Narzeczony zostawił mnie w ciąży fot. Adobe Stock, DN6

„Straciłam całą rodzinę, a narzeczony uciekł z kasą i zostawił mnie z brzuchem. Żyłam tylko dla dziecka"

Miałam 22 lata i niemal od razu musiałam dorosnąć. To dlatego postanowiłam szybko wyjść za mąż. Wydawało mi się, że Błażej jest odpowiedzialnym mężczyzną, że przy nim będę czuła się bezpiecznie, że się mną zaopiekuje...
/ 17.09.2021 12:18
Narzeczony zostawił mnie w ciąży fot. Adobe Stock, DN6

Gdy miałam pięć lat, po raz ostatni widziałam mojego brata. Pamiętałam go jak przez mgłę. A także fragmenty jego kłótni z mamą. Prawdziwego ojca nie pamiętam w ogóle, odszedł od mamy, gdy się urodziłam i ślad po nim zaginął.

Mama nigdy nie chciała powiedzieć, dlaczego.

Myślę, że wyjazd mojego brata był następstwem drugiego ślubu mamy

Wojtek prawdopodobnie nigdy się z tym nie pogodził. To były moje domysły, gdyż – tak jak mówiłam, jego odejście było okryte tajemnicą i nikt nie chciał na ten temat ze mną rozmawiać. O tym, że Wojtek brał narkotyki, dowiedziałam się dużo później, gdy już byłam dorosła.

Drugi mąż mamy, Wiesiek traktował mnie jak córkę i nawet rozpieszczał. Podobno nie mógł mieć własnych dzieci. Opiekował się mną nawet po śmierci mojej mamy. Chorowała na białaczkę i zmarła, zanim dorosłam.

Kilka lat temu Wiesiek zginął w wypadku samochodowym. Zostałam zupełnie sama.

Miałam 22 lata i niemal od razu musiałam dorosnąć

Bałam się tej nieoczekiwanej dorosłości, odpowiedzialności i obowiązków. To dlatego postanowiłam szybko wyjść za mąż. Wydawało mi się, że Błażej jest odpowiedzialnym mężczyzną, że przy nim będę czuła się bezpiecznie, że się mną zaopiekuje.

Tymczasem okazał się zwykłym oszustem. Dwa tygodnie przed zaplanowaną datą ślubu ulotnił się z kilkoma tysiącami złotych, które miały być przeznaczone na wesele. Bardzo to przeżyłam, ale najgorsze było dopiero przede mną.

Okazało się bowiem, że jestem z nim w ciąży. Sama się wpakowałam w te kłopoty i tylko do siebie mogłam mieć pretensję. Chciałam ułatwić sobie życie, a na własne życzenie je skomplikowałam. Poniosłam trud samotnego macierzyństwa, choć kosztowało mnie to bardzo dużo wysiłku. Chociaż były chwile, które mi to wynagradzały.

Gdy usłyszałam pierwszy raz z ust mojej córci „Kocham cię, mamusiu”, popłakałam się ze wzruszenia.

Żałowałam tylko, że takiego kiepskiego ma ojca...

Najgorzej było z pracą, dorabiałam sobie gdzie się dało, bo o stałym zatrudnieniu nie miałam co marzyć. Najczęściej przepisywałam teksty na komputerze. Na szczęście miałam trochę pieniędzy z ubezpieczenia Wieśka, nauczyłam się żyć oszczędnie.

W pierwszej kolejności musiałam zapewnić Anitce wszystko, co było jej potrzebne. Gdyby nie mój sąsiad, pan Zenek, pewnie do dziś bym nie pracowała. Ni stąd, ni zowąd zapytał mnie kiedyś na schodach, czy nie chciałabym wziąć pół etatu w sekretariacie posterunku policji. Potrzebowali zaufanej osoby.

– Od razu pomyślałem sobie o pani, proszę złożyć życiorys – powiedział.

Nawet nie wiedziałam, że mój sąsiad był emerytowanym policjantem, wprowadził się do naszej kamienicy dopiero jakiś czas temu. Na jego propozycję zgodziłam się bez wahania. Anitka chodziła już do przedszkola, więc śmiało mogłam pójść do pracy. Odetchnęłam z ulgą, bo powoli zaczynała mnie ogarniać czarna rozpacz. Z powodu finansów oczywiście.

Miałam tyle swoich problemów, że rzadko myślałam o Wojtku

Przez tyle lat przywykłam do jego nieobecności, jakoś nie sądziłam, że kiedykolwiek się spotkamy. Nawet zastanawiałam się, czy w ogóle żyje. Kiedyś próbowałam szukać go przez Internet, na różnych portalach, ale bez skutku. Wojtek nie mógł znać mojego obecnego adresu, bo nasze pierwsze mieszkanie zostało sprzedane i przeprowadziliśmy się do większego mieszkania Wieśka w zupełnie innej dzielnicy.

Świat jest jednak mały. Odnaleźliśmy się zupełnie przypadkowo. A wszystko dzięki panu Zenkowi. Domyślam się, że także jemu zawdzięczam, że przyjęto mnie do pracy. Złożyłam papiery, zostałam zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną, podobnie jak wiele innych kandydatek, i czekałam na telefon.

Gdy już zaczynałam tracić nadzieję, dowiedziałam się, że jestem przyjęta

– Widocznie była pani najlepsza – uśmiechnął się pan Zenek, gdy zapytałam go o szczegóły. – Nic więcej nie wiem. Od dawna jestem na emeryturze.

Mimo wszystko byłam wdzięczna panu Zenkowi, że w ogóle mi o tej pracy powiedział. Pomyślałam, że powinnam mu się jakoś odwdzięczyć. Tylko jak podziękować facetowi? Kupiłam dobry koniak i zastukałam do drzwi jego mieszkania. Otworzyła mi żona, pani Ala, co do której żywiłam mieszane uczucia. Wydawało mi się, że jest surową i oschłą kobietą.

Kiedyś upomniała moją Anitkę, że się za głośno zachowuje. Od tamtej pory jej nie lubiłam i nawet nie uśmiechałam się przy powitaniu. Z kamienną twarzą poinformowała mnie, że męża nie ma.

– To może ja zostawię upominek – wręczyłam jej torebkę z koniakiem. – Czy będzie pani uprzejma mu przekazać? To w ramach podziękowania za tę pracę.

– Proszę to zabrać – powiedziała stanowczo. – Mój mąż nie pije alkoholu.

– Ale ja nie…

Nie dała mi dokończyć.

– Powiedziałam: mój mąż nie pije alkoholu! Żegnam panią!

Anitka, która stała obok, patrzyła oniemiała. Od tej pory omijałam tę kobietę szerokim łukiem. Dopiero niedawno poznałam prawdę, a prawda ta była związana również poniekąd z moim bratem. Jakże często oceniamy ludzi po pozorach, nie próbując zrozumieć motywów ich postępowania. Gdybym wówczas wiedziała, że pan Zenek był alkoholikiem po leczeniu w zamkniętym ośrodku, nigdy w życiu nie przyszłoby mi do głowy darować mu flaszkę.

Ale o tym dowiedziałam się nieco później

Od... Wojtka! Gdy zobaczyłam go w drzwiach, nie przyszło mi do głowy, że to on. Ot, młody, dość przystojny mężczyzna. Obok niego stał pan Zenek. Trochę się zdziwiłam, bo złożyli mi wizytę o dość późnej porze, Anitka już spała, ja oglądałam telewizję.

– Przepraszamy za najście o tej godzinie, ale mój kolega nie chciał czekać z tym do rana – powiedział pan Zenek. – Przypadkowo się zgadaliśmy, myślałem, że to zwykła zbieżność nazwisk, ale okazało się, że nie...

Patrzyłam na nich dość nieprzytomnym wzrokiem, wciąż nic nie rozumiejąc.

Wygląda na to, że jestem pani bratem – odezwał się towarzyszący mu mężczyzna. – Wojtek jestem.

Poryczałam się dopiero, gdy weszliśmy do środka. Nie mogłam uwierzyć. Siedziałam w fotelu, próbując uspokoić oszalałe serce. Nie mogło być pomyłki. Po ponad dwudziestu latach ujrzałam brata.

Cała noc zeszła nam na opowiadaniu, co się z nami działo. To wtedy dowiedziałam się, że panowie poznali się w ośrodku, gdzie przez dwa lata pod okiem terapeutów walczyli z nałogiem. Byłam wstrząśnięta.

Historia wydała mi się wręcz niewiarygodna

Mój brat w końcu odbił się od dna i postanowił o siebie walczyć.

– Musiałem upaść tak nisko, żeby się podnieść – zwierzał się Wojtek. – Nie masz pojęcia, ile razy żałowałem tamtej ucieczki. Honor nie pozwalał mi jednak wrócić, no i brnąłem w nałóg, bo to było najprostsze. Wyjść z niego jest o wiele trudniej.

– Zaprzyjaźniliśmy się, coś nas chyba do siebie ciągnęło, bo nie wiem, jak to inaczej wytłumaczyć – kontynuował pan Zenek. – Po powrocie Ala namówiła mnie, żebyśmy zmienili środowisko, stąd decyzja o przeprowadzce. Zaprosiłem Wojtka do nas. To niesamowite, prawda, jaki ten świat jest mały!

To wspaniałe odzyskać po latach brata. Moja Anitka zyskała wujka, chociaż początkowo odnosiła się do niego z rezerwą. Teraz nie jesteśmy już same na świecie. 

Czytaj także:
„Po ślubie moja Kalinka zmieniła się w jędze nie do wytrzymania. Szkoli mnie jak w wojsku. Ktoś mi podmienił żonę"
„Urodziłam i mąż stracił na mnie ochotę. Woli po nocach oglądać porno niż pójść ze mną do łóżka. Czuję się jak śmieć"
„Po 12 latach pracy, dzięki której wzbogacił się on, jego dzieci i jego była żona, ja nie mam nic”