„Co miałaś wtedy na sobie?” – wystawa ubrań zgwałconych kobiet

Jest prosta, ale mocna i burzy wiele stereotypów.
Marta Słupska / 19.09.2017 11:15

Nie każda ofiara gwałtu decyduje się zgłosić sprawę na policję i mówić otwarcie o tym, co ją spotkało, w obawie przed stygmatyzowaniem i przerzucaniem winy. Osamotnienie, poczucie wstydu, zażenowania i strach przed tym, co inni pomyślą, jest często silniejszy niż chęć rozprawienia się z gwałcicielem. „Pewnie byłaś pijana”, „zapewne dałaś mu jakiś sygnał, że tego chcesz” i wreszcie – najbardziej znamienne – „Co miałaś wtedy na sobie?” to często pierwsze reakcje otoczenia, którym ofiara napadu o charakterze seksualnym musi stawić czoła.

Dres i dziecięce sukienki

Między 5 a 15 września na Uniwersytecie w Kansas można było obejrzeć wystawę, która – choć mała – zyskała ogromny światowy rozgłos. 18 zgromadzonych eksponatów z dopisanymi krótkimi komentarzami właścicielek obaliły mit, że ofiarą gwałtu padają wyłącznie wyzywająco ubrane kobiety. Tytuł ekspozycji to "What were you wearing?", czyli "Co miałaś na sobie?" – pytanie, które często słyszą osoby molestowane.

Co znamienne, żaden z wystawionych strojów nie jest wulgarny, frywolny ani prowokujący – większość ubrań w galerii to luźne koszulki, jeansy, wygodne bluzki czy dresy. Są tu też dziewczęce sukienki i inne dziecięce ubranka. Nie ma wielkich dekoltów, szpilek, spódniczek mini… ani innych części garderoby, które często stereotypowo są kojarzone z „prowokowaniem” gwałtu – myśleniem, który przerzuca odpowiedzialność za to, co się stało, z napastnika na ofiarę.

Opuściłam parę dni w pracy po tym, co się stało. Kiedy powiedziałam o wszystkim szefowej, zapytała, co miałam na sobie. „Podkoszulek i dżinsy, suko, a co niby zakładasz na mecz bejsbola?” – odpowiedziałam. Wyszłam stamtąd i nigdy więcej nie wróciłam –
to znamienny komentarz jednej z ofiar gwałtu.

Na nas wystawa wywarła ogromne wrażenie. Zobaczcie część jej eksponatów w naszej galerii.

Jak poradzić sobie z traumą po gwałcie?

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)