Na początku był ziąb

Powieść Anny Kavan to interesujące studium depresji. Autorkę porównuje się do Virginii Woolf – obie kobiety owładnięte były manią samobójczą.
Na początku był ziąb
Książka ta została wydana po raz pierwszy w 1967 roku, na rok przed śmiercią pisarki. Ówcześni recenzenci opisywali ją, posiłkując się zimnowojennym językiem: działania bitewne dwóch imperiów przypadkowo ingerują w klimat, czego wynikiem jest postępujące zlodowacenie.
Dzisiaj, po 40 latach od premiery, należy odejść od rozpatrywania "Lodu" w społeczno-politycznej makroskali. To w istocie książka intymna, powieść testament, w której obecne i przenikające jak ziąb przeczucie końca znanego świata jest niczym innym niż lękiem przed zbliżającą się śmiercią.

Annę Kavan porównuje się do Virginii Woolf – obie kobiety owładnięte były manią samobójczą. Kavan na dodatek była heroinistką. Ale żeby w pełni zrozumieć "Lód", należałoby zażyć nie tyle działkę heroiny, ile zaznać nieszczęścia. Opisany w powieści romans sadystycznego mężczyzny i kruchej dziewczyny jest iluzją. Obie postaci stanowią alter ego Kavan. Depresja czyni z chorego jednocześnie kata i ofiarę. W tym sensie "Lód" jest doskonałym studium choroby.

Heroinowy nałóg Kavan w epoce, kiedy psychofarmakologia dopiero się rodziła, jest całkiem zrozumiały – tak próbowała sobie pomóc. Goniła za "lodem" i "lód" próbowała odrzucić. Za jego sprawą stała się Dziewicą Lodów, zupełnie jak jej bohaterki zmrożone w doczesnej koszmarnej chwili, kiedy przeszłość nie ma już znaczenia, a przyszłość nie nadejdzie.

Izabela Szolc/ Przekrój

Anna Kavan "Lód", przeł. Anna Gren, Świat Książki, Warszawa 2007, s. 192, 25 zł
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)