POLECAMY

Balsam brązujący pod prysznic?

Hit czy kit?

Balsam brązujący pod prysznic? fot. FREE

Ciało zawsze wygląda apetyczniej i smuklej jak jest delikatnie opalone niż zupełnie blade. Jeśli nie lubicie się opalać, lub nie możecie doczekać kiedy pojawi się pierwsza opalenizna, możecie sięgnąć po samoopalacze lub... balsamy brązujące pod prysznic! Brzmi dziwnie? Sprawdźcie jak działają!

Balsam pod prysznic stopniowo nadaje skórze naturalny, świetlisty odcień opalenizny. Zapewnia efekt skóry muśniętej słońcem, którego intensywność uzależniona jest od ilości użyć. Balsam nadaje skórze równomierny, złocisty koloryt bez smug. Idealnie nadaje się dla tych z was, które dopiero zaczynają swoją przygodę z samoopalaczami. Co więcej, dzięki temu, że po paru minutach zmywamy go z ciała, nie ulatnia się specyficzny, często nieznośny zapach samoopalacza. To chyba największa zaleta balsamów brązujących pod prysznic.

Dzięki specjalnej formule idealnie rozprowadza się na mokrej skórze, zapewniając wygodną i precyzyjną aplikację. Działanie samoopalacza na skórze naturalnie rozpocznie się po kilku godzinach od zastosowania. Najlepiej stosować go dzień po dniu. Optymalny efekt osiąga się po 4-5 użyciach.

Jak używać?

  • Umyj ciało i spłucz je tak, jak to robisz zazwyczaj
  • Rozprowadź balsam równomiernie na wilgotnej skórze
  • Spłucz ponownie
  • Osusz delikatnie skórę ręcznikiem i ubierz się

  1. balsam Lancaster, cena 99 zł
  2. balsam St.Tropez, cena 129 zł
  3. balsam Lirene, cena 18,90 zł

Więcej o kosmetykach:

Kosmetyczny zamiennik - korektor YSLNa własnej skórze - płyny micelarneBez tych kosmetyków nie wyobrażamy sobie lata!

 

Tagi: kosmetyki
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/4 miesiące temu
No niestety ale tę "zaleta" braku śmierdziucha można między bajki włożyć. Śmierdzi, tyle że godzinę po aplikacji i mniej intensywnie niż przy zwykłym samoopalaczu. Czy ten mniej intensywny zapach jest zaletą? No nie wiem. Bo zwykłego samoopalacza użyję raz i na kilka dni mam spokój, a przy tym ustrojstwie śmierdzę dzień po dniu. Dla mnie to żadna zaleta. Kolejny minus to to, że trzeba czekać na "efekt" 5 dni. W moim przypadku po 6 dniach efektu nadal brak. I żeby była jasność: nie oczekuję brązu ale skóry "złociście muśniętej słońcem". Tylko, że moje "słońce" chyba akurat anemii dostało. Po zwykłym samoopalaczu (który jest dodatkowo o połowę tańszy) efekt skóry muśniętej słońcem mam po pierwszym użyciu. Tak więc, nigdy więcej tego badziewia nie kupię.
/rok temu
produkt warty spróbowania