Córka

Motyw córki przewija się w literaturze od początków piśmiennictwa. Jedną z najbardziej znanych córek w mitologii była Kora – Persefona, której matką była Demeter. Bogini zabroniła córce zrywać narcyzy, ponieważ kwiaty te poświęcone były bóstwom podziemnym. Dziewczyna jednak nie posłuchała.

Mitologia grecka

Jedną z najbardziej znanych córek w mitologii była Kora – Persefona, której matką była Demeter. Bogini zabroniła córce zrywać narcyzy, ponieważ kwiaty te poświęcone były bóstwom podziemnym. Dziewczyna nie posłuchała jednak. Kiedy upajała się jego zapachem, ziemia nagle rozstąpiła się i Kora została porwana przez Hadesa. Została jego małżonką. Kiedy matka po długich poszukiwaniach ją odnalazła, Dzeus zezwolił, by wiosną Kora wracała na ziemię i przez pół roku przebywała z Demeter. Okrutną i nieczułą córką króla Ajetesa była Medea.

Kiedy do Kolchidy przybył Jazon, pokochała młodzieńca od pierwszego wejrzenia. Pomogła mu zdobyć złote runo i odpłynęła razem z bohaterem. Chcąc jednak opóźnić pościg, zabrała ze sobą małego braciszka i poćwiartowane jego zwłoki wrzuciła do morza. Zrozpaczony Ajetes zrezygnował z pogoni. Mity głosiły, że Medea, obciążona innymi jeszcze zbrodniami, po latach powróciła na dwór ojca.

Myślą o zemście na matce żyła Elektra, córka zamordowanego przez Klitajmestrę króla Agamemnona. Nie opuściła pałacu, oczekując na przybycie brata. Wprowadziła potajemnie Orestesa do pałacu, a ten zabił zabójców króla.

Niewinną klątwie ciążącej nad rodziną była Antygona, córka Edypa. Okazało się po latach, że ojciec ożenił się z własną matką i ona wraz z siostrą Ismeną i braćmi pochodzi z kazirodczego związku. Nie opuściła zrozpaczonego i ociemniałego Edypa do jego śmierci.

Biblia

W Biblii opisana została Rachela, córka Labana. Kiedy ojciec nie wydał jej, mimo obietnic, za Jakuba, cierpiała w milczeniu i nie oponowała, kiedy żoną jej ukochanego została Lea. Po latach, gdy małżonek postanowił zabrać je obie w rodzinne strony, przed wyjazdem wykradła domowe posążki. Laban poszukiwał ich u zbiegów, ale nie znalazł, ponieważ Rachela ukryła je pod siodłem wielbłąda. Można sądzić, że uczyniła tak z zemsty za to, że ojciec kiedyś nie dotrzymał słowa. Lea z kolei była córką we wszystkim ojcu posłuszną. Dobrą i posłuszną, ale jakże nieszczęśliwą, była córka Jeftego (Biblia nie podaje jej imienia). Był on dzielnym wojownikiem i kiedy zwyciężył wrogi Izraelitom naród Ammonitów złożył ślub, że złoży w ofierze Bogu pierwszą żywą istotę, którą ujrzy po powrocie do domu.

Jakaż była jego rozpacz, kiedy na spotkanie wybiegła mu ukochana córka. Zrozpaczony, wyznał jej swą nieopatrzną przysięgę. Dziewczyna odpowiedziała: „Ojcze mój! Skoro ślubowałeś Panu, uczyń ze mną zgodnie z tym, co wyrzekłeś własnymi ustami”. Poprosiła tylko, by na dwa miesiące pozwolił jej udać się w góry, „aby opłakać moje dziewictwo”. Potem wróciła do ojca i została złożona Bogu w ofierze. Nowy Testament opowiadał o córeczce Jaira. Dziewczynka miała około dwunastu lat i była umierająca. Zmartwiony ojciec błagał Jezusa, by ją uratował. Kiedy doniesiono, że już umarła, Chrystus pocieszał Jaira twierdząc, że dziewczynka tylko śpi. Potem wszedł tam, gdzie leżało dziecko. Ujął dłoń małej i nakazał, by się podniosła. „Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła”.

Odrodzenie

Jan Kochanowski "Treny"

W literaturze odrodzenia uwieczniona została przez Kochanowskiego w Trenach mała Urszula, ukochana córeczka poety. Załamany jej śmiercią ojciec uwiecznił postać dwuipółletniej dziewczynki, wspominając, jaka była za życia. Dziecko było „Ochędożne, posłuszne, karne, niepieszczone, / Śpiewać, mówić, rymować jako co uczone (...) Roztropne, obyczajne, ludzkie, nierzewliwe, / Dobrowolne, układne, skromne i wstydliwe”. Dzień Urszula rozpoczynała od pacierza i wieczorem nie kładła się, aż „zdrowie rodziców swych Bogu poruczyła”.

Dzięki niej dom był radosny i szczęśliwy, chętnie pomagała ojcu i matce, jednocześnie „Nowe piosnki sobie tworząc, nie zamykając / Ustek nigdy, ale cały dzień prześpiewając”. Wspominał, że „Nie dopuściłaś nigdy matce się frasować / Ani ojcu myśleniem zbytnim głowy psować: / To tego, to owego wdzięcznie obłapiają / I onym swym uciesznym śmiechem zabawiając”. Urszulka była dla ojca uosobieniem wszystkich cnót, widział w niej przyszłą poetkę, spadkobierczynię jego talentu, „Safo słowieńską”, ale odebrała mu dziewczynkę okrutna śmierć.

William Szekspir "Hamlet"

Ofelia, bohaterka Hamleta Szekspira, była córką Poloniusza. Kiedy po odjeździe syna został sam z córką, ostrzegł ją przed pokochaniem Hamleta, przypominając o dzielącej ich różnicy stanowej, bo „to książę młody,/Że mu wolno większe zbiegać koło/Niżeli tobie.”. Zażyczył sobie też, by informowała o go o ewentualnych zalotach królewicza.

Ofelia przyrzekła być posłuszną. Niedługo potem pojawiła się wystraszona i opowiedziała ojcu o spotkaniu z Hamletem. Przyszedł niespodzianie, „Blady jak płótno, chwiejąc się na nogach,/A z tak bolesnym spojrzenia wyrazem,/Że się zdawało, iż z piekła powracał”. Wziął ją za rękę, spojrzał w oczy – i niespodziewanie opuścił. Po śmierci ojca zaczęła dziwnie się zachowywać. Pewnego dnia przystroiła się w kwiaty, poszła nad wodę i wpadła w odmęt. Król uważał, że stan Ofelii był wywołany śmiercią ojca i z powodu nagłego wyjazdu Hamleta. Czy było to jednak samobójstwo, czy przypadek – nikt nie był w stanie tego ustalić.

Barok

  • Molier

W okresie baroku sylwetki córek ukazał w swych komediach Molier. W Skąpcu córką Harpagona była Eliza. Dziewczyna, podobnie jak jej brat, uzależniona była od niego finansowo, dlatego nie buntowala się przeciw tyranizowaniu przez ojca, wiedząc, „że niebo uczyniło ich panami naszych uczuć i że wolno nam rozrządzać sobą jedynie za ich wskazówką; ze nie ulegając wpływom szalonej namiętności, mogą mieć sąd o wiele zdrowszy i lepiej wiedzieć, co jest dla nas odpowiednie”. Harpagon postanowił wydać Elizę za starego Anzelma.

Nie przyjmował do wiadomości żadnych argumentów, nie reagował na łzy ani prośby, ani groźby, że „Raczej się zabiję, niż przyjmę takiego męża”, ale jej protest tylko do słów się ograniczył. Biernie poddała się biegowi wydarzeń – i czekała, co będzie dalej. Eliza była „stworzeniem”, można rzec, uczuciowo ułomnym. Ówczesne konwenanse, brak matki, oschłość ojca i wreszcie fakt, że nikt jej kochać nie nauczył, uczyniły z niej panienkę egzaltowaną, typową pustą salonową laleczkę.

Dowody miłości, okazywane Waleremu, słowa, jakimi swe odczucia określała, wzorowane były najprawdopodobniej na lekturze romansów. Wyznała wprawdzie, że „Zbyt słodka jakaś władza niewoli mnie ku tobie, nie mam nawet siły pragnąć, aby to się nie było stało. Ale jeśli mam być szczerą, przyszłość napełnia mnie niepokojem; wielce się obawiam, że miłość zaprowadziła mnie dalej, niżby się godziło”. Nawet jej brat zauważył, że wszystko w niej było sztuczne, konwencjonalne i z brutalną szczerością stwierdził, że „ty nie kochasz; nie znasz słodkiej potęgi, z jaką tkliwe uczucie owłada sercem”. Eliza była więc dziewczyną skrzywdzoną przez własnego ojca, ale i istotą o słabym charakterze.

W Świętoszku przedstawił komediopisarz sylwetkę Marianny, córki Orgona. Zaślepiony fałszywą pobożnością Tartuffe’a, postanowił wydać dziewczynę za swego przyjaciela, ponieważ pragnął jeszcze bardziej związać jego losy ze swoimi. Na nic się zdały protesty zrozpaczonej panny, nawet nie słuchał ich, gdyż „wola ojca jest dla córki prawem. Gdyby nie intryga jej macochy Elmiry, najprawdopodobniej musiałaby spełnić wolę ojca, gdyż była całkowicie od niego uzależniona.

  • Pierre Corneille

W Cydzie ukazana została Chimena, córka Gomesa. Jedyna córka hrabiego miała dwóch pretendentów do ręki, ale jej sympatią cieszył się Roderyk. Kto wie, jak potoczyłyby się dalsze losy dziewczyny, gdyby nie zawistny i porywczy charakter jej ojca. Nie mogąc pogodzić się z faktem, że królewskim marszałkiem został don Diego, nie on, spoliczkował ojca Roderyka.

Zniewagę mogła zmazać jedynie krew. Młodzieniec zabił Gomesa. Od tego momentu rozpoczął się dramat Chimeny. Jako kochająca i dumna że swego pochodzenia córka musiała domagać się ukarania zabójcy, ponieważ „Krew na piasku powinność moję zapisała”. Honor i poczucie odpowiedzialności nakazywały jej domagać się, „żebym pomstę brała”. Dziewczyna nie wyobrażała sobie jednak dalszego życia bez Roderyka, dlatego postanowiła popełnić samobójstwo. Nieszczęśliwa, „Że i ciebie mam stracić, ojca już straciwszy”, nie mając żadnego krewnego, który by ten straszliwy obowiązek pomszczenia honoru rodu przejął, nie mogła zrezygnować z roszczeń. Dzięki mądrym decyzjom króla sprawa została honorowo załatwiona – Chimena wywiązała się z ciążącego na niej, jako jedynej córce Gomesa, obowiązku dotrzymania wierności jego pamięci.

Oświecenie

Julian Ursyn Niemcewicz "Powrót posła"

W oświeceniu portret córki przedstawił Niemcewicz w Powrocie posła. Młoda dziewczyna, Teresa, była córką starosty Gadulskiego. Była panną pełną zalet, troskliwie opiekowała się macochą i nie sprzeciwiała się decyzjom ojca – do czasu. Jej opiekunka Podkomorzyna uważała Teresę za „miłe, wdzięczne i skromne stworzenie! / Słodycz, dobre skłonności natura w nią wlała”. Ojciec wprawdzie miał do dziewczyny pretensje, że nie urodziła się chłopcem, ponieważ musiał liczyć się z koniecznością przygotowania jej posagu. Dziewczyna kochała skrycie Walerego.

Na wyraźny jednak rozkaz ojca musiała tolerować zaloty Szarmantckiego, którego Gadulski, za namową starościny, przeznaczył jej na męża. Prosiła Podkomorzynę o pomoc w ubłaganiu ojca i wytłumaczenie mu, że stanie się przyczyną nieszczęścia córki. Dziewczyna bała się rodzica i była wobec niego nieśmiała.

Początkowo Gadulski upierał się, że zdania nie zmieni. Kiedy jednak Walery oznajmił, że rezygnuje z posagu, a Szarmantcki się go domagał, stwierdził, że „Bardzo dobrze robiłaś, Teresiu kochana, / Żeś się nie chciała wdawać z takim sowizdrzałem: / Chęć posagu pokrywał miłości zapałem, / Takiemu paniczowi nie oddam twej ręki”. Niezbyt jednak chętnie zgadzał się na Walerego i zarzekał się, że „nie moja wina / Jeśli będzie narzekać ta biedna dziewczyna”.

Romantyzm

Honoriusz Balzac "Ojciec Goriot"

W romantyzmie bardzo wyraziste postacie córek przedstawił Balzac w Ojcu Goriot. Stary ojciec z upływem czasu przenosił się do coraz gorszych pomieszczeń w pensjonacie pani Vauquer. Przyczyną była coraz bardziej pogłębiająca się bieda bardzo bogatego niegdyś człowieka. Cały majątek poświęcił dwóm swym córkom: Anastazji de Restaud oraz Delfinie de Nuncigen. Kiedy były jeszcze małe, wydawał ogromne sumy na ich edukację. „Najwyborniejsi nauczyciele kształcili je w talentach znamionujących dobre wychowanie. Miały damę do towarzystwa, (...) jeździły konno, miały powóz, żyły niby kochanki starego magnata”. Goriot w zamian żądał jedynie pieszczot.

Potem każda z nich dostała w posagu połowę majątku ojca. Anastazja dzięki zamążpójściu została arystokratką, Delfina – żoną bankiera niemieckiego pochodzenia. Wkrótce obaj mężowie zabronili im przyjmować jawnie ojca, dawnego handlarza mąką, nie wolno było nawet głośno go wspominać. Obie dostosowały się do życzeń małżonków. Ojca odwiedzały w pensjonacie, kiedy potrzebne im były pieniądze na finansowanie kaprysów kochanków. Goriot był szczęśliwy, kiedy przychodziły, albo kiedy, po długich godzinach wyczekiwania, mógł ujrzeć je jadące pojazdami po Polach Elizejskich, bo wtedy „rzucają mi w przelocie uśmiech”. Delfina uważała się za nieszczęśliwą i miewała wyrzuty sumienia, że obie z Anastazją ojca wykorzystują. A jednak bez skrupułów pozwoliła, by wyzbył się nawet dożywotniej renty, byle tylko urządzić „miłosne gniazdko” do spotkań z Eugeniuszem de Rastignac.

Kiedy jednak ojciec pragnął nieustannie przebywać z kochankami stwierdziła, że to będzie „niekiedy bardzo krępujące”. Gdy zaś ona i Anastazja zaczęły mieć problemy finansowe, zarzuciła ojcu, że „jeśli dziś jestem w otchłani, jest w tym może twoja wina. Tak mało mamy rozumu, kiedy wychodzimy za mąż! Alboż to znamy świat, interesa, ludzi, obyczaje? Rodzice powinni by myśleć za nas”. Także Anastazja, przybywszy do Goriota po finansowy „ratunek”, nie zastanawiała się nad tragicznym położeniem ojca, który nie miał już nic. Obie zaczęły się kłócić. Delfina zapewniała, że „Ja widywałam ojca, póki mogłam, nie wyrzuciłam go za drzwi, nie przychodziłam lizać mu rąk, kiedy mi był potrzebny”. Scysję między córkami i niemożność pomocy im spowodowały, że Goriot ciężko zaniemógł. Delfina, poinformowana przez Eugeniusza o stanie zdrowia ojca, doszła do wniosku, że przesadza, ponieważ „ojciec jest bardzo silny. Tylko dziś rano zanadtośmy go wstrząsnęły”.

Zakochana w Rastignacu, bez skrupułów wyznała, że „Jestem (...) bardziej kochanką niż córką. (...) Ojciec dał mi serce, ale ty nauczyłeś je bić. (...) Czy uważasz mnie za wyrodną córkę? Och nie, niepodobna jest nie kochać ojca tak dobrego jak nasz. Czyż mogłam zapobiec, aby nie ujrzał w końcu nieuchronnego skutku naszych opłakanych małżeństw? Czemu zgodził się na nie? Czy nie jego rzeczą było mieć rozsądek za nas? Dzisiaj, wiem, cierpi tyle co my, ale cóż my możemy poradzić? Pocieszyć go? Nie ma sposobu! Nasza rezygnacja sprawiłaby mu więcej bólu niż wyrzuty i skargi”. W dniu balu poszła nawet do ojca ponownie po pieniądze, co nieszczęsny przypłacił udarem mózgu.

Delfina obojętnie przyjęła wiadomość, że ojciec jest umierający – ważniejszy był dla niej bal, co Rastignac ocenił jako „wykwintne ojcobójstwo (...) przeczuwał, że jest zdolna przejść po trupie ojca, aby iść na bal”. Nazajutrz Goriot dogorywał. W chwili przytomności z rozpaczą stwierdził, że „Obie mają serce z kamienia. (...) Dobrze się zemściły za me przywiązanie, szarpały mnie kleszczami jak kaci. (...) Chcą dziś przyjemności, jak niegdyś chciały cukierków. Pozwalałem im jako młodym dziewczętom zaspokajać każde zachcenie. W piętnastu latach miały powóz! W niczym nie znały oporu”. Omdlewając, pobłogosławił je jednak. Przerażony jego stanem Eugeniusz pobiegł do pani de Rasteaud.

Tam dowiedział się, że do ojca udać się nie może, ale była pewna, że „gdyby znał położenie, w którym się znajduję, przebaczyłby mi”. Pani de Nuncigen usprawiedliwiała się, że jest cierpiąca, ponieważ wracając z balu przeziębiła się i oczekuje lekarza. Widząc jednak reakcję kochanka obiecała, że od razu po wizycie lekarza uda się do pensjonatu. Nie przyszła jednak, ponieważ między nią a mężem wybuchła straszna awantura o pieniądze. Niespodziewanie u łoża umierającego pojawiła się Anastazja. Widząc zmienioną twarz ojca, wybuchnęła płaczem.

Błagała, by oprzytomniał i pobłogosławił „skruszonej córce. (...) Twoje błogosławieństwo jest jedyne, jakie mogę otrzymać na ziemi”. Wyznawała, że straciła wszelkie złudzenia i na dodatek „Zapomniałam go, odepchnęłam, zadałam mu tysiąc cierpień, ja nikczemna!”. Zrozumiawszy, że zmarł, padła zemdlona. Kiedy Rastignac wraz ze służącym odprowadzał ojca Goriot na wieczny spoczynek, „dwie karety, ale próżne, jedna hrabiego de Restaud, druga barona de Nuncigen, przyłączyły się i odprowadziły kondukt aż na cmentarz. O szóstej ciało ojca Goriot spuszczono do dołu, dokoła którego stała służba jego córek”.

Zobacz też : Romantyzm w Polsce

Pozytywizm

  • Bolesław Prus

Prus w Lalce, opisując pannę Izabelę Łęcką, przedstawił także jej stosunek do ojca. Wychowana w środowisku, w którym ujawnianie prawdziwych uczuć uchodziło za nietakt, wprawdzie była serdeczna wobec ojca, ale „na dystans”. Martwiła się, kiedy chorował, ale bardziej obchodziła ją własna sytuacja i perspektywy. Miała natomiast do ojca pretensje, iż zbytnio faworyzował Wokulskiego i niejako zmusił ją do zgody na małżeństwo z „parweniuszem”. Ochocki uznał, że to właśnie postępowanie córki było przyczyną apopleksji pana Tomasza. Dowiedziawszy się o jej flircie że Starskim, dostał wylewu krwi do mózgu. Julian zastanawiał się: „Iluż jeszcze ludzi ma zamiar zgubić ta kobieta?”.

Panna Izabela Łęcka, bohaterka Lalki Prusa, ojca traktowała wprawdzie serdecznie, ale z niejakim dystansem, ponieważ w jej sferze uczuć się nie manifestowało. Nie wiadomo, czy miała do pana Tomasza żal o to, że zubożeli i dlatego nie mogła korzystnie wyjść za mąż. Zdecydowanie nie podobała się jej jednak poufałość, z jaką traktował Wokulskiego. Kiedy dzięki panu Stanisławowi ich finanse się poprawiły, znowu stała się obiektem zainteresowania, ponieważ ponownie zaczęli przyjmować gości. Łęcki cieszył się, że odwiedzający ich ludzie odnoszą się do niego z szacunkiem. „Panna Izabela słuchała tego z uśmiechem. Nie chciała rozpraszać ojcowskich złudzeń, ale była pewna, że rój wizytujących jej składa hołdy – nie ojcu”.

Kiedy zaręczyny panny Izabeli zostały zerwane, zwierzała się w liście do Wąsowskiej, iż „Papcio coraz słabszy. Płacze po kilka razy na dzień i byleśmy porozmawiali pięć minut sami, robi mi wymówki, wiesz, za kogo... Nie uwierzysz, jak mnie to rozstraja”. Była przerażona możliwością poślubienia starego marszałka i bała się, że ojciec wyrazi na to zgodę. Kiedy ojciec zmarł, rażony apopleksją, ją obwiniano o tę nagłą śmierć. Wkrótce potem wyjechała za granicę i plotkowano nawet, że ma zamiar wstąpić do klasztoru.

Zobacz też : Bolesław Prus "Lalka"

Jak pomóc piersiom wrócić do formy po ciąży i karmieniu piersią?
  • Eliza Orzeszkowa

Justyna Orzelska, bohaterka powieści Orzeszkowej pt. Nad Niemnem, żywiła, głęboko skrywany, żal do ojca, że unieszczęśliwił matkę i ją samą, ale nigdy nie dała mu tego odczuć. „Wiele wspomnień mętnych i urywanych (...) pozostało Justynie z czasu tego, kiedy jej matka często i cicho płakała (...) Czy nieobecności ojca trwała kilka miesięcy lub rok cały, Justyna nie pamiętała, ale o jej przyczynie wtedy już wiedziała dokładnie i jasno”. Nie zapomniała też swego przyjazdu do Korczyna. Miała wtedy czternaście lat. Od tamtej pory oboje mieszkali jako rezydenci u pana Benedykta. Justyna nie zwierzała się ojcu ze swych problemów. Od czasu zaprzestania romansów zajął się grą na skrzypcach i to było jedyne zajęcie staruszka. Panna Orzelska dbała, by zawsze schludnie wyglądał, sama czyściła mu garderobę. I to ona była jego opiekunem, nie on jej.

Bardzo nie lubiła jednak, kiedy ojciec pozwalał Kirle na niewybredne żarty pod jego adresem. Kiedy jednak postanowiła wyjść za mąż za Janka Bohatyrowicza, powiadomiła o swej decyzji ojca. Wywołało to jego stanowczy sprzeciw, ale niewiele się tym przejmowała. Córka Emilii i Benedykta Korczyńskich, młodziutka Leonia, była wiernym odbiciem matki. Pani Emilia miała na nią większy wpływ niż ojciec i wychowywała na salonową laleczkę. Dziewczynka miała kilkanaście lat, a już była zmanierowana, przesadnie dbała o zdrowie i tak jak matkę, dręczyła ją nieustanna nuda i melancholia. Rodziców na swój sposób kochała, ale miała do nich żal, że nie są tak bogaci jak Darzeccy.

Chcąc zaimponować krewnym, opowiadała o rzeczach widzianych w mieście, gdzie uczyła się na pensji. Leonia była posłuszną córką, lgnęła do ludzi, którzy okazywali jej serce, ale w gruncie rzeczy nie zaznała prawdziwej miłości matczynej. Zupełnie inna była Marynia, najstarsza córka Marii i Bolesława Kirłów. Matka od dziecka przygotowywała ją do roli matki i żony, dlatego Marynia umiała poradzić sobie z gospodarstwem i opiekowała się młodszym rodzeństwem. Była z natury dobra, do rodziców odnosiła się z szacunkiem. 

  • Fiodor Dostojewski

Sonia, bohaterka Zbrodni i kary Dostojewskiego była córką Marmieładowa z pierwszego małżeństwa. Macocha, Katarzyna Iwanowna, zmusiła ją do uprawiania nierządu. Sonia nie miała prawie żadnego wykształcenia. Ojciec kiedyś próbował uczyć ją geografii i historii, ale edukacja wkrótce się skończyła. Dziewczyna przeczytała jeszcze kilka romansów. Ponieważ macocha często wyzywała ją od darmozjadów, pewnego dnia poszła na ulicę i odtąd jako prostytutka zarabiała, by pomóc rodzinie. „Snadź cała ta hańba musnęła ją tylko mechanicznie, jeszcze się nie wsączyła do jej serca ani jedną kroplą”. Nie mogła jednak z tego powodu mieszkać razem z rodziną. „Teraz Sonieczka bywa u nas tylko o zmierzchu, stara się pomóc Katarzynie, w miarę sil i możności dostarcza środków”.

Marmieładow miał świadomość, że to on przez swoje pijaństwo stał się przyczyną upadłości dziewczyny. Kiedy jednak przychodził do niej, by zabrać ostatnie nawet pieniądze, nie oponowała i potulnie oddawała wszystkie kopiejki. Dziewczyna miała dobre serce i do nikogo nie żywiła urazy. Nawet kiedy macocha biła ją, potrafiła znaleźć wytłumaczenie, że Katarzyna Iwanowna jest taka „nieszczęśliwa! I chora”. Nie przyjmowała do wiadomości, że jest zwyczajnie wykorzystywana. Kiedy ojciec zmarł uznała, że nadal musi się opiekować macochą i jej dziećmi. Uważała nawet sama siebie za istotę okrutną, ponieważ sprawiła przykrość Katarzynie nie chcąc ofiarować jej nowego kołnierzyka. „teraz bym chętnie wszystko to cofnęła, odrobiła, wszystkie te twarde słowa”.

Wiedziała, że macocha wkrótce umrze na suchoty i przerażała ją myśl, że małe dzieci Katarzyny. pozostaną bez opieki. Po śmierci macochy zajmowała się nimi do czasu wyjazdu za Raskolnikowem. Bardzo kochała matkę Dunia Raskolnikowa. Aby dopomóc matce, pracowała jako guwernantka. Kiedy jednak wybuchł skandal i pomówiono ją o romans z chlebodawcą, powróciła do rodzinnego domu. „Dunia potrafi wiele znieść i w najtrudniejszych nawet okolicznościach zdobyć się na tyle męstwa, żeby nie stracić hartu ducha”.

Raskolnikowa w liście do syna skarżyła się, że potem nawet „obie z Dunią nie mogły się pokazać w cerkwi ze względu na pogardliwe spojrzenia i szepty. (...) Rozchorowałam się, ale Dunieczka miała więcej hartu (...) i jeszcze mnie pocieszała”. Kiedy wyjaśniło się, że dziewczyna była niewinna, „zaczęto ją zaraz traktować że szczególnym szacunkiem”. O Dunię zaczął starać się Łużyn. Postanowiła po dłuższym namyśle wyjść za niego za mąż, choć go nie kochała. „To dziewczyna rozsądna i dla siebie surowa, dziewczyna cierpliwa i wielkoduszna, choć serca zapalczywego”.

Miała nadzieję, że dzięki zamążpójściu zapewni matce godziwy byt na starość. Rodion zrozumiał, że siostra „dla brata, dla matki zaprzeda siebie, zaprzeda wszystko”, że się po prostu sprzedaje dla dobra rodziny. Do małżeństwa na szczęście nie doszło. Niespodziewana darowizna Swidrygajłowa pozwoliła matce i córce zażegnać kłopoty finansowe. Duni otrzymane pieniądze „nie przewróciły w głowie”. Wyszła za mąż za Razumichina i opiekowała się matką, dopóki ta nie zmarła.

Młoda Polska

Władysław Reymont "Chłopi"

Jagna była córką Marcjanny Paczesiowej, zwanej w Lipcach Dominikową. Kobieta dbała o córkę i najczęściej do roboty zaganiała synów. Jagna nie wykorzystywała swej uprzywilejowanej pozycji. Zgadzała się ze wszystkimi decyzjami Dominikowej, ponieważ „Matki w tym głowa, żeby zrobić jak potrza”. Kiedy więc przyszli swaty, sprawę ewentualnego zamążpójścia zostawiła matce. Dominikowa tłumaczyła, że Borynę musi ująć dobrocią i posłuszeństwem. To jednak zdenerwowało dziewczynę która stwierdziła, że „tak mówicie, jakbym swojego rozumu nie miała”. Poprosiła też, by matka nie kazała jej po ślubie ścinać włosów. Zostawszy żoną Boryny nadal słuchała Dominikowej bardziej niż jego. Nie zależało jej na majątku, ale kiedy matka zabroniła jej wyprowadzać się od chorego męża, posłusznie pozostała, by „swojego” pilnować.

Zobacz też : Władysław Stanisław Reymont "Chłopi"

Kiedy jej postępowanie zaczęło bulwersować lipiecką społeczność, schroniła się w domu matki, ale i to nie uchroniło jej przed wypędzeniem ze wsi. Przedtem, po skandalu z Jasiem, kiedy organiścina wyzwała ją, wróciła do domu i „łaziła kiej nieprzytomna i o Bożym świecie nie wiedząca”, zobojętniała na wszystko. Nie obchodziło ją, że we wsi baby plotkują na temat jej i Jasia. Bita przez matkę za hańbę, jaką sprowadziła na dom, razy znosiła obojętnie, wypominając, że matka też za młodu nie najlepiej się prowadziła. Namawiana na pójście do kościoła, z goryczą zauważyła: „A mało to mam pokuty, co? A cóżem to zgrzeszyła? Za co? To pewnie za moje kochanie i za moje cierpienia taka mnie spotyka nagroda, co? Że co już najgorsze we świecie, to mnie spotkało!”. Leżącą na gnoju za wsią, półprzytomną dziewczynę Dominikowa podniosła i zabrała do domu. Jagnie po tym zdarzeniu podobno „cosik się w głowie popsuło (...) leży jednak cięgiem i mało wiele o Bożym świecie pamięta! (...) czasami jeno kajś się rwie uciekać, lamentuje i Jasia przyzywa”. Niektórzy jednak wspominali, że „Dobra była dla biednych jak mało kto drugi na świecie, poczciwa”.

Gabriela Zapolska "Moralność pani Dulskiej"

Odmienne charaktery miały dwie córki Felicjana i Anieli Dulskich – panny Hesia i Mela. Panienki uczyły się na pensji, a w domu wychowywane na przyszłe dobre żony i matki. Hesia z charakteru była podobna do matki i prawdopodobnie tak jak ona „dobrze pójdziesz za mąż i będziesz świat rozpychać łokciami”. Była wścibska i chwaliła się, że wie, skąd się biorą dzieci, bo dowiedziała się o tym od kucharki. Nie chciała jednak wyjawić siostrze sekretu, bo „nie chcę cię brać na swe sumienie”. Marzyła, by wreszcie stać się dorosłą, bo wtedy „nie będzie przede mną tajemnic”. Mela jednak była zdania, że „Nie wiedzieć o niczym, to tak jakoś miło; ja wolę nic nie wiedzieć”. Wolała nie dostrzegać, że siostra tak jak ojciec kradnie cygara. Hesia nie miała jednak skrupułów: „Przed chwilą ojciec kradł także; jak taki kamienicznik może to robić, czemu ja nie mogę”.

Planowała, że je wypali, albo podaruje kochankowi kucharki. Brat z kolei stwierdził, że Mela - „ty jeszcze z całej familii najmożliwsza. Może dlatego, że jesteś chora. Więc jest w tobie coś milszego, coś innego jak w tamtych (...) nie masz dużo sił życiowych, więc nie idziesz rozbijając się łokciami przez życie, ale się... skradasz”. Dowodził, że „panna Dulska powinna iść naprzeciw, tak... rozumiesz? Ktoś potrąci, ty jego, to powinna być nasza zasada, jak najwięcej miejsca”. Mela potwierdzała, że „mnie się także zdaje, że ja się wszystkim usuwam, że mnie lada chwila ktoś potrąci”. Wyznawała, że chciałaby czasem porozmawiać z kimś w ciszy i spokoju, „tylko że u nas niepodobna, jak w tartaku”, że sama siebie żałuje. Z pozoru bowiem „nie dzieje mi się nic złego, mam ojca, mamcię, was, chodzę na pensję (...) a przecież (...) mnie się zdaje, że mnie się dzieje jakaś krzywda, że ktoś mnie więzi”.

Zwierzyła się, że w przyszłości pójdzie do klasztoru. Zbyszko wątpi w to, ponieważ „Głębsza warstwa weźmie górę, będziesz taką jak mama” i pójdzie przez życie rozpychając się łokciami. Na uwagę siostry, że „Ojciec przecież łokciami ludzi nie roztrąca”, młodzieniec stwierdził, że „ojciec wybrał wygodniejszą drogę, mama za niego łokciami się przez świat przepycha, a on za nią”. Mela była dziewczynką uczuciową i wrażliwą. Widząc płaczącą Hankę doszła do wniosku, że brat pewnie pogniewał się o narzeczonego służącej. W swej naiwności nie wiedziała, co jest powodem rodzinnych nieporozumień. Współczuła służącej, pocieszała, że wszystko będzie dobrze, że matka „Nie chce pozwolić, ale musi.

Tylko teraz ty i Zbyszko musicie być stałymi i przemóc wszystko swoją miłością. Mama sama będzie wzruszona”. Obiecywała, że zawsze będzie przy Hance, bo do małżeństwa „nie mam zdrowia. A mamcia mówi, że do zamążpójścia trzeba mieć końskie zdrowie”. Przyrzeka też, że zajmie się dzieckiem i wszystko maleństwu odda. Wprawdzie wcześniej chciała iść do klasztoru, ale zmieniła zdanie, „I wolę dla ciebie się poświęcić”. Hesia natomiast cieszyła się, że z powodu awantury nie musiała iść na pensję. Okrutna i wyrafinowana, złośliwie przypomniała skrzywdzonej służącej, że „Jeszcze do naszej familii nie należysz. (...) Czy ty sobie wyobrażasz, ciućmo jedna, że Zbyszek z tobą naprawdę się ożeni?”. W tym zakłamanym domu jedyną wartościową osobą była Mela.

Zobacz też : Gabriela Zapolska - biografia, utwory

XX-lecie międzywojenne

Zofia Nałkowska "Granica"

W literaturze XX-lecia międzywojennego charakterystykę Elżbiety Bieckiej, córki pani Niewieskiej, przedstawiła Nałkowska w Granicy. Elżbietę wychowywała właściwie ciotka, pani Cecylia Kolichowska. Matka, „światowa kobieta” nie miała czasu dla córki. „Zawsze dotąd młodość matki wydawała się Elżbiecie rzeczą tajemniczą, jakby jej nigdy nie było, jakby jej nie było od samego początku. Matka pojawiła się w jej życiu, kiedy miała już dwadzieścia kilka lat”. Elżbieta pisała do niej listy na paryski adres, ojciec, po rozwodzie, jeździł po świecie, więc właściwie go nie pamiętała. Kiedy więc pani Niewieska przyjechała do kraju, pojechała do Warszawy, by się z nią zobaczyć.

Młoda kobieta zastanawiała się, „Czyżby teraz miało się coś zmienić, teraz, kiedy to dla Elżbiety jest bez znaczenia, kiedy zatraciło dawną cenę”. Miała to być jej pierwsza szczera rozmowa z matką – „już nie dziewczynka nieśmiała, kryjąca się ze swoją daremną miłością, ale kobieta, dla której życie matki zatraciło zły urok tajemnicy. Już bliższa, już pewno mogąca coś zrozumieć”. Kiedy się spotkały następnego dnia w hotelu, matka mimo wszystko onieśmieliła ją. „Elżbieta stała tępo, niepewnie się uśmiechając.

I teraz, jak dawniej, uczuwała tę przegrodę – jakby nie tylko osobistą, ale wynikającą z odrębności sfery. Nie umiała nazwać tej różnicy, nie chciała na nią przystać”. Matka była teraz żoną ministra, kobietą elegancką i świadomą swej urody. Potem były razem w teatrze. Kiedy pani Niewieska dowiedziała się o zerwaniu zaręczyn przez córkę, radziła jej na nowo to przemyśleć, ponieważ „z innymi będzie to samo”, czyli że wszyscy mężczyźni są jednakowi pod pewnymi względami.

Po dwóch miesiącach pobytu w stolicy Elżbieta zaczęła tęsknić za Ziembiewiczem. Cały czas jednak pozostawała pod urokiem matki, „dziwiła się, że coś tak zbytkownego służyć może do zwykłych celów istnienia”. Matka często mówiła, że przypomina ojca uśmiechem i tonem głosu. Kiedy w mieście niespodziewanie pojawił się Zenon, była szczęśliwa, że matka tak szybko jej narzeczonego zaakceptowała. Potem skorzystała z jej życzliwości i gościnności i w podróż poślubną pojechała wraz z Zenonem na południe Francji.

Witold Gombrowicz "Ferdydurke"

Szesnastoletnia Zuta, córka Joanny i Witolda Młodziaków, pozowała na nowoczesną pannę. „Nowoczesna była bardzo ostrożna z rodzicami, nie dopuszczała ich nigdy zbyt blisko”, nie zwierzała się i nie prosiła o rady. Pasjonowała się sportem, była skryta i nie uznawała żadnych autorytetów. Miała wielu adoratorów, ale Józia traktowała jak powietrze. Chodziła własnymi ścieżkami i nikomu nie miała zamiaru się tłumaczyć. Z obojętności wobec świata nie wyrwało jej nawet odkrycie w jej pokoju dwóch adoratorów. Milczała pogardliwie nawet wtedy, kiedy ojciec wdał się w bójkę z Pimką i Kopyrdą.

Zobacz też : Witold Gombrowicz - biografia, "Ferdydurke"

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)