POLECAMY

Vulvodynia - kiedy kobiecość boli… cz.II

Czy w związku z tak niskim rozpoznaniem vulvodynii, osoby chore skazane są na cierpienie bez szansy wyleczenia? Wiele kobiet poddaje się i traci nadzieję, że kiedykolwiek będą w stanie normalnie funkcjonować, tym bardziej kiedy słyszą w gabinecie lekarskim, że lekarz nie potrafi leczyć vulvodynii i nie zna nikogo kto prowadziłby terapię.

Czy istnieje szansa na leczenie?
Czy w związku z tak niskim rozpoznaniem vulvodynii, osoby chore skazane są na cierpienie bez szansy wyleczenia? Wiele kobiet poddaje się i traci nadzieję, że kiedykolwiek będą w stanie normalnie funkcjonować, tym bardziej kiedy słyszą w gabinecie lekarskim, że lekarz nie potrafi leczyć vulvodynii i nie zna nikogo kto prowadziłby terapię. A jednak, warto szukać i próbować. Co prawda leczenie vulvodynii w Polsce jest mało popularne (zdarzają się jednak lekarze, którzy słyszeli o chorobie i próbują leczyć vulvodynię), ale można próbować za granicą (np. w Anglii), gdzie vulvodynia już dawno temu została „odczarowana” i stanowi dość powszechnie diagnozowane zaburzenie. Ponieważ etiologia vulvodynii nie jest jasno określona, istnieje szereg metod leczenia.

Zaczyna się zazwyczaj od farmakoterapii miejscowej w postaci kremów, których zadaniem jest łagodzenie bólu (zwłaszcza przy stosunkach płciowych). Kolejna metoda to farmakoterapia ogólna, w której stosuje się leki antydepresyjne (np. amitryptylinę, gabapentynę) oraz terapię cytrynianem wapnia. Bardzo skuteczne okazują się być nieinwazyjne metody leczenia, jak fizjoterapia, polegająca głównie na wypracowaniu umiejętności odczuwania stanów napięcia i rozluźniania dna miednicy oraz terapia poznawczo – behawioralna. Należy pamiętać, że skuteczność danej terapii jest kwestią indywidualną, czasami potrzeba kilku prób zanim dobierze się odpowiednią metodę leczenia. Ponadto poza wizytą u psychologa, warto wybrać się też do seksuologa, by porozmawiać o problemach z współżyciem. Obok specjalistycznego leczenia jest szereg wskazówek, jak postępować w czasie choroby, by objawy nie nasilały się. Po pierwsze, należy pamiętać, że niestety wiele maści przeciwgrzybicznych nasila tylko objawy vulvodynii, a nie leczy (a niestety zazwyczaj tak wygląda pierwsze „leczenie” u ginekologa). Warto również używać jak najbardziej łagodnych środków myjących do higieny intymnej oraz dbać o wygodny ubiór, który nie będzie podrażniał okolić intymnych (np. bardzo obcisłe spodnie czy bielizna)

Vulvodynia może uprzykrzyć życie i sprawić, że stanie się ono prawdziwą udręką. Ważne jest zatem, by kobieta znalazła wsparcie i zrozumienie bliskich osób oraz fachową, medyczną pomoc. Przede wszystkim należy jednak pamiętać, że jak w każdej chorobie, najważniejsze to nie stracić nadziei. To ona napędza bowiem do walki i daje siłę na kolejny dzień.


Źródła:
1. www.vulvodynia.pl
2. Dariusz Rapa, Tomasz Paszkowski, Zespół zapalenia przedsionka pochwy, Seksuologia Polska, 2006, 4, 2, 65-68

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)