuzem, więc zapisała mnie na taniec towarzyski.
– Okazało się, że mam do tego prawdziwy talent! Gdyby nie kontuzja kolana, to kto wie? Może bym teraz tańczył w „Tańcu z Gwiazdami” – stwierdził.
– Dałabym ci maksymalną ilość punktów, szczególnie za te obroty! – zapiszczałam, bo Jacek tak mnie poprowadził, że przez kilkanaście sekund wirowałam wokół własnej osi, aż w końcu zakręciło mi się w głowie.

Nie czułam tego od lat, takiego wirowania i nieskrępowanej radości. Musiałam wyglądać trochę głupio, bo buzia cieszyła mi się od ucha do ucha i za nic nie chciała przestać.

Następnego dnia, mimo niewyspania i resztek alkoholu we krwi, czułam się wspaniale. Człowiek jednak czuje, że żyje, kiedy jest ktoś obok, z kim może się pośmiać, potańczyć, rozerwać. Może na następne dziesięć lat wystarczy... – pocieszałam się w duchu. – Przecież nie mam co liczyć na więcej.

Nieoczekiwanie jednak następnego dnia zadzwonił dzwonek do drzwi. Przez wizjer zobaczyłam Jacka.
– Nie mam ze sobą wina, bo wczoraj chyba przeholowaliśmy... Ale mam sok owocowy i paluszki. Wiesz, taki zestaw domowo-kinowy. Może obejrzymy coś razem? – popatrzył na mnie tak, że po prostu nie mogłam odmówić.
– Jasne, zapraszam. Chociaż nie wiem, czy mam film, który by ciebie zainteresował – pokazałam mu kilka płyt.
– Mam też swoje! – szelmowsko się do mnie uśmiechnął. – Ale nie wiem, czy tobie się spodobają.
Przejrzałam jego płyty, samo kino akcji, ale raz na jakiś czas taki film może być nawet relaksujący.

Ale sytuacja powtórzyła się też następnego dnia, i następnego... Jacek odwiedzał mnie tak przez kolejny tydzień! Coś mi zaczęło nie grać... Taki młody, powinien przecież spędzać czas z kolegami, szukać dziewczyny, a nie siedzieć tutaj ze mną, starszą od niego o 15 lat panią i oglądać filmy.

Może miał jakiś problem, chciał porozmawiać, ale nie wiedział, jak zacząć?
– Jacek, jakbyś chciał ze mną o czymś pogadać, to wiesz... tylko powiedz! – uznałam, że inaczej nie wyjaśnię tej sytuacji. – Ja nie mam nic przeciwko temu, że ty do mnie przychodzisz. Jest mi wręcz bardzo miło, bo dawno nie miałam tak uroczego towarzystwa, ale może powinieneś wyjść do ludzi?
– Do ludzi w swoim wieku, zapomniałaś dodać... – Jacek spochmurniał. – Tylko że ja nie mam z nimi o czym rozmawiać! Są dla mnie jak dzieci we mgle, niedojrzali. Ciągle chcą się bawić, upijać, a mnie się już nie chce... Mam ten etap za sobą.
– Nie wszyscy są tacy, to kwestia spotkania tych odpowiednich, przecież dziewczyny… – ale Jacek nie dał mi skończyć.
– Dziewczyny też mnie nie interesują! – uciął ze złością i spuścił głowę. Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy. Nagle Jacek podniósł się z fotela, ukląkł przede mną i wziął mnie za ręce.
– Ty mnie interesujesz, Alina! Tylko ty! – po czym, nie dając mi się nawet zastanowić nad tym, co powiedział, zaczął mnie całować!

Dobrze, że byłam w czerwonym golfie, bo może dzięki temu rumieniec, jaki oblał mi policzki, był mniej widoczny... Serce mi się wyrywało z piersi, w głowie dudniło echo jego ostatnich słów. Poszłam za pierwszym odruchem i… Zaczęliśmy się całować bez opamiętania.

Nikt nie powiedział nam, że w życiu będzie lekko – ta myśl przyświecała mi przez następne tygodnie, gdy nasz romans, a z czasem stały związek, rozwijał się. I coraz więcej ludzi się o nim dowiadywało.
– Jak pani nie wstyd? Młodego chłopaka na złą drogę sprowadzać, życie mu marnować! – usłyszałam od sąsiadki z mieszkania obok. Starsza kobieta, już po 60-tce, też była samotna.
I zazdrosna! – pocieszałam samą siebie, bo te słowa bolały... Oczywiście, że bolały! Płakałam z ich powodu Jackowi w rękaw, a on pocieszał mnie, że przecież nie robię nic złego, sam tego chciał i że to nie nasza wina, że się kochamy.

Sama miałam wątpliwości, czy to normalne, żebym romansowała z mężczyzną młodszym o 15 lat. Widziałam każdą moją zmarszczkę, kontrastującą z jego jeszcze jędrnym ciałem. Wyobrażałam sobie naszą przyszłość za 15 lat, kiedy ja będę miała sześćdziesiąt, a Jacek tyle, co ja mam obecnie. Będzie chciał tańczyć, a mnie reumatyzm już nie pozwoli... To było przerażające.

Gdybym miała córkę, prawie mógłby być jej mężem. Tak, on zasługuje na młode, piękne ciało – przekonywałam samą siebie, siedząc w samotności. Ale jak tylko się widzieliśmy, Jacek te moje myśli wywracał do góry nogami.
– I co mi po takiej młodej, której cały czas muszę udowadniać, że jestem mężczyzną? – krzyczał szczerze oburzony. – Nie masz córki, nie chciałaś mieć dzieci, może właśnie dlatego, żebyśmy mogli się teraz spotkać i kochać bez wyrzutów.
– I tak mam wyrzuty, że robię coś złego, że ci twoją młodość zabieram, a w zamian nic nie daję, oprócz mojej starości. – też odpowiadałam krzykiem.
– Mnóstwo mi dajesz. Spokój, mądrość, zaufanie i miłość bez udowadniania, kto jest górą. Bez tej wojny płci. – przekonywał mnie Jacek, przybierając błagalny ton. – Moje ciało też się w końcu zestarzeje, co z tego, że trochę później niż twoje? Ale to się stanie. Każde z nas kiedyś odejdzie, ale do tego czasu mamy jeszcze tyle lat i chcę je dobrze wykorzystać. Chcę wiedzieć, że zrobiłem wszystko, co mogłem, że byłem z kobietą, którą kochałem. Przemyśl to.
Jacek ubrał się i skierował do wyjścia.
– I nic mnie nie obchodzi, co na ten temat myślą ludzie. – rzucił w progu, przy otwartych drzwiach, dostatecznie głośno, aby cała kamienica go usłyszała.
– Jacku... – zdążyłam za nim zawołać, ale on już zbiegł na dół. Usłyszałam tylko huk frontowych drzwi.

Kilka godzin później przyszedł błagać o przebaczenie. Nie musiał. Miałam dostatecznie dużo czasu, by dojść do wniosku, że mnie też nie obchodzą inni ludzie. Mam prawo do szczęścia i jeśli ono do mnie przychodzi, nie wyrzucę go za drzwi. Nie podejrzewałam, że jeszcze czekają mnie w życiu jakieś uniesienia...

Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że ostatnie lata to nie było życie, tylko wegetacja. Z dnia na dzień, bez uniesień i emocji. To Jacek zwrócił mi prawdziwe życie i mój właściwy wiek. Bo 45 lat to wcale nie tak dużo i nie wytrzymałabym sama ze sobą kolejne 45 lat, ze świadomością, że odrzuciłam tę miłość.

Najtrudniejsze jednak było przede mną, czyli spotkanie z mamą Jacka. Pani Barbara zaprosiła mnie do siebie na herbatę i nie traciła czasu na zbędną wymianę zdań o kwiatkach i pogodzie.
– Czy to prawda, że pani i mój syn macie romans? – zapytała.
– To nie jest zwykły romans, my się naprawdę kochamy! – odpowiedziałam tak przyjaźnie, jak tylko potrafiłam.
– Czy mój syn powiedział, że panią kocha? Wie pani, on jest jeszcze młody, nie zawsze wie, co robi... Proszę nie traktować jego słów za poważnie – mówiła do mnie spokojnie, uśmiechając się.
A ja odpowiadałam jej z takim samym uśmiechem, chociaż wewnątrz cała się po prostu gotowałam.
– Powiedział, że mnie kocha i że chce być ze mną. Odwzajemniam jego uczucia i nie mam zamiaru tego ukrywać.
– To nie chodzi o ukrywanie, mnie nie obchodzi, co ludzie myślą. – odparła na to i już wiedziałam, skąd Jacek wyniósł tę pewność siebie. – Tu chodzi o mnie, ja chcę mieć wnuki. – wypaliła.
Potem zamilkła, czekając na moją odpowiedź. Tylko co ja jej mogłam odpowiedzieć? Niewiele, więc skłamałam.
– Ja nie mogę mieć dzieci, nigdy nie mogłam, nawet gdybym była w wieku Jacka nie dałabym mu dziecka. – powiedziałam bez zająknięcia, zadziwiając samą siebie.
– Zatem to proste, musicie się rozstać. – pani Barbara zabrała moją szklankę, mimo, że upiłam z niej zaledwie jeden łyk. To był wyraźny znak, że chce zakończyć tę wizytę, więc wstałam.
– I apeluję do pani rozsądku i mądrości życiowej, może także kobiecej solidarności. Choć w sumie nie wie pani, jak to jest z dziećmi… – powiedziała do mnie niespodziewanie,  nawet się nie odwracając, w drodze do kuchni.

To podziałało na mnie jak płachta na byka! Nie mogłam się powstrzymać i wykrzyczałam jej całą moją złość, nagromadzoną do tej pory.
– Nie wiem i nigdy nie będę wiedziała.I mało mnie to obchodzi. Nie rozstanę się z Jackiem tylko dlatego, że pani chce mieć jakiegoś wnuka. Może najpierw powinna pani zechcieć, aby syn był naprawdę szczęśliwy. – słowa same ze mnie ulatywały jak czarne motyle.
– Ze mną jest szczęśliwy i pani tego nie zmieni. Nikt tego nie zmieni, bo nic nas z Jackiem nie obchodzi, co myślą o naszym związku inni. Wszyscy chcą dla nas jak najgorzej pod przykrywką tego, że niby chcą jak najlepiej. Ale ja za stara jestem na takie bajery.

Zabrałam swój płaszcz i wyszłam, trzaskając drzwiami. Nie mogłam sobie tego odmówić, bo wszystko się we mnie gotowało. Pot spływał mi cienką strużką po plecach, a dłonie trzęsły się jak w febrze.

Ale pewność, jakiej wtedy doznałam, takie wewnętrzne przyzwolenie, że postępuję właściwie, a ci wszyscy, co dobrze radzą, nie wiedzą tak naprawdę, co jest dla mnie dobre – to było bezcenne.

Jacek wprowadził się do mnie dzień później. Ściany całej naszej kamienicy huczały od plotek, ale mnie to już nic nie obchodziło. To był dla mnie najszczęśliwszy dzień od wielu lat, jeśli nie w całym moim życiu. Ale może nie powinnam szczęścia wartościować... Jest, jakie jest, chwała za to, że mnie spotkało!

Wszyscy trąbią, że miłość jest najważniejsza na świecie, ale zapominają, że przecież miłości się nie wybiera. Mimo XXI wieku wciąż tak trudno wszystkim to zaakceptować.
Cieszę się, że nam z Jackiem się udało. Mieszkamy od kilku miesięcy razem i nie sądziłam, że w związku może być tak cudownie! Teraz dopiero wiem, co oznacza prawdziwe porozumienie i partnerstwo!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (4)
/04.07.2017 07:47
Do Jola: Twoja wypowiedź nie trzyma się kupy ani logicznie, ani gramatycznie ani stylistycznie. Ogromne niechlujstwo językowe. Trochę więcej dbałości o język i szacunku do czytelnika. No chyba, że z ukończeniem gimnazjum był problem...
/16.08.2016 11:56
Tez spotkalo mnie takie uczucie tylko oboje bylismy w zwiazkach.Jego niezbyt udany moj przeciwnie kochajacy maz dwojka dzieci.NIkkt tego nie planowal zakochalam sie niestety skonczylo sie bo nie moglam trgo zrobic rodzinie ze odejde.Gdybym miala innego meza zrobilabym to niezaleznie co powiedza ludzie ijak dlugo by to mialo trwac mysle ze mogloby sie udac on kochal choc teraz nienawidzi trwalo to z jego strony prawie 8 lat z mojej otwarcie 1 rok warto bylo boli rozstanie ale wszystkim pania zycze milosci nie wazne w jakim wieku i z kim to da sie wyczuc czy kocha nawet u duzo mlodszego milosc moze byc prawdziwa☺
/20.11.2012 19:03
idz za głosem serca, niech nikt nie mówi jak masz życ bo nikt za ciebie nie umże. ŻYCZE SZCZEŚCIA;-0
POKAŻ KOMENTARZE (1)