Drapieżna fala na Mauritius

To druga półkula, gdzie ludzie chodzą do góry nogami, auta jeżdżą lewą stroną, wyże i niże rotują na opak, to samo prawo Coriolisa karze spuszczanej wodzie w wannie kręcić się w odwrotną stronę, powiadam Wam; Sodoma i Gomora. A fala na Mauritius - dzika jak drapieżne zwierzę.
/ 25.01.2010 10:19

Kilka razy już się przymierzałem do różnych ciepłych „wypasów” typu Brazylia itd.. i zawsze coś było „pod górkę”, ale nie tym razem. Zawzięliśmy się, jest decyzja, bilety kupione… 14 Październik 2009, lecimy na Mauritius, wyspę na Oceanie Indyjskim.

Mieszkanko na wyspie mieliśmy w wiosce (8km od głównego spotu), do dyspozycji pickup, którym wraz ze sprzętem dojeżdżaliśmy na pływanie. Apartament z widokiem na Ocean, górę Brabant (dzięki niej występuje wzmocnienie terenowe wiatru, na spocie) i sąsiednią wysepkę… widoczek absolutnie bajka (jak z folderu reklamowego)! Śniadania i kolacje przygotowywaliśmy sami (kucharz w ekipie - Piotrek, z którym gotowaliśmy krewetki, kalmary, Marlin'y i inne stwory morskie), podając je z lokalnym red wine na tarasie i rozkoszując się niesamowitym pejzażem.

Warunki

Generalnie podstawą pływania w tym okresie i miejscu są latawce 7 i 9m i dobra wave’ówka, choć trafiliśmy dwa dni gdzie 5m wcale nie było za mało i jeden dzień na 11m.

Zobacz też wave.

Większość październikowych warunków to wiatr w zakresie 15-25kt, fala na Manawa i One Eye 3-6m, a na Little Brake 2-3m, a wszystko to w odległości 400-700m z jednej plaży. Oczywiście z tej samej plaży jest dostępna także „płaska woda” (a dokładnie niezbyt ciekawy czop, jest on nieco mniejszy i bardziej regularny na kitebeach), ok 700m „z buta”.

Zobacz też dobre warunki i właściwy sprzęt.

Pływałem 50/50 (w pierwszym tygodniu „na golasa”, a w drugim koszulka 1mm neoprenu), dla mnie ciekawostką był fakt używania wyraźnie mniejszych latawców (np. 7m OZONE Sport działa z wave'ówką 5.8" perfekcyjnie od ok 17/18kt, a 9tka od ok.14/15kt).

Wrażenia

Wrażenia z ujeżdżania 5m fali są NIESAMOWITE, nie do opisania słowami i zahaczają momentami o mistycyzm, a adrenalina wylewa się strumieniami przez uszy, tak czy inaczej nawet nie próbuję tego opisać, bo tylko ktoś kto tego zakosztował, będzie wiedział o czym mówię! I nie uzna mnie za nawiedzonego oszołoma.

Fala jest jak drapieżne zwierzę, zaczynasz na niej jechać, a ona zmienia kolor, groźnie marszczy grzywę, pieni się, kąsa po łydkach, próbuje pożreć, wciągnąć do wnętrza, a jeśli się jej to nie uda i wydaje się , że wyszedłeś z tego cało, pryska na Ciebie triumfalnie deszczem piany, pokazując kto tu rządzi, kto tu jest szefem… to Ocean i jego potęga, której na chwilę nam użyczył i dał się nią delektować, ale uwaga; no risk, no fun!!!

Zaliczyłem kilka konkretnych „mielonek” na One Eye’u i powiem szczerze, że podczas mielenia nie wiesz jak się nazywasz, gdzie lewo, prawo, góra czy dół i z jakiego pochodzisz kraju.

A wracając na ziemię, Mauritius to absolutnie genialne warunki na solidny wave i myślę, że jestem w stanie poświęcić kilka innych wyjazdów na korzyść jednego na Mauro.

Spoko, spoko, nie lękajcie się, nie zwariowałem i jeszcze nie raz wybiorę się nad lokalne jeziora, Zatokę, czy sztorm na Bałtyku! choć trzeba przyznać, że przewartościowałem i zmodyfikowałem swoje pojęcie na temat dobrego wave’u, wielkości, rodzaju używanych latawców na fali, moich priorytetów i planów na przyszłość.

Zobacz też Rowy - Poddąbie - Zatoka - Wrzesień '09.