Karnawał w Wenecji

Nieco leniwe i senne życie czarodziejskiej, weneckiej krainy raz do roku rozbrzmiewa feerią barwnych, roztańczonych, karnawałowych korowodów pełnych postaci w strojach z epoki. To znak, że tradycyjny „lot anioła” obwieścił rozpoczęcie największej fiesty ulicznej w Europie. To znak, że czas zasłonić twarz maską i dać się porwać magicznemu urokowi Wenecji.
Marta Kosakowska / 12.01.2011 07:00

Nieco leniwe i senne życie czarodziejskiej, weneckiej krainy raz do roku rozbrzmiewa feerią barwnych, roztańczonych, karnawałowych korowodów pełnych postaci w strojach z epoki. To znak, że tradycyjny „Lot Anioła” obwieścił rozpoczęcie największej fiesty ulicznej w Europie. To znak, że czas zasłonić twarz maską i dać się porwać magicznemu urokowi Wenecji.

Atmosfera podekscytowania zbliżającym się czasem weneckiego karnawału niektórym towarzyszy już od drugiego dnia Bożego Narodzenia. Wóczas nieliczni, zniecierpiliwieni mieszkańcy najbardziej romantycznego miasta świata wylegają na ulicę w charaktrystycznych maskach i przemykają wąskimi uliczkami na prywatne przyjęcia, odbywające się na najwyższych piętrach tutejszych pałaców. W miarę upływu czasu, przebierańców przybywa, by w szczycie karnawału dać ujście wybuchowi prawdziej rewii kostiumów. Taki karnawał to tylko w Wenecji.

Maszkary pokryte złotymi blachami płyną w gondolach. Setki metrów tkanin falują na kukłach, zjawach, fatamorganach. Irrealność form, irrealność schyłku stulecia. Sztuką rządzą formy, karnawałem rządzi fikcja. Wenecją – wyobraźnia.

 

Historia karnawału w Wenecji

Mówi się, że tradycja karnawału w Wenecji pojawiła się już w XI wieku. Najsłynniejsze i najbardziej huczne obchody miały jednak miejsce w epoce renesansu. Wówczas lubowano się w barwnych, bogatych zabawach, a karnawał ubóstwiano do tego stopnia, że rozpoczynano go już październiku! Dzisiaj kulminacja karnawału trwa zalewdwie dziesięć dni, jednak dawny przepych pozostał niezmieniony. W historii weneckiego karnawału były też chude lata, kiedy Republika Wenecka została podbita przez Napoleona. Karnawał wenecki na dobre powrócił do kalendarza imprez w 1979 roku i od tamtej pory rok rocznie święci triumfy i przyciąga liczne grono turystów. Każdego roku wybierane jest motto przewodnie zabawy.

Co roku karnawałowe szaleństwo rozpoczyna się od efektownego pochodu, który wyrusza spod Arsenału, wiedzie wzdłuż Zatoki Świętego Marka i kończy się przy bazylice. Przy dzwonnicy św. Marka następuje oficjalne otwarcie karnawału okraszone przemówieniem, zachęcającym do wspaniałej zabawy. W czasie tego wyjątkowego czasu w roku, codziennie odbywają się liczne bale i pokazy masek. Jak dawniej, rozkwita barwa kawalkada barw, które przetaczają się przez wąskie uliczki Wenecji.

Miałam jeszcze wachlarz ze strusich piór szarych jak mgła i maskę ze srebrnej koronki na twarzy. Bo to był bal maskowy. W Wenecji prawie wszystkie bale były maskowe. Taka moda panowała już tam od dawna, od siedemnastego wieku, może wcześniej. A karnawały w Wenecji trwały długo, coraz dłużej. Jakby plątały się pory roku. Nie na niebie, lecz w kalendarzach balowiczów. Adwent, Wielki Post... Kto by tam liczył tygodnie... Przebierano się, w co tylko zdołano wymyślić. Otulano w czarne peleryny. Nakładano maski. Balowanie stało się sposobem na życie.

 

Maski weneckie

- Buongiorno, signora! Marchera? - zachęcająco wołają każdego uliczni handlarze, którzy swoje niewielkie kramy mają ustawione na każdym rogu wąskich weneckich uliczej. Zakup, charakterystycznej maski podczas pobytu w Wenecji, jest równie obowiązkowy, co zakup miniaturki wieży Eiffel'a podczas wycieczki do Paryża. Wybór jest przeogromny, zarówno pod względem wielkości, kolorystyki, jak i jakości wykonania. Ich ceny wahają się od kilku euro za niewielką maskę, np. w postaci broszki, do kilkuset za pokaźny egzemplarz, który wyszedł spod ręki miejscowego artysty. I choć dzisiaj pełnią one wyłącznie funkcję lokalnej pamiątki i kołowrotka napędzającego miejski handel, dawniej ich przeznacznie było znacznie bardziej romantyczne. Niegdyś maski miały zapewność mieszkańcom Wenecji anonimowość podczas szalonych karnawałowych zabaw i realizować karnawałową filozofię "świata na opak". Był to czas, kiedy zacierały się granice statusu majątkowego i społecznego. Mężczyźni przebierali się za kobiety, dwotki - za orientalne tancerki, kurtyzany - za zakonnice. Święto złudzeń pozwalało rozbudzić w uczestnikach karnawału najśmielsze marzenia i co więcej, zrealizować je pod osłoną, głęboko skrywanej pod maską tożsamości. Dlatego tajemniczość, która oferowały maski weneckie, sprawiła, że obrosły one legendą. Dawniej, na słynny bal w Palazzo Dondolo wpuszczano jedynie osoby w maskach. Po dziś dzień wielu chętnie poddaje się pokusie bycia incognito.

Maska na twarzy zapewnia całkowitą anonimowość i nietykalność. Kwestię tę regulują nawet przepisy prawa, które mówią o surowych karach dla osób łamiących nietykalność karnawałowych przebierańców. Nie bez powodu, przecież nigdy nie wiadomo, czy za maską nie kryje się twarz jakiejś ważnej osobistości. W czasie karnawału zamaskowane postacie można spotkać w każdym zakątku i uliczce Wenecji. Zwyczaj nakazuje, aby pozdrowić osobę masce, skinieniem głowy.

Na twarzach maski: z czarnego aksamitu, białego atłasu, z koronki, ze złotej blachy, z papier marche, a choćby z papieru... Z masek spływają łzy z pereł, krople krwi z rubinów, z oczodołów wypełzają malowane węże. Maska staje się strojem codziennym jak kapelusz, ponieważ karnawał trwa i trwa.

 

Plac św. Marka - wytworna sala balowa Europy

Podróżny przybywający tu po raz pierwszy, choćby przeczytał wszystkie bedekery, poradniki turystyczne, przewodniki oraz poetyce, romantyczne opisy oczarowań, jakich w literaturze pełno – nie ma zielonego pojęcia, czego może spodziewać się w Wenecji. Wszelkie opowieści o niej są dowodem, jak niewiele mogą słowa. Filmy, fotografie zdradzają jakby więcej. Ale cudowne widoki na taśmach filmowych budzą nieufność: a nuż to sztuka operatora, doskonałość kamery?

Na to wrażenie w dużej mierze składa się najbardziej spektakularny z weneckich placów - Pizza San Marco. To właśnie dzięki barwnym, karnawałowym zabawom, które się na nim odbywają, plac św. Marka zyskał miano największej i najpiękniejszej sali balowej w całej Europie. Na jego parkiecie, otoczonym licznymi kawiarniami, pośród ścian, które tworzą arcydzieła architektury odbywa się najwspanialszy bal karnawałowy, a połączenie pięknej zabudowy i kolorowych strojów tworzy obrazek, jakby wprost wycięty z wyobraźni malarza.

Drugim miejscem, gdzie również prowadzone są rozmaite i liczne zabawy karnawałowe, jest tak zwana Piazzetta, czyli mały placyk bezpośrednio sąsiadujący z placem św. Marka. Tworzy on scenerię równie malowniczą, bowiem bezpośrednio sąsiaduje z Canale Grande.

 

Ciemna strona Wenecji

Wenecja jest jednym z najbardziej popularnych kierunków destynacji turystów nie tylko z Europy. W sezonie karnawału oraz w najgorętszym sezonie letnim, tysiące zwiedzających oblegają jej każdy zabytek i każdą jej uliczkę. Z każdym rokiem Wenecja zdaje się mieć coraz mniej siły na dźwiganie ciężaru, który przyniosła jej etykietka najbardziej romantycznego miasta na świecie. Magiczna Wenecja coraz bardziej przypomina skansen.

Etykietka perełki turystycznej i miasta zagrożonego całkowią zagładą przekłada się wprost proporcjonalnie do cen, które z roku na rok zdają się być coraz wyższe. Trzeba to sobie powiedzieć otwarcie: Wenecja jest droga. Zanim zamarzymy o wyprawie do tego magicznego miasta, warto zapoznać się z cenami noclegów (pokój dla dwóch osób w trzygwiazdkowym hotelu na starówce to, poza sezonem, wydatek rzędu 90 euro), przykładowymi cenami dań w restauracjach (spaghetti w tratorii nieopodal mostu Rialto - około 10 euro) oraz cenami biletów wstępu do najpopularniejszych zabytów (np. zwiedzanie Pałacu Dożów - około 18 euro), a te nie są niskie.

Przemieszczanie się vaporetto ("tramwaj" wodny) to wydatek rzędu 7 euro za osobę (bilet ważny godzinę). Romantycy, którzy marzą o przejażdżce gondolą muszą przygotować 60-70 euro. Przerażonym weneckimi cenami środków lokomocji, odradzamy pływanie wpław tamtejszymi kanałami. Należy pamiętać, że romantyczne weneckie kanały to ujście kanalizacji z wszystkich tamtejszych domów. I tu pojawia się kolejny, zdecydowanie nieromantyczny aspekt przebywania w Wenecji - woń wody oraz odchodów tamtejszych gołębi, których głównym miejscem przebywania się Plac św. Marka (ze względu na zapewniających nieustającą dostawę pożywienia turystów, którzy zdjęcie z weneckimi gołębiami uważają za absolutną konieczność). Kolejna mroczna odsłona Wenecji, to kwestia osób niepełnosprawnych. Miasto nie jest przystosowane dla osób poruszających się na wózkach - wąskie uliczki, liczne mostki i kładki, które nie mają podjazdów, w niektórych miejsach mogą okazać się przeszkodą nie do pokonania dla osób poruszających się na wózkach.

Tłumy zadeptują Wenecję. To obcy. Nachalni. Ciekawscy. Znudzeni swoimi miastami, prawdopodobnie każdy, kto tu przyjeżdża, jest przekonany o swojej osobistej racji znalezienia się we Wenecji. Marzył, chciał, uważał, że wypada, że należy ją zobaczyć...

Czarodziejstwa weneckiego karnawału nie ograniczały się do tego, by obraz człowieka różnił się od wyznaczonego mu przez los. To uosobiona narracyjna mitologia wyczarowana z niebytu. Królestwo magicznej opowieści.

O północy z wtorku na Środę Popielcową rozbrzmiewa dźwięk dzwonów, bijących w dzwonnicy Bazyliki św. Marka. To znak, że karnawał dobiegł końca. Wszyscy przebierańcy zdejmują maski. Zaczyna się Wielki Post. Następna okazja do podróży w głąb wyobraźni już za rok. A może by tak nie uśmiercać tego czaru i nie wracać do realnego świata?

Cytaty pochodzą z książki "Apokryf wenecki" Krystyny Uniechowskiej-Dembińskiej, wydanej przez wydawnictwo Czytelnik w Warszawie w 2004 roku

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (6)
/06.01.2017 13:25
Bardzo dziękuję za poruszenie mojej wyobraźni, doskonałe przenosisz swojego czytelnika w inną rzeczywistość, a pozostanę przy Tobie, mnie na to stać, hehehe.
/15.07.2016 22:19
Piękne zdjęcia! Ciekawy artykuł! Ja podsyłam link do mojej fotorelacji z roku 2016. Przy okazji osoby zapraszam na mój blog i profil na fb o podróżach, wolontariacie i życiu po życiu w korpo. Wpiszcie na yt użytkownika: Magdalena Vagabonda Pozdrawiam Magdalena Vagabonda
/01.04.2011 13:56
zawsze chciałam spędzić tam karnawał.
POKAŻ KOMENTARZE (3)