Kolonie z rodzicami

Nie masz pomysłu, co zrobić z dzieckiem w czasie wakacji? Podpowiadamy: wyślij je na... kolonie. Jeśli myślisz, że nie jest na to gotowe, pojedź razem z nim. Będziecie się świetnie bawić.

Kolonie z rodzicami
Na kolonie można wysłać dziecko, które jest na to gotowe. Czyli takie, które w miarę radzi sobie w samoobsłudze (np. z ubieraniem się), nawiązuje kontakty z rówieśnikami, ma doświadczenie w spędzaniu nocy poza domem, bez rodziców. Aby malec poczuł się bezpiecznie w nowym miejscu, można o nim wcześniej opowiedzieć i o tym, co będzie tam robić, a pierwszą noc spędzić razem.

Ciarki przechodzą ci po plecach na samą myśl o tym, że twój szkrab – to wychuchane maleństwo, ten nieporadny przedszkolak – mógłby wyjechać na pierwszą swoją kolonię. Bo kto przytuli, gdy będzie mu smutno? Kto przykryje kocykiem? Kto pomoże mu się umyć? No i na pewno będzie tęsknić. I płakać. Ech, tyle wątpliwości... Nie musisz ich mieć. Skorzystaj z wyjazdów rodzinnych z zorganizowanymi zajęciami dla dzieci i rodziców. Niektóre odbywają się razem, inne osobno, dzięki temu i jedni, i drudzy mogą ze sobą pobyć, ale też odpocząć od siebie, a do tego wszyscy mają wrażenie, że fajnie spędzają czas.

Jak daleko od domu
Organizatorzy wyjazdów rodzinnych albo wywożą całą rodzinę np. nad morze, albo rozbijają namioty blisko miasta.
Blisko domu. Kolonię blisko miasta proponuje Fundacja na rzecz Wspólnoty Dzieci i Dorosłych „Bullerbyn”, która od kilku lat zaprasza dzieci do Wioski Bullerbyn. Wioskę zbudowano na terenie gospodarstwa agroturystycznego położonego blisko Warszawy (ok. 30 km). Wszystko po to, by mama czy tata mogli pobyć razem z dzieckiem, kiedy tylko zapragną (przecież wysłanie pięcio- czy sześciolatka na kolonię to przeżycie dla całej rodziny, nie tylko dla dziecka). – Namawiamy rodziców do częstych odwiedzin, do udziału w dziecięcych zabawach, do czytania książek wieczorem... Te spotkania, ale także świadomość, że rodzice są blisko, pomagają smykom przetrwać dwutygodniową rozłąkę – mówi Sylwia Zacharjasz, wiceprezes Fundacji.
Daleko od domu. Tego typu wyjazdy to coś w rodzaju półkolonii, ale nie w mieście, tylko właśnie nad morzem czy w górach. – Mama czy tata są z dzieckiem przez cały czas. Mieszkają razem, jedzą wspólnie posiłki, ale już na różne zajęcia chodzą osobno – mówi Karolina Andrian, organizatorka wyjazdów rodzinnych Wyspa Dzieci. – Dzięki temu i dzieci, i rodzice mają czas dla siebie, ale wieczorem wszyscy spotykają się na wspólnej zabawie. Taka formuła pozwala wyjechać całej rodzinie, nawet z młodszym rodzeństwem, które nie kwalifikuje się na kolonię.
Jak rozwijać pasje dziecka?

Warsztaty
Organizatorzy wyjazdów rodzinnych nie ograniczają się do zapewniania uczestnikom zabawy. Ich celem jest m.in. pokazanie rodzicom, jak rozmawiać z dziećmi, jak wspierać je w różnych działaniach.
– Nasza Wioska jest okazją do wzmocnienia więzi między rodzicami i dziećmi, a także budowania porozumienia nie tylko między nimi, ale też wychowawcami, co się przyda, gdy maluchy pójdą do szkoły. Dlatego oprócz codziennych zajęć mamy i ojcowie biorą udział w weekendowych warsztatach – mówi Sylwia Zacharjasz. – W tym roku planujemy codzienne warsztaty „Zrozumieć dziecko” i „Szczęśliwy start w edukacji dziecka”, czyli podpowiemy rodzicom, jak wspierać maluchy w nauce – tłumaczy Karolina Andrian. – Na naszym wyjeździe „Razem, ale osobno” zachęcamy rodziców do wspólnego i kreatywnego spędzenia czasu. Dzieci razem z rodzicami budują, malują, lepią i przede wszystkim świetnie się bawią – mówi Katarzyna Eksner z firmy DADA.

Co tu się dzieje?
Dzień pełen jest zabaw (w podgrupach, wszystkie dzieci, dzieci z rodzicami). Maluchy biorą udział w różnych zajęciach rozwojowych, np. w konstruowaniu totemów, projektowaniu herbów, wypiekaniu pierniczków, warsztatach talentów (Wioska Bullerbyn), poznają tajniki architektury i designu, uczą się pływać („Razem, ale osobno”), ale też orientować się w terenie (Wyspa Dzieci). Co warto jeszcze wiedzieć o koloniach dla przedszkolaków?
Wiek. Na kolonię kwalifikują się maluchy w wieku pięciu, sześciu lat (do 12. roku życia), ale zdarzają się i młodsi koloniści.
Opiekunowie. To psychologowie, pedagodzy, instruktorzy sportowi, wykwalifikowani opiekunowie... Dzieci są pod dobrą opieką. W Wiosce Bullerbyn, w której dzieci są bez rodziców, jeden opiekun (nazywany ciocią lub wujkiem) przypada na sześciu maluchów – mieszka z nimi w namiocie. Pomaga się umyć, ubrać...
Nocleg. W domkach, pokojach gościnnych... – to na wyjazdach, gdzie rodzice są na stałe. Ale też w tipi (indiański namiot) – to w Wiosce Bullerbyn. Dzieci śpią na polowych łóżkach, mają swoje szafki. W tipi jest światło, podłoga. Jeśli rodzice wyrażą chęć, mogą zanocować w pobliżu – albo w namiocie, albo wynająć pokój w gospodarstwie agroturystycznym.

Jacy samodzielni...
To zaskakuje rodziców – że ich pięcio- czy sześciolatek wraca z wakacji taki samodzielny! Sam się umyje, przygotuje ubranie, ubierze... Gdy w pobliżu nie ma mamy, musi liczyć na siebie, a wtedy okazuje się, że nawet takie brzdące świetnie sobie radzą. Opiekunowie pomogą, ale zależy im na tym, by już w przedszkolaku obudzić chęć pokazania, że on TEŻ potrafi. Bo fajnie być zaradnym, zwłaszcza gdy ma się pięć lat!

Boisz się wysłać dziecko na kolonie? Poradź się innych mam na www.mamacafe.pl

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/2 lata temu
Dziś odwiozłem synka na kolonie do Bullerbyn. Pierwsze wrażenie dramat. Obiekt wyjątkowo zaniedbany, zielsko, rozpadający się budynek, brak placu zabaw,nie licząc kupy desek zwanej domkiem na drzewie i paru starych hamaków, błoto,wszystko to tandetna prowizorka. W pokoju na poddaszu mój syn i 11!!! innych chłopców na podwójnych rozsówanych łożkach. Pajeczyny na scianie, odpadające listwy przypodłodowe, latająca barierka na klatce schodowej. Przy cenie 1200plz za 6 dni to cena kosmiczna jak za tak podłe warunki. Organiazacja też nie najlepsza, opiekinki nie bardzo wiedziały co mają zrobić z rodzicami wiec powiedziały że już mogą pojechać.
/2 lata temu
Kolonie w Wiosce Bullerbyn to stracone pieniądze. Warunki bardzo słabe opieka przeciętna. Szefowa tylko pozornie przychylna. Typowe przedsięwzięcie gdzie najważniejszy jest pieniąc. Nawet fundacja działa jak spółka. Zdecydowanie nie polecam. Dziecko po koloni nawet nie chciało wspominać w szkole że było na tych koloniach. Jak najszybciej zapomnieć tak to relacjonowało. Zwykłe oszustwo.