Dziewczyna z pociągu fot. Panthermedia

Dziewczyna z pociągu

Zobaczyłem Ewę i już wiedziałem, że jest kobietą mojego życia. Ale bałem się powiedzieć jej o moim uczuciu. Z powodu... kompleksów.
/ 06.09.2011 14:27
Dziewczyna z pociągu fot. Panthermedia

Moją żonę poznałem dokładnie pierwszego września, sześć lat temu, podczas rozpoczęcia roku szkolnego w liceum. Zobaczyłem ją już w pociągu, w drodze do szkoły. Ewa miała długie jasne włosy i ciemnobrązowe oczy.
I ten uśmiech! Jakby promieniała od wewnątrz. Mogłem patrzeć na nią godzinami. Odtąd zawsze starałem się usiąść w pociągu naprzeciwko niej.

Czy taki konus jak ja może mieć jakieś szanse?
Zakochałem się w Ewie niemal od pierwszego wejrzenia, ale nie śmiałem wyznać jej swojego uczucia. Zdobyłem się jedynie na anonimowe walentynkowe życzenia. Ewa pokazała mi kartkę, zastanawiając się, kto mógł ją przysłać, ale ku mojej rozpaczy wymyśliła, że zrobił to na pewno starszy od nas o trzy lata Hirek. Jakby tego było mało, wkrótce Hirek zaprosił ją do kina i na pizzę.
Zazdrościłem mu. Był wysportowany, przystojny i szalenie pewny siebie. Też bym taki był, gdybym mógł się poszczyć jego wzrostem. W gimnazjum podobała mi się pewna dziewczyna, Sandra. Gdy odważyłem się zaprosić ją na lody, powiedziała mi wprost, że muszę jeszcze trochę podrosnąć, bo z takim konusem jak ja wstyd pokazać się na ulicy. Jej słowa wystarczyły, abym na długo zraził się do dziewczyn.
Zawstydzony słowami koleżanki zająłem się, więc tym, co przychodziło mi z łatwością – matematyką. Wkrótce znalazłem się wśród laureatów konkursu matematycznego i byłem zwolniony z matematyczno-przyrodniczej części testu gimnazjalnego. Jak się okazało, miało to więcej dobrych stron, bo nareszcie mogłem się czyś pochwalić przed moją przyjaciółką.
– Skoro ty jesteś taki dobry, a ja nic nie rozumiem z tych wszystkich całek i cosinusów, to może byś mi pomógł? – zaproponowała któregoś dnia, a ja z radością się zgodziłem.
Odtąd często tłumaczyłem jej w pociągu zadania. Czasem wpadałem nawet do niej do domu. Niestety, Ewa była dziewczyną średniego wzrostu, trochę wyższą ode mnie. Nawet jeśli więc byłem blisko niej, czułem na sobie jej wzrok, to wciąż nie mogłem przełamać swojego strachu przed odrzuceniem. Nie zniósłbym, gdyby zaproponowała mi przyjaźń. Dlatego, mimo wielu okazji, milczałem jak zaklęty i z krwawiącym sercem słuchałem jej opowieści o Hirku, a potem innych „wspaniałych” chłopakach z naszej szkoły.
W każde wakacje usychałem z tęsknoty za Ewą. Obawiałem się, że wróci odmieniona i nie będzie chciała się ze mną przyjaźnić. Pewnie wciąż platonicznie bym się w niej durzył, gdyby nie moja młodsza siostra, Małgosia. Byłem w trzeciej klasie, gdy zaczynała ogólniak. Muszę przyznać, że z chudego jak szkapa dzieciaka wyrosła całkiem ładna i zgrabna kobietka. Zauważyłem to po wzroku Ewy, gdy po raz pierwszy razem z Małgosią wsiadłem do pociągu. Wtedy pomyślałem, że może jednak nie jestem jej obojętny.

Wszystko tylko nie kurs tańca! Ja nie potrafię
– Cześć, jestem Gośka, siostra Seweryna – przedstawiła się moja siostra i natychmiast usiadła obok Ewy.
– Naprawdę? Nigdy nie mówiłeś, że masz taką ładną siostrę! – moja przyjaciółka nie kryła zaskoczenia.
– Chyba nie zauważałem, że jest aż tak ładna – próbowałem się uśmiechnąć i zatuszować zmieszanie.
Dziewczyny od razu zaczęły ze sobą rozmawiać, zapominając o całym świecie, a w tym i o mnie. Po miesiącu były już najlepszymi przyjaciółkami. To Małgosia pierwsza zauważyła, co jest grane, i któregoś dnia zapytała mnie wprost, czy jestem zakochany w Ewie. Najpierw zaprzeczyłem. W końcu jednak się przyznałem. Opowiedziałem też siostrze, że nigdy nie odważę się wyznać Ewie prawdy, bo nie zniósłbym odtrącenia.
Małgośka obiecała, że mi pomoże i z miejsca zabrała się do dzieła. Wyrzuciła na śmietnik kilka moich powyciąganych swetrów i wybrała się ze mną na „ciuchowe” zakupy. Oprócz tego uparła się, że nauczy mnie tańczyć.
– Ewa uwielbia tańczyć, więc jeśli chcesz ją zdobyć, to na pewno nie matematyką, drogi braciszku – zawyrokowała i natychmiast zapisała nas na kurs.
Okazałem się pojętnym uczniem, choć na początku bardzo się wstydziłem swoich niezdarnych ruchów. Sądziłem, że łatwiej nauczyć walca słonia niż mnie.
– Pozwolisz, żeby ktoś sprzątnął ci na studniówce Ewkę sprzed nosa? – zapytała wściekła, słysząc moje narzekania.
– Oczywiście, że nie – stwierdziłem hardo i wziąłem się ostro do pracy.


Spełniły się moje największe marzenia
Wciąż nie wiem, jak odważyłem się w ogóle zadać pytanie w kwestii studniówki. Serce waliło mi jak młotem, z przerażenia nie mogłem opanować drżenia głosu. Spodziewałem się odmowy albo przynajmniej wahania ze strony mojej platonicznej miłości, ale Ewa kompletnie mnie zaskoczyła.
– Jasne! Już myślałam, że nigdy mnie o to nie poprosisz i będę musiała iść z jakimś kolejnym fanem futbolu.
Uśmiechnęła się uroczo, a potem puszczając do mnie porozumiewawcze oko dodała, że kupiła już sobie nawet buty na płaskim obcasie.
Prawie całą studniówkę przetańczyliśmy razem, a po niej znowu razem zaczęliśmy się uczyć do matury. Byłem wniebowzięty. Nareszcie miałem dziewczynę, i była nią Ewa!
Wciąż pamiętam nasz pierwszy pocałunek. Była wiosna, wracaliśmy ze szkoły, gdy nagle nasze dłonie dotknęły się. Żadne z nas nie cofnęło ręki... Szliśmy przez park. Bez pachniał odurzająco, ptaki śpiewały radośnie, aż się prosiło, by nasze usta się spotkały. A potem jak szaleni biegliśmy do pociągu.
Od tej pory byliśmy parą. Po maturze oboje rozpoczęliśmy studia, ja techniczne, Ewa pedagogiczne. Już wtedy wiedzieliśmy, że chcemy być razem.
W tym roku skończyliśmy licencjat. Wracaliśmy właśnie pociągiem do naszych rodziców, gdy postanowiłem poprosić Ewę o rękę. Wykorzystałem moment, gdy byliśmy sami w przedziale. Wziąłem głęboki oddech, powstrzymałem drżenie rąk i uklęknąłem przed nią.
– Ewuś, czy zgodzisz się zostać moją żoną – zapytałem, wyciągając z kieszeni pudełeczko z pierścionkiem zaręczynowym.
– Tak! – krzyknęła radośnie.
Z wrażenia omal nie zgubiłem pierścionka, który wypadł mi z rąk i potoczył się pod siedzenie. Oboje z Ewą rzuciliśmy się go szukać, chichocząc jak dzieci.
A gdy już go w końcu znaleźliśmy, znów poprosiłem ją o rękę.
– Tak, tak, tak! – brzmiała odpowiedź. – Zostanę twoją żoną!

W sierpniu tego roku wzięliśmy ślub. Oczywiście moja młodsza siostra została naszą pierwszą druhną, zapowiadając, że w przyszłości zamierza być również matką chrzestną naszej pierwszej pociechy.
Przed nami praca magisterka i wspólne życie. Niedawno zatrudniłem się w firmie marketingowej, a Ewa za chwilę rozpocznie staż w szkole. Marzymy o własnym mieszkaniu i samochodzie, ale na razie wciąż podróżujemy pociągami.
Zresztą nie mam nic przeciwko pociągom, w końcu w jednym z nich kiedyś poznałem Ewę. Nie wiem, jak potoczyłoby się moje życie, gdyby nie nasze wspólne codzienne podróże i długie pociągowe rozmowy. Może przerażony swoim wzrostem nigdy bym się nie odważył powiedzieć, że ją kocham, a ona w nieskończoność czekałaby na jakikolwiek gest z mojej strony.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)