Owinięcie pępowiną

Jestem w 30. tygodniu ciąży, wczoraj na usg lekarz powiedział, że moje dziecko jest owinięte pępowiną wokół szyi.

Owinięcie pępowiną

Jestem w 30. tygodniu ciąży, wczoraj na usg lekarz powiedział, że moje dziecko jest owinięte pępowiną wokół szyi - co w związku z tym? Ponadto powiedział, że w razie gdyby działo się coś niedobrego, mam udać się do szpitala (mówił o ewentualnym słabnięciu wyczuwanych ruchów dziecka bądź też o jego nadpobudliwości - to te momenty, które mogą mnie niepokoić). Bardzo się martwię, że coś będzie nie tak, nie chcę popadać w paranoję, ale bardzo boję się, że nie zareaguję w porę w razie czegoś... Tyle się naczytałam o niedotlenieniu dziecka, uduszeniu się i śmierci. Proszę pocieszające i szczere słowo odpowiedzi.

Katarzyna

Proponuję już więcej nic nie czytać o ciąży i porodzie (przykrych i negatywnych zdarzeń), ani nie słuchać różnych opowieści, do których często wkrada się wątek stworzony przez człowieka, a nieistniejący naprawdę. Te momenty, które mają panią niepokoić (jeśli w ogóle takie wystąpią), mają związek z tym, że jeśli płodowi grozi niedotlenienie (poprzez uciśnięcie pępowiny - w pępowinie są naczynia - jedno naczynie w pępowinie odpowiedzialne jest za doprowadzenie od łożyska krwi utlenionej do płodu, a inne naczynia odprowadzają krew odtlenioną od płodu do łożyska). Płód najpierw gwałtownymi ruchami reaguje na niedotlenienie, a jeśli nie ma „pomocy”, to ruchy słabną. Dlatego jeśli coś panią niepokoi, nie może pani zwlekać, tylko jechać do szpitala. Proszę być dobrej myśli, ale też poważnie to traktować - myślę, że w pani przypadku, nawet gdy nie jest pani czegoś do końca pewna, lepiej to skonsultować z lekarzem (nawet gdyby miałoby to wyglądać na przesadę). To było szczere słowo odpowiedzi, a była jeszcze prośba o pocieszające słowo odpowiedzi - należy się cieszyć, że lekarz wykrył to w usg (często tego nie widać), bo położna, która będzie prowadzić poród, będzie bardzo ostrożna. Wiele maluchów jest okręconych pępowiną (ale nikt o tym nie wie) i nie kończy się to tragicznie. „Im ciemniej wokół nas, tym szerzej musimy otwierać nasze serce na światło z góry”. Życzę wytrwałości w nadziei, że będzie dobrze i Bożej ochrony dla maluszka (lekarze wszystkiego nie potrafią).

Pozdrawiam serdecznie

Celina Fręczko, położna
Katarzyna Bosacka opowiada o ciąży i zachciankach!
SKOMENTUJ (5)
KOMENTARZE (5)
Szczęśliwa Mama/10 miesięcy temu
Drogie Mamy:). Pół roku temu urodziłam mojego cudownego, zdrowego Synka... W 31 tyg dowiedziałam się, że jest on owinięty pępowiną wokół szyi dwukrotnie, a oprócz tego ma jeszcze tzw "szelki". Ta informacja przyprawiła mnie o niewyobrażalne przerażenie, bezradność i obawę o jego życie. Wyczekiwałam chwil, kiedy tylko poczuję jego ruchy. Zdarzały się momenty, że wybudzając się w nocy, płakałam z przerażenia i niemocy, budziłam mężą i błagałam go, żeby zrobił "coś", bo nie czuję ruchów Synka. Wtedy zazwyczaj mówił do niego, poruszał moim brzuchem i po chwili w końcu.... ogromna ulga... jest...czuję, wszystko dobrze!!! Takich sytuacji było kilka, aż w końcu pomyślałam, że tak dłużej nie może być. Nie mogę bez przerwy martwić się o jego zdrowie, w dodatku wybudzać go ze snu. Pomyślałam, że kupię detektor tętna płodu. I tak też zrobiłam. Wydałam na ten sprzęt ok 300 zł, ale nie załuję. Kiedy tylko w nocy budziłam się do toalety i nie czułam ruchów Maleństwa, przykładałam detektor i byłam spokojna. Kiedy był z kolei bardzo żywy, również przykładałam detektor do brzucha, żeby sprawdzić czy puls nie jest zbyt szybki, czy nic się złego nie dzieje. Lekarz mówił, że z takiej kolizji pępowinowej,nie ma szans żeby mały się odwinął - a tu psikus:) - w 35 tyg, lekarz sam nie mógł w to uwierzyć, Synek odwinął się z pępowiny dwukrotnie owiniętej wokół szyi. Dla mnie to był cud! Zostały co prawda jeszcze szelki, ale najbardziej obawiałam się o tą szyjkę w szczególności przy porodzie naturalnym, z którego chciałam zrezygnować ze względu na zaistniałe okoliczności. Pół roku temu urodziłam mojego cudownego, zdrowego Synka siłami natury... Nigdy nie udzielałam się na żadnych forach, ani nie pisałam komentarzy, ale obiecałam sobie, że jeżeli wszystko się uda i mój synek będzie zdrowy, napiszę moją historię, żeby pocieszyć wszystkie mamy, które właśnie teraz znajdują się w podobnej sytuacji w jakiej ja niedawno byłam. Głowa do góry, wszystko będzie dobrze!!! Synek rekompensuje mi teraz wszystkie stresy jakie przechodziłam przez całą ciążę!!! Wam, Wasze Pociechy też niedługo będą, zobaczycie... tylko w to uwierzcie :*
DALIAH/6 lat temu
Moja córcia była owinięta pępowiną.Moje szczęście najpierw puściło smułkę co zaalarmowało mnie i męża po czym natychmiast pojechaliśmy do szpitala.Dostałam na wywołanie porodu,a kiedy zaczęła sięakcja porodowa Majci zaczęło zwalniać tętno.Rodziłam w Anglii,ale podczas skurczu mój perfekcyjny angielski zamieniał się "nic nie rozumiem"-dzięki wielkie mojemu mężowi,bo bez niego...szybciutko przewiezli nas na salę operacyjną,gdzie okazało się,że na szyjce córka ma pępowinę.Wyciągali ją na gwałt przez vacum.Mała nie płakała,nie pokazali mi jej (widziałam jak ją sobie podawali nade mną)i zabrali ją od razu,męża wołali,a ja leżałam na stole operacyjnym kompletnie skołowana,miałam krwotok więc nie bardzo pamiętam co siędziało,bo reszta przywracała mnie do życia.Pamiętam zastrzyki,że ktoś nie mógł się wkłuć w moje żyły (bo ciągle mnie kłuli więc nic dziwnego),pamiętam ciągły dzwięk taki jaki wydaję maszyna w szpitalu kiedy człowiek umiera.Ten dzwięk dochodził z sali ,gdzie zabrali moje dziecko,pamiętam,że pytałam co się dzieje i co to za dzwięk.Tyle pamiętam,ale...Moja karmelkowa córeczka ma dziś ponad 9 miesięcy i jest totalnie rozbrykanym maluchem:)Jest bardzo radosnym dzieckiem i kocha ludzi oraz pieski:)Rozwija się ODPUKAĆ świetnie:) wcześnie gruchała,śmiała się,w ogóle dużo gada,powtarza słowa np swoje imię wymawia "NAJA" :) robi papa,jak robi piesek i krowa,ale te umiejętniości ma od kilku miesięcy:)od dziś przykłada komórkę do ucha i robi "halo":) poza tym tańczy i śpiewa :)JEST BOOOSKAAA!!! Dodam jeszcze ,że zaszłam w ciążę 6 miesięcy po embolizacji mięśniaków macicy ( w samej macicy miałam ich 8),ciąża była od początku zagrożona,obolała,miałam rodzić przedwcześnie ,a urodziłam w 39tc+2dni:) WARTO WIERZYĆ W CUDA:) A moja Mała jest na to ŻYWYM przykładem:) Pozdrawiam wszystkie mamusie i trzymam kciuki za wszystkie przyszłe mamusie - GŁOWY DO GÓRY DZIEWCZYNY I PAMIĘTAJCIE-CUDA ISTNIEJĄ !!! :)
Gość We-Dwoje.pl/5 lat temu
Do wszystkich kobiet, które dowiedzą się, że ich maluszek w brzuszku jest owinięty pępowiną. Proszę nie bagatelizujcie tego... Niech nikt i żaden z lekarzy Wam nie wmawia, że wszystko jest ok... Niestety wiem to z własnego doświadczenia... Kiedy w 37 na 38 tc zabrano mnie do szpitala ze względu na wąski zapis ktg, na usg lekarz powiedział mi, że moja córeczka jest owinięta raz pępowiną... Pytałam się kilku lekarzy czy grozi coś mojej córeczce w związku z tym owinięciem. Każdy lekarz odpowiadał mi, że nic nie grozi, że to normalne... Jednak rzeczywistość okazała się inna... W 40 tc w terminie zgłosiłam się do szpitala jeszcze z żyjącą moją córeczką, natomiast wieczorem moja córeczka już nie żyła bo się udusiła tą pępowiną w brzuszku... Proszę uważajcie żeby Was nie spotkała ta sama tragedia co mnie... Moja córeczka była ze mną 9miesięcy tylko w brzuszku...
POKAŻ KOMENTARZE (5)