Teri Hatcher

Jedna z bohaterek serialu "Gotowe na wszystko". W ciągu roku jej życie zmieniło się o 180 stopni.
/ 16.03.2006 16:57
Kiedy w styczniu tego roku została wywołana na scenę po odbiór Złotego Globu za rolę Susan w kultowym serialu "Gotowe na wszystko", nie mogła pohamować łez. "Jestem wam ogromnie wdzięczna za danie mi drugiej szansy. I to w świecie, gdzie wygląd zbudowany na przerośniętym ego jest podstawowym składnikiem sukcesu".

Widownia szemrała, że tak szczerych łez podczas tej imprezy naprawdę nie widziano od dawna. Nic dziwnego. Bo od dawna nikt nie czuł aż takiej wdzięczności do losu, jak ona. 40-letnia kobieta w Hollywood nie zaczyna kariery, tylko leczy rany po jej zakończeniu. Tym bardziej, jeśli zaprzepaściła wiele szans w swoim życiu.

Pierwszy biust Ameryki
Teri miała już swoje pięć minut. Odkąd pamięta, chciała być aktorką, a rodzice: Owen - inżynier elektryk i Esther - programistka komputerowa ją wspierali. Teri biegała na wszystkie możliwe castingi i choć jej kariera nie rozwijała się w ekspresowym tempie, powoli pięła się w górę.
Po zagraniu mnóstwa epizodów zdobyła niewielką, ale stałą rolę w "MacGyverze". Potem zagrała w serialu o nowych przygodach Supermana. Emitowany w amerykańskiej telewizji od 1993 do 1997 roku "Lois i Clark" przyniósł jej sporą popularność w USA. W 1997 dostała nawet angaż do produkcji kinowej. Rola dziewczyny Bonda u boku Pierce'a Brosnana w "Jutro nie umiera nigdy" została zauważona i doceniona. Dzięki niej zarobiła sporo na kontraktach reklamowych. Później dużym sukcesem był sitcom "Seinfeld", którego scenarzysta cały odcinek poświęcił na dywagacje w sprawie urody jej naturalnego biustu. Serial rozsławił jego właścicielkę na długo. Po tych kilku sukcesach Hatcher niespodziewanie wskoczyła na elitarną hollywoodzką listę A, na której są największe gwiazdy. Ale wtedy zachowała się arogancko wobec losu i zapłaciła za to.

Przedwczesna emerytura
W 1997 roku Teri odkryła, że jest w ciąży, postanowiła zrobić przerwę na odchowanie dziecka, a potem wrócić do zawodu. Albo nie, jeśli rola gospodyni domowej przypadnie jej do gustu. Miała już za sobą jeden rozwód - z trenerem fitnessu Marcusem Leitholdem. Ich zawarte w 1988 roku małżeństwo rozpadło się błyskawicznie. Uważała, że lepiej będzie, jeśli tym razem poświęci się rodzinie. Drugi mąż, poślubiony w 1994 roku aktor Jon Tenney zarabiał na tyle dobrze, że nie musiała martwić się o dochody.

Szybko odnalazła się jako matka i pani domu. Sprzątała, gotowała i zajmowała się Emerson Rose. Po paru latach coś zaczęło się psuć. Teri nigdy nie zdradziła, co naprawdę doprowadziło do rozpadu jej związku. Próbowała ratować swoje małżeństwo. "Najważniejsze było dla mnie wtedy zapewnienie Emerson domu. Nie chciałam, żeby córka płaciła za moje błędy", mówi. W końcu, po dziewięciu latach szarpaniny, rozwiodła się. Były mąż znalazł się w tarapatach finansowych i przestał płacić alimenty. Aktorka stała się samotną matką bez środków do życia.

Gotowa na najgorsze
Na łatwy powrót do pracy było za późno. Teri udało się wówczas napisać i sprzedać stacji ABC scenariusz pilotażowego odcinka serialu o samotnej matce w Hollywood. "Cieszyłam się jak dziecko. Ja, mała głupia Teri, sprzedałam scenariusz", wspominała. Ale o graniu mogła zapomnieć.
Nikt o niej nie pamiętał. Gdy na przesłuchaniu zaglądano w metrykę, sprawa była przesądzona. W Hollywood była emerytką bez dorobku. "Godzinami leżałam zwinięta na podłodze i płakałam", wspominała w jednym z wywiadów. Nie marzyła już o dobrych rolach. Pragnęła tylko złapać jakiekolwiek zajęcie i zapłacić rachunki. Nad Teri i Emerson zawisła groźba eksmisji. "To chyba najgorszy aspekt tego zawodu. Gdy się człowiekowi nie wiedzie, po prostu myśli, że jest bezwartościowy i już nie ma siły walczyć".
Kiedy dostała scenariusz "Gotowych na wszystko", przemknęło jej przez myśl, że jest stworzona do roli Susan, która w serialu jest samotną zdesperowaną matką. Szybko zdusiła w sobie nadzieję.

Uśmiech losu
Ale już po kilku minutach było jasne, że nikt nie będzie tak dobry jako Susan. "Opuszczając budynek wiedziałam już, że mam tę pracę".
Z dnia na dzień życie Teri zmieniło się o 180 stopni. Zaczęły przychodzić zaproszenia na prestiżowe imprezy i ciuchy od znanych projektantów. Zaproponowano jej sygnowanie własnym imieniem linii kosmetyków.

Wszystko, co najważniejsze
Mogła się wreszcie odprężyć. Ale nie wpadła w euforię. Mądrzejsza o to, co przeżyła, postanowiła być pokorna wobec losu i nie zmarnować swojej szansy. "Z pewnością jestem rozsądniejsza niż ładniejsza. Ale nawet gdybym miała wybór, wolałabym być zabawna, rozsądna i miła niż pociągająca. Bo nikt nie jest atrakcyjny zawsze. I jeśli atrakcyjność to wszystko, co masz, w wieku 40 czy 50 lat możesz mieć już spore kłopoty ze swoim życiem", uważa skromnie Teri, choć trudno w to uwierzyć, widząc ją na zdjęciach i w serialu.

Dlatego nadal za najbardziej ekscytującą rzecz w kompletowaniu ubrania uważa cenę. Kiedy ma wolną chwilę, buszuje w second-handach, by wypatrzyć jakąś okazję. "Nie ma większej frajdy, niż zdobyć za 20 dolarów żakiet, który wcześniej kosztował 500", mówi Teri. Nadal nosi też tylko to, co lubi. Rzeczy, w których - jak mówi - czuje się tylko dodatkiem, odrzuca z miejsca. Do szczęścia wystarczają jej dżinsy, jakiś żakiet. Teri nie przejmuje się specjalnie swoją sylwetką. "Jem dużo tuczących rzeczy. I nienawidzę ćwiczeń w sali gimnastycznej. Lubię się poruszać na świeżym powietrzu. Jestem uzależniona jedynie od ćwiczeń S-factor, czyli ćwiczenia ruchów jak w striptizie, które wyzwalają w człowieku zmysłowość i powodują, że czuje się bardziej sexy dla siebie samego", przyznała niedawno w talk-show u Oprah Winfrey.

Ciasteczko zamiast seksu
Samotną aktorką zaczęli interesować się mężczyźni. Przyznaje, że bycie samotną matką to ciężka dola. "Wszystko - wychowywanie, pranie, sprzątanie, rachunki są na twojej głowie. Czasami udaje mi się przetrwać kolejny dzień jedynie dzięki temu, że jestem osobą, która w życiu improwizuje i działa na bieżąco". Jeszcze niedawno przyznawała, że nawet nie pamięta, jak to jest uprawiać seks z mężczyzną. "Moje życie erotyczne jest znacznie mniej podniecające niż innych aktorek, chyba że brać pod uwagę wibrator...", wypaliła pewnego razu.
Chciałaby znaleźć kogoś, kto ją pokocha. "Musi mnie pragnąć i akceptować. Nie szukam ojca dla dziecka. Na pewno nie będzie to aktor, bo żaden aktor nie powinien wiązać się z innym aktorem".
Znalezienie kogoś takiego wymaga czasu i cierpliwości. Tymczasem codziennie o szóstej rano Teri odwozi córkę do szkoły. Razem gotują, sprzątają i urządzają pikniki. Specjalnością domu są ciastka wypiekane według skomplikowanych przepisów Marthy Stewart. W przeciwieństwie do postaci, w którą wciela się w serialu, Teri doskonale gotuje. Przede wszystkim koncentruje się na sobie i dziecku, nie ugania się za facetami. Dlatego pytana, jak czuje się jako nowa Sarah Jessica Parker, odpowiada: "Naprawdę nie wiem, co odpowiedzieć. Po prostu cieszę się, że mam pracę. Jeśli ktoś jest w tym interesie jak ja od stu lat, to taka rola jest jak wygrana w toto-lotka. Bierze się, co niesie los i o nic się nie pyta. Nie wybrzydza, nie snuje planów, tylko robi swoje i podsumowuje: "Nie wyobrażam sobie lepszej niż moja sytuacji dla aktorki w wieku 41 lat".

Magda Łuków
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)