Komputer jak kobieta?

"Gra przynajmniej na mnie nie krzyczy" powiedział w środku kłótni mój M., kiedy kategorycznie zażądałam odłożenia diabelnej maszyny na czas naszej rozmowy. Patrząc na jego zdanie z perspektywy kolejnego (cichego) poranka, trudno jest nie przyznać mu choć trochę racji.
/ 16.12.2007 10:05

"Gra przynajmniej na mnie nie krzyczy" powiedział w środku kłótni mój M., kiedy kategorycznie zażądałam odłożenia diabelnej maszyny na czas naszej rozmowy. Patrząc na jego zdanie z perspektywy kolejnego (cichego) poranka, trudno jest nie przyznać mu choć trochę racji.

Gra przecież ma tyle cech, których nigdy nie posiądzie kobieta. Nigdy nie będzie miała pretensji o to, że się z nią nie rozmawia ani, że nie chce się z nią wyjść do kina. Nie będzie się domagać uznania, nie powie też, że jest zbyt zmęczona, żeby mężczyzna mógł się nią zająć. W ogóle rzadko kiedy będzie się męczyć - a jeżeli, wtedy wystarczy jeden zestaw baterii, żeby odzyskała 100procentowy wigor. Gotowa jest o każdej porze dnia i nocy. Niemalże istota idealna?
Warto było zrobić jakiś test. Zostawić mężczyznę na tydzień z grą i sprawdzić, czy może nie czuje się bardziej szczęśliwy. Czy może gra nie jest odpowiedzią na uniwersalną, idealną kochankę i towarzyszkę życia. Kiedy oni tak będą się zastanawiać, warto jest też spojrzeć na nasze, kobiece potrzeby. Czy my też, chociażby podczas kłótni, mogłybyśmy im wykrzyczeć, że są od nich lepsze rzeczy?

Taka czekolada na przykład. Procent pań, którym czekolada nie poprawia humoru mieści się w błędzie statystycznym. Te które nie jedzą (ach ta dieta), często o niej marzą, niejednokrotnie z pożądaniem spoglądając na sklepowe witryny. Czy mogłaby choć po trochu zastąpić nam mężczyznę? W końcu jest jej sporo i każdy mógłby wybrać sobie swój ... ulubiony model. Kiedy jeden się skończy, można niemalże natychmiast zastąpić go nowym, na życzenie kupującego jeszcze bogatszym i jeszcze większym. Czekolada ukoi nasz niepokój, podniesie poziom hormonu szczęścia. Może nie naprawi zepsutego kranu i nie przyniesie kwiatów – ale też nie będzie mówić, że kolejny raz gadamy o tym samym czy też wydajemy za dużo pieniędzy. Możemy też ją bez problemu rzucić, na pewno się nie obrazi.

Pomarzyć można… Można też przerzucić się na tę czekoladę. Na jakiś czas. Potem, czasem wbrew rozumowi, zdecydowana większość z nas wróci do tych, którzy przysparzają nam tylu kłopotów. Tych, których często przeklinamy, a których jeszcze częściej mielibyśmy ochotę wyrzucić ze swojego życia. Tych, bez których jednak nie da się żyć. Nie na darmo Edyta Bartosiewicz śpiewała kiedyś z Krawczykiem wiecznie aktualną piosenkę. Trudno jest żyć ze sobą, ale bez siebie znacznie trudniej. Na pociechę możemy tylko pomyśleć, że oni – prędzej czy później – też odłożą te gry komputerowe i wrócą do nas. I wszystko zacznie się od początku. Ech, trudna ta miłość. Ale za to jak smakuje…

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)