Dom pełen światła

Wszystko w tym domu jest pieśnią na cześć światła. Wielkie okna, lustra, szyby, lampiony i lampy. W grę świateł i cieni latem włącza się nawet basen w ogrodzie. Odkryty!

wnętrze, ludzie mieszkają, światło, przestrzeń

Charakterystycznym elementem architektury tego domu są duże okna. Na zdjęciu właścicielka z młodszym synkiem Stefankiem. Przy kanapie golden retriver Henio. Stół, kanapy, lampa i dodatki z Bed & Breakfast.

fot. Cezary Hładki

Dom jest duży. Trzeba go więc wypełniać treścią – mówi Agnieszka. – I wcale nie chodzi o przedmioty. Treść to ludzie, rodzina, goście, przyjaciele. Wszystko jest tu do ich dyspozycji.

Na początek prawdziwe entrée. Hol – prawie pałacowy. Pięćdziesiąt metrów kwadratowych, na podłodze mozaika z czarno-białych płytek granitu w opasce czarnego kamienia, na ścianach granit morawiecki spod Kielc. Anturaż holu też pałacowy: konsola, czarna komoda, kinkiety...

W głębi, zza skrzydeł szerokich szklanych drzwi widać już salon, taras i ogród. Tuż przy wejściu, po lewej stronie, kuchnia, z której osobnym korytarzem można dojść do jadalni, a potem do salonu. Tak właśnie, bezkolizyjnie i dyskretnie, ukrytymi łącznikami można się tu swobodnie poruszać. Jedna strefa gładko, prawie niezauważalnie, przechodzi w drugą, trzecią... Przestrzeń płynie, ale nie przytłacza ani też sobą nie epatuje. Jest naturalna, pozwala wygodnie funkcjonować wszystkim domownikom. Jest elegancka, komfortowa. I monochromatyczna, skupiona wokół odcieni łupka, ulubionego kamienia Agnieszki, który ma wiele barw: jest w nim antracyt, popiel, czerń, szarości, mokry piasek. – Taka tonacja daje spokój – mówi właścicielka. – Po zgiełku przedmiotów w pracy, po zgiełku dnia, domowe otoczenie powinno być jak bezpieczna wyspa. Czyste i klarowne. Barwy ziemi, oprócz elegancji wrodzonej należnej im z natury, mają jeszcze jedną bardzo ważną cechę: potrafią żyć własnym życiem. W dzień słoneczny łapią refleksy złota, a kiedy jest pochmurno, nabierają tonów chłodnych. Taka gama kolorów jest mi najbliższa – mówi Agnieszka. – I najbardziej bezpieczna. Jest idealną bazą dla wszystkich pór roku. Bo jak się ma prawie całe ściany okien, to wiadomo, że pejzaż jest naturalnym elementem wnętrza. Trzeba się z tym liczyć i do sprawy podchodzić z pokorą. I – rzecz jasna – okien nie zasłaniać, mimo że wokół mieszkają ludzie. Do towarzystwa sąsiadów można przywyknąć. – I to wcale nie takie trudne – twierdzi Agnieszka. – Lepiej włączyć autocenzurę, ale za to móc cieszyć się światłem i przestrzenią – dodaje. I mimo że światła jest w tym domu naprawdę pod dostatkiem, właścicielka bywa zaborcza. Nawet balustrada na klatce schodowej jest szklana, jakby w myśl zasady: każdy materiał dobry, byle tylko oddawał światło. To światło, oprócz wielkich okien ma w domu jeszcze wielu sprzymierzeńców w postaci lamp, żyrandoli, kinkietów, a także lampionów, świec, luster, szklanych blatów, słowem – przedmiotów w każdej chwili gotowych włączyć się w misterną grę tworzenia nastroju. Przy czym światła elektrycznego używa się tu dyskretnie (wszystkie lampy mają ściemniacze) i dozuje ściśle według potrzeb. A w lecie domowy teatr światła zyskuje jeszcze jednego ważnego aktora: refleksy wodne, które pojawiają się nie tylko na powierzchni basenu, ale też wspinają się po ścianie domu, skrzą mozaiką tonów. Wprowadzą do środka i ożywienie, i ukojenie. Wtedy łatwo się przekonać, że taki basen w ogrodzie to nie tylko rzecz dla ciała...

Gabriela Wilczyńska/Dom & Wnętrze
Oceń artykuł 10 głosów
Wyślij znajomym Wyślij znajomym
Drukuj Drukuj
Wypowiedz się!
Nick:
Opinia: