Szczęście znów się do mnie uśmiecha

Ani Wyszkoni ma już za sobą długi i trudny rozwód, wciąż podbija serca słuchaczy, cieszy się 4-letnim synkiem Tobiaszem i... nową miłością.
Kiedy mama wyjeżdża, Tobiaszem opiekuje się babcia Urszula. Ania bardzo za nim tęskni. W sezonie letnim bywa, że nie ma jej nawet cztery dni. Do tej pory jednak nie ominęło ją nic, co w życiu synka było ważne. Przy niej pierwszy raz stanął, zaczął stawiać pierwsze kroki, powiedział pierwszy wyraz "traktor".
Nie widziała tylko, jak wyrzynał mu się pierwszy ząbek, ale babcia szybko wysłała SMS-a. Był 21 lipca - obchodziła akurat 22. urodziny.

Na piętrze rodzinnego domu w Tworkowie, tam gdzie kiedyś mieszkała z mężem, dzisiaj wszystko wygląda inaczej. Po rozstaniu z mężem Ania urządziła mieszkanie od nowa - swój pokój i Tobiasza. W tym drugim jest prawdziwa składnica traktorów, którymi malec uwielbia się bawić.

Ona sama jest radosna, wyciszona. Uważa, że zakończył się w jej życiu pewien rozdział, do którego wraca już bardzo rzadko.

Rozwódka z dzieckiem
Zakochała się, kiedy miała 17 lat. Cztery lata później zaszła w ciążę, wzięli ślub. Robiła plany, wyobrażała sobie, że będzie jej się żyło jak w bajce. Nie udało się.
- Kiedyś w regionalnej gazecie przeczytałam, że rzuciłam męża, bo stałam się gwiazdą. To bzdura. Łzy największy sukces odniosły pół roku po naszym rozstaniu, a jego przyczyną na pewno nie była moja kariera - przypomina Anna. - Po prostu nam nie wyszło. Okazało się, że bardzo się od siebie różnimy i nie byliśmy gotowi na małżeństwo. Byłam młoda, niedojrzała, nie znałam konsekwencji swojej szalonej miłości.
Rozwódka z dzieckiem - tak pisali w gazetach. Radziła sobie z tym, skupiając się na wychowaniu synka i na pracy. Powstawała akurat najbardziej znana płyta zespołu "Nie czekaj na jutro". O tym, co było, starała się nie myśleć.

- Ale tak się tylko mówi - zamyśla się. - Niełatwo jest rozstać się o kimś, z kim spędziłam kilka dobrych lat. Najbardziej jednak bolało mnie to, że Tobiasz nie będzie miał normalnej rodziny, że jego tata zamieszka w innym domu. Wiem, że kiedyś może przyjść do mnie i zapytać: "Mamo, dlaczego?" Sądzę jednak, że jakoś to sobie wyjaśnimy, że mnie zrozumie.
Ania nie wyobrażała sobie, żeby synek nie został przy niej. Zresztą ojciec zgodził się na to od razu. Dziś spotykają się co drugi weekend, gdy przyjeżdża z pracy w Niemczech. Dobrze się rozumieją. Tobiasz doskonale wie, kto jest jego tatą.
- Rozstaliśmy się i zaczęliśmy toczyć jakąś bezsensowną wojnę - mówi Anna. - O co? O dom, w którym nie zdążyliśmy zamieszkać. Włożyłam w jego budowę całe swoje serce. Kiedy on pracował za granicą, sama za wszystkim biegałam. Dlatego było mi ciężko oddać go ot tak. Stoi w stanie surowym. Jest na sprzedaż, a my nie możemy się dogadać. Coraz rzadziej jednak o nim myślę. Mam Tobiasza, Łzy i... znowu jestem zakochana.
To widać. Twierdzi, że z wzajemnością. Mówią to jej oczy, uśmiech, który nie znika z twarzy, kiedy o nim mówi. Ale kim jest tajemniczy mężczyzna, zdradzić nie chce.
- O tym, w kim jestem zakochana, wciąż czytam w gazetach - śmieje się. - Ale one wypisują, co chcą. W rzeczywistości nie chowamy się przed światem, ale nie chcę naszego związku rozdmuchiwać. Był czas, kiedy dużo mówiłam o swoim życiu prywatnym, o pierwszej miłości, rozstaniu z mężem. Teraz jestem szczęśliwa i niech zostanie tak jak najdłużej.


Romantyczny i tajemniczy ktoś
Kiedy go poznała, jej serce było już wolne, ale nie szukała partnera za wszelką cenę. - Nie oglądałam się za każdym facetem - mówi. - Wiedziałam, że przyjdzie. I... zjawił się. Jest fantastycznym, ciepłym i romantycznym mężczyzną, przy którym wreszcie czuję się bezpieczna. Kupuje mi kwiaty, perfumy. Zna zapachy, które lubię, wie, jaki mam gust, i nawet kiedy kupuje mi sukienkę czy spodnie - trafia w dziesiątkę.
Ania nie kryje, że partner bywa w jej rodzinnym domu, że znają się z Tobiaszem. - Moja mama na początku bardzo się bała - wyznaje.
- Rozmawiałyśmy wiele razy. Tłumaczyłam jej, że moje życie idzie dalej, nie chcę być sama, że nie potrafię żyć bez kochającego mężczyzny u swego boku.
W końcu pani Urszula pogodziła się z tym, że jej córka będzie miała nowego partnera. Prosiła tylko, żeby do tego związku podchodziła z większą rozwagą.
- Ślub? Nie, na razie nie mam takich planów - śmieje się piosenkarka. - Nigdy nie mówiłam, że nie wyjdę drugi raz za mąż, ale moja miłość jest teraz dojrzalsza niż osiem lat temu. Dlatego najpierw musimy pomieszkać razem, zobaczyć jak to jest. We własnym domu! Nie wyobrażam sobie, żebyśmy tu zostali - ja na górze z facetem, na dole rodzice. Mam 25 lat i dużo doświadczeń za sobą, ale przede mną całe życie.


Tobiasz słucha jej piosenek
W domu w Tworkowie mieszkają właściwie we trójkę. Ojciec Ani i brat pracują za granicą i przyjeżdżają raz na jakiś czas. Mimo to Tobiasz szaleje za dziadkiem i kiedy przyjeżdża, nie odstępuje go ani na krok.
Ania dużo pracuje, zwłaszcza podczas wakacji, kiedy jest najwięcej koncertów. - Ale gdy wracam, syn wciąż jeszcze mnie poznaje - żartuje. - Bez wątpienia jest najważniejszym człowiekiem w moim życiu - dodaje po chwili. - Widzę, jak rośnie, rozwija się, jak każdego dnia robi coś nowego.
Kiedy Anna jest w domu, często śpią razem. - Synek budzi się w nocy, woła mnie. Wtedy idę, on przytula się i zasypia.
Rano tradycyjnie jedzą razem śniadanie. Potem bawią się albo idą na spacer. W gotowaniu wyręcza ją mama. - Kiedy muszę, udaje mi się coś upitrasić, ale na co dzień mama jest moim wybawieniem - śmieje się Anka. - Może kiedy zamieszkam ze swoim mężczyzną, też polubię gotowanie. I będę się cieszyć, gdy mnie pochwali, powie, że mu smakuje.
- Czy mój nowy partner dogaduje się z Tobiaszem? - zamyśla się Ania. - Owszem, świetnie się rozumieją, ale nie pokochają. się z dnia na dzień Trzeba nad tym popracować. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby mój facet nie zaakceptował Tobiasza. On mnie kocha, a Tobiasz jest częścią mnie, częścią mojego życia.
Brak mamy w domu Tobiasz rekompensuje sobie, oglądając ją w telewizji. Słucha jej piosenek, a "Pierwszą łzę" czy "Wróciłam" potrafi zaśpiewać. - Jednak przed zaśnięciem woli, kiedy śpiewam mu kolędy - "Cichą noc" albo "Lulajże Jezuniu" - śmieje się Ania.


Nie mam ochroniarza
Anna Wyszkoni zdobyła z zespołem Łzy niekwestionowaną sławę. Od kiedy przed pięciu laty wylansowali przebój "Agnieszka już tu nie mieszka", słucha ich cała Polska. Dwa razy byli w Stanach. Są lubiani, popularni... - Żyję wygodnie, to prawda, ale nie są to kokosy - mówi Anna. - Owszem, mam samochód toyotę, którą niedawno kupiłam, lubię, żeby kreacje, w których wychodzę na scenę podczas ważnych koncertów, były zaprojektowane i uszyte specjalnie dla mnie. Ale czy to takie niezwykłe? Dziś ważniejsze jest, że spełniają się moje marzenia. Zawsze chciałam śpiewać. Marzyłam o tym od piątego roku życia. Teraz stojąc na scenie, jestem spełniona.
- Czy jestem gwiazdą? Nie wytwarzam wokół siebie takiej otoczki. Nie mam ochroniarza. Maluję się tylko na scenę. Po zakupy chodzę bez makijażu, a jeśli mnie rozpoznają, chętnie rozdaję autografy. I cieszy mnie to!
Ania Wyszkoni coraz częściej myśli o swoim miejscu na ziemi. - Mam scenę, mikrofon, cudowne dziecko, rodziców, którzy mnie kochają, i mężczyznę u swojego boku - wyznaje.
- Teraz nadchodzi czas, żeby zamieszkać we własnym domu. Mój partner też tego chce. A Tobiasz? Kiedyś spytałam go, czy pojechałby z mamą, czy chciałby zostać z babcią. Powiedział, że jedzie ze mną. Więc czy to dziwne, że kiedy rano wstaję z łóżka, jestem uśmiechnięta?

Tomasz Brunner
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)