„Leżał na niej i, przytrzymując, próbował zgwałcić”. Dlaczego zaatakowanej kobiecie nikt nie chciał pomóc?

Próba gwałtu w poznańskim hostelu. Kasia stała się ofiarą napaści seksualnej. Choć prosiła o pomoc, została w tej dramatycznej sytuacji sama.
Małgorzata Germak / 5 miesięcy temu
„Leżał na niej i, przytrzymując, próbował zgwałcić”. Dlaczego zaatakowanej kobiecie nikt nie chciał pomóc? fot. Adobe Stock

W jednym z poznańskich hosteli mężczyzna próbował zgwałcić współlokatorkę. Kobieta nie uzyskała żadnej pomocy ani nie wywołała żadnej reakcji, gdy prosząc o zmianę pokoju opowiedziała w recepcji, co się stało. Zebrała się na odwagę i zdecydowała zgłosić sprawę na policji. Okazało się, że to nie jest takie proste. Dwie godziny szukała miejsca, gdzie w dogodnych warunkach dla kobiety w jej sytuacji, mogłaby zgłosić przestępstwo. „Potrzebujemy jasnej informacji od poznańskiej policji i prokuratury, jak postępować. Potrzebujemy miejskiego systemu wsparcia psychologicznego, prawnego i proceduralnego dla osób doświadczających przemocy seksualnej” – mówi Agnieszka Ziółkowska, feministka i aktywistka miejska. To ona pomogła zaatakowanej kobiecie przejść przez procedury. A potem zdecydowała się opisać całą sprawę i zaczęła działać. Już są pierwsze efekty!

Co się wydarzyło w hostelu w Poznaniu?

Kasia (imię dla jej dobra zostało zmienione) przyjechała do Poznania na festiwal filmowy Animator. Wynajęła łóżko w hostelu w centrum miasta. W sobotę około północy wróciła z pokazów i położyła się spać. Trzy godziny później obudziła się – jej współlokator leżał na niej i, przytrzymując, próbował zgwałcić. „Kasia, zaczęła protestować, szarpała się. Udało jej się zrzucić mężczyznę z siebie i z łóżka. On spadł na podłogę i wyszedł z pokoju. Ona leżała wtedy jak sparaliżowana, szczelnie otuliła się kołdrą. Ze strachu nie była w stanie się ruszyć. Mężczyzna wrócił, patrzył na nią intensywnie, po czym położył się na swoim łóżku i głośno masturbował. Kasia się nadal się nie ruszała, nic nie mówiła, nie wiedziała, co zrobić, patrzyła na zegarek i odliczała godziny do rana. Bała się, że jeśli się ruszy i coś zrobi, mężczyzna znowu ją zaatakuje” – opisuje dramatyczne zdarzenie Agnieszka Ziółkowska, która na prośbę ich wspólnego znajomego zaopiekowała się Kasią.

Ofiara gwałtu musi radzić sobie sama

Od tego momentu zaczyna się koszmarna opowieść o tym, jak poszkodowana kobieta, ofiara przemocy seksualnej, zderza się z rzeczywistością i procedurami. Już fakt, że pierwsza osoba, której Kasia opowiedziała o całym zdarzeniu, nie zareagowała, powinien dać do myślenia.
Po traumatycznej nocy o szóstej rano Kasia zeszła do recepcji i poprosiła o zmianę pokoju. Podała przy tym prawdziwy powód. „Nikt z obsługi hostelu, po tym jak się dowiedzieli, co się stało, nie wezwał policji, nie zaproponował pomocy w przeniesieniu rzeczy (przecież ten mężczyzna tam nadal był!)” – opowiada Agnieszka Ziółkowska.

Kasia w ciągu dnia starała się czymś zająć głowę, żeby nie myśleć o tym, co spotkało ją w nocy. Poszła na kolejne pokazy filmowe, ale była ciągle zdenerwowana i roztrzęsiona. Po południu zadzwoniła do swojego przyjaciela, którego dobra znajoma mieszka w Poznaniu. I tak właśnie Kasia poznała Agnieszkę Ziółkowską.

„Kasia, roztrzęsiona, ale strasznie dzielna, opowiada mi, co się wydarzyło. Chciała zgłosić sprawę na policję. Powiedziała mi: ‚Wcale nie mam na to ochoty, ale nie mogłabym spojrzeć w lustro, gdybym tego nie zrobiła, myśląc, że ten mężczyzna mógłby zaatakować jakąś inną dziewczynę. Nie mówiąc o przemocy seksualnej, nie zgłaszając jej, przyzwalamy na nią, i potem tacy mężczyźni myślą, że jest okej zgwałcić śpiącą w hostelu kobietę’. Pomogłam jej więc przejść przez to” – opowiada Ziółkowska.

Chaos informacyjny i brak wsparcia dla ofiary przemocy seksualnej

Agnieszka Ziołkowska chciała jakoś przygotować Kasię na to zgłoszenie, ale znalezienie psychologa czy prawnika nie jest takie łatwe. „Okazało się, że w Poznaniu nie ma żadnego NGO-sa (organizacji pozarządowej) ani w ogóle punktu oferującego pomoc kobietom, które zostały zaatakowane i doświadczyły przemocy seksualnej” – mówi działaczka. Kobieta, która znajdzie się w takiej sytuacji jak Kasia, nie wie, jakie prawa jej przysługują ani co powinna zrobić krok po kroku.

Kobiety chciały się w pierwszej kolejności skonsultować z prokuratorem, ale prokuratura była zamknięta. Zostały odesłane na komisariat, który znajdował się najbliżej miejsca zdarzenia. Tam też okazało się, że Kasia odbija się od zamkniętych drzwi, bo komisariat w tych godzinach już nie pracuje.

„Kasia jest już zmęczona i zniechęcona kolejną nieudaną próbą zgłoszenia usiłowania gwałtu organom ścigania, ale jedziemy do komisariatu na Marii Magdaleny” – opowiada Agnieszka Ziółkowska. Tam trafiają na życzliwego policjanta, ale okazuje się że poszkodowana nadal nie może być przesłuchana, bo na dyżurze nie ma żadnej policjantki, tylko sami mężczyźni. Kasia jest więc znów odsyłana do kolejnego komisariatu.

„Jedziemy na Śniadeckich, Kasia już totalnie podłamana, ale zdeterminowana. Koniec końców, udało nam się wreszcie dotrzeć na właściwy komisariat po dwóch godzinach bezskutecznego odbijania się od drzwi do drzwi, żeby zrobić, to co należy” – relacjonuje Ziółkowska. Policjantka, która przyjmowała zeznania Kasi okazała się bardzo empatyczna i pomocna. Uspokajała Kasię i pochwaliła za to, że zdecydowała się zgłosić sprawę.

„Zgłosiłyśmy to, Kasia zgłosiła, dzięki temu prokuratura zatrzymała mężczyznę, ale to był koszmar. I nie chodzi o to, że ktoś był dla nas niemiły. Wręcz przeciwnie, wszyscy byli uprzejmi i przejęci. Porażającym problemem i tym, co sprawiało, że sytuacja była beznadziejna, jest totalna dezinformacja, brak informacji i brak komunikacji” – mówi Agnieszka Ziółkowska.

Czas na zmiany w procedurach prawnych i podejściu

Od czasu nagłośnienia historii Kasi wiele się wydarzyło. Ludzie reagują w internecie, pojawiło się mnóstwo komentarzy ze wsparciem i wyrażających troskę, wiele z nich było deklaracją konkretnej pomocy. „Dla mnie jest oczywiste – żeby skutecznie wspierać osoby, które doświadczyły przemocy seksualnej, musimy współpracować: organizacje pozarządowe, miasto, policja i prokuratura. Potrzebujemy skoordynowanego miejskiego systemu wsparcia dla osób, które doświadczyły przemocy seksualnej. Wspólnie powinniśmy opracować system informacji o tym, jak krok po kroku postępować w takiej sytuacji, jakie prawa nam przysługują, gdzie powinniśmy się udać oraz o dostępnym w mieście wsparciu psychologicznym, prawnym i proceduralnym i szybkości dotarcia do niego” – tłumaczy Agnieszka Ziółkowska.

Działaczka ze wsparciem Fundacji Ster opracowała propozycję do rozmowy z miastem. „Chcemy stworzyć wyspecjalizowaną komórkę kompleksowego wsparcia osób, które doświadczyły przemocy seksualnej. Większość programów antyprzemocowych skupia się na przemocy w domu. W kwestii przemocy seksualnej istnieje luka” – mówi Agnieszka Ziółkowska.
Prokuratura w Poznaniu już zapowiedziała, że przygotują broszury informacyjne do wręczania ofiarom przestępstw seksualnych, które będą się do nich zgłaszać.
„Dużo pracy przed nami, ale trzeba działać, żeby żadna kobieta nie czuła takiej beznadziei, dezinformacji, przygnębienia, kiedy chce zgłosić próbę gwałtu, jak wczoraj Kasia. Żeby nie była z tym sama” – apeluje Ziółkowska.

Czytaj też:„Kto by chciał takiego potwora”. Nika po usłyszeniu tych słów, postanowiła zostać mamą niepełnosprawnego 4-latkaPo wizycie w Lidlu chłopiec tak spuchł na twarzy, że nie widział na jedno oko. Matka obwinia sklep

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)