„Jest jak disco-polo z tą różnicą, że ludzie przyznają się, że to oglądają!”. Fenomen programu „Rolnik szuka żony”

Ogląda go ponad 5 milionów widzów. Wyzwala wielkie emocje i przyciąga jak magnes. Dlaczego? Tłumaczą to eksperci oraz sami uczestnicy.
Rolnik szuka żony - uczestnicy 3. edycji fot. mat. pras TVP

Sukcesy show? Świetna oglądalność, dwa śluby, jedno dziecko i masa związków, które nawiązały się dzięki programowi. Po emisji każdego odcinka na fanpejdżu programu ludzie godzinami dyskutują o tym, co się wydarzyło, kto jest dobry, a kto zły i kto jak powinien się zachować. Ten program wyzwala wielkie emocje, przyciąga jak magnes i nie można przejść obok niego obojętnie. Dlaczego?

Oto 4 najbardziej rozczarowujące seriale telewizyjne tej jesieni.

Wsi spokojna, wsi wesoła, czyli „Rolnik szuka żony”

Kiedyś wszyscy ze wsi uciekali, teraz marzą, aby tam żyć. A jak jest na polskiej wsi? W „Rolnik szuka żony” wygląda na to, że dostatnio. Jest dostęp do Internetu, nowoczesne maszyny, ładne domy, przyzwoite zarobki oraz czas na rozwijanie pasji i zainteresowań, tylko czasem.... miłości brak. Dlatego powstał program, w którym pięciu rolników (od dwóch sezonów w tym gronie jest i jedna rolniczka) szuka przed kamerami miłości życia! Ale nie jest to typowe show z zaskakującymi zwrotami akcji czy łzawymi historiami pod publiczkę. Tam zwyczajnie NIE DZIEJE SIĘ NIC szczególnego i to jest siłą tego programu.

O co chodzi w show? I skąd ten sukces?

Oglądamy jak rolnicy i jedna rolniczka najpierw czytają wzruszające listy, które przyszły do nich od kandydatek i kandydatów. Potem po pierwszym krótkim spotkaniu wybrańcy są zapraszani do domu rolnika i rolniczki na małe „wakacje” na wieś. Kandydatki na żonę lub kandydaci na mężów przebywają razem jak na koloniach, trochę konkurują ze sobą, przymilają się do rodzin rolników, chodzą osobno na randki do lasu, na pole, poznają pracę na wsi. Rolnik po kolei eliminuje panie, które albo nie są robotne albo nie pasują charakterem, albo dziewczyny same rezygnują, bo widzą, że praca na roli jest ciężka i kurę na rosół trzeba zabić samemu, a nie kupić w sklepie. A po trzech miesiącach od zakończenia programu kamery wracają i sprawdzają czy związek przetrwał czy nie

Nuda? Nie w tym przypadku. „Rolnik szuka żony” potrafi zawładnąć umysłem. W jaki sposób? Tłumaczy to nam specjalistka.
- Możemy wskazać kilka przyczyn sukcesów programu "Rolnik szuka żony". Po pierwsze, odróżnienie się od konkurencji. Show jest swego rodzaju kontrą do celebryckiego blichtru i kolejnych propozycji telewizyjnych, okraszonych cekinami, piórami i tiulami. Odczarowuje też rzeczywistość, pokazując, że nie wszyscy Polacy żyją w luksusowych apartamentach w aglomeracjach miejskich. Pamięta o znacznej części społeczeństwa, której nie zajmują sztucznie wykreowane "showbiznesowe" problemy. „Rolnik szuka żony” pokazuje to, co prawdziwsze, szczere, a przede wszystkim ludzi z krwi i kości” – mówi dla Polki.pl medioznawczyni Anna Jupowicz-Ginalska.

Marta Manowska, gospodyni programu, też uważa, że show odniosło sukces, bo widzowie mogą utożsamić się z tym, co widzą na ekranie.
– Bohaterowie to prawdziwi ludzie, szczerzy, charyzmatyczni i bardzo odważni. Bo na oczach wielu milionów widzów pokazują swoje uczucia i to, jakimi są w rzeczywistości. Widzowie śledzą ich historie i potem dalej przemianę, ich potknięcia i sukcesy. Pokazujemy w programie namiastkę zwykłego życia, normalność, czyli to jak żyje większość ludzi w naszym kraju – tłumaczy nam Marta Manowska.

Największe serialowe hity jesieni! Czego więcej potrzeba do szczęścia?

A co sądzi Adam Kraśko, który występował w pierwszej edycji show?
- Dla mnie szokiem jest to, że program oglądają i hipsterzy z Warszawy, i prezesi wielkich firm, i skromni mieszkańcy małych miejscowości i wsi. Rolnika śledzą też ludzie mieszkający za granicą. Wiele razy byłem proszony o nagranie wideo pozdrowień dla siostry z Londynu czy cioci z Australii. „Rolnik szuka żony” jest jak disco-polo z jedną różnicą - w tym przypadku ludzie przyznają się do tego, że go oglądają! Moim zdaniem ludzie zobaczyli prawdę. A prawda, zawsze się sprzedaje. Prawda o skromnym życiu na wsi i o tym, że jeśli ktoś potrafi tam ciężko pracować, to coś osiągnie – stwierdza rolnik.

Program nie jest reżyserowany, nie ma kupowania nowych mebli do domu, podstawiania nowoczesnych maszyn czy malowania przysłowiowej trawy.
- Proszę mi wierzyć, nie jest "ustawiany", to raczej ekipa dostosowywała się do naszych emocji i je pokazywała i nikt niczego nie upiększał. Proszę popatrzeć na mnie. W pierwszej edycji pokazałem się tam taki, jaki byłem naprawdę, nie poszedłem wcześniej do sklepu po nowe ciuchy” – przekonuje Adam Kraśko.

Reżyseruje go… życie

Rolnicy niczego nie udają, nie ma wygładzania słownictwa, pilnowania manier. Przez co czasem są krytykowani, czasami ktoś z nich żartuje. Bo bywa, że trudno się nie uśmiechnąć. Przez 40 minut poznajemy jak żyje np. pan Stanisław, który kocha wieczorami czytać „Pana Tadeusza”, nie ma ciepłej wody w domu i uważa ją za zbędną wygodę. A gdy Grażynka, która była najwytrwalsza w staraniach do jego serca, przebrała się za lateksowego kota - bo to kobieta temperamentna była - Stasio uciekł, gdzie pieprz rośnie mówiąc.

Ale są też i historie z happy endem. Po ostatniej edycji programu po pół roku znajomości odbyły się dwa śluby. Rolnik Grzegorz Bardowski poczuł, że serce mocniej bije mu do pięknej Ani i szybko odesłał do domu inne kontrkandydatki. Bardowski rok po udziale w show sam teraz ogląda program i śledzi losy bohaterów „Rolnik szuka żony”.
- Dlaczego ogląda go 5 milionów ludzi? Przede wszystkim dlatego, że jest prawdziwy. Nikt z góry nie narzuca nam, co mamy mówić i robić. Widać, jacy jesteśmy naprawdę – ze swoimi wadami i zaletami. Oczywiście sam też śledzę losy obecnych uczestników. Jak każdy z widzów mam swoich faworytów. Z doświadczenia wiem, że to tylko urywek ich życia i jestem daleki od wydawania osądów. 5 minut w odcinku to zdecydowanie za mało, żeby ich poznać” – mówi dla Polki.pl Grzegorz Bardowski, który już niebawem zostanie szczęśliwym tatą.

Za to Robert Filochowski w drugiej edycji wybrał Agnieszkę. Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, ale zdecydowali się spróbować i jako pierwsza para w historii programu wzięli ślub.
Ale jak mówi nam Marta Manowska: -  „Rolnik szuka żony” to jest program który daje szanse na miłość. Już przyjaźń, cień relacji jest ogromnym sukcesem. Nie ma castingów profilowania uczestników. Oni po prostu są sobą. Maja odwagę pokazać swoje życie, domy, rodziny, swoje uczucia, po prostu siebie. Podobnie jak osoby które piszą listy. Pokazujemy 12 bohaterów, a potem, pięcioro, którzy dostaną ich najwięcej zostają w programie, by szukać miłości i słuchać tego, co dyktuje im serce.



Fot. mat pras. TVP. Na zdjęciu jeden z rolników z 3. edycji z kandydatkami na ukochaną.

Co się dzieje w trzeciej serii?

Teraz emocji widzom dostarczają: rolnik Zbigniew, który nie zawsze umiał w elegancki sposób powiedzieć kobiecie, co o niej myśli. Bogobojny Szymon, który według fanów wybrał dziewczynę, którą kazała mu mama. Marek, którego kandydatka opuściła, zaraz po tym jak została wybrana. Łukasz, który według widzów źle wybrał dziewczynę, bo oni wiedzą, kto byłby lepszy. Oraz rolniczka Monika, która jest tak zaradna, że nie pozostawia mężczyźnie pola do popisu i dlatego według widzów jest sama.

Jak widzicie w „Rolnik szuka żony” czasami nie dzieje się nic, a czasem dzieje się tak wiele... I to WCIĄGA. Dlaczego?
– Bo jesteśmy świadkami bardzo intymnych sytuacji i zmagań z życiem, gdzie stawką jest czyjeś szczęście. Podglądamy normalne życie i doskonale rozumiemy bohaterów, ponieważ sami od czasu do czasu borykamy się z podobnymi problemami. Bo kto nie chce być kochany? – pyta medioznawczyni Anna Jupowicz-Ginalska.

Nie tylko TV show - 14 najlepszych seriali na jesień do obejrzenia z rodziną.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)