Losy symboli

Raz zaszczepione symbole pozostają w kulturze na zawsze, nawet w najbardziej niesprzyjających okolicznościach.

Krzyż, swastyka, ryba – to tylko niektóre symbole obecne od zawsze w ludzkiej kulturze. Potrafią wędrować z jednej cywilizacji do drugiej, zachowując swoje znaczenie przez stulecia.



Jak dzieci uczą się symboli? Profesor Judy DeLoache, psycholog z University of Virginia, przeprowadziła szczególny eksperyment, by to zbadać. W laboratorium powstały dwa bardzo podobne pokoje z kanapą, szafą, parą krzeseł i ze stołem. Meble w obu pokojach były niemal identyczne: miały te same kształty i obicia. Różniły się jedną cechą – rozmiarami. Jeden pokój był miniaturą drugiego.

W eksperymencie uczestniczyła grupa zupełnie przeciętnych maluchów – chłopców i dziewczynek w wieku od dwóch do trzech lat. Dziecko przyglądało się, jak profesor DeLoache chowała małego pieska maskotkę (nazywała go "mały Snoopy") za kanapą w miniaturowym pokoju. Potem prosiła, żeby dziecko znalazło identyczną, tylko większą maskotkę ("dużego Snoopy’ego"), schowaną w tym samym miejscu w dużym pokoju.
O co chodziło? Profesor DeLoache chciała sprawdzić, czy dzieci są w stanie wykorzystać pamięć układu przedmiotów w miniaturowym pokoju po to, żeby znaleźć coś w dużym. Innymi słowy, chodziło o to, żeby sprawdzić, czy 30-miesięczne dzieci rozumieją, że jeden przedmiot (czyli w tym wypadku miniatura pokoju) może symbolizować drugi.

Okazało się, że z tym zadaniem bez problemu potrafiły sobie poradzić dopiero trzylatki. Dla młodszych dzieci było to niewykonalne. Profesor DeLoache uznała to za jasny dowód na to, że człowiek nie rodzi się z umiejętnością odróżniania znaku od tego, co on oznacza, tylko że nabywa ją – i to dość późno – dużo później niż umiejętność chodzenia czy mówienia.
Żeby to potwierdzić, przeprowadziła jeszcze jedno doświadczenie, tym razem z niemowlakami. Dziewięciomiesięcznym maluchom pokazała bardzo realistyczne, kolorowe zdjęcia różnych drobnych przedmiotów. Dzieci próbowały ich dotknąć lub "wyjąć" je z obrazka, chociaż równocześnie świetnie zdawały sobie sprawę z tego, że na przykład zdjęcie klocka i klocek to nie to samo (kiedy miały wybór pomiędzy obrazkiem i prawdziwym przedmiotem, bezbłędnie sięgały po ten drugi). Dopiero półtoraroczne dzieci zaczynały pojmować różnicę pomiędzy przedmiotem a jego wyobrażeniem.

Krzyż jak fetysz
Ludzi i zwierzęta najbardziej odróżnia właśnie umiejętność tworzenia symbolicznych wyobrażeń przedmiotów oraz idei i manipulowania nimi – napisała profesor DeLoache w podsumowaniu swoich doświadczeń. "To dzięki niej przekazujemy informacje z pokolenia na pokolenie. Dzięki niej uczymy się nie tylko z bezpośredniego doświadczenia – na przykład wiemy o dinozaurach, chociaż nigdy żadnego nie spotkaliśmy".
Symbole mają więc historię równie długą jak historia kultury i podobnie jak ona podlegają powolnym przemianom. Nie są wrodzone, ale potrafią być niezwykle trwałe i uniwersalne – "zaszczepione" w jednej kulturze pozostają w niej i nawet w najbardziej niesprzyjających okolicznościach przekazywane są z pokolenia na pokolenie.

Na przykład chrześcijański symbol krzyża został przywieziony w dorzecze Konga już w XVI wieku przez pierwszych portugalskich misjonarzy, którym udało się nawrócić jednego z miejscowych królów. Kiedy jednak władca zginął w pałacowym przewrocie, kontakt z Zachodem został zerwany, a chrześcijaństwo zapomniane. Kiedy w XIX wieku w górę Konga zaczęli ponownie docierać Europejczycy (tym razem Belgowie i Francuzi), nowi kolonizatorzy znajdowali fetysze w kształcie krzyża. Symbol bowiem pozostał i nadal był przedmiotem kultu.

Najsławniejszym ekspertem od historycznych wędrówek symboli był hrabia Eugeniusz Felicjan Albert Goblet d’Alviella, żyjący w drugiej połowie XIX wieku belgijski polityk, rektor jednego z brukselskich uniwersytetów i zarazem jeden z najwybitniejszych wówczas europejskich masonów. D’Alviella był wielkim erudytą, wybitnym znawcą badań archeologicznych i starożytnej literatury – od sumeryjskich tabliczek po greckie i hebrajskie papirusy.
D’Alviella podkreślał ciągłość w przemianach symboli. Pisał, że ich znaczenie mogło się zmieniać, ale rzadko była to zmiana radykalna. Co więcej, podstawowe symbole oznaczające płodność, bóstwo czy słońce w różnych kulturach – nawet takich, które się nie znały – były często podobne.
Jak wychować córkę na kobietę spełnioną?

Problem faszystów
Jeden z głównych rozdziałów swojej książki hrabia d’Alviella poświęcił znakowi swastyki. Uznał ją za oczywisty symbol słońca podobny do wpisanego w koło krzyża z prekolumbijskiej Ameryki i wielu innych symboli solarnych. Swastyka pojawia się między innymi na ceramice z Grecji preklasycznej (około 1000 roku przed naszą erą). Jako symbol szczęścia i życiowego sukcesu była jednym z ulubionych znaków pojawiających się na monetach w starożytnej Mezopotamii. Występowała w sztuce wczesnochrześcijańskiej i bizantyjskiej (nazywano ją krzyżem Gammadion, bo wygięte ramiona przypominały grecką literę gamma). Używali jej – w podobnym znaczeniu! – Majowie w Ameryce Środkowej i Indianie Navajo w Ameryce Północnej. Była niezwykle popularnym znakiem w Indiach, zarówno wśród hinduistów, jak i buddystów (jej nazwa pochodzi od dwóch słów w sanskrycie: "su", czyli "dobro", oraz "asti", czyli "być" lub "stawać się").

Swastykę umieszczano w Indiach jako znak szczęścia między innymi na księgach rachunkowych, drzwiach i ofiarach. Z ramionami skierowanymi w prawo była uważana za znak boga szczęścia i radości Ganesha oraz pierwszy z 65 znaków Buddy (swastyka z ramionami skierowanymi w lewo była czwartym). W Japonii oznaczała numer 10 000 symbolizujący to, co nieskończone, doskonałe i wspaniałe.

D’Alviella nie dożył czasów, w których Adolf Hitler uczynił swastykę symbolem partii nazistowskiej w Niemczech i w których zaczęła ona, przynajmniej w świecie zachodnim, kojarzyć się ponuro, bo ze zbrodniami III Rzeszy. Dopiero upadek III Rzeszy rozpoczął debatę nad tym, czy swastyka zwrócona w lewo (tak zwana sauwastika) ma inne znaczenie niż swastyka, której ramiona są zwrócone w prawo. Ta pierwsza miałaby oznaczać kosmiczne zniszczenie i śmierć; ta druga byłaby słonecznym znakiem powodzenia i szczęścia. Takie rozróżnienie pozwoliłoby być może częściowo zrehabilitować symbol. Jest to jednak nowe rozróżnienie – u d’Alvielli (i wielu innych starszych autorów) go nie ma. Naziści zaś na początku sami nie mogli się zdecydować, którą wersję znaku wybrać, w pierwszych materiałach partii z 1920 roku pojawiają się więc obie.

Ryba z jabłkiem
Historia pokazuje, jak trwałe może być znaczenie symboli. Potrzeba było 55 milionów ofiar rozpętanej przez nazistów II wojny światowej, żeby swastyka z symbolu szczęścia i pomyślności stała się złowrogim, zakazanym w publicznej przestrzeni znakiem. Mimo to w krajach pozaeuropejskich, zwłaszcza w Indiach, nadal używa się jej w pierwotnym znaczeniu, chociaż i tam rzadziej niż kiedyś.
Symboli obecnych w różnych kulturach od tysiącleci jest oczywiście więcej. Tak jest na przykład ze znakiem ryby od zarania dziejów związanym z pogańską Boginią Matką, bóstwem płodności. W Chinach ten symbol oznacza wielką matkę Guanyin, boginię litości i łaski, najważniejszą żeńską postać z chińskiego panteonu. W Indiach jeden z oficjalnych tytułów bogini Kali to "rybiooka". W starożytnym Egipcie bogini Izyda nazywana była Wielką Rybą. Symbol ryby często rysowany był tak, żeby przypominał kobiece łono.
Ryba była tak wyrazistym symbolem religijnym, że pierwszym chrześcijanom łatwo przyszło jej "zaadoptowanie": poszczególne litery greckiego słowa "Ichthys" (ryba) to pierwsze litery słów "Jezus Chrystus Boży Syn Zbawiciel".
W XX wieku próbowano wielokrotnie tworzyć znaki graficzne, które byłyby uderzającymi, zapadającymi w pamięć symbolami: robiły to wielkie korporacje (nadgryzione jabłko – symbol Apple, producenta komputerów Mac i iPodów – to jeden z bardziej udanych przykładów) oraz rozmaite organizacje społeczne.
W 1958 roku plastyk Gerald Holtom narysował słynny znak pokoju (najbardziej przypominający widły wpisane w koło). Pierwotnie miał być on logo kampanii na rzecz rozbrojenia nuklearnego. Znak zawierał stylizowane litery "N" i "D" (od angielskiego "nuclear disarmament", czyli "rozbrojenie jądrowe"). Holtom pisał później także o inspiracji sławnym obrazem Goi "Rozstrzelanie powstańców madryckich 3 maja 1808 roku", w którym jeden z rozstrzeliwanych wyrzuca ręce w górę gestem przypominającym logo narysowane przez Holtoma. Na każdy symbol, który "przebił się" w światowej popkulturze, są tysiące innych, które przepadły bez śladu. Nie ma więc dobrej recepty na sukces w tej dziedzinie.

Janina Karpińska/ Przekrój Nauki
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)