POLECAMY

Jak niby facet po 2 miesiącach może się stać tak chłodny?

napisał/a: zrozpaczona8 , 2017-11-19 19:17


Moja sytuacja jest trochę nietypowa.
W wakacje napisał do mnie na fb stary znajomy z czasów LO. Zawsze mi się podobał, ale zawsze był zajęty, a ja nie byłam nigdy typem "odbijacza" dziewczyn.
Ja mam teraz 28, a on 33lata. Spotkaliśmy się na piwie i tak nagle jak grom z jasnego nieba mega zauroczenie. Z jego strony i z mojej. Pisał non stop smsy dzwonił, spotykaliśmy się codziennie. On niestety mieszka na stałe w UK i po tygodniu takich spotkań (nic między nami oprócz pocałunków nie było) on wyjechał.
Obiecywał dzwonic codziennie. Tak też robił. Byłam nim tak zauroczona że gdy zaproponował mi przyjazd do niego na tydzień zgodziłam się.
On kupił bilet, zapewniał że chce mnie lepiej poznać, że będzie spał na kanapie.
No i było cudownie. Nie spał jednak na tej kanapie, szybko dość przeszliśmy do fizyczności w łóźku... A jak już przeszliśmy to 3-4razy dziennie to była norma. Bałam się że uzna mnie za łatwą, ale było cały czas słodko więc obawy te odrzuciłam. Obiecaliśmy sobie, że będziemy się spotykac raz na 2 miesiące u niego (jemu skończył się urlop), a w czerwcu ja do niego na stałe przyjadę do pracy i zamieszkać. Szybko ? Mnie wtedy się tak nie wydawało. Czułam się jakbym latała. Było cudownie. Wróciłam i sielanka nadal trwała. Nadal codziennie dzwonił, słodko pisał, nie było wieczoru bez telefonu.

Pojechałam w październiku drugi raz. I tu... Było trochę inaczej. Owszem, ja miałam grypę, leżałam z gorączką, zaraziłam jego, więc takich fajerwerków jak wcześniej nie było. Nigdzie nie wychodziliśmy, nie pokazywał mi nowych miejsc, tylko dom i łóźko. Seks nadal parę razy dziennie.
Wróciłam do PL. Dzwonił, pisał, wszystko po staremu. Ustaliliśmy że przyjadę w środku listopada. Biletu nie brałam, oddalałam ten dzień, a bo praca, a bo studia, non stop mi czasu brakowało. Nagle, 1 listopada on po raz pierwszy nie zadzwonił. Piszę do niego co się stało, a on że zajęty w pracy i nie miał czasu, zadzwoni jutro. Nie było już słodkich wiadomości na fb, nie zadzwonił i dnia następnego. I tak przez 3 dni. I tu popełniłam głupotę. W mega złym humorze przez niego poszłam do koleżanki na wino. Upiłam się. Napisałam mu mnóstwo wiadomości, niepochlebnych, że jest tchórzem, bo nie potrafi mi wprost powiedzieć że to koniec, że ma popie*dolone w głowie, że pewnie poznał nową laskę itp.. Wszystkie w takim tonie. Tak, miałam wyrzuty sumienia, ale stało się. Czasu nie cofnę. On odpisał mi na to, że o co mi chodzi dlaczego psy na niego wieszam, on nikogo nie poznał, zajęty był, wróci z pracy to mi odp.
Czekałam.
Napisał.
Mega długą wiadomość.
Że pojechałam ostro w tych smsach, ale on żalu nie ma bo po pijaku się robi różne rzeczy, ale że też mówi się prawdę, że ja pewnie tak myślę o nim.
Że mu na mnie zależy, podobam mu się, ale to wszystko nie ma sensu, bo jest nam nie po drodze. Że nawet jak chciałabym u niego mieszkać za granicą, to będę nieszczęśliwa a on takiego ciężaru na siebie nie weźmie. I że dajmy sobie czas, przemyślmy.
Ja mu na to odpisałam, że go strasznie przepraszam za to co pisałam, że żałuję nie chcę żeby się skończyło, że ja mogę być tam szczęśliwa.
On nic.
I tak przez 8 dni.
W końcu wczoraj napisałam czy przemyślał sprawę.
A on: tak, zostańmy przyjaciółmi.
Ja do niego żeby zadzwonił.
Zadzwonił, ale gadka kręciła się w kółko o tym, że ja mogę przyjechać przecież jeszcze, że obgadajmy to na żywo a on w cały czas "jest nam nie po drodze".

O co w góle chodzi?
Czy minęło mu uczucie bo go zwyzywałam? Czy tak naprawdę nigdy mu na mnie nie zależało?
Mi zalezy i to bardzo, a on rozmawia ze mną jak z obcą. Chłodno, ledwo co odpisuje na wiadomości jak piszę co u niego.
Czy tak szybko mu minęło? Nie zdążyliśmy się sobą nacieszyć nawet...
Czy powinnam o to walczyć czy to już przegrana sprawa?