miś i wojna fot. Fotolia

Jaki jest los dzieci Syrii - pomyślcie o tym nie tylko w Dniu Dziecka

Ja wiem, że to daleko, że mamy swoje problemy, że w Polsce są biedne dzieci. Wiem. Ale kiedy czytam o dzieciach w Aleppo, kiedy oglądam zdjęcia z tego miasta, serce mi pęka, łzy napływają do oczu i... przypomina mi się mój tata. On się urodził w okupowanej Warszawie...
Magda Roszkowska / 31.05.2017 21:56
miś i wojna fot. Fotolia

Mam dwoje dzieci. Są już nastolatkami, a ja każdego dnia daję im całusa na dobranoc. Nawet jak już śpią. I robię im śniadanie do szkoły. Choć oczywiście potrafią same zrobić sobie kanapki i spakować jabłka... 

Mam setki ich laurek z przedszkola, mam pierwsze śpiochy, zapisane pierwsze słowa, schowane ich pierwsze kocyki i ukochane pierwsze zabawki. Pierwsze buciki, stworki z masy solnej, listy do mikołaja...

Pudełka z ich imionami i skarbami w środku. Dla mnie są cenniejsze niż wiele innych rzeczy. Zresztą dzieci też kochają te pamiątki - czasem je wspólnie oglądamy, śmiejemy się przy tym, przytulamy. 

Mam też swojego misia z dzieciństwa, jeden robiony na drutach kubraczek i pęk moich włosów, który sama sobie wyrwałam jakieś 36 lat temu! I bardzo jestem wdzięczna rodzicom, że to dla mnie zachowali...

A co mają Mariam i Ezzo z Syrii? Pudełka ze skarbami nie mają, bo nie ma ich domów, w których rośli. Nie pamiętają czasu, kiedy nie wybuchały bomby, nie pamiętają Aleppo bez wojsk, gruzów i wojny! Ich wspomnienia z dziećstwa to krew, ranni, zabici bliscy, bombardowane domy...

Jak to możliwe, że to się znowu dzieje?!

Kiedy czytam teksty Zofii Dulskiej z Unicef, która opisuje sytuację w Aleppo naprawdę serce mi pęka. I przypomina mi się mój... tata. I opowieści jego mamy, mojej babci. 
O tym, jak rodziła dziecko w 1943 roku w Warszawie („najbardziej się bałam, że będziemy wtedy w piwnicy, że może jakieś bombardowanie będzie” ale też „i tak dobrze, kochana, że nie w Powstanie, wtedy to kobiety miały naprawdę ciężko!”). 

Ja jestem za głupia, ja nie wiem, jak to możliwe, że ludzie ludziom wciąż wyrządzają taki los. Że są dzieci, które wychowują się wśród gruzów i huku bomb. 

Wiem jednak na pewno, że dzieci z Aleppo zasługują na zabawki, jedzenie, szkołę, zeszyty, ołówki. Takie rzeczy właśnie zapewnia im Unicef.

6 powodów, dlaczego nigdy nie przestanę wspierać Unicef

Dlatego wczoraj, po spakowaniu lizaków i drobiazgów dla Jagody i Kacpra, przelałam 80 zł dla dzieci w Syrii. Można więcej (więcej wydałam na słodycze i naprawdę mi wstyd, kiedy sobie to uświadamiam), można mniej. Każda wpłata się liczy. Nie możemy zapomnieć o tamtych dzieciach. Kliknij w baner.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)