Księga rekordów Szutki

Szutka to jedno z najbiedniejszych miejsc na Bałkanach. Pasją mieszkańców jest bycie czempionem, choćby w najbardziej absurdalnej dziedzinie.
Czech Aleksandar Manic zrobił film, który się świetnie ogląda (stąd liczne nagrody publiczności, w tym na Planete Doc Review), na którym zrywamy boki, ale którego bohaterowie są tak przerysowani i groteskowi, że w gruncie rzeczy mało nas obchodzą.

Miejscem akcji jest Szutka – największe skupisko Romów na Bałkanach. Indywidua, z jakimi się tu spotykamy, a także wygłaszane przez nie zdumiewające teorie, niejednego oświeconego delikwenta nie tylko by przeraziły, ale wręcz przepędziły jak najdalej od tego siedliska zabobonu. Przykłady? Derwisz Fazil, na co dzień walczący z dżinami, zarzeka się, że posiadł umiejętność dematerializowania się, dlatego do wyjazdu do USA wcale nie potrzeba mu wizy, a Suljo – pogromca wampirów – uważa, że da się je odstraszyć żarzącym się papierosem. Natomiast wspólnym hobby tych i jeszcze kilkunastu innych dziwaków jest bycie czempionem, choćby w najbardziej absurdalnej dziedzinie (na przykład Jashar zbiera kasety z turecką muzyką, ma ich obecnie 2614). Czy rzeczywiście do szczęścia może wystarczyć nam samo przekonanie, że jesteśmy w czymś najlepsi? Czy przypadkiem taka zdolność koloryzowania rzeczywistości to nie atrybut tych, którzy nie mają prawie nic (Szutka to jedno z najbiedniejszych miejsc na Bałkanach)? No właśnie – Manic, bijąc rekord w nagromadzeniu śmiesznych scen, w powyższe w ogóle nie wnika. A szkoda.

Karolina Pasternak/ Przekrój

„Księga rekordów Szutki”, reż. Aleksandar Manic, Czechy 2005, Against Gravity, premiera 19 stycznia
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)