Warto się nauczyć

Czego warto się nauczyć? Wielu rzeczy: opowiadać choć jeden świetny kawał i realizować to, o czym się marzy.

Są ludzie, którzy na pytanie: „Umiesz jeździć na nartach/robić przelewy przez Internet/płakać na zawołanie?”, odpowiadają: „Nie wiem, nie próbowałem”, a potem natychmiast się za to zabierają. Pewnie nieraz nie udaje im się czegoś zrobić, ale niezrażeni próbują dalej albo przymierzają się do czegoś innego. Dobrze od czasu do czasu pójść w ich ślady. Czego warto się nauczyć? Trudno powiedzieć, bo tylko pięciolatek ma na takie pytanie gotową odpowiedź („Jak to czego? Ruszania uszami!”). Moim (bardzo, ale to bardzo subiektywnym) zdaniem warto umieć:

1. Opowiadać choć jeden świetny kawał. Ale tak, żeby słuchacze skręcali się ze śmiechu. Po co? Np. po to, by błyskawicznie zareagować, gdy podczas imprezy wszyscy nagle milkną lub ktoś popełnia gruby nietakt.

2. Przyrządzać bruschettę. To w zasadzie zwykła natarta czosnkiem grzanka z pokrojonymi w kostkę pomidorami wymieszanymi z bazylią, ale za to jaką ma pyszną nazwę!

3. Ściągać mp3. Bo warto mieć w komputerze wszystkie swoje ukochane piosenki, nawet te sprzed 15 lat. I puszczać je, gdy atakuje chandra.

4. Dostrzegać zabawne strony trudnych sytuacji. Ten, kto nazwał świnką nagminne zapalenie przyusznic, z pewnością potrafił to robić. Życie co prawda nie staje się przez to prostsze, ale łatwiej sobie radzić z kłopotami.

5. Korzystać z wyobraźni. Ta tylko z pozoru trudna umiejętność przydaje się w wielu sytuacjach, nawet na pierwszy rzut oka beznadziejnych. Gdy wrzeszczy na ciebie ktoś, komu nie możesz poradzić, by poszedł na sanki, wyobraź sobie, że ma na nogach olbrzymie płetwy albo fikuśny gorset pod marynarką. Prawda, że jest teraz jakby mniej groźny?

6. Realizować to, o czym się marzy. Np. znaleźć w końcu tani hotel w Pradze i przekonać męża/przyjaciół, że to tylko kilka godzin jazdy. Warto się postarać, by za jakiś czas nie mieć do siebie żalu („Nawet nie spróbowałam...”).

7. Iść solo na kawę. Ma z tym kłopot mnóstwo kobiet: prędzej zemdleją ze zmęczenia, niż usiądą samotnie przy kawiarnianym stoliku, by złapać oddech. A to bardzo praktyczna umiejętność – przy okazji można spokojnie poczytać „Przekrój” albo „Vivę!”.

8. Słuchać innych. Nie radzić, nie mówić: „Mam to samo! A ostatnio nawet …”, tylko nastawić się na odbiór. Dzięki temu naprawdę można usłyszeć to, co ważne.

9. Odpoczywać. Korzystać z każdej wolnej chwili, by się przespać, wyciągnąć na kanapie, poczytać, posłuchać muzyki, pomarzyć… I szukać własnego sposobu na stuprocentowy relaks, także psychiczny. Regularnie ładowane akumulatory nie „siadają” w najmniej odpowiednim momencie.

10. Płacić rachunki przez Internet. Dzięki temu można sobie oszczędzić czas i przede wszystkim stania w kolejkach, no i wysłuchiwania opowieści typu: „A mnie, proszę pani, ostatnio złapały korzonki”.

11. Robić biżuterię. W sklepach internetowych, niektórych pasmanteriach, a także w Empikach można kupić koraliki, zawieszki do kolczyków, zapinki... Zrobienie efektownej bransoletki to pięć minut roboty: wystarczy nawlec korale na przezroczystą, podobną do żyłki gumkę. Prawda, że to proste?

12. Przestać się dręczyć drobiazgami. Po co? Wiadomo! Drogie Czytelniczki! Jeśli macie jakiś pomysł, Jak to zrobić, chętnie go opublikujemy.

13. Patrzeć na własne miasto okiem turysty. Bo często zdarza się, że to, co okropne, staje się wówczas malownicze i niezwykle oryginalne.

14. Tworzyć coś z niczego. Np. obrazki z powiększonych na kolorowym ksero ilustracji albo zdjęć (można robić także wydruki wielkoformatowe), pacynki ze skarpetek (wystarczy doszyć oczy z guzików), risotto z tego, co zostało w lodówce. Choćby po to, by móc zrobić sobie i komuś przyjemność, nie wydając przy tym fortuny.

15. Odmawiać dziecku, gdy domaga się szóstej lalki lub ósmego auta. I mężnie znosić spojrzenia przypadkowych widzów, gdy pociecha nie przyjmuje naszego NIE ze zrozumieniem. Bo na dłuższą metę i maluchowi, i mamie wyjdzie to na zdrowie.
Jak powrócić do pracy po urlopie macierzyńskim?

16. Brać przykład z dzieci. Zadawać rozsądne pytania („Jaki kolor ma kameleon po wejściu do wody?”), pragnąć ze wszystkich sił, wściekać się, śmiać z byle czego, skakać przez kałuże. Bo tylko będąc po trosze dzieckiem, można stać się naprawdę dorosłym człowiekiem.

17. Wyłączać komórkę. I przede wszystkim telewizor. Da się. Naprawdę.

18. Wyciągać wnioski z programu „Jak się nie ubierać”. I przestać upierać się przy tym, że w obcisłych spodniach wygląda się szczuplej. Choćby po to, by usłyszeć: „Schudłaś?”.

19. Oddzielać rzeczy ważne od pilnych. W praktyce nie jest to takie proste („Poczytać dziecku bajkę czy skończyć pracę zleconą?”. Ba!), ale warto próbować – tak twierdzą spece od zarządzania czasem.

20. Składać życzenia. Takie naprawdę niebanalne i od serca. Warto i już.

21. Znać przynajmniej jedną piosenkę na pamięć. Koniecznie od początku do końca. Choćby dlatego, że większość z nas jest w stanie przypomnieć sobie zwrotkę, góra dwie.

22. Śpiewać na cały głos. Bo to naprawdę odpręża, w każdym razie tego, kto śpiewa (słuchaczy niekoniecznie).

23. Wyrzucać „przydasie”. To prawda, będą jeszcze potrzebne, ale tylko jeden jedyny raz: zaraz po tym, jak zostaną wyniesione na śmietnik.

24. Dogadywać się z samochodem. Uwierzyć, że gdy zapala lampkę „rezerwa”, naprawdę nie żartuje. Po to, by nie biegać na stację benzynową z kanistrem.

25. Myśleć o niebieskich migdałach. Np. o tym nowym przystojniaku z działu finansów. Albo o tym, co by było, gdyby... Bo to odpręża.

26. Czytać to, co jest napisane drobnym druczkiem. Bo dzięki temu unikniesz wielu kłopotów.

27. Chodzić powoli. Nie pędzić, nie biec, nie dostawać zadyszki. Po prostu iść. Bo przy okazji można się rozglądać.

28. Piec choć jedno ciasto. Są bowiem takie, które wychodzą absolutnie każdemu. Bo to wielka frajda umieć zrobić coś własnymi rękami.

29. Wyłączać komplikator. Czyli to coś, co tkwi w niemal każdej z nas i zmusza do dzielenia włosa na czworo (w najlepszym przypadku – zwykle na tym się nie poprzestaje). Bo dzięki temu wszystko stanie się choć trochę prostsze.

30. Nie patrzeć na zegarek. Przynajmniej od czasu do czasu, na przykład w jakiś weekend. Niczym się nie martwić, niczego nie planować, nie wspominać, nie analizować, nie rozmyślać. Po prostu pobyć przez chwilę tylko tu i teraz.

Tekst: Beata Turska
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
kacha/9 lat temu
żeby tak móc zastosowac sie do wszystkich! niestety w naszym życiu nie da sie tak po prostu nie liczyc czasu!
gość/9 lat temu
Narescie ktos poleca cos nielegalnego co i tak kazdy robi ;)