POLECAMY

Lęk przed czytaniem na głos w klasie.

napisał/a: zosia99, 2011-12-18 22:45
UWAGGAAAA
Też mam ten sam problem, w zasadzie to mam nadzieje, że już go nie ma. U mnie zaczęło się od lekcji języka polskiego w 1kl liceum, dawniej nie miałam z tym żadnych problemów. Ale przechodząc do sedna byłam ostatnio u mojej pani doktor i powiedziałam jej co mi się dzieje, ponieważ przeszło to już na wszystkie lekcje i kompletnie się załamałam(co nie było zresztą proste). Pani doktor przepisała mi Propranolol( ok 4zł w aptece więc cena jest super) i kazała brać 1tabletkę przed większym stresem. czyt.(polski) i nie codziennie(niestety się nie stosuje i odpuszczam tylko w weekendy, ale ostatnio tez w piątek:P). Na polskim jescze nie zdarzyło mi się czytać od tego czasu ale kiedy nasza polonistka tylko mówiła"to moze przeczyta nam:....."od razu serce mi bardzo szybko biło, a teraz nie. To samo dotyczy angielskiego, na który mi też to przeszło niestety:( musilismy czytac swoje wypracowanie i nic totalnie nic, zero kołatania!;))))) Ale zobaczymy co to będzie na polskim kiedyś tam, mam nadzieje, że będzie ok.(ps. badania miałam dobre, za niedługo ide do kardiologa na wszelki wypadek jeszcze). Z pewnością większość z was pomyśli, że szprycowanie się lekami to nie jest dobre wyjście, ale w moim przypadku ważne żeby dało efekt, może przynajmniej przez to nabiore większej pewności siebie.

Jeszcze taka rada dla osób u których stres powoduje czerwone policzki. Zielony korektor firmy Delia(ok.8-9zł) i ja używam do tego podkładu z Manhattan'u(ok25zł)

Przepraszam, że sie tak rozpisałam, ale wkurza mnie gdy ludzie na forum nie piszą żadnej konkretnej rzeczy tylko jakieś ogóły. Ja lubie mieć jasno sprecyzowane co gdzie kiedy i jak:)

Trzymajcie się ;) Pozdrawiam:))
napisał/a: ericca, 2012-03-05 16:09
Wątek był dawno nie poruszany, więc nie wiem, czy ktoś ma jeszcze ten problem, ale mimo tego postanawiam napisać.
Ten problem jest straszny. Pewnie to, co teraz powiem zabrzmi bardzo śmiesznie, ale poza wszystkimi "normalnymi" sprawami i kłopotami jakie są, takimi ludzkimi, ten jest moim największym życiowym problemem. Największa zmorą, największym przeżyciem którym żyję niemalże 24/24. Może opowiem jak to sie zaczęło...
Nigdy nie miałam z tym problemów. Byłam bardzo otwarta na publiczne wystąpienia, uwielbiałam recytować, przedstawiać, wygrane konkusy z włoskiego, byłam w tym naprawde dobra. To się , tak myślę, wzięło od niskiej samooceny; nie lubiłam siebie, nie mój wyglad, tylko siebie jako osoby. Najpierw robiłam sie czerwona, ale to się dało chyba znieść... Spoko, można to nawet ukryć dobrymi kosmetykami, zwłaszcza gdy ciocia jest kosmetyczką. No ale ogólnie siebie BARDZO nie lubiłam. i JEDEN RAZ. JEDEN. Pomyślałam sobie; "A co by było gdyby....". Jedno głupie gdyby. "Gdyby głos zaczął mi sie trząść". Akurat po 2 min. pani kazała mi czytać tekst. To było nienormalne... Czytałam, i głos tak się trząsł ze wszyscy śmiali sie na głos. Chrząkałam, kaszlałam. W końcu poprosiłam panią, żeby czytał ktoś inny. Pani powiedziała, że rozumie. Nie rozumiała. Nikt nie rozumiał. Nikt na setki uczniów z którymi byłam w klasach przez podst., gimnazjum i teraźniejsze liceum tak nie ma. NIKT. Oprócz mnie. Na polskim dalej czytałam. Czytałam praktycznie co lekcje. Jak było krótsze; dawałam rade. Im więcej czytałam, tym szło sie z tym oswoić. Ale oczywiście nie zawsze. Dokladnie tak jak wy; ciągle bije pieprz*ne serce, wali jak szalone, już oddychasz nienormalnie na samą myśl, ze Cie wywołają. WSZYSCY bedą słuchać, koleżanki, które nic nie wiedzą. Moje już chyba wiedzą, myślałam, ze jak pójde do liceum to wszystko zmienie nikt sie nie dowie o mojej przeszłości. Gó*no wyszło, jedna lekcja, tekst na środku klasy, trzesące się nogi, głos, wszyscy patrzyli jak na idiotke, nie przychodzę na zapowiedziane czytania. Nie umiem żyć. Chcę się przez to zabić. Wiecie, gdyby mi sie miało w żołądku skręcać. Gdyby mi serce tak waliło, słabo było; wszystko bym przeżyła. ALE NIE TRZESĄCY SIĘ GŁOS. RĘCE. I NOGI. Tylko nie to. tego jednego nie da sie zakryć. to widac i słychać. tego NIE UMIEM POKONAĆ. NIE POTRAFIE NAD TYM ZAPANOWAĆ.
Mam nerwice. Nie wiem jak dalej dawać sobie z tym rade. Nie wiem jak funkcjonować w szkole. Jeszcze 2 lata, a każdy dzień coraz gorszy. Coraz wiecej strachu. Już przed wszystkim. UWAGA; denerwuje sie nawet odpowiedzią. Kiedy jest duzo do powiedzenia. Wstaje i wszystko sie trzęsie. Mówie nie umiem; siadaj, niedostateczny. Co z tego, ze w domu sie nauczylam. Tak sie nie da żyć. To nie jest normalne... Widze, że jest ktoś, kto ma identycznie. Boże, jak ja Was rozumiem. tak w 100%. Wiem, że jesteście cudowni, interesujący, ŻE dobrze sie z wami rozmawia, ŻE lubicie się pośmiać. A TO jedno.. wprowadziło mnie, pewnie nie jednego z Was, w depresje. I jak żyć? Kiedy STRUNY GŁOSOWE, GŁUPIE STRUNY GŁOSOWE... Blokują Ci funkcjonowanie.
Nie daje sobie rady.
napisał/a: aniaa_18, 2012-03-06 22:42
Do poprzedniczki: Niestety, ten problem nie znika i nadal wystęuje np. u mnie.

Też nie zdawałam sobie sprawy z tego, że jest nas tak wielu... Myślałam, że jestem sama, aż do teraz. Dzisiaj w szkole neistety spotkało mnie po raz kolejny coś takiego, więc przed chwilą posatnowiłam poszukać rozwiązania w internecie.
Problem ten dręczy mnie od kilku lat i objawia sie tym samym co u Was. ( I też nie daję rady ;/
Myślałam, że to wszystko minęło, ale jednak nie. Gdy dzisiaj nauczycielka mi kazała czytać.. To była masakra. Na szczęście nie był to zbyt długi tekst i inni nie zauważyli mojego zdenerwowania aż tak bardzo (chyba), ale jeszcze dwa słowa więcej i chyba dostałabym zawału. ;/ Nie mogłam złapać oddechu, a ręce trzęsły mi się jeszcze 5 minut po tym jak skończyła. ;/ Nie wiem co robić.. ;/ I nie wiem w ogóle dlaczego tak się dzieje... Jestem komunikatywną osobą, szybko nawiązuje nowe znajomości, nie wstydzę się, a tu takie debilstwo męczy mnie od kilku lat...

Ktoś pisał o propanolu. To naprawdę pomaga?
napisał/a: rappovaa, 2012-03-07 19:06
Też mam taki problem. Jest to strasznie uciążliwe.. W sumie to nawet nie wiem dokładnie kiedy to się zaczęło. W podstawówce lubiłam wystąpienia w jasełkach czy innych przedstawieniach, zgłaszałam się do czytania i robiłam to bardzo chętnie. Potem zaczęło się gimnazjum. Tam też było w miarę ok. Jakoś w 2 klasie miałam czytać rozprawkę przed całą klasą i wyszłam na środek, zaczęłam czytać i nagle takie zdenerwowanie, zrobiło mi się gorąco, a kartka, którą trzymałam w rękach zaczęła się trząść. Czytałam, czytałam i głos też mi momentalnie zadrżał. Myślałam, że tam padnę i już nie wstanę. Potem kolejne były coraz gorsze.
I jest tak do dziś. Ostatnio w klasie każdy miał swój tren do przeczytania i już na samą myśl o tym serce zaczęło mi bić szybciej. I wychodzę na środek, siadam na krześle i czytam. Na początku, połowa tekstu normalnie, w miarę na luzie czytam i już taka uradowana, że mi głos nie drży i nagle przeczytałam źle jakiś wyraz, poprawiłam się i za chwilę znowu i już głos coraz bardziej drżący. Panika lekka. Ech. Nie potrafię sobie z tym poradzić. Rodzice nic nie wiedzą, bo im nie mówiłam. Przyjaciółki wiedzą i zawsze mi jakoś pomagają. Pocieszą. Mam w klasie też taką dziewczynę, a właściwie dwie, które boją się występować przed klasą. Tyle, że im nie drży tak głos jak mi. I kiedyś byłam z nimi u nauczycielki z polskiego i powiedziałyśmy, że nie przedstawimy recytacji bo się za bardzo stresujmy i wgl i ona nam na to, że to jest pewna ułomność i trzeba to zwalczyć. Obecnie jestem w pierwszej klasie liceum. Jakoś wytrwam do końca roku, ale od wakacji postanowiłam nad sobą popracować. Nie może tak być dłużej. Przerasta mnie to czasami, kiedyś nawet miałam myśli samobójcze.. Głupie nie . ? Ech, nie poradzę nic . Kiedyś czytałam gdzieś, żeby 'trenować głos'. Coś takiego, że wypowiada się jakieś zdanie najpierw szeptem i potem coraz głośniej. Nie wiem czy pomaga, ale warto spróbować. Za niedługo czeka nas recytacja i ja standardowo nie recytuję. Wolę banie niż ośmieszenie przed klasą. A wam życzę powodzenia i pozbycia się tego uciążliwego problemu. :)
napisał/a: gąbka526, 2012-03-08 18:04
Powinniśmy założyć jakąś klasę dla takich ludków co sie boją czytać, może wtedy było by nam raźniej.. Ja też już mam dosyć... Z utęsknieniem czekam na każdy weekend, na jakikolwiek dzień wolny, na wakacje.. Nie mam siły siedzieć na każdej lekcji i umierać ze strachu... Już tego psychicznie nie wytrzymuje... Musiałm czytaż jakoś tydzień temu na biologii, troche sie dusiłam, głos mi drżał, myliłam sie w tekście, a normalnie w domu jak czytam, to nigdy nie myle sie tak bardzo.. Przystanełam nawet na chwile, zeby sie uspokoić i jakoś czytałam dalej... ale na koniec pani powiedziała, ze niektóre osoby nie umieją czytać, czułam, ze mówi o mnie... Było mi wstyd... Myślałam, ze umrę... Nie chce już taż żyć... Ogólnie jestm bardzo nieśmiałą osobą.. Chciałabym byc śmielsza, nie bać sie odzywać ani czytać, to też jest mój największy problem, niektórzy nie rozumieją tego, nawet moja przyjaciółka tego chyba nie może zrozumieć.. Szkoda, ze nie moga przekonać się sami jak to jest.. :(
napisał/a: rappovaa, 2012-03-08 21:28
Nie jest łatwo z tym żyć. Ja też, tak jak ty odliczam dni do weekendu. Czekam na choćby jeden dziej wolny. Przynosi mi to wielką ulgę. Teraz we wtorek znów będę czytać na forum. Zobaczymy jak to wyjdzie, jeśli się nie rozmyślę i nie pójdę do szkoły.. Ech, dlaczego to wszystko jest takie trudne ?
Ogólnie nie jestem osobą jakoś nieśmiałą. Może czasami, to zależy od sytuacji. Ale zazwyczaj jestem rozgadana, towarzyska. Nie mam pojęcia skąd wzięło się to ' coś ' ..
napisał/a: kot1324, 2012-03-11 21:25
Cześć, mam 15 lat i mam podobny problem. Otóż zawsze kiedy pani bierze mnie na polskim żebym przeczytał pracę domową na środku klasy głos zaczyna mi drżeć a ręce mi się trzęsą. Jak sobie z tym radzić? Pomóżcie
napisał/a: ericca, 2012-03-11 23:42
I uważam, że to jest dobry pomysł; taka klasa, gdzie nie czyta sie na głos. Gdzie nie musielibyśmy się przez 45 min. stresować, że trzeba bedzie coś przeczytać, zamiast skupić sie na lekcji.
Szczerze, to ja nie mam pojęcia skąd sie coś takiego bierze; zwłaszcza że większość z nas to ludzie w towarzystwie otwarci. I tym bardziej podziwiam tych, którzy wiedzą, co ich czeka a mimo to idą wtedy do szkoły, próbują. Tylko że czasem nie da sie tego przewidzieć. A wtedy... wtedy to już jest za późno. Ośmieszasz się tam; płaczesz przez to w domu.
Te reakcje wynikają tylko i wył. z psychiki. Nie mamy chorego głosu czy chorych rąk. Ja to widze tak; raz sie może każdemu zdarzyć. Normalne, ludzie sie denerwują, ok. Ale nasza psychika.. jest mało odporna na obronę zewnętrzną. Tzn. nie potrafimy powiedzieć sobie "nie myśl o tym, nie zwracaj na to uwagi" i tak właśnie bedzie. My o tym myślimy, myślimy i to nie ma prawa sie skończyć. No bo jak niby, skoro w głowie ten problem ciągle tkwi i jest tak zakorzeniony że nie jest w stanie się go pozbyć.
Mnie martwi jego rozprzestrzenianie sie... od czytania tekstu, do odpowiedzi ustnej, po apele, aż w końcu kończy się to na bardzo ważnej rzeczy; matura ustna. Na tę chwilę sobie tego absolutnie nie wyobrażam. Boże, ile można. . . Ile można z tym żyć, ile razy próbować, ile sie męczyć, cierpieć.
Nie uważacie, że to jest głupota? Że normalni ludzie nie myślą po prostu o takim czymś, nawet im to do głowy nie przyjdzie. Nawet nie wiedzą, jak można im zazdrościć normalnego głosu. Jak zwykła rzecz może być darem. To my sobie stworzyliśmy ten problem. W głowie. Szkoda tylko, że nie potrafimy się go tak samo łatwo pozbyć. Kurcze, przecież to nie wykonalne. I jak żyć? Jak... żyć ?
napisał/a: rappovaa, 2012-03-16 18:31
Ostatnio słuchałam jakiejś audycji w radiu. Była o odwadze i lękach. Wypowiadała się dziewczyna, która też miała taki problem. Podczas czytania drżał jej głos, ręce się trzęsły itd. I właśnie mówiła, że też nie mogła już tego znieść i w końcu postanowiła coś z tym zrobić. Zaczęła sama zgłaszać się do czytania na forum ( ja bym się nie odważyła chyba). Dobrze wiedziała, że głos jej będzie drżał itd, ale nie poddawała się. I z czasem przyzwyczaiła się do tego. Coraz mniej się stresowała, a nawet już z chęcią zgłaszała się do czytania itp. Myślę, że to kwestia ' odporności'. Jak będziemy robić to często, to po prostu stanie się to dla nas normalne i nie będzie nas stresowało. Tak, wiem.. Łatwo się mówi, ale myślę, że warto spróbować. Może akurat się uda. Tylko trzeba zdobyć się na odwagę i zrobić ten pierwszy krok, a potem będzie coraz lepiej. Oby się NAM udało.
A jeśli chodzi o mnie.. Dziś mieliśmy recytację. Oczywiście ja nie recytowałam.. dlaczego ? Bo się bałam. Potem jeszcze pani skomentowała tych, którzy nie recytowali, że skoro my nie wypełniamy jej zadań to ona potem nie będzie się nad nami litować. Już zapowiedziała nam głośne czytanie przed całą klasą. Każdy dostanie swoją część i będzie czytał na forum. Jejku, ja nie wiem jak ja to przeżyję. Pewnie nie przyjdę do szkoły.. Ale od poniedziałku będę starała się już wypowiadać trochę więcej. Trzeba to jakoś zwalczyć i mam nadzieję, że uda mi się choć trochę, bo nie chcę skompromitować się przed klasą podczas tego czytania. Trzymajcie za mnie kciuki. Ja trzymam za Was. Uda nam się ! Musi ! Nie ma innej opcji. :)
napisał/a: ana862, 2012-10-11 18:31
Witam,
Jak wspaniale,że nie jestem sama.Panicznie boję się czytania publicznego pomimo tego,że skończyłam 25 lat.
A wszystko zaczęło się w liceum.Podobnie jak Wy wcześniej występy publiczne i czytanie w klasie nie sprawiało mi żadnych problemów.A więcej bardzo to lubiłam.W liceum nie był tak kolorowo i chyba wiem dlaczego tak się stało.Otóż do klasy do której chodziłam jednoczenie chodził mój chłopak.Pewnego razu pani od polskiego kazała mi przeczytać jakich fragment z "Chłopów",który okazał się piekielnie trudny.Nie mogłam się w tym połapać,głos mi się trząsł,waliło serce,nie mogłam złapać oddechu,sucho w gardle no i ta świadomość,że na to wszystko patrzy i słucha mój chłopak.Czułam się fatalnie a trauma z tego zajścia pozostała mi do dzisiaj chociaż minęło 7lat.Od września chodzę do szkoły dla dorosłych i w momencie kiedy nauczyciel powiedział,że każdy dostanie fragment do przeczytania myślałam,że ucieknę!!!Wpadłam w panikę,oblał mnie zimny pot,walenie serca-coś strasznego i obawy powróciły jak koszmar.Znowu się boję,że będę musiała coś czytać.
Czy są na to jakieś dobre tabletki bez recepty?
napisał/a: elvis123, 2013-01-06 16:15
Myślałam ,że jestem sama ,jak wiekszość z was. Naprawde jest to dziwne. U mnie zaczęło się chyba pod koniec szóstej klasy...byłam zszokowana, bo nigdy coś takiego mi się nie przydarzyło. Potem bałam się , jak poradzę sobie w gimnazjum. teraz jestem w drugiej i musze powiedziec ,że jest ze mną lepiej,ale to nie oznacza ,że sie nie boje. po prostu u mnie w szkole nie ma tak często okazji do tego, wiec jakos sie trzymam. . mam dokładnie to samo co wy. serce wali młotem , zaczynam sie dusic i w ogóle. ostatnia taką sytuacje miałam w pierwszej kl. na historii..i więcej pani mnie nie pytała. tylko ,że ja nie mam lęku przed tym ,że się pomylę , tylko przed tym ,że ktoś zobaczy to, jak się boje i zacznie się śmiać. np. zobaczy ,że trzęsą mi się ręce itd.
Czytając te wszystkie wasze wypowiedzi ,zaskoczyło mnie wiele rzeczy. przede wszystkim to ,że wszyscy mamy podobne historie...nawet te wspomnienia o kościele i czytaniu, i te uczucia , które macie i strach , wszystko dokładnie to co ja czuje...ale wiele razy tez pojawiło się coś w stylu "zawsze lubiłam występować i sama się zgłaszałam do czytania" albo "jestem bardzo towarzyski , śmiały , zabawny. nikt nie wiedział,że boje sie tego" (czy coś w tym rodzaju_) i co jest w tym dziwne to to ,że duzo jest tu takich osób , które na ogół są takimi duszami towarzystwa, nie są nieśmiałe i po których nikt by się nie spodziewał ,że togo sie boją. i właśnie ja też taka jestem. wiele osób kiedy się im zwierzałam mówiło: ty? ty się boisz takich rzeczy? nie wierzę... itp.
więc może coś w tym jest..nie wiem ,a co wy o tym sądzicie?
napisał/a: itachi94, 2013-04-09 21:48
też mam ten problem może chodżcie sie gdzieś spotkamy jeżeli bd taka możliwość i sie napijemy . pogadamy o tym i może nam jakos to przejdzie . ^^