Zdradzony mężczyzna odnalazł miłość fot. Adobe Stock

„Powinienem podziękować żonie za zdrady. Dzięki niej wróciłem w rodzinne strony i do swojej dawnej miłości”

Żona nie donosiła ciąży i nigdy już potem nie zaszła w następną. Ku mojemu zaskoczeniu wcale jej to nie zmartwiło. Pamiętam, jak mówiła, że kolejna ciąża zniszczy jej urodę. Potem odkryłem, że zdradzała mnie z masażystą - to była potwarz.
/ 13.01.2021 10:52
Zdradzony mężczyzna odnalazł miłość fot. Adobe Stock

Zupełnie nie wiem, czemu nagle zapragnąłem odwiedzić to miejsce. Nie byłem tam od dwudziestu lat. Od chwili, kiedy uczestniczyłem w pogrzebie dziadka.

Wieść o jego śmierci spadła na mnie jak grom, tym bardziej że dwa miesiące wcześniej zmarła moja ukochana babunia. Odeszli, jakby jedno nie mogło żyć bez drugiego. Potem nigdy już tam nie jeździłem, choć przecież moje beztroskie, szczęśliwe dzieciństwo było nieodłącznie związane właśnie z tą przycupniętą na skraju ogromnego, krystalicznie czystego jeziora, wioseczką na Mazurach.

Wioska na Mazurach - moja arkadia

Spędzałem tutaj każde wakacje i ferie zimowe, a także dni, kiedy chorowałem. O tak, lubiłem być chory! Wiedziałem, że rodzice od razu odtransportują mnie do dziadków, żebym nie siedział sam w domu. Bo niechętnie brali wolne na swoje jedyne dziecko. U dziadków zaś zawsze było wesoło, a ich dom jawił się mi jako oaza spokoju i bezpieczeństwa.

Dziadek zabierał mnie na ryby. Dzięki niemu poznałem wszystkie tajniki wędkowania, gatunki ryb i ich przyzwyczajenia, rodzaje przynęt, spławików… Lubiłem te chwile, kiedy po wspólnych połowach oprawialiśmy ryby, a babcia je smażyła na wielkiej patelni. Ach, jakie były pyszne!

Zresztą wszystko, co babcia gotowała, smakowało wybornie, a najbardziej pierogi z jagodami (sami je zbieraliśmy w gęstych jagodzinach, bo niemal tuż za domem rozciągał się las). Babcia polewała mi je obficie – ubitą również własnoręcznie – śmietaną, a potem siadała obok mnie i z radością przyglądała się, jak wsuwam ich wielkie kęsy ociekające fioletowym sokiem.

To dziadek nauczył mnie pływać

...i nurkować, otworzył przede mną podwodny świat. Czasami pożyczaliśmy kajak od jego kolegi i pływaliśmy po całym jeziorze. Wracaliśmy na brzeg, na którym wznosił się opustoszały pałacyk.
Teraz, po latach, znów zawitałem do mojej ukochanej wioski.

Był piękny, niemal upalny dzień. Najpierw pojechałem na cmentarz. Wstyd się przyznać, ale nie mogłem trafić do grobu dziadków; cmentarz tak bardzo się rozrósł i zmienił. Gdy w końcu dostrzegłem zaniedbane płyty grobu, żal ścisnął mi serce.

– Jak ja mogłem was tak zostawić – szepnąłem z rozpaczą, wycierając chusteczką prawie nieczytelne litery na nagrobku. – Za tę miłość, którą mnie obdarzyliście, za te wszystkie piękne, wspólne chwile… Przepraszam, babciu! Przepraszam, dziadku!

W zakładzie kamieniarskim znajdującym się obok cmentarza zamówiłem nowy pomnik. Szef zakładu zapewnił mnie, że będzie postawiony w ciągu miesiąca. Zapłaciłem za całość z góry, nawet z nawiązką, bo mówił, że ma dużo zamówień i nie wie, czy zdąży. Cena nie grała dla mnie roli, a on solennie obiecał, że wywiąże się z umowy.

Po tej rozmowie wróciłem na grób dziadków. Pozbierałem wypalone już znicze, które ktoś litościwie im stawiał, i zapaliłem nowe. Kupiłem róże, zapomniałem jednak o wazonie, więc położyłem je wprost na płytę. Kwiaciarka proponowała mi sztuczne, ale ja wolałem żywe kwiaty. Nie śmiałbym położyć dziadkom plastikowych ozdóbek.

Z cmentarza pojechałem nad jezioro. Stanąłem na brzegu, do którego przybijaliśmy kiedyś z dziadkiem naszym kajakiem, po czym ruszyłem w stronę pałacu. Miałem nadzieję, że ktoś go kupił i wyremontował. Niestety… Teraz, po dwudziestu latach, był jeszcze większą ruiną. Serce ścisnęło mi się z żalu.

– Tak, kiedyś tętniło tu życie – znienacka odezwał się za mną głos jakiegoś staruszka, aż podskoczyłem ze strachu. – Teraz nie ma nic. Takie czasy…
Zaskoczył mnie, nie spodziewałem się spotkać kogoś w tej leśnej głuszy.
– Przepraszam, przestraszyłem pana – uśmiechnął się starszy pan.
– Tak, trochę – bąknąłem.
– Nie znam pana, chyba pan nie jest stąd? – zapytał.
– Nie, ale przed laty tu bywałem u dziadków, państwa Wodzickich.
– A! Jest pan tym małym Jankiem? Pamiętam, pamiętam! Dziadek marzył, że kiedyś zamieszka pan tutaj i zajmie się jego ukochany sadem – starszy mężczyzna uśmiechnął się jeszcze szerzej.
– Naprawdę? Nigdy mi o tym nie mówił – zdziwiłem się. – A może wspominał, tylko ja nie chciałem słuchać zajęty własnymi planami na przyszłość…

Po chwili rozmowy przeprosiłem mojego rozmówcę i ruszyłem do auta. Chciałem jeszcze wrócić nad jezioro.

Nigdy nie lubiłem zmian

Jestem z gatunku tych, którzy raz na całe życie ustawią meble w mieszkaniu i nie tęsknią za przemeblowaniem.

Dlatego długo oswajałem się z myślą, że nie ma już dziadków. I że tak naprawdę nie mam już rodziców. Po rozwodzie każde z nich poszło w swoją stronę, a ja zostałem sam. Widocznie uznali, iż dwudziestoletni młodzieniec jest już na tyle dorosły, że sobie poradzi. Na moje szczęście zostawili mi mieszkanie.

Nie korzystałem z niego długo, prawie od razu zamieniłem je na inne, w Gdańsku. Był to wprawdzie tylko pokój z kuchnią, lecz mnie to wystarczało. Chciałem w Gdańsku studiować, więc uznałem to za dobre rozwiązanie, zwłaszcza że z poprzednim mieszkaniem nic mnie już nie łączyło poza wspomnieniami. A i one nie były dobre.

W Eli zakochałem się uczuciem aż po grób

Ojciec, zgodnie z obietnicą, pomagał mi finansowo do końca studiów. Dawałem sobie radę, zwłaszcza że w pewnej chwili odkryłem w sobie żyłkę do interesów, a ta przerodziła się w spory biznes. Ale mniejsza o tę historię. Ważniejsza jest inna – ta o Eli.

Elka była moją pierwszą prawdziwą miłością. Mieszkała w bezpośrednim sąsiedztwie moich dziadków, więc siłą rzeczy musieliśmy się poznać.

Najpierw się przyjaźniliśmy. Razem wpadaliśmy na rożne zwariowane i niekiedy niebezpieczne pomysły, jak choćby szukanie w stodole zgubionego klucza od jej domu. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że szukaliśmy tego klucza w stodole pełnej słomy, przyświecając sobie… świeczką. Do dziś nie wiem, jak nam się udało nie podpalić słomy ani siebie. Choć klucz na szczęście odnaleźliśmy, oboje dostaliśmy burę, i to niemałą.

Nie mam pojęcia, kiedy zakochaliśmy się w sobie. Z biegiem lat Elka wypiękniała, z nieopierzonego dziewczątka zamieniła się w urodziwą młodą dziewczynę. Pamiętam nasze wspólne wyprawy nad jezioro rowerem dziadka. Woziłem Elkę na ramie, bo mogłem ją wtedy objąć i poczuć zapach jej skóry rozgrzanej słońcem.

Pamiętam również miłosne wyznania, kradzione całusy i wieczorne kąpiele w jeziorze, kiedy szeptałem Eli do ucha, jak jest cudowna.
– Pobierzemy się, gdy tylko skończymy 18 lat – mówiłem, tuląc ją do siebie.
– Zamieszkamy tu i będziemy mieć gromadkę dzieci – uśmiechała się Elżunia w odpowiedzi i całowała moją szyję. – A jeśli nasi rodzice się nie zgodzą na ślub, uciekniemy gdzieś daleko stąd.

To ja złamałem obietnicę, którą dałem Elżbiecie

Tymczasem to ja uciekłem. Sam, od razu po maturze – i nasze kontakty się urwały. Nie było wtedy komórek ani Internetu, a moja ukochana nawet nie miała w domu telefonu. Ostatni raz widzieliśmy się właśnie w ruinach pałacu.
– Skończę studia i wrócę – obiecałem Eli i pewnie wówczas głęboko wierzyłem w to zobowiązanie.
Jednak nigdy go nie wypełniłem. Z czasem wspomnienia się zatarły, a miłość z małej wioski odeszła w niepamięć. Ważniejsze okazały się moje chwilowe zauroczenia i zdobycze.

Pod koniec studiów na jakiejś dyskotece poznałem Wiolettę. Nawet trochę przypominała mi Elkę. Prawdopodobnie potrzebowałem wówczas kobiety, więc szybko dopełniło się to, co nie zdążyło się dopełnić z Elką.

Wioletta była bardzo ładna, lecz jak na mój gust do swojej urody przywiązywała zbyt dużą wagę. Obsesyjnie o nią dbała, używając markowych kosmetyków, na które zawsze mnie naciągała. W tamtych czasach takie kosmetyki można było dostać tylko w Peweksie, za dolary. Kochałem ją, więc kupowałem wszystko, co sobie wypatrzyła.

Pobraliśmy się, gdy okazało się, że jest w ciąży

Należało się więc zmierzyć z kolejnym wyzwaniem. Chyba wtedy poczułem się naprawdę dorosłym mężczyzną.

Niestety, żona nie donosiła ciąży i nigdy już potem nie zaszła w następną. Ku mojemu zaskoczeniu wcale jej to nie zmartwiło. Pamiętam, jak mówiła, że kolejna ciąża zniszczy jej urodę. Ja też wolałem zaczekać z powiększeniem rodziny, aż się dorobimy, więc nie protestowałem.

Tymczasem Wioletta przyzwyczaiła się do myśli, że zdążymy. Mówiła: „Co ma być, to będzie. Na dzieci przyjdzie czas”. Długo byłem z tej sytuacji zadowolony. Z czasem jednak zmieniłem zdanie. Zapewne w końcu dojrzałem do myśli o dziecku.

Kiedy próbowałem na ten temat rozmawiać z Wiolą, wykręcała się albo mówiła, że ją „znowu stresuję”. Dlatego czasem wyjeżdżała, by się zrelaksować – oczywiście beze mnie. Ja byłem od zarabiania pieniędzy, ona od wydawania. Gdy pojawiły się pierwsze SPA, Wiola była ich stałą bywalczynią.

Pewnie już wtedy robiła mnie w bambuko, lecz o tym nie wiedziałem. Całej prawdy pewnie nigdy nie poznam. Prawdopodobnie podczas każdego takiego wyjazdu zaliczała facetów. Raz czy drugi zapytałem, skąd ma nowy sweterek czy pierścionek, ale zawsze mnie czymś zbywała. A to, że dostała od koleżanki, a to, że zaoszczędziła na czymś tam i sobie kupiła.

Mówiła też, że się leczy, bierze hormony, żeby zajść w ciążę i dać mi upragnionego potomka. I pewnie długo jeszcze bym się nie dowiedział o niewierności żony, gdyby nie przypadek.

W końcu dowiedziałem się, że jestem rogaczem

Zgubiłem klucz od domu. Jeden gdzieś zniknął dawno temu, a wiedziałem, że trzeci ma Wiola przy swoim pęku. Niewiele myśląc, wsiadłem w auto i pojechałem do SPA, w którym akurat była. Wcześniej kupiłem jej ulubione wino – postanowiłem przenocować i wrócić do Gdańska nazajutrz rano. Chciałem zrobić jej niespodziankę. Tymczasem to mnie czekała niespodzianka…

Mojej żony nie było w pokoju; ktoś mi powiedział, gdzie jej szukać. Drzwi od pokoju z napisem „Masaż ręczny klasyczny” nie były zamknięte, więc albo nie spodziewali się, że ktoś im przeszkodzi, albo zaczęli uprawiać seks spontanicznie.

Krótko mówiąc, przyłapałem Wiolettę w jednoznacznej sytuacji z masażystą.
Zmroziło mnie. Poczułem się tak, jakby ktoś mi dał w pysk.
Wsiadłem do auta i ruszyłem do domu – bez kluczy. Przenocowałem w motelu. Przed snem wypiłem w barze trzy szybkie wódki i całe wino. Wtedy pierwszy raz zdradziłem żonę, i to z prostytutką, bo innej chętnej w motelu nie było.

Po powrocie do domu ściągnąłem majstrów, by wyważyli drzwi. Miałem przynajmniej pretekst, by zmienić zamki. Gdy Wioletta wróciła ze SPA, kazałem jej się wynosić. Nie słuchałem jej wyjaśnień, tłumaczeń i kłamstw. Tak zakończyło się moje małżeństwo, które trwało 15 lat.

Dziś przyjechałem do wioski dziadków, żeby pozbierać się po rozwodzie. Chciałem zapomnieć o wszystkim, co trudno mi było wykreślić z pamięci, choć minęło już kilka miesięcy. Miałem nadzieję, że wrócę do bezpiecznych lat dzieciństwa, odnajdę tu spokój. O Eli nawet nie pomyślałem. Zresztą, ja w cuda nie wierzę…

Kiedy przyjechałem nad jezioro, na plaży jeszcze nie było nikogo. Cisza, spokój – czyli to, o czym marzyłem. Mimo że kąpielisko było niestrzeżone, plaża wyglądała na zadbaną. Czyściutki piasek ktoś starannie zagrabił.

Wypożyczyłem kajak w pustej wypożyczalni i popłynąłem na środek jeziora. Pływałem dobre dwie godziny, aż ręce mnie rozbolały od wiosłowania. Kiedy wróciłem, na plaży było już sporo plażowiczów, głównie mamy z dziećmi. Kilka osób kąpało się przy brzegu.

Nagle dostrzegłem ją na pomoście: czytała książkę

Wyciągnąłem kajak i zmęczony przysiadłem na piasku. Rozejrzałem się wokół i wtedy ją zobaczyłem. Siedziała na pomoście, zwrócona do mnie profilem. Nie byłem pewien, czy to ona, ale serce i tak zaczęło mi walić jak oszalałe. Czytała książkę. Wyglądała jak ktoś głęboko pochłonięty lekturą.

Oddałem kajak, rozliczyłem się z właścicielem i wszedłem na pomost. Nadal nie miałem stuprocentowej pewności, że to moja Elka, lecz zaryzykowałem.
– W tym jeziorze kąpią się na przemian gwiazdy i dziewczyny – powiedziałem, cytując swoje własne, popisowe powiedzonko z młodości.
Drgnęła i odwróciła się ku mnie.

I już nie miałem żadnych wątpliwości – to ona! W oczach Elżbiety zobaczyłem zdumienie i radość.
– Januszek? – szepnęła z niedowierzaniem. – Boże, to niemożliwe!

Poderwała się z pomostu. Wciąż była piękna, smukła, jej ciemne włosy falowały na wietrze. I pachniała tak samo jak kiedyś – rozgrzanym słońcem.
– To naprawdę ty?! – wykrzyknęła.
– Po tylu latach? Jak się tu znalazłeś? Na długo przyjechałeś? Po co?

Bóg jeden wie, jak wielką miałem ochotę wziąć ją w ramiona i mocno przytulić jak przed laty. Nie wiem, czy zakochałem się ponownie, czy kochałem ją całe życie, tylko nie miałem o tym pojęcia. Jednak nie zrobiłem żadnego ruchu: bałem się, że ją spłoszę.

– Tak, to ja – potwierdziłem z uśmiechem i wiedziony impulsem, dodałem: – Sam nie wiem, po co tu jestem. Coś mi kazało przyjechać. Prosto do ciebie.
– Mnie też coś kazało dzisiaj przyjść na pomost! A przecież nie zaglądałam tu od dwóch lat – rozpromieniła się.

Zaprosiłem Elę na obiad i na kawę w pobliskim hotelu, w którym się zatrzymałem. Przyjęła zaproszenie, ale po chwili wahania. „Pewnie kogoś ma – pomyślałem z rezygnacją. – Byłoby dziwne, gdyby nie miała. Taka piękna kobieta! I co ja sobie właściwie wyobrażam? Miałaby na mnie czekać tyle lat?!”.

Przy stole opowiedziałem jej o moim życiu, o nieudanym małżeństwie i rozwodzie. Tymczasem ona nie chciała mówić o sobie. Raczej pytała. A potem powiedziała, że na nią już czas – zaraz musi biec na lekcję. Książka, którą studiowała na pomoście, okazała się podręcznikiem do angielskiego.

– Zapisałam się na wakacyjny kurs, wkrótce wyjeżdżam do Anglii. Koleżanka mnie namówiła. U nas ciężko o pracę – powiedziała z wyraźnym ożywieniem. – Postanowiłam coś zmienić. Wiesz, po twoim wyjeździe też miałam ochotę stąd uciec. To, co dla ciebie było sielanką, dla mnie stało się udręką. Zero szans na pracę, a studiować nie miałam za co.

Dopiero teraz, gdy już musiała iść, dowiedziałem się w skrócie, jak potoczyło się jej życie. Pomagała rodzicom i uczyła się zaocznie. Gdy ojciec umarł, namówiła mamę, by wszystko sprzedać i przenieść się do Olsztyna. Teraz w ich starym domu jest całkiem niezłe gospodarstwo agroturystyczne.

Jej mama do końca życia żałowała tego kroku. Miasta nie lubiła, choć miała tam bliżej do lekarzy, a była schorowana. Zmarła w zeszłym roku. Teraz Eli nic już nie trzymało ani w Olsztynie, ani w rodzinnej wsi. Stąd wyjazd za granicę.

– Pewnie nie wiesz, ile wynosi zasiłek dla bezrobotnych? – zapytała, sięgając po sweterek.
Istotnie, nie wiedziałem. Ale wiedziałem, że muszę ją powstrzymać! Nie chciałem, żeby wyjeżdżała.
– Nie ułożyłam sobie życia, bo nawet nie miałam jak – powiedziała, wstając od stolika. – Zresztą nie spotkałam nikogo, z kim chciałabym się związać. Jednemu pisane małżeństwo, drugiemu nie. Ale cieszę się, że cię spotkałam. Może kiedyś znowu się zobaczymy?

Miałbym stracić moją Elę drugi raz? Nie ma mowy!
– Jak to: za parę lat? – skoczyłem na równe nogi. – Nigdzie cię nie puszczę, dziewczyno! – chwyciłem ją za rękę i przyciągnąłem do siebie. – To nie żaden zbieg okoliczności, to cud! Widocznie mieliśmy się tu dzisiaj spotkać.

Próbowała mi przerwać, ale zamknąłem jej usta pocałunkiem. Nigdy wcześniej się tak nie zachowywałem. Teraz jednak czułem, że muszę coś zrobić – inaczej utracę ją na zawsze.

– Elu – szepnąłem z żarem w głosie – dopiero teraz zrozumiałem, jak bardzo cię kocham i jaki błąd popełniłem. Tyle zmarnowanych lat… Nie zmarnujmy kolejnych, błagam cię. Chcesz, uklęknę przed tobą i wykrzyczę, jak mi na tobie zależy. Zawsze będziesz mogła odejść, jeśli cię zawiodę. Ale jeżeli się nie odważysz być ze mną, to nigdy się nie przekonasz. Wiem, jestem ostatnim palantem, bo kiedyś zniknąłem bez słowa z twojego życia, ale kto nie popełnia błędów? Powiedz, że zaryzykujesz!

Powiedziała mi to dopiero po trzech dniach. Po trzech tygodniach się jej oświadczyłem. Za trzy miesiące ślub.

– Chociaż nie wiem, czy dobrze robię. Jesteś dla mnie trochę za bogaty – wyznała mi niedawno.
Ubawiło mnie to do łez. Bo w wypadku mojej byłej żony ten argument działał w przeciwną stronę…
– Kochanie, przecież to już nie są moje pieniądze, tylko nasze. Rób z nimi, co chcesz. Cierpisz? To je po prostu rozdaj – oświadczyłem jej.
– Może to jest pomysł.
– Tylko dobrze się zastanów, bo mogą się jeszcze przydać naszym dzieciom – roześmiałem się. – Bo chyba chcesz je ze mną mieć, prawda?!
– Tylko z tobą – wyszeptała.

Przeczytaj więcej prawdziwych historii:W życiu nie pomyślałabym, ze mój mąż mnie zdradzi. Po 5 latach małżeństwa zabrał się za... moją siostrę!Dawał mi 200 zł na miesiąc, a nasze wspólne pieniądze wydawał na kochankęZostawiłem żonę  dla stażystki. Dopiero teraz widzę, jaki byłem głupi