Grecja, wyspy greckie

Wyspy cudów i tajemnic

Kto raz wybierze się na Krętę i Santorini, ten z pewnością będzie chciał tam wrócić, tak jak Katarzyna Skrzynecka, która greckie wyspy co sezon odwiedza już od 12 lat
/ 22.10.2009 08:30
Grecja, wyspy greckie
Pierwszy raz pojechałam na Kretę w 1997 roku. Od tego czasu widziałam wiele zakątków świata, jednak właśnie tam znalazłam swoją oazę i azyl. I tylko tam chciałabym kiedyś mieć swój kawałek ziemi – zaczyna swoją opowieść o przygodzie z największą grecką wyspą Kasia Skrzynecka.

– A gdy okazało się, że mój Marcin pokochał Kretę tak jak ja, nie pozostało nam nic innego, jak zacząć poznawać tę piękną wyspę od podszewki. Staramy się jeździć tam co roku, a mimo to mam wrażenie, że jest jeszcze wiele miejsc, które mnie zadziwią i oszołomią. Na Krecie ładujemy akumulatory, odrywamy się od szarej rzeczywistości i nawału pracy. Co jest w niej magicznego? Ludzie, klimat, góry zatopione w morzu, wspaniała historia… Wszystko!

TO NIE GRECJA!
Mieszkańcy Krety nazywają swoją ojczyznę Megalonisos (Wielka Wyspa). I bynajmniej nie w smak im twierdzenie, że są Grekami. O nie! Są Kreteńczykami. Trudno im się dziwić, jeszcze sto lat temu ich wyspa była autonomiczną republiką, formalnie tylko nadzorowaną przez imperium osmańskie. Do Grecji przyłączono ją w wyniku ustaleń międzynarodowych dopiero w 1913 roku. Jednak jeszcze po II wojnie światowej Kreteńczycy walczyli o to, aby uznać ich za obywateli osobnego państwa. Dlatego nie radzimy tytułować ich Grekami, bo nie wszyscy mogą przyjąć to z uśmiechem.

Kreteńczycy to dumni ludzie, ale – przyznajmy – mają do tego podstawy. To na Krecie narodziła się kultura minojska, która zdaniem archeologów była pierwszą europejską cywilizacją. To tu występuje jeden z paradoksów przyrodniczych – w chwili, kiedy przez siedem miesięcy temperatura powietrza przekracza 30 stopni, najwyższe pasma górskie przez pół roku pokrywa śnieg. I wreszcie to właśnie Kreta jako jedyna wyspa na świecie ciągle… wędruje po mapie!

JAK W "ZAGUBIONYCH"
W czasach starożytnych Kreta porośnięta była cyprysami, cedrami i dębami, a pasmem górskim łączyła się z Peloponezem w południowej Grecji i terenami dzisiejszej zachodniej Turcji. Ruchy tektoniczne sprawiły jednak, że pasmo to pogrążyło się w morzu, tworząc taką Kretę, jaką znamy dzisiaj. Co najciekawsze, ruchy wyspy odnotowuje się do dnia dzisiejszego. Obecnie Kreta przesuwa się na południe, w stronę Afryki z prędkością jednego centymetra na 25 lat. Co więcej, ruch odbywa się również w pionie. Zachodnia część wyspy unosi się, podczas gdy wschodnia zanurza w głąb morza. Ruch ten jest na tyle szybki, że starożytne porty założone na zachodzie wyspy dwa-trzy tysiące lat temu leżą dziś na skałach, natomiast porty wschodzie przykryło już Morze Kreteńskie.

KAŻDA PORA DOBRA
Wyspa położona jest tak, że spotykają się na niej trzy klimaty: śródziemnomorski, kontynentalny i afrykański. – Wszystkim, którzy oczekują upałów i ciepłego wiatru, polecam wyjazdy od maja do października. Wtedy ci, którzy słowo „wakacje” rozumieją jako leżenie plackiem na plaży, będą wniebowzięci! – śmieje się Kasia Skrzynecka. – Jeśli jednak chcemy uciec od wysokich temperatur i turystycznego zgiełku, można się wybrać na Kretę przed sezonem albo tuż po nim. Kwiecień i listopad będą idealne. Zimą na wyspie jest co prawda w miarę ciepło, ale wieje zimny wiatr i zdarza się wiele deszczowych dni. Choć dla mnie ma to swój urok… – dodaje aktorka.

Ze wszystkich wysp Morza Śródziemnego to właśnie Kretę odwiedza największa liczba turystów – w sezonie letnim nawet półtora miliona osób. Najwięcej: Niemców, Rosjan i… Polaków. Nasz język słyszy się na każdym kroku – w barach, restauracjach, na targowiskach i w sklepach. Posługują się nim zresztą nie tylko nasi urlopujący się rodacy, ale też kreteńscy sprzedawcy, którzy podstawowe zwroty (powitań, pożegnań oraz komplementów i zapewnień o tym, że towar w ich sklepie jest najlepszy na całej wyspie!), mają wykute na blachę. Nie zdziwicie się też, jeśli już po dwóch dniach kelnerzy i sprzedawcy w waszym miasteczku będą was traktować jak starych znajomych i pytać, czy minął wam już wczorajszy katar i zeszły poparzenia po przedawkowaniu słońca.

– O tak, Kreteńczycy to niesamowicie ludzie! – śmieje się Kasia. – Są tak pozytywnie nastawieni do życia, że aż chce się chłonąć ich energię. Zaprzyjaźniasz się z nimi w mgnieniu oka! Wraz z mężem poznaliśmy kilka rodzin i wiemy, że zawsze ugoszczą nas z otwartymi rękami. Czujemy się u nich jak u siebie. Pewnie dlatego przywożę stamtąd setki pamiątek, które później w chłodne zimowe wieczory dodają mi energii. Przepisy na tradycyjne greckie kolacje, koniecznie przy słodkim winie z Santorini, miliony zdjęć, bibelotów, a nawet kreteńska biżuteria, dodają mi siły w najtrudniejszych momentach.

NIE SPAĆ, TYLKO ZWIEDZAĆ!
Na Krecie warto podzielić czas między odpoczynek na plaży i odkrywanie zabytków. – Oczywiście są osoby, które uwielbiają spędzać cały urlop przy hotelowym basenie, ja do nich jednak nie należę – twierdzi Kasia. – Zawsze uciekałam od takich miejsc. Interesuje mnie przyroda, która nie została zadeptana przez turystów i autokary. Kreta jest komfortowa pod tym względem. Ma nieziemskie zakątki, gdzie podczas wypraw górskich można napawać się pięknymi krajobrazami. Są też plaże i zatoki z nieskazitelną wodą i milionem rybek.

Podziwiam je zawsze podczas pływania, kiedy podszczypują mnie, gdy tylko zatrzymam się na chwilę. To momenty, w których cieszę się i zachowuję jak mała dziewczynka! Na Krecie nie warto trzymać się podpowiadanych przez przewodniki tras zwiedzania. Gdziekolwiek bowiem byśmy się nie udali, czeka na nas wiele niespodzianek. Każde, nawet najmniejsze miasteczko ma swoją historię i zabytki, o których jego mieszkańcy chętnie opowiedzą nam w miejscowej tawernie przy baklawie i szklaneczce uzo. Doskonałym przykładem jest choćby położona 20 minut drogi samochodem od stolicy wyspy Heraklionu spokojna mieścina Archanes, rozciągająca się malowniczo u stóp góry Jouchtas.

Według legend to właśnie na jej szczycie co roku składa się w ofierze i odradza na nowo kreteński bóg Zeus. Aby dojść do miejsca odwiedzanego przez króla kreteńskiego panteonu, trzeba pokonać kilka kilometrów, ale widoki, które ujrzymy przed sobą, wynagrodzą nam wszystkie trudy. Z jednej strony ciągnące się w nieskończoność pasma górskie, z drugiej rysujące się na horyzoncie morze. Po prostu magiczny krajobraz! Co ciekawe, propozycji wyprawy do Archanes nie znajdziecie prawie w żadnym przewodniku. W przeciwieństwie do innej eskapady, która jest obowiązkowym punktem każdego pobytu na Krecie…

WYSPA MIŁOŚCI
Jeśli w poszukiwaniu dobrych miejsc na wycieczkę traficie do jakiegokolwiek lokalnego kreteńskiego biura podróży, usłyszycie na pewno, że musicie wybrać się na Santorini. I nie osądzajcie pochopnie, że dzieje się tak tylko dlatego, że wyprawa tam jest najdroższa (jednodniowy pobyt na tej wyspie wraz z rejsem wodolotem w obie strony kosztuje ponad 100 euro!). Przyjemność obejrzenia Santorni warta jest każdych pieniędzy. To magiczne miejsce, gdzie biel domów perfekcyjnie łączy się z błękitem morza, a miasteczka sprawiają wrażenie odwiecznych elementów zastygłej lawy, która tworzy całą wyspę.

Santorini, którego patronką jest święta Irena (od jej imienia pochodzi nazwa wyspy), jest niczym więcej jak wierzchołkiem zanurzonego w morzu wulkanu. Kiedyś wyspa miała kształt okręgu, jednak potężny wybuch wulkanu ok. 1600 roku p.n.e. sprawił, że jej środek zapadł się pod wodę i teraz Santorini wygląda ma mapie jak nieregularny rogal. Nie zmienia to jednak faktu, że wyspa należy do najbardziej malowniczych na całym świecie, a kupienie tutaj nieruchomości graniczy z cudem. I to nie tylko dlatego, że ich ceny przyprawiają o zawrót głowy (za domek na Santorini płaci się tyle samo, co za luksusowy apartament w Nowym Jorku!), ale też ze względu na to, że… trzeba na nie cierpliwie poczekać.

Kiedy pół roku temu Jennifer Lopez chciała kupić dom na wyspie, usłyszała, że będzie to możliwe w… 2011 roku! – Nigdzie na świecie nie ma tak cudownych zachodów słońca jak na Santorini! – opowiada Skrzynecka. – W niewielkim miasteczku Oia, położonym na wysokości 800 metrów nad poziomem morza, codziennie można zobaczyć kilkaset osób, które przybywają tutaj tylko po to, aby podziwiać zachodzące słońce. Ludzie siedzą na chodnikach, płotach, kamieniach i na kilkanaście minut zastygają niczym na romantycznym obrazku. A gdy świetlista kula wreszcie znika za horyzontem, rozlegają się oklaski. Można odnieść wrażenie, że bierze się udział w spektaklu teatralnym. To niebywałe przeżycie! Oia to również miasto, gdzie wiele par bierze ślub lub przyjeżdża w podróż poślubną, aby jeszcze w strojach weselnych sfotografować się na tle bajecznych widoków, a potem zjeść romantyczną kolację w jednej z pięknych tawern z widokiem na morze – zachwyca się Kasia.

DO SERCA PRZEZ FETĘ
– Nie jestem w stanie wymienić jednej kreteńskiej potrawy, do której powracam najchętniej. Uwielbiam owoce morza, które na Krecie najczęściej podawane są prosto z grilla, warzywa dojrzewające na słońcu są maślane, a sałatka grecka nigdzie indziej nie smakuje tak dobrze jak tam – twierdzi aktorka. I nic dziwnego, że Kasia ma problem z wybraniem ulubionego smakołyku. Kuchnia kreteńska należy bowiem do najsmaczniejszych (i przy okazji najzdrowszych!) na całym świecie. Ukryte w wąskich uliczkach i zatoczkach portowych tawerny serwują pod gołym niebem prawdziwe rarytasy. Głównymi składnikami jadłospisu są świeże warzywa i owoce, oliwki oraz robiona z nich przepyszna oliwa, ryby, orzechy i oczywiście feta, która podawana jest zarówno jako przystawka, jak i składnik dań głównych.

Rozkoszując się takimi potrawami jak horiatiki (sałatka z pomidorów, cebuli, ogórka, oliwek i sera fety), dolmadakija (ryż zawijany w liście winogron lub kwiaty cukinii) lub fasulada (przyprawiana ziołami zupa fasolową), możemy być pewni, że nasz żołądek będzie nam wdzięczny. Kreteńczycy nie bez powodu bowiem twierdzą, że to właśnie dzięki swoim tradycyjnym potrawom żyją dłużej niż inni ludzie i są zdrowsi. Potwierdzają to badania! Według nich mieszkańcy wyspy nie dość, że żyją przeciętnie o pięć lat dłużej niż pozostali Europejczycy, to jeszcze rzadziej zapadają na choroby cywilizacyjne. Co ciekawe, jedzenie obfitego śniadania, tak polecane przez dietetyków, nie jest na Krecie popularne, głównym posiłkiem zaś nie jest obiad, tylko kolacja. Warto się na nią wybrać do jednej z urokliwych tawern, gdzie gościnni gospodarze powitają nas szklanką wody, a pożegnają, jak nakazuje obyczaj, kieliszkiem dobrego na trawienie uzo. Na zdrowie!