Ja chcę sama!

Dziecko od najmłodszych lat podejmuje próby samodzielności. Pokazuj, pomagaj, ale nie wyręczaj!

 
Jest jeszcze takie małe, a już rwie się, by samodzielnie jeść, ubierać się, zmywać czy prać. Z jednej strony rozczulają Cię te próby, z drugiej nie jesteś pewna, na ile możesz mu pozwolić. Kiedy i jak wspierać dziecięcą potrzebę samodzielności, radzi psycholog Mirosława Kownacka.

Kiedy to się zaczyna
Pierwsze próby podejmowane są wcześniej - już roczne dziecko sięga po łyżeczkę w czasie karmienia, choć nie potrafi jej jeszcze użyć. Ale wynikają one raczej z chęci naśladowania czynności rodzica, wyrażenia ekspresji (maluch używa jej do stukania w blat) czy zaspokojenia ciekawości (łyżeczka co chwila ląduje na podłodze). Ale nawet te z pozoru nie mające nic wspólnego z opanowaniem określonych czynności działania mają sens.
Jeśli dziecko może próbować, a Ty cierpliwie mu w tym towarzyszysz, nabiera ono poczucia, że to, czemu poświęca swoją uwagę, jest ważne. Ważne nie tylko dla niego, ale też dla osoby opiekującej się nim. A konsekwencją tego jest wniosek (nieuświadomiony, ale głęboko zapadający w podświadomość), że ono samo jest także ważne, tzn. inni liczą się z jego potrzebami i działaniami. Krótko mówiąc, ma wpływ (choćby niewielki) na to, co się z nim dzieje.

Nikt nie rodzi się doskonały
Każde dziecko rozwija się we własnym, indywidualnym tempie i nie ma sztywnych norm, w jakim wieku powinno nabywać określonych umiejętności. Jeśli 1,5-roczny maluch potrafi trafić łyżeczką do swojej buzi, to wspaniale, ale nic się nie stanie, jeśli umiejętność tę posiądzie rok później. Ważne jest, by rodzice nie ograniczali jego potrzeby ćwiczenia nowych umiejętności, ale też nie zmuszali do podejmowania wysiłku przekraczającego aktualne możliwości dziecka.
Jak wychować córkę na kobietę spełnioną?
To, co dorosłemu wydaje się banalnie proste, dla 2-, 3-latka jest jak wejście na K2 bez asekuracji. Rodzicom, z którymi pracuję, zawsze proponuję takie ćwiczenie: wyobraź sobie, że siedzisz obok kierowcy, obserwując swobodę, z jaką prowadzi samochód, równocześnie rozmawiając z Tobą i słuchając radia. Wydaje Ci się, że nie ma nic prostszego. A teraz zamień się z nim miejscami. Przestaje to być takie łatwe, prawda? Podobnie jest z dzieckiem - kiedy patrzy, jak nalewasz sok do szklanki, wkładasz buty, zmywasz naczynia, wydaje mu się, że to najprostsze czynności. Kiedy jednak próbuje je powtórzyć, napotyka opór materii. W zależności od usposobienia i tego, jak rodzic przyjmuje te działania, dziecko reaguje na niepowodzenie albo złością, albo rezygnacją. Łatwo wtedy stracić z oczu cel i skupić się na chwili obecnej. I albo boleśnie zranić dziecko, mówiąc: "A nie mówiłam, że tak będzie", albo kierując się fałszywym wyobrażeniem o jego dobru, pocieszyć: "Masz jeszcze na to czas".
Tymczasem najważniejsze jest, by po tym nieudanym epizodzie dziecko zechciało podjąć próbę ponownie - za chwilę, za godzinę czy następnego dnia. To bardzo ważne, by z czasem umiało nie tylko równo zapiąć sweterek, ale wykazywało inicjatywę w tym kierunku i nie zrażało się niepowodzeniami.

Trening czyni mistrza
Nikt bardziej niż małe dziecko nie potwierdza prawdziwości tych słów. Kilkulatek musi wykonać kilkaset prób, zanim nauczy się - sekwencja po sekwencji - trafiania łyżką do buzi, a nie obok, zapięcia guzika czy przełożenia sznurówki przez dziurkę, włożenia we właściwej kolejności bielizny i wierzchniego ubrania. Ważne, by nauka przebiegała w tempie odpowiednim dla dziecka. Tu nie ma innej miary jak życzliwa i uważna obserwacja ze strony rodziców.
Gdy prosi: "Ja siam", trzeba na to przystać, oczywiście dbając, by nie zrobiło sobie przy tym krzywdy. Z pewnością nie można pozwolić na zaniesienie do stołu talerza z gorącą zupą, ale na podanie łyżki - z pewnością. Gdy wyraża chęć pozmywania - warto przygotować miseczkę i dać mu do umycia jego plastikowy kubeczek oraz talerzyk. To nic, że woda wyleje się na blat, a zamoczoną koszulkę malucha trzeba będzie zmienić. Ważne, że spróbował. I że jego rączki ćwiczą sprawność, która będzie im tak przydatna w szkole.
Stymulowanie i wzmacnianie wczesnodziecięcej samodzielności jest długoterminową inwestycją - jej pozytywne efekty widać dopiero w wieku szkolnym. Dziecko, które w wieku przedszkolnym mogło swobodnie rozwijać swoją samodzielność, jest otwarte, nie boi się popełniania błędów, bo wie, jak sobie z nimi radzić, łatwiej podnosi się po porażce i, co nie mniej ważne, jest dobrze przygotowane manualnie do nauki pisania. W późniejszych latach staje się partnerem dorosłych, a nie wiecznym maluszkiem wymagającym bezustannej opieki, bo nie potrafi zrobić sobie kanapki czy wyprać koszuli.

Pomagaj, ale mądrze
Dla dziecka nie ma nic bardziej zgubnego niż nadmiernie opiekuńczy rodzice, którzy swoją rolę widzą w wyręczaniu go i chronieniu przed trudnymi sytuacjami. Takiej postawie sprzyja często lęk (odczuwają go zwłaszcza mamy), że jeśli pozwolą malcowi na samodzielność, zostaną uznani przez rodzinę czy sąsiadów za nie dość troskliwych.
W takiej sytuacji warto zadać sobie pytanie, co tak naprawdę jest istotne: czy bieżąca ocena innych (często tylko istniejąca w wyobraźni), czy dobro dziecka widziane w szerszej perspektywie. Ważne jest, by wybór był przemyślany. Jeśli Ty masz wątpliwości co do słuszności własnego postępowania, także inni będą tak je postrzegać - dziecko nie będzie czuło się traktowane serio, a osoby tradycyjnie nastawione, np. dziadkowie, będą podważać Twoje decyzje. Niezależnie od tego, na jak dużo jesteś skłonna pozwolić swemu dziecku dzisiaj, przyjmij kilka rad:
- okazuj cierpliwość - Twoje dziecko naprawdę bardzo się stara i jeśli coś mu nie wychodzi, to nie dlatego, że jest leniwe lub mało zdolne, po prostu potrzebuje wielu prób, by nauczyć się i utrwalić daną czynność;
- nie wyręczaj go - niweczysz w ten sposób sens jego prób, pokazując mu, jak łatwo Tobie przychodzi zrobienie tego, obniżasz jego poczucie własnej wartości;
- proponuj inne rozwiązania, gdy kolejna próba zawodzi - mów: "Wiesz, to można zrobić także w ten sposób, chciałabyś spróbować?" albo "Może masz pomysł, jak inaczej to zrobić?". Zawsze daj dziecku czas na podjęcie decyzji i uszanuj ją, nawet jeśli odrzuci Twoją sugestię;
- jeśli naprawdę nie macie czasu (spieszycie się do przedszkola), pozwól maluchowi choćby na częściowe wykonanie zadania i spokojnie poproś o to, by z braku czasu pozwolił Ci dokończyć.
Obiecaj, że przy rozbieraniu pozwolisz mu na więcej. Dotrzymaj słowa! To buduje wzajemne zaufanie;
- przy trudniejszych czynnościach zaproponuj trening na sucho, czyli poćwicz z dzieckiem kolejność zadań na zabawce, np. ubierając misia lub korzystając ze specjalnych książeczek ćwiczących sprawność manualną itp.;
- zachowaj spokój - gdy dziecko złości się lub płacze, że coś mu nie wyszło, nie gań, ale też nie pocieszaj. Pozwól mu rozładować frustrację, dopiero potem zaproponuj ponowienie próby lub zajmij je prostszym zadaniem;
- doceniaj - niezależnie od tego, czy dziecko odniosło sukces duży, czy mały, zauważ i doceń. Chwalenie małych dzieci wcale nie czyni z nich zarozumialców. Przeciwnie, budzi w nich chęć dalszego sprawdzania się i zdobywania kolejnych umiejętności. A to przecież jest jednym z celów nauki samodzielności;
- oboje bierzcie udział w treningu samodzielności Waszej pociechy - dziecko powinno opanować czynności wykonywane zarówno przez mamę, jak i tatę. Poza tym maluch będzie bardziej zmotywowany, jeśli obydwoje będziecie mu kibicować i doceniać jego osiągnięcia.

Zanotowała: Ewa Sawicka/ Twoje dziecko
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)