Ile daje trening? fot. Fotolia.pl

Trening na trampolinach - relacja z pierwszej wizyty

Trampoliny to surowy czyściec dla dusz, które zbłądziły jedząc ciastka czy paląc papierosy, ale odchudza jak nic innego. A na drugi dzień nie ma zakwasów!
/ 19.12.2016 12:10
Ile daje trening? fot. Fotolia.pl

Jesienią dajemy sobie nową szansę. Będziemy młodsze, mądrzejsze, bogatsze, a przynajmniej w lepszej formie. Dlatego w imieniu wszystkich Polek wyruszam na poszukiwanie sportu idealnego. Nie zawaham się wejść do żadnej sali ćwiczeń, nie cofnę się przed żadną ścianką, rurą ani drążkiem. Opiszę wszystko, co zobaczę i przeżyję - nie tylko w imię utraty kilogramów, ale przede wszystkim dla dobrego samopoczucia. Czytajcie nasz nowy cykl "W poszukiwaniu treningu idealnego" i ruszajcie do ćwiczeń! Gotowe? Trzy, dwa, jeden... start!

Ta instruktorka jogi uczy nas, jak kochać własne ciało i akceptować wady

Na pierwszy ogień trampolina

Byłam bardzo dobrze nastawiona do treningu na trampolinach. Założycielka szkoły Fit and Jump Agnieszka Szaniawska, opowiadając o ćwiczeniach, aż promieniała. Jasne, że chciałam być taka, jak ona - energiczna, wysportowana i radosna. A kiedy usłyszałam, że od skakania na trampolinie gubi się 800 kalorii, a do tego można wyrzucić z siebie wszystkie smutki, byłam kupiona. Zapisałam się na zajęcia jeszcze tego samego wieczora i namówiłam koleżankę, żeby poszła ze mną. 

Obie po ciążach, lekko zasiedziałe, byłyśmy idealnymi kandydatkami, żeby się rozruszać. W głowie miałam jeszcze zapewnienia Agnieszki, że nie ma żadnego przymusu i że każdy skacze dobrowolnie - tyle, ile może. No skoro tak...  

Moja koleżanka, widząc ten zbiorowy szał, zaczęła mieć wątpliwości ("czuję, że tu umrę"), ale ja nie mogłam się doczekać, aż dopadnę sprzętu i uwolnię swoje dawno niewidziane endorfiny

Nic nie zapowiadało morderczego treningu...

Na początku nic nie zwiastowało morderczego wysiłku, jaki nas czekał. Przebrane w nowe adidasy, z korytarza obserwowałyśmy grupę z wcześniejszej godziny. Kilkanaście trampolin z rączkami do przytrzymania się, obok każdej obowiązkowa butla wody. Dziewczyny skakały do rytmu, aż miło było popatrzeć. Góra-dół-góra-dół, wymachy, skręty, skoki! Moja koleżanka, widząc ten zbiorowy szał, zaczęła mieć wątpliwości ("czuję, że tu umrę"), ale ja nie mogłam się doczekać, aż dopadnę sprzętu i uwolnię swoje dawno niewidziane endorfiny. O kaloriach nie wspominając... 

fot: Fotolia.plTrening zaczął się od energicznego marszu i już przy 10. zmianie ustawienia rąk i nóg wiedziałam, że trampoliny to nie jest miejsce dla wrażliwców z wiecznym bólem głowy. Kto marzy o celebrowaniu ruchu i własnego ciała, niech się lepiej zapisze na jogę albo idzie na spacer. Na trampolinach się skacze i chudnie! Muzyka jest głośna i dynamiczna, światło ostre, a trenerka umięśniona i stanowcza. Skacząc do rytmu, wykrzykuje zachęty w stronę spoconego tłumu kobiet: "Jeszcze osiem powtórzeń! Siedem! Dasz radę!". 

Trampoliny to aerobik do 7. potęgi - porównania z nimi nie wytrzymuje też step ani zwykły fitness. Tutaj wysiłek jest bardziej intensywny, ale z niego rodzi się uczucie euforii. Po 15 minutach skakałam już śmiejąc się w głos.

Przez pierwsze 10 minut faktycznie dawałam radę. Przypomniał mi się aerobik, na który chodziłam na studiach. Tylko, że trampoliny to aerobik do 7. potęgi - porównania z nimi nie wytrzymuje też step ani zwykły fitness. Tutaj wysiłek jest znacznie bardziej intensywny, ale z niego rodzi się uczucie euforii. Po 15 minutach skakałam już śmiejąc się w głos.

Nie przeszkadzało mi, że nie nadążam ani że pewnie wyglądam idiotycznie z rozczochranymi włosami. Jedyne, czego musiałam tu pilnować, to kolejna kombinacja ćwiczeń i podskoków. Zero miejsca na myślenie o pracy, dzieciach i problemach. Bardzo przyjemne uczucie. 

Euforia ustąpiła miejsca zmęczeniu

Stare wyjadaczki podskakiwały równo, od czasu do czasu przecierając rozgrzane twarze małymi ręcznikami.

Jednak po pewnym czasie euforia zaczęła ustępować miejsca zmęczeniu, yyy, wyczerpaniu nawet. Każdy kolejny ruch był potwornym wysiłkiem. Nie pomagały entuzjastyczne pokrzykiwania trenerki. Zwyczajnie brakowało mi wytrzymałości, jaką mają np. biegaczki. Reszta grupy radziła sobie różnie - stare wyjadaczki podskakiwały równo, od czasu do czasu przecierając rozgrzane twarze małymi ręcznikami, ale kątem oka widziałam też przypadki zwątpienia, które jawnie pokładały się na trampolinie. 

Po końcowym rozciąganiu zeszłam z trampoliny mokra, dziękując opatrzności, że przyjechałam na trening samochodem, a nie rowerem, jak planowałam na początku. W szatni przeraziłam się na widok własnej twarzy, tak czerwonej, jakby ktoś zużył na niej całe opakowanie różu Bourjouis.

Moja koleżanka też nie wyglądała najlepiej, chociaż zapewniała mnie, że dała z siebie najwyżej 30 procent. Za to reszta dziewczyn wesoło plotkowała, jakby ten wycisk nie zrobił na nich dużego wrażenia. Przywilej tych, co ćwiczą regularnie. 

Czy wrócę na trampoliny? Gdybym chciała skutecznie schudnąć albo zbudować kondycję - na pewno. Tymczasem szukam dalej! Kolejna relacja niebawem.

Niedoceniane ćwiczenie, które pomoże wzmocnić mięśnie brzucha