POLECAMY

Półprawdziwa opowiastka wilka morskiego - rozwiąż dyktando

Sprawdź swoją znajomość ortografii! Rozwiąż dyktando opowiadające o ciekawej morskiej przygodzie! Ćwicz swoje umiejętności i zostań mistrzem ortografii!

Półprawdziwa opowiastka wilka morskiego - rozwiąż dyktando

Żeglarze świnoujskiego klubu „Gryf” przygotowywali się do niedługiego bałtyckiego rejsu. Wybrani przez zażywnych instruktorów świeżo upieczeni adepci morza, nie dokonawszy jeszcze należytego przeglądu bagaży, miny mieli nie tęgie, szczególnie wtedy, kiedy krewki bosman Grzegorz, nie przestając drapać się po rozczochranej wytatuowanej piersi, warknął nieprzewidzianie: „Ech szczury lądowe!” .

Bractwo co prawda wiedziało, iż bóstwem jest jacht, a pierwszym po Bogu – chimeryczny kapitan, ale popadło w ponurą zadumę. Zresztą, cóż by to był za bosman, który by według własnego widzimisię nie chciał znaleźć dziury w całym. Zrzędzi, że wszystko nie dość szybko i należycie zrobione. Skonfundowani załoganci przeżywają najsroższe męczarnie. Upychają chyżo w szafkach kupiony za pół darmo hurtowy towar wolnocłowy i likwidują nieopisany harmider. Mozół to jednakże nienadaremny.

W końcu wypływają. Nie pierwszej młodości zszarzałe żagle, chrzęszcząc tępymi blokami, powoli wsuwają się na wysmukłe ciemnobrązowe maszty. Plączą się niesforne liny, lecz jacht na potężniejącym, północno - wschodnim wietrze zdradza przemożną ochotę do niczym niepohamowanego pędu. Tempo wzrasta. Za linią widnokręgu nikną kontury wyspy Wolin. Ahoj, przygodo!

Rozpoczyna się całodobowa, ponad pięćdziesięciodziewięciomilowa żegluga po poprzerzynanej bruzdami fal zatoce pomorskiej. Kucharze przecierają spierzchniętymi dłońmi ohydnie opuchnięte oczy, spędzając nieprzezwyciężoną senność. Nie za długo słychać brzęk naczyń. We wnętrzu rozchodzi się swąd przypalonego mleka skondensowanego pospołu z wonią wędzonych fląder i nie obdartej ze skóry kiełbasy. Smętne spojrzenia niejednych, nieomylnie zdradzają chorobę morską, na którą znikąd nie ma ratunku. Rozsądek każe ewentualnie przeżuwać przyrumienione skórki chleba.

Z wolna jednak, nieomal wszyscy wpadają w rytm służby, wpływają do portu wyspy Bornholm. Nie błahy zachwyt i euforia! Nie co dzień zdarza się przecież taka gratka. A później z powrotem do domu, gdzie nieraz przy żwawo trzaskających rozżarzonych żagwiach kominka będą snuć się morskie opowieści.

Jedna z nich traktuje o przygodzie bosmana Grzegorza. Było to dawno temu, w młodości bosmana, który wówczas był zwykłym niedoświadczonym majtkiem. Miał to być jego pierwszy w życiu rejs, a płynąć miał statkiem, który zwał się „Dar Pomorza” – pięknym i wielkim trzymasztowym żaglowcem. Z początku rejs wydawał się Grzegorzowi bardzo nużący. Nie działo się nic ciekawego. Grzegorz wraz z ponad czterdziestopięcioosobową hałastrą majtków, sprzątał wnętrze statku i mył pokład. Nie była to przykra praca, lecz żar słonecznych promieni potrafił doskwierać. Jednak pewnej nocy coś obudziło biednego Grzegorza, który spadł ze swojej koi prosto na nieheblowaną podłogę. „Statek musiał gwałtownie zahamować! Na pewno z czymś się zderzył!” – szybko przemknęło mu przez myśl. Chyżo wybiegł na pokład.

Nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Raz po raz przecierał oczy, myśląc, że nadal śni. Potężne kształty wiły się w wodzie, która bulgotała przerażająco. Z początku Grzegorz nie odróżniał splecionych ze sobą ohydnych cielsk, myśląc, że jeden potwór zatarasował drogę statkowi. Dopiero, gdy się lepiej przyjrzał zauważył, zaciekłą i krwawą bitwę na śmierć i życie aż dwóch mitycznych stworów.

Ogromna kałamarnica zwana Krakenem dusiła łuskowatego, ponad dwudziestometrowego węża morskiego, który gryzł obślizgłego głowonoga. Strzelano do potworów harpunami, ale te tylko odbijały się od twardego pancerza węża i odpornej skóry Krakena. Po półgodzinnej walce, monstra zanurzyły się w odmętach morza, a statek ze strwożoną załogą mógł popłynąć dalej.

Taką to opowieść snuje bosman. Nie wszyscy żeglarze w nią wierzą, ale wiedzą, że w każdej legendzie jest ziarenko prawdy…

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)