Święta sióstr

„U nas wszystko jest zgodnie z tradycją”, mówią siostry Przybysz z zespołu Sistars. Więc dlaczego w wigilijny wieczór nie będą jadły śledzia ani karpia? I co do tego mają krowie oczy?
Nie możecie się doczekać świąt?
Paulina Przybysz: No pewnie. Uwielbiamy święta. To taki błogi czas, kiedy nie musimy iść na żadne spotkanie, odbierać telefonów, tylko po prostu siedzieć z najbliższymi i gadać.

– Po raz pierwszy Wigilię organizujecie u siebie w domu?
P. P.: Tak. Wcześniej w tym domu mieszkali z nami jeszcze rodzice. Teraz przeprowadzili się do Warszawy i całą chałupę mamy dla siebie. Wszystkich dziadków, babcie i wujka chcemy sprosić tutaj.

– I same będziecie przyrządzały wszystkie potrawy?
Natalia Przybysz: Coś ty! Nasze babcie nigdy by na to nie pozwoliły.
P. P.: Opowiem ci, jak to będzie wyglądało, bo to jest wszystko łatwe do przewidzenia. Na 13.00 przyjadą do nas rodzice. Będziemy sprzątać na błysk. Potem usiądziemy i zaczniemy rozmyślać, co przygotować. Zadzwoni jedna babcia i powie: „Ja już narobiłam pierogów i grzybki”, potem zadzwoni druga i powie: „A ja usmażyłam pieczarki”. No i my wtedy zabierzemy się za barszcz. O 17.00 wyjedziemy po babcie i dziadków. Przyjedziemy, zasiądziemy przy stole, podzielimy się opłatkiem. Trochę zjemy i dziadek powie: „To może by tak prezenty porozpakowywać”.
N. P.: A potem zacznie się nasza ulubiona część Wigilii. Babcia Marysia zacznie śpiewać kolędy. Ona ma świetny głos, bardzo niski, że my same czasem nie wyrabiamy już, jak z nią śpiewamy. Dziadek wyjmie harmoszkę i tak będziemy sobie kolędować.

– Jak to jest, kiedy na Wigilii nie ma karpia?
P. P.: A skąd my mamy wiedzieć?

– No jak to? Przecież jesteście zagorzałymi wegetariankami.
N. P.: Niecała nasza rodzina nie je ryb i mięsa. Nie martw się. U nas wszystko jest zgodnie z tradycją.

– Ale chyba z tradycją buddyjską?
N. P.: To prawda, że buddyzm bardzo mnie interesuje. Zaczytuję się w książkach mnichów buddyjskich, staram się wcielać ich nauki w życie. Ale nie wiem, czy już mogę powiedzieć, że jestem buddystką.
P. P.: Ze mną jest podobnie. Ale do zdeklarowania się jeszcze daleka droga.

– Jak długo już nie jecie mięsa?
N. P.: Długo. Jakieś 10 lat. Ale ten nasz wegetarianizm nie jest związany z religijnymi zainteresowaniami. Wszystko zaczęło się od naszej mamy, która kilkanaście lat temu była bardzo chora. Lekarze właściwie nie dawali jej zbyt wielkich szans. Wtedy zaczęła szukać rozwiązania na własną rękę. Odstawiła mięso i od razu zaczęła się lepiej czuć. Nam początkowo odradzała, twierdziła, że jeszcze jesteśmy za młode, ale kiedy w końcu w naszych małych główkach pojęłyśmy, że kotlet mielony to jest mięso krowy, zwierzęcia, które ma oczy trzy razy większe niż człowiek, postanowiłyśmy, że czas z tym skończyć.

– Podobno też ćwiczysz jogę. To też wpływ mamy?
N. P.: Nasza mama pokochała tai-chi. Teraz już jest instruktorką i sama uczy. Mnie jednak od początku bardziej pasowała joga.

– A Ty, Paulino, ćwiczysz z siostrą?
P. P.: Coś ty! To jakoś tak głupio ćwiczyć z siostrą.
N. P.: Zawsze mogę ci pożyczyć karimatę.
P. P.: Ale ja nie chcę zaczynać czegoś, co będę musiała przerwać. Zresztą co poniedziałek sobie planuję, że zacznę ćwiczyć, dbać o siebie... A potem przychodzi wtorek...

– I wyjeżdżacie w trasę.
P. P.: Właśnie. Wyjeżdżamy i zapisanie się na jakieś cykliczne zajęcia okazuje się zupełnie niemożliwe.
N. P.: Wiesz co, Paulina, pamiętam, że jak jeszcze mieszkałyśmy razem, to rano i brzuszki były, i wszystko, a teraz to już nic ci się nie chce.

– Już nie mieszkacie razem?
N. P.: Tutaj mieszkamy razem, ale na wyjazdach Paulina mieszka ze swoim chłopakiem, a ja sama.
P. P.: Wcześniej to Natalia zawsze miała chłopaków, a ja byłam sama. I kiedyś tak płakałam po jakiejś niespełnionej miłości, że mój obecny chłopak zaczął mnie pocieszać i tak mnie pociesza już drugi rok.

– No to teraz Natalia czuje się na wyjazdach samotna.
N. P.: Na wyjazdach każdy czuje się samotny. Takie poczucie tymczasowości jest na dłuższą metę bardzo męczące. Jeżeli ktoś myśli, że w trasach jest superwesoło, bardzo się myli. Bo to są długie godziny w busie, noce w hotelach z dala od domu.

– To może powinnaś, Natalio, i Ty częściej zabierać swego chłopaka?
P. P.: Piotr się nie zmieści, bo nie ma już miejsca w busie (śmiech).
N. P.: To nawet nie o to chodzi. On ma swoją pracę, swoje zajęcia. Nie mogę mu organizować życia.



– Jesteście zmęczone tym życiem na walizkach?
P. P.: Mam ostatnio takie marzenie. Zamieszkać w kamienicy w centrum miasta i co rano schodzić do kawiarni na kawę. Biorę swego laptopa, odpisuję na maile, nigdzie się nie spieszę, nikt mnie nie goni.
N. P.: Albo żeby tak kolację zjeść w domu, potem się wykąpać i położyć we własnym łóżku. To by było coś. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak było. Teraz albo wracamy do domu w środku nocy, albo śpimy u swoich chłopaków, bo wcześniej nie miałyśmy dla nich czasu.
P. P.: Ciągle się dziwię, że każdego dnia my mamy tyle do zrobienia.
N. P.: Już ty przestań się tak wszystkiemu dziwić!
P. P.: Czy ja jednak mogłabym się trochę podziwić? Czy ja muszę żyć według twego braku dziwu?

– Często tak między Wami iskrzy?
N. P.: Często. Nie znoszę, jak Paulina mi przy innych zwraca uwagę.

– Wymagająca z Ciebie siostra, Paulino?
P. P.: No pewnie, że wymagająca. Jak skończę śpiewać, to zatrudnię się w szkole jako wychowawczyni. I potem ciągle będę tłumaczyć dzieciom, co mają robić (śmiech).

– Czego Wam życzyć na Nowy Rok?
P. P.: Dzieci...
N. P.: Przestań. Nieprawda.
P. P.: Jak to nie? Wczoraj cały dzień mówiłaś o macierzyństwie.
N. P.: Ojej, tak sobie mówiłam. To nie znaczy, żebym chciała od razu mieć dziecko. To na razie jest jeszcze nierealne.

– To oprócz dzieci?
N. P.: Chciałabym, żebyśmy miały prawdziwego menedżera, który się nami zajmie i zdejmie nam z głowy obowiązki, którym teraz musimy sprostać, zamiast zajmować się muzyką. Marzę o tym, żeby mieć czas na ćwiczenie śpiewu i na jogę. I jeszcze chciałabym osiągnąć stabilizację duchową.

– Co to znaczy?
N. P.: Chciałabym po prostu wypośrodkować między słuchaniem samej siebie a zwracaniem uwagi na
to, co mówią inni. Chciałabym słyszeć swój głos wewnętrzny i intuicję i żyć zgodnie z samą sobą.
P. P.: A mi nie pozostaje nic innego, jak się pod tym podpisać.

Rozmawiała Iza Bartosz
Zdjęcia Janusz Nowicki
Stylizacja Jola Czaja
Makijaż Iza Wójcik
Fryzury Łukasz Pycior
Scenografia Magda Araszkiewicz

Dziękujemy firmie Villeroy & Boch za pomoc w realizacji sesji.
Redakcja VIVY! dziękuje Pani Magdzie Gessler i restauracji Alegloria za przygotowanie potraw na wigilijny stół.




Od lewej: Natalia Przybysz, tata Jacek, mama Anna i Paulina.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/12 lat temu
Uwielbiam je!Sa najlepszym zespolem w kraju,ktory nie tworzy kiczu!!Przyjaciel z Brukseli zakochal sie w ich muzyce i zabral mi ich plyte!!Bardzo bym chciala aby zaistnialy chociaz w Niemczech,zdobyly USA bo moim zdaniem stac je!!