Para młoda fot. Adobe Stock, VAKSMANV

„Nasi rodzice się nienawidzą, a my marzymy o założeniu rodziny. Zorganizowaliśmy ślub bez ich pomocy”

Okazało się, że mój ojciec gnębił ojca Dawida w młodości. Ten nawet otarł się o śmierć, bo chciał popełnić samobójstwo. Nie chciał się zgodzić, by nasze rodziny zostały połączone.
/ 15.09.2021 11:53
Para młoda fot. Adobe Stock, VAKSMANV

– Czego się tak spieszycie z tym ślubem? Pogięło was? Nie lepiej pożyć bez papierów, poznać się, poszaleć? Dwadzieścia dwa lata, co to za wiek na zamążpójście? – moje koleżanki twierdziły, że parę miesięcy znajomości to za mało, aby się wiązać na całe życie.

Co to jest pół roku?! A jak się wam odwidzi za następne pół? Szybki ślub, to i rozwód szybki… Wyluzujcie! – przemawiały mi do rozsądku.

Ale ja byłam zakochana do szaleństwa!

Przed Dawidem spotykałam się z różnymi facetami, ale dopiero on pokazał mi, czym może być miłość. Wsiadłam do jego taksówki, żeby pojechać na babskie przyjęcie i po pięciu minutach wiedziałam, że z tym kierowcą mogę podróżować do końca życia.

Jaka chemia między nami zadziałała? Jakie feromony zatańczyły w ciasnym samochodzie? Nieważne! Z imprezy wyszłam wcześniej niż zwykle i bez kropli alkoholu we krwi, bo nie wypiłam ani jednego drinka, a w głowie i tak mi szumiało, jak w wodospadzie jakimś. Wiedziałam, że on na mnie czeka i że zaczyna się coś bardzo ważnego…

Jeśli to przegapię, będę ostatnią kretynką! Wszystko, co Dawid mówił i robił, wydawało mi się mądre i piękne. Do tej pory nigdy nie ustępowałam żadnemu mężczyźnie, bo z natury jestem uparta, ale przy Dawidzie nauczyłam się kompromisu. Tak fajnie było się z nim godzić po jakiejś małej sprzeczce, że czasami specjalnie prowokowałam drobne spory, żeby potem wariować od pocałunków i pieszczot, jakimi wzajemnie się przepraszaliśmy.

Ale to były naprawdę głupstwa, bo generalnie szliśmy w tę samą stronę i tego samego chcieliśmy – być razem i to jak najprędzej… Wymyśliliśmy, że będzie po bożemu i zgodnie z tradycją; kolacja zaręczynowa, pierścionek, oświadczyny na kolanach, bukiety dla przyszłych teściowych…

Nasze rodziny się nie znały, więc trzeba było to zapoznanie urządzić z pompą i elegancko

Zamówiliśmy stolik w dobrej restauracji. Ustaliliśmy menu tak, żeby każdy miał dla siebie coś, co najbardziej lubi. Przygotowaliśmy zaproszenia. Wszystko było na tip top. Tak się nam wydawało… Rodzice Dawida przyszli punktualnie.

Jego mama wyglądała młodo i szykownie, tata natomiast był bardzo szczupły i wyglądał jak artysta, z długimi włosami i fantazyjnie zawiązanym krawatem. Oboje bardzo mi się spodobali. Zachowywali się tak swobodnie, że szybko przestałam się denerwować.

– Widzisz – szepnął Dawid, całując mnie przy tym w ucho – nie taki diabeł straszny… Chyba się polubicie.

Moi się spóźniali. Jak zwykle! Pewnie mama w ostatniej chwili doszła do wniosku, że wygląda grubo i zmieniała sukienkę, albo zapodziały się im klucze od mieszkania, a może trzasnął guzik przy koszuli… W każdym razie minął kwadrans, a ich nie było.

Patrzyłam na przyszłego teścia, który właśnie opowiadał coś zabawnego, gdy nagle spostrzegłam, że zmienia mu się twarz, jakby zobaczył upiora.

Zbladł, nie mógł złapać powietrza, wyglądał, jakby się dusił

Patrzył na drzwi wejściowe, a tam stał mój tata: wysoki, barczysty, z bicepsami jak kulturysta. Zobaczył nas i dla odmiany zrobił się czerwony jak pomidor. Widziałam, że się poci, że ma ochotę odwrócić się na pięcie i zwiać, ale moja mama niczego nieświadoma już świergotała przy naszym stoliku, przepraszając i wymyślając jakieś usprawiedliwienia.

– Wybaczcie… Korki straszne… I taksówki nie było na postoju, bardzo, bardzo przepraszamy…

Dwie mamy podały sobie ręce, a potem ucałowały się w policzki. Ojcowie stali i patrzyli na siebie, jakby wrośli w ziemię i nie mogli wykonać żadnego gestu. Nie powiedzieli jeszcze ani słowa, a w powietrzu było aż gęsto od wzajemnej niechęci. Zrozumieliśmy wszyscy, że dla nich to nie jest pierwsze spotkanie…

– Wychodzimy – zakomenderował ojciec Dawida. – Nie usiądę przy jednym stole z tym draniem! I tobie synu też radzę, zastanów się, czy chcesz mieć takiego teścia?!

– Tato, co ty? – Dawid próbował ratować sytuację. – O co ci chodzi?

– Jego zapytaj! Niech ci opowie, co ze mną wyprawiał dwadzieścia parę lat temu w koszarach? Niech ci opowie, jak się znęcał nad nowym rocznikiem… Jak sobie upodobał szczególnie mnie i jak mi dawał popalić!

– Ale mój tata nie jest wojskowym – wyjąkałam. – Nie ma z armią nic wspólnego!

– Ale w wojsku był, prawda?! I dosłużył się kaprala! I był dowódcą drużyny, a w tej drużynie ja rozpoczynałem służbę. I tak mnie zmiąchał, tak mnie zmaltretował, że… Zresztą, nieważne. Nie chcę go znać!

Ten wieczór skończył się katastrofą

Obie z moją mamą płakałyśmy, za to tata się upił na smutno i próbował mi tłumaczyć, że nie jest niczemu winny, bo był wtedy młody i głupi i nie odpowiada za to, że jeden z „kotów” okazał się mazgajem.

Nic więcej nie udało mi się z niego wyciągnąć. Zasnął jak kamień i tyle było naszej rozmowy… Dawid, jak zwykle przyjechał po mnie rano, przed pracą. Nie musiałam o nic pytać, bo wyglądał jak z krzyża zdjęty. Odwiózł mnie do firmy i obiecał, że porozmawiamy po południu.

Ale zanim go znowu zobaczyłam, zadzwoniła moja komórka i usłyszałam głos niedoszłego teścia. Proponował spotkanie w pobliskiej kawiarni. Chciał mi wszystko wyjaśnić. Bardzo mu na tym zależało. Przyszedł wcześniej niż ja. Zachowywał się spokojnie i miło.

Przeprosił mnie za to, że zepsuł mój wieczór zaręczynowy

Tłumaczył, jakim szokiem było dla niego spotkanie ze swoim oprawcą. Tak powiedział: „oprawcą”. Musiałam to przełknąć. Opowiadał, co mój tata z nim wyprawiał, kiedy był tak zwanym „młodym wojskiem”.

– Pięćdziesiąt pompek w pełnym umundurowaniu i dwa razy dziennie czyszczenie toalet – opowiadał – to małe piwo! Starałem się, ale nic mi nie wychodziło. Kiepsko strzelałem, obniżałem wyniki na wszystkich ćwiczeniach, więc te pompki były za karę. Byłem dosyć wątły, nie należałem do siłaczy, więc nigdy mi się nie udało wytrzymać do końca. Pękałem… Leżałem jak mokra szmata, a mój dowódca śmiał się i klął na zmianę. Wkurzałem go na maksa! Upokarzał mnie. Znęcał się. Nie wiem, dlaczego?

Widziałam, że te wspomnienia dużo go kosztują. Zamówił kieliszek koniaku. Wypił na raz, jak wódkę.

– Czekałem na przysięgę, jak na zmiłowanie. Tęskniłem za domem, za dziewczyną… Myślałem, że zwariuję, jeśli chociaż na dzień czy dwa stamtąd nie wyjadę. Po nocach mi się śniło, że uciekam z koszar, że mnie łapią i że znowu dostaję się w jego łapy! To były koszmary!

Tata Dawida przerwał na chwilę swoje opowiadanie, jakby się zastanawiał, czy wystarczy mi już tych rewelacji, ale widocznie uznał, że nie wystarczy i dodał:

A więc, udało mi się. Wydostałem się, trzeba przyznać przy pomocy twojego ojca. Tylko, za jaką cenę? Długo się leczyłem z tej traumy. Prawie się udało zapomnieć i dopiero wczorajszy wieczór był dla mnie, jak powrót do tego horroru. Wybacz, wiem, że nie jesteś niczemu winna, ale nie zgadzam się na to, żebyś była moją synową. Nie ma takiej opcji! Świat mi się zawalił!

Taty z opowieści ojca Dawida nie znałam

Zawsze był dosyć surowy i niewylewny, ale wszyscy go szanowali, a dla mamy i dla mnie nieba by przychylił i nigdy obie nie usłyszałyśmy od niego jednego ostrzejszego słowa. Niewiele osób wiedziało, że mój tata aktywnie działa w rozmaitych akcjach charytatywnych, pomaga ludziom chorym i pracuje jako wolontariusz w hospicjum.

Wiem, że był tam znany, jako najczulszy, najcierpliwszy opiekun… Skąd więc ten przerażający obraz sadysty, który przedstawił mi ojciec Dawida? Nie wiedziałam, w co mam wierzyć? A jednak mój tata do wszystkiego się przyznał. Rodzice czekali na mnie z kolacją i sami zaczęli rozmowę o tym, co się wydarzyło.

– Nie ma co się wypierać, córciu – powiedział mój ojciec. – Było tak, jak tamten mówi. Miałem dwadzieścia lat, byłem głupi jak but. Imponowało mi, że dostałem jakąś funkcję i palma mi odbiła! W wojsku ceni się twardych chłopów, więc byłem twardy. Wszyscy wrzeszczeli i bluzgali, więc wrzeszczałem i ja. Chciałem mieć najlepszą drużynę w plutonie. A ojciec Dawida mi wszystko psuł. Odstawał, nie dawał rady, miał najgorsze wyniki w strzelaniu i w innych ćwiczeniach, obniżał mi średnią!

– I musiałeś go za to tak gnębić?

– Oczywiście, że nie musiałem. Ale robiłem to. Przyznaję się do wszystkiego. Żałuję. Chciałbym cofnąć czas. Moją karą jest to, że ty cierpisz przeze mnie.

– Wiesz, że mogę stracić jedynego chłopaka, na którym mi zależało i zależy?

– Popłaczesz i zapomnisz. Według mnie, lepiej, że tak się stało! Nie możemy być rodziną!

Dla mojego ojca wszystko było proste: żałuje grzechów młodości, więc powinno się go rozgrzeszyć

Nadal jednak lekceważył cudze uczucia; nic go nie obchodziło, że Dawid też przeżył wstrząs i że może mu być ciężko pogodzić się z tym, że jego przyszły teść ma na sumieniu tyle zła. Moja mama uważała tak samo; dla niej też mój ślub z Dawidem był niemożliwy.

Powinnaś z nim zerwać. Przez wzgląd na ojca! Po co rozdrapywać stare rany? Każdy ma jakieś tajemnice z młodości, ale nawet prawo daje możliwość przedawnienia winy.

Dotarło do mnie, że u moich rodziców nie znajdę zrozumienia. Będą szczęśliwi, kiedy Dawid mnie rzuci. Nic ich nie obchodziło, co ja czuję.

Czekałam prawie tydzień na jakiś znak życia od Dawida

Milczał, nie odbierał moich telefonów. Jego taksówki nie było na postoju; po prostu zapadł się pod ziemię. Przyjechał, kiedy już straciłam nadzieję, że go jeszcze zobaczę. Oboje się popłakaliśmy…

– Czy możesz mnie nadal kochać? – zapytałam go.

– A dlaczego miałbym cię nie kochać? Odkąd to dzieci odpowiadają za przeszłość swoich rodziców? Naprawdę myślałaś, że jestem idiotą?

– Miałam nadzieję, że nie jesteś. Ale się bałam! Długo cię nie było.

– Musiałem parę spraw załatwić, parę przemyśleć…

– I co, przemyślałeś?

– Mam plan. Wyjedziemy stąd. Daleko, do Angli. Mój kumpel nagrywa nam pracę. Damy sobie radę.

– A twoi rodzice, co oni na to?

Ja nie chcę jechać z rodzicami, tylko z tobą. I z tobą chcę żyć, wziąć ślub i mieć dzieci. Rodzice nam do tego niepotrzebni.

– Czyli nie chcą mnie na synową?

Nie będę cię okłamywał. Nie chcą. Ale to ich problem. Mój tata też nie był święty. W młodości dużo krwi napsuł matce, a i ja nie mam dobrych wspomnień. Sporo pił, nie mógł się utrzymać w żadnej robocie. Krzyż pański z nim mieliśmy. Więc, jak widzisz, on też ma sporo za uszami… Dlatego nie oglądajmy się na nich, tylko róbmy to, co chcemy. Nie pozwólmy się do nas wtrącać!

Niestety, o naszych planach powiedzieliśmy obu rodzinom. I się zaczęło…

Mój tata przestał się do mnie odzywać, za to mama histeryzowała za dwoje

Udawała rozmaite choroby, straszyła mnie, że umrze, kiedy wyjadę, mdlała, szlochała. Myślałam, że zwariuję. U Dawida było jeszcze gorzej! Jego rodzice ukradli mu portfel z dokumentami. Został bez dowodu, bez paszportu, bez książeczki wojskowej.

Oczywiście, już zaklepany wyjazd musieliśmy odłożyć, a załatwianie dokumentów kosztowało nas dużo dodatkowego stresu. Tym razem byliśmy ostrożniejsi. Nikt nie wiedział, co robimy i na jakim etapie jesteśmy. Nie szykowaliśmy bagaży, tylko najpotrzebniejsze rzeczy…

Udawaliśmy, że się zastanawiamy, że zmieniamy plany. Na dzień przed wyjazdem powiedzieliśmy rodzicom, że z nami koniec! Rozstajemy się. Tak się z tego cieszyli, jakby wygrali los na loterii. Tylko ich racje były ważne. Myśmy się w ogóle nie liczyli. Wiem, że i nasze kłamstwa były podłe. Ale nie mieliśmy wyjścia.

Walczyliśmy o siebie, o naszą miłość, o przyszłość

Niczego nie żałujemy. Na początku było nam bardzo ciężko w obcym kraju. Nie mogliśmy na nikogo liczyć, więc to był dobry sprawdzian dla naszego związku. Mogę powiedzieć, że zdaliśmy go na piątkę. Minęły dwa lata. Do rodziców wysyłaliśmy kartki na święta i na imieniny. Innego kontaktu nie mieliśmy.

Została jeszcze jedna sprawa niezałatwiona; nasz odłożony ślub. Postanowiliśmy, że odbędzie się w Polsce, w moim parafialnym kościele, z całym, uroczystym ceremoniałem. Zaplanowaliśmy najdrobniejsze szczegóły.

Miałam mieć piękną białą suknię i welon do ziemi. Zawsze marzyłam, żeby iść do ołtarza w takiej sukni i, chociaż moja koleżanka mówiła, że będę wyglądała jak beza, wcale się tym nie przejmowałam! Suknia ma koronkowy stanik, jest odcinana w pasie i szyta z pełnego klosza. Cudownie się układa. We włosach będę miała małą girlandę z drobniutkich, kremowych różyczek.

Bardzo by do tego pasował naszyjnik mojej mamy, ale pewnie go nie dostanę, chociaż kiedyś mi obiecywała, że to będzie jej ślubny prezent dla mnie. Wynajęliśmy apartament dla nowożeńców w najlepszym hotelu. Zarezerwowaliśmy salę dla gości. Będą nasi znajomi z Polski i z Anglii. Honorowe stoliki mają czekać na rodziców Dawida i moich.

Wysłaliśmy zaproszenia. Nie wiemy, czy przyjdą, bo nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi… Pewnej nocy miałam sen: wchodzimy główną nawą i od razu ich dostrzegamy. Uśmiechają się do nas, widać, że się pogodzili, że zapomnieli o przeszłości, że cieszą się naszym szczęściem.

– Jak myślisz – zamęczam Dawida. – Przyjdą?

– Kochanie, do tego tanga trzeba sześciorga „zgodnych ciał i chętnych serc”. Zobaczymy! – mówił.

Tego dnia słońce świeci na dobrą wróżbę

Pachnie jaśmin rosnący przed kościołem. Serce tak mi wali, że nie mogę złapać tchu… Nie od razu więc dostrzegam moją mamę i mamę Dawida. Obie się uśmiechają… Za nimi, ramię w ramię stoją nasi ojcowie. A więc mój sen się spełnia!

Zanim ruszymy w stronę ołtarza, mama Dawida poprawia mi welon, a moja mama zapina mi na szyi naszyjnik.

– Zgodnie z obietnicą – mówi. – Mój ślubny prezent.

– Dziękuję, ale najpiękniejszym prezentem jest to, że przyszliście. Niczego więcej nam nie trzeba. 

Czytaj także:
„Po ślubie moja Kalinka zmieniła się w jędze nie do wytrzymania. Szkoli mnie jak w wojsku. Ktoś mi podmienił żonę"
„Urodziłam i mąż stracił na mnie ochotę. Woli po nocach oglądać porno niż pójść ze mną do łóżka. Czuję się jak śmieć"
„Po 12 latach pracy, dzięki której wzbogacił się on, jego dzieci i jego była żona, ja nie mam nic”