Aussie fot. Materiały prasowe

Aussie to marka, która łączy w sobie australijski luz i perfekcję działania

Aussie Nourish to najnowsza linia kosmetyków do pielęgnacji włosów z ekstraktem z nasion australijskich konopi. Produkty nawilżają i wygładzają nawet najbardziej niesforne kosmyki.
Karolina Kalinowska / 20.10.2020 12:15
Aussie fot. Materiały prasowe

Nowa linia kosmetyków do włosów Aussie NOURISH to produkty z dodatkiem ekstraktu z nasion konopi, które błyskawicznie nawilżają i wygładzają nawet przesuszone włosy.

Już po jednym zastosowaniu kosmetyków włosy są gładkie i sprężyste - wiem, co mówię, bo miałam okazję przetestować te produkty w ekstremalnych warunkach. Dzięki uprzejmości marki Aussie brałam udział w wyjeździe prasowym, który przybliżył mi (i 5 innym fenomenalnym kobietom) filozofię marki i pozwolił lepiej poznać te australijskie kosmetyki. 

Aussie NOURISH - tajna broń do puszących się włosów

Głównym bohaterem naszego wyjazdu była najnowsza linia kosmetyków do pielęgnacji - Aussie NOURISH.

Wszystkie produkty zawierają wyciąg z nasion konopi pochodzącej z Australii, a dokładniej z Emerald. Konopie wykorzystywane przez markę Aussie pochodzą ze zrównoważonych upraw i są odporne na suszę, więc ich oleje wnikają nawet w najbardziej przesuszone pasma włosów. To wybawienie dla posiadaczek puszących się i niesfornych kosmyków. Sprawdziłam je i zapewniam, że widać to już po pierwszym użyciu.

fot. Materiały prasowe Aussie

W skład linii NOURISH wchodzi szampon, odżywka, 3 minutowa intensywna odżywka/kuracja, odżywka w sprayu i olejek.

Ja najbardziej polubiłam szampon z serii NOURISH, który jest zbawieniem dla moich włosów. Po jego zastosowaniu są sypkie, bardzo delikatne, odbite u nasady i łatwo się układają. Plusem tych produktów jest również fakt, że nie zawierają parabenów, parafin oraz barwników. Nie zawiodłam się też na zapachu, który jest uzależniający. Subtelny, przyjemny i bardzo świeży. Nuta głowy to czarna porzeczka i olejek galbanum. Wyczuwalne są również owocowo-kwiatowe nuty passiflory, peonii i śliwki z domieszką cedru i bursztynu.

Pewnie zgodzisz się ze mną, że kosmetyki Aussie to zawsze nieziemskie zapachy... Słodkie, inspirowane naturą Australii, które mają przywodzić na myśl tylko pozytywne wspomnienia. Każda kolekcja ma własną, unikalną kompozycję zapachową, która zapada w pamięć. Mi wyjazd z Aussie będzie kojarzył się z zapachem linii NOURISH... Czy to legalne?

W czasie 4 dni, które spędziłam nad morzem razem z Aussie mogłam wziąć udział m.in. w warsztatach fryzjerskich. Dzięki Asi z zakładu „Mąż Fryzjerki” dowiedziała się, które kosmetyki są najlepsze do moich włosów, jak powinnam ich używać i jak układać, żeby uzyskać lekki, nonszalancki i kobiecy look w stylu Aussie Girl.


fot. Materiały prasowe Aussie

Nie ma co ukrywać, że królowały warkocze i fale, które doskonale wpisują się w australijski klimat marki.


fot. Materiały prasowe Aussie


fot. Materiały prasowe Aussie

Australijski luz i beztroska nad Bałtykiem

Markę Aussie założył w 1979 roku biznesmen i stylista, Tom Redmond, podczas swojej podróży po Australii. Tom pokochał Australię i cudowne, naturalne składniki, które tam znalazł, a także samych Australijczyków, którzy tak bardzo lubią zabawę.

Będąc na miejscu, Tom spotkał chemika, który stworzył cudowną odżywkę, łączącą w sobie aż 36 różnych australijskich składników. Zafascynowany niesamowitą formułą, odkupił ją od naukowca i to był moment przełomowy, od którego rozpoczęła się historia marki Aussie.

Jednym z celów naszego wyjazdu było poczucie australijskiego klimatu marki Aussie. Mam poczucie, że udało się nam to bez problemu... Dzień zaczynałyśmy od porannej jogi na plaży, która była idealnym początkiem dnia.

fot. Materiały prasowe Aussie

W naszym planie dnia nie mogło oczywiście zabraknąć surfingu, który jednoznacznie kojarzy się z Australią. Naukę zaczęłyśmy od kursu teoretycznego na plaży, bo wszystkie byłyśmy na swojej pierwszej lekcji z życiu.


fot. Materiały prasowe Aussie


fot. Materiały prasowe Aussie

Jednak nasza instruktorka nie miała dla nas litości i bardzo szybko zaczęłyśmy zajęcia praktyczne. Bo surfing wydaje się bardzo łatwy z brzegu, ale gdy wchodzi się do wody, nie jest już tak lekko. Nawet nie zliczę, ile razy wylądowałam w wodzie, bo w praktyce nawet ułożenie się na desce wymaga sporej wprawy.

Z każdą minutą spędzoną w wodzie było coraz łatwiej, ale do stania na desce i łapania fal jeszcze daleka droga, ale bez wątpienia była to świetna przygoda w australijskim klimacie. Ja wiem jedno - dzięki  Aussie zaczęła się moja przygoda z surfingiem :)


fot. Materiały prasowe Aussie

Nie mogło oczywiście zabraknąć pamiątkowego zdjęcia z całą ekipą Aussie Girl :) Prawda, że to cudowne kobiety?


fot. Materiały prasowe Ausse/Team Aussie Girl