POLECAMY

Przegroda nosowa - zabieg pod narkozą

napisał/a: MadziaU , 2007-11-13 19:32
Od zawsze miałam problemy z nosem - jedna dziurka praktycznie niedrożna a w związku z tym notoryczny katar, jak przeziębienie to problemy z zatokami no i problem w nocy bo mi się nos zatykał i źle się oddychało... Powód był raczej oczywisty i nawet widoczny - krzywa przegroda nosowa...
Dużo osób to ma w większym lub mniejszym stopniu - i niektórym w ogóle to nie utrudnia życia a innym (tak jak mi) bardzo przeszkadza. Dowiedziałam się, że takie coś robią na "kasę chorych" więc postanowiłam pójść...
I się zaczęło.... czekanie.....
Skierowanie dostałam na początku listopada ubiegłego roku - pojechałam z nim do Bielska do Wojewódzkiego Szpitala zwanego szpitalem pod Szyndzielnią (kolega tam robił przegrodę i jest zadowolony) Zapisali mnie na listę na pozycji 605 i kazali zadzwonić w lutym dowiedzieć się o termin przyjęcia.... w lutym powiedzieli żeby zadzwonić w marcu... itd.. W maju dowiedziałam się, że mają ustalone terminy do nr 500 (powiało optymizmem) i kazali zadzwonić za dwa miesiące... Oczywiście gdy zadzwoniłam to terminu nie było... potem były strajki.... czyli oczywiście nic....
We wrześniu powiedzieli że jeszcze nie ma i kazali zadzwonić w październiku... Gdy zadzwoniłam 11 października stał się cud..... pani powiedziała, że termin już jest i mam się zjawić w szpitalu 25 października... Upewniłam się oczywiście czy aby tego roku (nie śmiejcie się - wcale nie byłam pewna). Tak, jak najbardziej... Poprosiłam jeszcze o informację na jak długi pobyt w szpitalu mam się nastawić - pani uprzejmie powiedziała że ok. tygodnia - czyli spoko :) Poinformowałam przełożonych w pracy, że nie będzie mnie jakieś 3 tygodnie (tydzień w szpitalu + 2 tygodnie L4) i pełna nadziei na lepsze oddychanie pojechałam 25-go października do szpitala.....
Resztę dopiszę jutro, bo dopiero dzisiaj (dla każdego choć trochę obeznanego z matematyką będzie jasne, że mój pobyt w szpitalu trwał trochę więcej niż tydzień) wyszłam ze szpitala i jeszcze nie czuję się najlepiej....
napisał/a: dark_salve , 2007-11-13 20:11
MadziaU, cieszę się że już po wszystkim. Tak długo na Ciebie czekaliśmy. Ciągle tylko się Adama pytaliśmy co z Tobą i kiedy wrócisz. Do zobaczenia.

napisał/a: Patka2 , 2007-11-13 23:35
MadziaU, dobrze że juz jesteś, ciesze sie że wszystko sie udało.
pozdrawiam, życzę szybkiego powrotu do zdrowia.
napisał/a: MadziaU , 2007-11-14 10:09
Dziękuję za miłe powitanie :)
Do szpitala trafiłam w czwartek przed ósmą rano. Do 10:30 czekałam na łóżko. Po dwunastej dopiero robili mi badania (czyli cały czas na czczo). W piątek w zasadzie nic - tylko internista. Przez weekend nic nie robią więc wywalczyłam przepustkę do domu. Wróciłam w poniedziałek rano z nadzieją że już mam ustalony termin zabiegu ale niestety nie. Okazało się że oddział laryngologii ma coś utrudniony dostęp do sali operacyjnej i brakuje anestezjologów. Tak więc po chodzeniu i marudzeniu lekarzom w środę wieczór puścili mnie znów na przepustkę (tu niezłym argumentem były małe dzieci czekające na mamę w domu) ale zanim poszłam udało się załatwić jeszcze anestezjologa (wywiad potrzebny do zabiegu). Lekarze podobno złożyli protest do dyrekcji że nie mają dostępu do sali operacyjnej. Wróciłam w poniedziałek a we wtorek pielęgniarka powiedziała mi że mam termin zabiegu na środę. Ucieszyłam się bo ile można czekać.... Miałam iść jako druga w tym dniu i byłam już przygotowana do zabiegu (czyli szpitalna koszulka, "głupi jaś" i kroplówka a tu okazuje się, że wypadła jakaś pilna operacja z neurologii.... i o godzinie 14-tej przyszedł lekarz i powiedział że niestety mój zabieg muszą przełożyć. Ale byłam wściekła Zabieg przełożyli na następny dzień - znów jako druga ale tym razem szczęście się uśmiechnęło - trafiłam na stół jako pierwsza bo nie dojechali rodzice dziecka które miało byś operowane i nie było zgody. Pielęgniarka zawiozła mnie na salę i podano mi narkozę - i choć pani życzyła mi miłych snów oczywiście pod narkozą nic się nie śni. Ledwo zamknęłam oczy już się obudziłam - tak mi się wydawało - naprawdę minęło ok 2 godz. Czułam się dobrze - nos miałam jak kartofel - tyle było w nich opatrunków. Po wybudzeniu nie mogłam spać przez 2 godziny o co z dobrym skutkiem dbała towarzyszka z sali. Po tym czasie senność odeszła - skończyły się kroplówki i za pozwoleniem lekarza mogłam się troszkę napić i pójść do łazienki. Czułam się tak dobrze, że siostry śmiały się, że jestem expres i że w ogóle nie widać, że miałam w ten dzień zabieg.
Ogólnie było dobrze - tylko noce były najgorsze bo strasznie źle śpi się z zatkanym nosem. Tampony z nosa wyjęli mi częściowo w niedzielę - niespecjalnie przyjemne - choć pani doktor starała się być delikatna. Resztę w poniedziałek. W nosie miałam jeszcze teflony - takie plastiki trzymające przegrodę na miejscu ale mogłam już oddychać. Wyjęli mi je we wtorek - po wcześniejszym lekkim znieczuleniu nosa. Nareszcie wyglądałam jak człowiek. W międzyczasie było jeszcze odsysanie z nosa skrzepów i innych rzeczy - niesamowite uczucie... Ogólnie było więcej strachu niż bólu. Teraz jestem jeszcze trochę opuchnięta i nos pobolewa - mam obawy przy każdym kichaniu ale idzie do lepszego. Jutro muszę jechać do Bielska na opatrunek. Szkoda że to tak daleko... Biorę antybiotyki, smaruję nos maściami i daję kropelki, żeby w środku wszystko się goiło. Nos jest troszkę bardziej prosty i wcześniej zatkana dziurka wykazuje jakąś aktywność - czyli jest szansa, że zabieg coś pomógł. Mam jeszcze 2 tyg. L4 - potem do pracy. Ogólnie o szpitalu w Bielsku mogę powiedzieć, że mają tam bałagan - ale na laryngologii są bardzo mili ( w większości) lekarze i bardzo przyjemne i uczynne pielęgniarki. Gdyby nie to, że wszystko trwało o wiele za długo to mogłabym powiedzieć, że było idealnie.
Przepraszam, że się tak rozwlekłam z tym pisaniem ale jakoś nigdy nie potrafiłam pisać zwięźle ;) mam nadzieję, że wybaczycie - a każdemu kto ma problemy z oddychaniem ze względu na krzywą przegrodę mogę powiedzieć, że nie ma się czego bać. Tylko idźcie tam gdzie robią to pod narkozą a nie pod znieczuleniem miejscowym - bo tak to podobno też robią. Teraz trzymajcie kciuki żeby wszystko dobrze się zagoiło.
napisał/a: ~gość , 2007-11-14 10:16
MadziaU, z tego co wyczytałam to faktycznie mają tam spory bałagan, niedopuszczalne jest dla mnie by pacjent dostał "głupiego jasia" i nagle się okazało, ze spadł zabieg...przeciez to niepotrzebne nerwy i podwójny stres :/
Dobrze, że w końcu z sukcesem Ci zoperowali ten nosek.... masz to już za sobą..

MadziaU napisal(a):i choć pani życzyła mi miłych snów oczywiście pod narkozą nic się nie śni

Śni się...często się śni Pacjenci po obudzeniu często mają wiele do powiedzenia na temat snów w czasie znieczulenia...mówia o ogrodach, pieknych kwiatach i gwiazdach często nawet słyszą co się dzieje na sali Ale to już zależy od srodka znieczulającego
napisał/a: Patka2 , 2007-11-14 10:26
MadziaU, oczywiście trzymam kciuki żeby sie wszystko super ładnie i szybko zagoiło. Fatalnie tylko że strasznie tą przeciągali na początku i trza było tyle jeździć w tą i spowrotem.
pozdrawiam, trzymaj się
napisał/a: dark_salve , 2007-11-14 11:15
A co to jest "głupi jaś"

napisał/a: ~gość , 2007-11-14 11:22
Taka tabletka uspokajająca przed zabiegiem, element premedykacji, dzięki której się obojętnieje, zazwyczaj jest to magiczna błękitna tabletka, Dormicum.
napisał/a: jente8 , 2007-11-14 15:34
MadziaU napisal(a):Nos jest troszkę bardziej prosty

Za chwilę wybieram się go obejrzeć
Cieszę się, że wszystko dobrze poszło i że odczuwasz już jakieś pozytywne skutki zabiegu
napisał/a: MadziaU , 2007-11-16 21:57
:)
Donia1981 - co do snów to nie wiedziałam - bo miałam już dwa razy narkozę (różne rodzaje) i za żadnym nic się nie śniło.... Może i dobrze, bo mi się co noc coś śni - i to było urozmaicenie ;)
Mi po głupim jasiu przez prawie godzinę strasznie chciało się spać...
Widzę, że bardzo dużo wiesz na medyczne tematy - czyżby bliski Ci kierunek (pracujesz, studiujesz)?


Poprawę w oddychaniu już odczuwam. Mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej.
Wczoraj byłam jeszcze w Bielsku - wyjęli mi resztę szwów, poczyścili ssawką zatoki (przez co puściła mi się krew z nosa). Dowiedziałam się, że to że przy kichnięciu bolą mnie nawet zęby jest normalne po takim zabiegu, no i jeszcze lekarz powiedział że mam perforację w przegrodzie - czyli lekarzowi operującemu nie do końca się wszystko udało, ale na szczęście to w niczym nie przeszkadza. We wtorek jadę tam jeszcze raz - mam nadzieję, że ostatni.
Wczoraj postałam chwilę pochylona nad dzieckiem i zakręciło mi się w głowie - darmowa karuzela prawie przez godzinę... No cóż - chyba nie czuję się jeszcze tak dobrze jak mi się wydaje...
Na szczęście mąż to rozumie i wyręcza mnie w różnych pracach :)

Patka - dzięki - też mam nadzieję, że szybko się zagoi :)

Pozdrawiam
napisał/a: ~gość , 2007-11-16 23:13
Mój M. mial ten sam zabiego co ty w zeszłym roku- m strrraszne wspomnienia (Kraków, szpital wojskowy...). ale teraz oddycha i jest zadowolony
Natomiast ciągle powtarza, ze podczas tego zabiegu widział młotek i dłuto , które mu wcisnęli do mózgu i poznał nowy czwarty wymiar- wymiar bólu...
napisał/a: MadziaU , 2007-11-19 19:53
mapet1111 - ojej - czyli mu robili na znieczuleniu miejscowym.... Ja pewnie bym się nie zdecydowała na robienie nosa gdyby było bez narkozy. Dobrze, że chociaż mu pomogło.

Jutro znowu wycieczka do Bielska. A tu taka paskudna pogoda