Weronika wychowana na kawiorze

To, że Weronika Książkiewicz zostanie aktorką, wiadomo było już w przedszkolu, do którego zdarzało jej się iść ze sztucznymi rzęsami przyklejonymi... kremem Nivea!
Weronika Książkiewicz fot. ONS
Udało się – ostatnio oglądaliśmy ją w głównej roli w serialu „Prawo miasta”.

Redakcyjny kolega strasznie mi zazdrościł, gdy umówiłam się z panią na wywiad. Zawsze była pani taka piękna?
Uroda to kwestia gustu. Ja jako dziecko byłam trochę pulchna, a na dodatek dosyć „ciapkowata” – miałam nie najlepszą koordynację ruchów i ciągle się przewracałam albo spadałam z trzepaka, ulubionego miejsca zabaw dzieciaków z mojego podwórka. Rodzice przywykli, że miałam wiecznie poranione kolana, ale gdy na łyżwach przytrafił mi się wstrząs mózgu, postanowili coś z tym zrobić. Wysłali mnie na gimnastykę artystyczną, a potem do szkoły baletowej i tak doszłam do formy…

Mówi się, że mężczyźni boją się pięknych kobiet, rezygnują choćby z prób nawiązania znajomości, bo myślą, że nie mają szans. To prawda?
Nie zauważyłam niczego takiego, raczej odwrotnie, mężczyźni bardzo często podchodzą do mnie i zagadują. Tak więc moja uroda wcale nie jest taka zniewalająca? (śmiech)

Jest pani chyba jedyną aktorką, która przyznaje się, że lubi tłuste jedzenie, jakim więc sposobem udaje się pani zachować zgrabną figurę?
Prawdę mówiąc aż do szkoły średniej miałam z tym problem – zawsze byłam za duża. Ale słodkich i tłustych rzeczy jakoś nie potrafiłam i nadal nie potrafię sobie odmówić. Na szczęście w okresie dojrzewania zmieniła mi się przemiana materii, teraz mogę jeść wszystko, co lubię i nie odkłada mi się to na biodrach, jak kiedyś.

Umie pani gotować?
Umiem i bardzo lubię. Wszystkim przyjaciołom smakuje mój makaron z bardzo kalorycznym włoskim sosem carbonara, robionym ze śmietany, jajek i boczku, oraz zupa pomidorowa, która w moim wykonaniu jest po poznańsku treściwa.

Właśnie – jest pani poznanianką, ale urodziła się pani w Moskwie. Proszę wyjasnić te rodzinne zawiłości...
Moja mama studiowała tam choreografię i pedagogikę, poznała tatę i tak się to potoczyło… Potem krążyłam między Moskwą, gdzie rodzice jeszcze kończyli studia, a Poznaniem, gdzie zajmowała się mną babcia. Pierwszy raz leciałam samolotem, mając dwa miesiące. Wszyscy razem zamieszkaliśmy w Polsce w połowie lat 80., ale do tego czasu zdążyłam się jeszcze nauczyć języka rosyjskiego tak, jak pewnie nigdy nie nauczyłabym się go, mieszkając cały czas w Polsce.

A w domu? Z mamą rozmawiała pani po polsku, a z tatą po rosyjsku?
Z tym było różnie. Tata błyskawicznie nauczył się bardzo dobrze mówić po polsku (dziś trudno zauważyć u niego choćby ślad obcego akcentu) i bardzo szybko zaczął rozmawiać z nami w tym języku. Jedyną osobą, z którą rozmawiałam wyłącznie po rosyjsku, była babcia, mama mojego ojca, mieszkająca jakiś czas z nami w Poznaniu. Potem wróciła do Moskwy, a teraz już jej, niestety, nie ma…

Dzieci z mieszanych małżeństw nie zawsze są w pełni akceptowane. Rówieśnicy pani nie dokuczali?
Cóż, zdarzało się. Dzieci bywają bezwzględne i czasami potrafią nieźle dokuczyć. Ja przeszłam przez to na samym początku podstawówki. Koledzy zobaczyli w dzienniku, gdzie się urodziłam. Zdarzało się więc, że wołali za mną „Ruska”. Najgorzej było, gdy babcia robiła mi do szkoły kanapki z kawiorem, który w Rosji był po prostu traktowany tak, jak u nas parówki. Dzieciaki strasznie się ze mnie wyśmiewały i wydziwiały, że jem takie świństwo.

A teraz ma pani przyjaciół?
Mam tylko dwie, za to prawdziwe przyjaciółki. Klaudyna, którą znam od podstawówki, mieszka w Poznaniu. Druga, Kasia, jest też... moją młodszą o siedem lat siostrą, ale czasami mam wrażenie, że jest odwrotnie, że to ona jest starsza ode mnie, bardziej dojrzała. Niestety, nie mieszka w Polsce, bo najpierw wymyśliła sobie, że skończy liceum w Cambridge, a teraz zaplanowała studia w Hiszpanii. Ale rozmawiamy ze sobą codziennie. Dzwonię do niej zawsze, gdy mam jakieś problemy – wszystko jedno – zawodowe czy z facetami albo gdy jest mi po prostu źle. Ona zawsze potrafi mnie uspokoić, doradzić... Kiedy się czymś martwię, ona mówi, że wszystko będzie dobrze, że wszystko się ułoży i… tak się potem najczęściej dzieje.

Długo żyła pani na walizkach, krążąc między Poznaniem a różnymi miastami, w końcu kupiła pani mieszkanie w Warszawie. Już je pani urządziła?
Nie bardzo. Mam łóżko, mały telewizorek, który stoi na taborecie i ma antenę zrobioną z widelca, a od niedawna sofę, którą kupiłam tylko dlatego, że wymogli to na mnie rodzice. Teraz codziennie dzwonią do mnie, namawiając na kupno szafy, bo wszystkie moje ubrania trzymam poupychane w torbach i walizkach. Ale, jak siebie znam, na pewno zajmie mi to jeszcze kilka miesięcy.

Nie lubi pani zakupów, czy to przysłowiowa poznańska oszczędność?
Nie cierpię zakupów, nawet ciuchów nie lubię kupować. Najczęściej kupuję rzeczy, które wypatrzę przypadkiem, ot tak, przy okazji. Ale żeby pojechać specjalnie do galerii handlowej na zakupy, muszę mieć naprawdę dobry dzień. A i tak straszliwie się przy tym zawsze umęczę. Szczególnie wkurzają mnie przebieralnie, dlatego najczęściej biorę rzeczy bez przymierzania i kończy się tym, że je po prostu zwracam.

W takim razie na co najchętniej wydaje pani pieniądze?
Na podróże. Ostatnio przyłączyłam się mojej mamy, która prowadzi szkołę tańca i jechała ze swoimi uczniami na wymianę do Miami. Przez dwa tygodnie zjeździłam Florydę wzdłuż i wszerz. To była już druga moja podróż do Stanów Zjednoczonych i, mam nadzieję, nie ostatnia.

Czy pani tata też jest artystą?
Nie, tata jest wielkim pasjonatem szybkich, przeraźliwie szybkich samochodów.

Nie ma żalu, że żadna z córek nie poszła w jego ślady?
To nie do końca prawda, bo choć wybrałam inny zawód i zostałam aktorką, to samochody też lubię. Tata właśnie przygotowuje mnie do startu w rajdach samochodowych i już niedługo bedę brała udział w wyścigu na jedną czwartą mili. Wystartuję samochodem subaru impreza. A poza tym jest spora szansa na wnuki, które rownież podzielą jego wielkie pasje.

A propos wnuków, ostatnio często widywana jest pani z Kubą Wesołowskim, aktorem znanym z serialu „Na Wspólnej”.
Jedna z gazet napisała nawet o jego oświadczynach...

Ja też dowiedziałam się o tym z tej gazety. Więcej nic mi na ten temat nie wiadomo.

Rozmawiała  Teresa Zuń / Przyjaciółka
Tagi: książka
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)