POLECAMY

Sasha Knezevic - Moje życie z top modelką

Taka miłość jak ich zdarza się w show-biznesie rzadko. Sasha Knezevic cieszy się sukcesami swojej sławnej żony Anji Rubik, choć na swoim koncie ma nie mniejsze.

Sasha Knezevic - Moje życie z top modelką fot. AKPA
Jest zaprzeczeniem tego, co mówi się o modelach. Zimny i niedostępny? Nic z tego! Zakochany w sobie narcyz? Jeśli nawet, to tylko troszeczkę! Sasha Knezevic (30) trafił do modelingu przez przypadek. Naprawdę interesowała go koszykówka. W dzieciństwie miał dwóch idoli, Michaela Jordana i… Clinta Eastwooda. – Western „Dobry, zły i brzydki” oglądałem setki razy i myślałem: Boże, chcę być taki, jak on – śmieje się w rozmowie z „Party”. Tym śmiechem i otwartością Sasha zjednuje sobie rozmówcę w trzy sekundy. W dżinsach i szarym T-shircie wygląda jak tysiące mężczyzn na świecie i ani odrobinę nie przypomina sławnego modela, który występował w kampaniach największych domów mody. Przed bufonadą ratuje go poczucie humoru i to, że do wszystkiego podchodzi z dystansem. No, prawie do wszystkiego, bo gdy mówi o swojej ukochanej Anji Rubik (28), to „rozpływa się” w zachwytach. Mimo iż często każde z nich pracuje na drugim krańcu świata, czują się jak papużki nierozłączki. A ostatnio coraz częściej bywają razem w Warszawie.

– Co powiedziałeś dzisiaj Anji na „dzień dobry”?
Sasha Knezevic:
I love you… No powiedz, czy można lepiej zacząć dzień?

– Nie można. Tym bardziej, że zaraz potem oboje musicie stawić czoła dziennikarzom i fotografom. Jak znosisz to, że jesteś w Polsce mężem swojej sławnej żony?
Sasha Knezevic:
Nie spodziewałem się, że wokół nas zrobi się aż taki szum. Ale to miłe uczucie. Lubię tutaj przyjeżdżać. Oboje siedzimy w tej samej branży od lat i wiemy, jakimi prawami się rządzi. Mam pełną świadomość tego, że Anja jest w centrum zainteresowania i jedyne, co do mnie należy, to być przy niej. A poza tym lubię, jak w moim życiu dużo się dzieje.

– A jak wygląda życie z top modelką na co dzień?
Sasha Knezevic:
Wiem, czym się Anja zajmuje, ale nie myślę codziennie po przebudzeniu: „Wow! Jestem z top modelką!”. Dla mnie to najpiękniejsza kobieta na świecie, ale też i ciekawa osobowość. Dla mężczyzny to wyzwanie być z taką kobietą. Sukces, jaki odniosła, zawdzięcza przede wszystkim swojemu charakterowi i za to ją podziwiam. Dzięki pozycji, jaką osiągnęła, prowadzimy życie pełne przygód. Podróżujemy i poznajemy ciągle nowych ludzi. Doceniam to.

– Dalej mówisz o pracy, a ja chciałabym wiedzieć, co robicie, kiedy już zgasną światła reflektorów?
Sasha Knezevic:
Ponieważ dużo czasu spędzamy w pracy, to kiedy już jesteśmy sami „po godzinach”, chcemy czerpać z tych chwil tyle, ile się tylko da. Momentami czuję się tak, jakbyśmy wiecznie umawiali się na randki. Spotykamy się w domu i mamy sobie wówczas mnóstwo do powiedzenia. Relacjonujemy wszystko to, co się wydarzyło, kiedy nie byliśmy razem. Nasze życie nie jest poukładane. Często nie wiemy, co się jutro wydarzy. Nagle dzwoni telefon i trzeba odłożyć prywatne plany na później, więc lepiej nic nie planować. Kiedy mamy już „wolne”, to idziemy do kina. Drugą naszą wspólną pasją jest sport. Pozwala złapać równowagę. Ja gram w koszykówkę, a Anja ćwiczy jogę.

– Czy Anja ma jakieś wady?
Sasha Knezevic:
Chwilami jest chorobliwie ambitna. W przeciwieństwie do mnie i może dlatego jesteśmy tak dobraną parą. Ja do wielu spraw podchodzę na luzie, mówiąc jej: „Odpuść…”.

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>


– Doprowadzasz ją do szaleństwa, zostawiając na środku pokoju skarpetki?
Sasha Knezevic:
Zaskoczę cię. Czasem to ona robi w domu większy bałagan niż ja, szczególnie wtedy, kiedy musi się szybko przepakować między wyjazdami.

– Co to znaczy być pięknym?
Sasha Knezevic:
Nie ma jednej definicji. Dla każdego coś innego jest piękne. Piękno objawia się w kilku postaciach: piękny człowiek, piękny charakter, piękne miejsce. Ciekawe, że o to pytasz, bo teraz zdałem sobie sprawę, że w pracy cały czas obcuję wyłącznie z pięknem.

– A więc mały quiz. Najpiękniejsza kobieta?
Sasha Knezevic:
Anja Rubik.

– Najpiękniejsze miejsce?
Sasha Knezevic:
Meksyk.

– Najpiękniejszy moment?
Sasha Knezevic:
Mój ślub.

– Najpiękniejszy przedmiot?
Sasha Knezevic:
Boisko do koszykówki. Ja pośrodku w oczekiwaniu na przeciwnika.

– Dlaczego przerwałeś karierę sportową?
Sasha Knezevic:
Pożegnanie z koszykówką było najtrudniejszym momentem w moim życiu. Ciężko pracowałem na boisku, ale nie osiągałem takich wyników, jakie bym chciał. Tak się zdarza, że czasem nie trafiasz na odpowiedni czas, ludzi, miejsce. Wiedziałem, że stać mnie na więcej i strasznie się spinałem. Kierowałem się zasadą: wszystko albo nic. Moim celem było NBA, ale wciąż grałem w lidze włoskiej, co prawda najlepszej w Europie, ale to jednak nie to, co NBA. W pewnym momencie doznałem kontuzji i zadałem sobie pytanie: „No i co teraz?”. Modeling miał być pracą dorywczą i sposobem na przeczekanie do kolejnego sezonu, kiedy dopiero wszystkim pokażę, na co mnie stać. Często zadaję sobie pytanie, dlaczego tak udało mi się w modelingu? I myślę, że pewnie dlatego, że nie traktowałem go zbyt serio i nie miałem takiego ciśnienia na sukces, jak na boisku. Nigdy się jednak do końca nie pogodziłem z tym, że już nie będę koszykarzem.

– Jak zapamiętałeś swój debiut na wybiegu?
Sasha Knezevic:
Miałem już 25 lat, a więc dużo jak na debiut w tym biznesie. Nie miałem tremy, bo byłem przyzwyczajony do widowni na trybunie podczas meczów koszykówki. Na pierwszym pokazie wszystko działo się błyskawicznie: wyjście, zmiana ubrania, wyjście. Kiedy po 10 minutach usłyszałem: „Koniec!”, zapytałem z niedowierzaniem: „To już wszystko?”. Wraz z tą pracą przeniosłem się do całkiem nowego dla mnie świata. Zacząłem żyć na walizkach. Tydzień w Mediolanie, kolejny w Paryżu. Wokół same piękne dziewczyny (śmiech). Zajęcie wprost wymarzone dla faceta! „Jaka miła i łatwa robota”, myślałem z początku. W ogóle traktowałem to jak zajęcie na chwilę, ale to poszło lawinowo: otwierały się kolejne drzwi, dostawałem kolejne propozycje, ani się obejrzałem, a już byłem w tym obiema nogami. Modeling pozwala mi zarobić pieniądze i daje czas, aby zastanowić się, co chcę tak naprawdę dalej w życiu robić.


– Jak długo można być modelem?
Sasha Knezevic:
Tak długo, jak człowiek dobrze wygląda. Nie ma limitu wieku dla mężczyzn. Są modele, którzy pracują do pięćdziesiątki. Mam jednak nadzieję, że do tego czasu znajdę inny pomysł na siebie. Pasjonuje mnie kino i może w tym świecie coś dla siebie znajdę. Wyrazem moim poszukiwań jest pomysł wydawania „Magazynu 25”. Wielu ludzi myśli, że moda to makijaż, ubranie, fryzura. My z Anją widzimy to szerzej. Moda jest znakiem czasów, wyrazem aspiracji ludzi, odzwierciedleniem tendencji w kulturze. Moda nie istnieje bez kontekstu i o tym piszemy w naszym „Magazynie 25”.

– Czy mężczyźni próbowali cię uwieść? Wiesz, co mówi się o tym biznesie…
Sasha Knezevic:
Nie. Pewnie dlatego, że na pierwszy rzut oka widać moje preferencje. Jeśli wiesz, kim jesteś, niczego nie musisz się obawiać. Po prostu zwyczajnie się nad tym nie zastanawiasz. Podchodziłem zawsze do tej pracy zadaniowo, nie bardzo skupiałem się na tak zwanej otoczce. Ale prawda też jest taka, że im ktoś wyżej jest w tej branży, to tym bardziej musi być profesjonalny i nie ma miejsca ani czasu na jakieś gierki. Jeden fałszywy ruch i możesz stracić pracę.

– Czy planujecie z Anją powiększenie rodziny? Chciałbyś być już ojcem?
Sasha Knezevic:
Jestem rodzinnym facetem, ale przy tym trybie życia i pracy nie potrafię powiedzieć, kiedy to miałoby się zdarzyć. Nie mamy z Anją żadnych konkretnych planów.

– Nie umieściliście więc dziecka w grafiku na 2012 rok?
Sasha Knezevic:
Nie (śmiech). Ale życie potrafi zaskoczyć. Niczego nie planujemy, ale nie mówimy też „nie”. Jesteśmy otwarci.

– Wychowałeś się w Austrii, grałeś w koszykówkę we Włoszech, a dziś mieszkasz w Nowym Jorku. Która część ciebie pozostała serbska?
Sasha Knezevic:
Poczucie humoru. I duch walki, co dawało efekty na boisku  do koszykówki. Jestem dumny
z tego, że mam serbskie pochodzenie. Jeszcze bardziej jestem dumny z moich rodziców, którzy zrobili krok w stronę innego świata, zanim jeszcze zaczęła się wojna na Bałkanach. Dla mnie nie jest ważne, skąd pochodzisz, ale kim czujesz się w środku i jaką drogę w życiu wybierzesz. Może dlatego tak świetnie czuję się w Nowym Jorku, gdzie przecinają się drogi tylu narodowości i kultur, że mieszkając tam nie sposób siebie samego określić jednym słowem. Nowy Jork to cały świat w pigułce. A ja czuję się jego częścią.    
                              
Rozmawiała: Sylwia Borowska / Party
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)