Mama nieidealna

W reklamach nie ma takich matek jak ty. One wszystkie są wyspane, czułe i spokojne, a plamy z marchewki tylko je śmieszą. No i jeszcze jedno – nie mają własnych dzieci.

Mama nieidealna fot. Panthermedia
Po porodzie nagle odkryłaś ciemną stronę swej osobowości? Niech pocieszy cię to, że nie ty jedna. O matkach idealnych i o tych, które... istnieją naprawdę, rozmawiamy z psycholożką Beatą Chrzanowską.

Zdenerwowałam się na niemowlę, nakrzyczałam na przedszkolaka. Chyba nie nadaję się na matkę.
Według mitu idealnej matki – zupełnie się nie nadajesz. Na szczęście to tylko mit, że mama małego dziecka zawsze jest wspaniała: spokojna, rozsądna, wyrozumiała i cierpliwa...
Jak powrócić do pracy po urlopie macierzyńskim?

...to nie są cechy superbohatera.
Ale nie są to też cechy stałe. Z naszymi cechami charakteru nie jest tak, jak z kolorem oczu, który mamy jeden na całe życie. Poziom np. naszej cierpliwości zależy od wielu czynników. Kiedy jesteśmy bardziej zmęczone, będziemy mniej cierpliwe – to normalne. Tymczasem często, gdy zza naszego wizerunku perfekcyjnej mamy wychyli się na chwilę zła czarownica, zaczynamy bać się samych siebie i marzymy, aby ktoś wziął sobie to dziecko. Wyrzucamy sobie brak uczuć macierzyńskich, a tymczasem złość na dziecko czy frustracja, którą czujemy, to najczęściej zwykłe zmęczenie.

Znam takie mamy, dla których wyrzuty sumienia są nieodłącznym elementem życia. Czy to normalne, że wciąż się o coś obwiniają?
Bardzo często chcemy doskoczyć do ideału matki, jaki budujemy we własnych głowach. Tymczasem dziecko wcale nie potrzebuje idealnej mamy. Jemu do pełni szczęścia wystarczy matka, która jest wystarczająco dobra, czyli zwyczajna. Większość matek taka właśnie jest, a to oznacza, że większość dzieci jest szczęśliwa ze swoimi mamami.

Wystarczająco dobra mama, czyli jaka? To taka, która się może zdenerwuje, ale nie da swojemu dziecku klapsa?
Nie należy dawać klapsów, bo to oznaka bezradności rodzica i przemoc, która krzywdzi dziecko. Ale jeśli powiemy, że dobra mama nigdy w życiu nie dała swojemu maluchowi klapsa, automatycznie możemy wywołać poczucie winy u wielu dobrych matek, które kiedyś tam, raz w życiu, będąc na granicy wytrzymałości, klepnęły malca w pupę. Dobra matka nie bije dzieci, ale nie ma sensu z powodu jednego incydentu biec do psychologa.

Co powinna zrobić mama, która dała jednak tego klapsa?
Jeśli nie udało nam się zapanować nad złością, powinnyśmy zastanowić się, dlaczego poniosły nas nerwy. Postarajmy się też wymyślić radę na to, aby takie zachowanie już się nie powtórzyło. Jest wiele warsztatów psychologicznych, które mogą nam pomóc. Jeśli czujemy, że nasze macierzyństwo czasem nas przerasta, warto poznać sposoby, jak z dzieckiem rozmawiać, jak je lepiej rozumieć, no i przede wszystkim jak sobie radzić bez bicia.

Czyli bycia dobrą mamą można się nauczyć?
Nawet nie "można", ale "trzeba" się tego uczyć. Trudno oczekiwać, że tuż po porodzie będziemy umiały radzić sobie z naszą złością na dziecko. Tego uczymy się nie tylko na warsztatach, ale też z własnego doświadczenia czy doświadczenia mam albo koleżanek. Skoro o tym mowa: inne kobiety mogą być nieocenionym źródłem wsparcia. Czasem warto jednak też porozmawiać z psychologiem, który pomoże zrozumieć, czemu nie umiemy powstrzymać się od klapsów czy od innych zachowań, które nam się w sobie nie podobają.

A czy można też nauczyć się być szczęśliwą mamą?
Tak, lecz by tak się stało, muszą być spełnione pewne warunki. Mama, aby być szczęśliwa, musi najpierw mieć poczucie własnej wartości, musi dawać sobie prawo do błędu i mieć...

...możliwość odpoczynku?
To też, ale chyba na dalszym miejscu. Jeszcze wcześniej jest umiejętność czerpania przyjemności z kontaktu z dzieckiem – to również mama może w sobie wyćwiczyć. Warto też, aby nauczyła się patrzeć na dziecko jak na odrębną osobę.

Dlaczego dystans między mamą a dzieckiem jest warunkiem szczęśliwego macierzyństwa?
Odpowiem anegdotą. Kiedy sama byłam młodą matką, raz na spacerze nie mogłam uspokoić swojego dziecka. Płakało, wyrywało się z wózka, a ja na siłę próbowałam zapanować nad sytuacją. Podeszła wtedy do mnie staruszka i powiedziała: "Czemu się tak denerwujesz? Pomyśl, że to dziecko twojej sąsiadki i że to ona ma kłopot". Gdy udało mi się tak pomyśleć, złapałam dystans do całej sytuacji i w końcu zrozumiałam, o co chodzi synkowi. Kiedy ja się uspokoiłam, on też po chwili przestał płakać.   

O byciu mamą porozmawiaj na mamacafe.pl

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)