Aneta Florczyk zwija 4 patelnie w minutę

Pociągnąć TIR-a czy podnieść za zderzak samochód to dla niej pestka. Strongwoman Aneta Florczyk jest przecież najsilniejszą kobietą świata!

Aneta Florczyk

Aneta Florczyk

fot. ONS

Aneta pamięta taką sytuację: jechała  z trenerem na zawody strongwoman do Szwecji. Wjechali na prom ostatni, ich samochód stał przy bramie, zastawiał wyjazd. Rano trochę zaspali. Gdy przybiegli do auta, grupka pasażerów czekała, aż odjadą.
– I wtedy jak na złość okazało się, że złapaliśmy kapcia – opowiada Aneta. – Trener szuka lewarka – nie ma! No to co miałam zrobić? Złapałam samochód za przedni zderzak i podniosłam do góry, a trener zmienił koło. Zapadła cisza. A ja tylko dziwiłam się, że nikt nie ruszył się, żeby mi pomóc...
Zszokowani pasażerowie promu nie wiedzieli zapewne, że podziwiają pokaz umiejętności najsilniejszej kobiety świata. 

– Moje pierwsze zwycięstwo w 2003 roku w Zambii było wielką sensacją – mówi Aneta. – Faworytkami były Amerykanki i zawodniczki ze Skandynawii, gdzie sport strongwoman jest najbardziej popularny. A tu wygrała najniższa, najlżejsza i najmłodsza dziewczyna z jakiejś tam Polski, o której   nawet nie słyszeli...

Jak do tego doszło?
– Nie urodziłam się z jakąś nadludzką siłą – zapewnia mistrzyni. – Mieszkałam w liczącej zaledwie 16 domów wiosce pod Malborkiem. Moi rodzice  są rolnikami. Byłam normalną, rozbrykaną dziewczynką. Chociaż pamiętam, że dziadek brał mnie czasem za rękę i, przyglądając się jej, mówił: „To będzie herszt baba!”.

Kiedy miała wtedy 16 lat i dojeżdżała do liceum w Malborku, podczas którychś zajęć wf. nauczyciel zabrał uczniów na siłownię. Aneta podniosła największy ciężar. I wtedy trafiła do klubu sportowego.
Trenowała wówczas trójbój siłowy – wyciskanie na ławce, podnoszenie sztangi i przysiad ze sztangą.

– Zakładałyśmy na siebie uciskające kostiumy, po których zostawały krwiaki na ciele – wspomina Aneta. – Bolało... Ale gdy przychodzą wyniki, zapomina się o cierpieniu.

Wraz z sukcesami zaczęły się wyjazdy zagraniczne. Nastolatka zobaczyła kawałek wielkiego świata.

Dziadek jest dumny z herszt wnuczki
– Dostrzegłam w sporcie szansę, żeby wyrwać się ze wsi – przyznaje dzisiaj. 

Jednak to, co tak fascynowało Anetę, nie podobało się jej rodzicom.
– Narzekali, że siłownia jest nie dla dziewczyn – wspomina Aneta. – Łudzili się, że kiedyś mi przejdzie.

Nie przeszło jej. Na domiar złego wkrótce zamieniła trójbój siłowy na trening do zawodów strongwoman.
W końcu jednak rodzice Anety zaakceptowali jej wybór. Dzisiaj są nawet dumni, gdy widzą ją np. w telewizji.


Monika Wilczyńska / Przyjaciółka
Oceń artykuł 16 głosów
Wyślij znajomym Wyślij znajomym
Drukuj Drukuj
Wypowiedz się!
Nick:
Opinia:
Raport specjalny